Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 86
Перейти на страницу:

— Żegnam pana, Herr Brecker.

— Żegnam pana, Herr Sturmbannführer.

Usiadł w volkswagenie na fotelu obok kierowcy i przez chwilę się zastanawiał. Idealnym miejscem wydawało się koło zapasowe, ale nie miał na to czasu. Plastikowa tapicerka drzwi była zamontowana na stałe. Sięgnął pod tablicę rozdzielczą i po chwili natrafił palcami na gładką powierzchnię. Powinna wystarczyć. Oderwał dwa kawałki taśmy i przymocował paczkę do chłodnego metalu.

Potem wsadził taśmę do torby Luthera i wyrzucił ją do jednego ze stojących przy kuchni pojemników na śmieci. Leżący na wierzchu sakwojaż z brązowej skóry wyraźnie kłuł w oczy. March znalazł złamany kij od szczotki, wygrzebał w śmieciach dziurę i po kilku chwilach torba zniknęła pod fusami kawy, śmierdzącymi rybimi głowami, kawałkami tłuszczu i robaczywą wieprzowiną.

2

Żółte znaki, na których widniało pojedyncze słowo Fernverkehr — ruch tranzytowy — wskazywały wyjazd z Berlina w stronę biegnącej pierścieniem wokół miasta autostrady. Cały południowy pas March miał prawie wyłącznie dla siebie; nieliczne samochody i autobusy, które pojawiły się wczesnym niedzielnym rankiem na drodze, zmierzały na ogół w przeciwnym kierunku. Minął ogrodzenie lotniska Tempelhof i znalazł się nagle na peryferiach; po obu stronach szerokiej drogi widać było ponure uliczki. Stały wzdłuż nich rachityczne drzewa o poczerniałych pniach i wzniesione z czerwonej cegły domy i sklepy.

Po lewej stronie zobaczył szpital, po prawej nieczynny, zamknięty na głucho kościół, którego ściany upstrzone były partyjnymi sloganami. „Marienfelde” widniało na drogowskazie. „Bückow”. „Lichtenrade”.

Zatrzymał się na czerwonych światłach. Droga na południe stała przed nim otworem — droga w stronę Renu, Zurychu, Ameryki… Z tyłu rozległ się dźwięk klaksonu: zmieniły się światła. March włączył kierunkowskaz, skręcił z głównej szosy i szybko zniknął w labiryncie podmiejskich uliczek.

We wczesnych latach pięćdziesiątych w euforii zwycięstwa ulicom nadawano nazwiska generałów: Student Strasse, Reichenau Strasse, Manteuffel Allee. March zawsze się tu gubił. Czy z Modela trzeba było skręcić w prawo w Dietricha? Czy najpierw w lewo w Paulusa i potem dopiero w Dietricha? Jechał wolno wzdłuż rzędu identycznych bungalowów, aż w końcu rozpoznał ten właściwy.

Zajechał na znajomy podjazd i już chciał zatrąbić, kiedy przypomniał sobie, że nie jest to pierwsza, ale trzecia niedziela miesiąca — że nie ma zatem tu czego szukać — i że w ogóle zabroniono mu dostępu do syna. Tutaj potrzebny był frontalny atak, coś w duchu samego Hassa Manteuffla.

Obok betonowego podjazdu nie walały się zabawki, a kiedy zadzwonił do drzwi, w środku nie zaszczekał pies. March zaklął pod nosem. Widać taki już był jego los w tym tygodniu: nie otwierały się przed nim żadne drzwi. Cofnął się z ganku i utkwił oczy w oknie. Zatrzepotała lekko firanka.

— Pili! Jesteś tam?

Skraj firanki odchylił się nagle, jakby jakiś niewidoczny dygnitarz pociągnął za sznurek, odsłaniając portret. W oknie ukazała się blada twarz jego syna.

— Czy mogę wejść do środka? Chcę z tobą porozmawiać. Twarz pozbawiona była wyrazu. Firanka opadła z powrotem. To dobry czy zły znak? March nie miał pojęcia. Pomachał w stronę pustego okna i wyciągnął rękę w stronę ogrodu.

— Zaczekam tam na ciebie.

Podbiegł do małej drewnianej furtki i spojrzał w górę i dół ulicy. Bungalowy po tej stronie, bungalowy po przeciwnej. Ciągnęły się we wszystkich kierunkach niczym namioty zwycięskiej armii. W większości mieszkali w nich ludzie w podeszłym wieku: weterani pierwszej wojny światowej, którzy przetrwali to, co nastąpiło po niej — inflację, bezrobocie, rządy partii i drugą wojnę. Już przed dziesięcioma laty byli szarzy i pochyleni. Zobaczyli dosyć, przeżyli dosyć. Teraz siedzieli w domu, oglądali przez cały dzień telewizję i krzyczeli na Pilego, że za dużo hałasuje.

March obszedł dookoła mały ogródek. Trawnik można było nakryć chustką do nosa, chłopiec nie miał tu dla siebie zbyt wiele miejsca. Przejechało kilka samochodów. Dwa domy dalej stary mężczyzna pompował skrzypiącą pompką koło roweru. Gdzieś w oddali słychać było warkot kosiarki… Pili nie dawał znaku życia. March zastanawiał się właśnie, czy nie opaść na czworaki i nie wykrzyczeć tego, co ma do powiedzenia, przez otwór na listy, kiedy usłyszał zgrzyt otwieranych drzwi.

— Grzeczny chłopiec. Co u ciebie? Gdzie jest mama? Gdzie

Hefferlich? — Nie mógł się zmusić, żeby mówić o nim „wujek Erich”.

Syn uchylił drzwi tylko na tyle, żeby móc widzieć zza nich ganek.

— Wyszli. Kończę swój rysunek.

— Wyszli dokąd?

— Na próbę parady. Zostawili mnie, żebym pilnował domu. Tak powiedzieli.

— No pewnie. Czy mogę wejść do środka i chwilę z tobą porozmawiać?

Spodziewał się oporu. Zamiast tego chłopiec odsunął się bez słowa na bok i Xavier po raz pierwszy od czasu rozwodu przekroczył próg domu swojej byłej żony. Rozejrzał się dookoła — tanie, ale nieźle wyglądające meble; stojący na kominku bukiet świeżych żonkili; nigdzie ani jednej plamki. Wziąwszy pod uwagę skromny budżet, starała się, jak mogła. Nie powinno go to dziwić. W miarę gustowny był nawet wiszący nad telefonem portret Führera — fotografia starego, obejmującego dziecko mężczyzny. Bóg Klary był zawsze łagodny, raczej z Nowego niż ze Starego Testamentu. March zdjął czapkę. Czuł się tutaj jak włamywacz.

Stojąc na nylonowym dywaniku rozpoczął swoją przemowę.

— Muszę odejść, Pili. Może na długo. Ludzie mogą mówić o mnie złe rzeczy. Straszne rzeczy, które nie będą prawdziwe. Chciałem ci powiedzieć… — Słowa przechodziły mu z trudem przez gardło. Co chciał mu powiedzieć? Przesunął dłonią po włosach. Syn stał ze skrzyżowanymi rękoma, nie spuszczając z niego wzroku. — Ciężko jest nie mieć obok siebie ojca — podjął przerwany wątek. — Mój ojciec zginął, kiedy byłem bardzo mały, jeszcze młodszy od ciebie. I czasami nienawidziłem go za to…

Te chłodne oczy…

— Ale to minęło i potem zacząłem za nim tęsknić. I gdybym mógł z nim dzisiaj porozmawiać… zapytać go… oddałbym za to wszystko…

„…mają zostać wykorzystane wszystkie ucięte w obozach koncentracyjnych ludzkie włosy. Powinno się je przerobić na filc przemysłowy, z którego zostanie utkana przędza…”

Nie wiedział, jak długo tak stał bez słowa z pochyloną głową.

— Muszę już iść — powiedział w końcu.

I wtedy Pili dał krok do przodu i wziął go za rękę.

— W porządku, tato. Proszę, nie odchodź jeszcze. Proszę. Chodź zobaczyć mój rysunek.

* * *

Sypialnia chłopca przypominała punkt dowodzenia. W dół pikowały zawieszone na niewidocznych żyłkach, złożone z plastikowych zestawów modele odrzutowców Luftwaffe. Na jednej ze ścian widniała mapa frontu wschodniego. Kolorowe szpilki zaznaczały na niej pozycje wojsk. Obok wisiało zdjęcie drużyny Pilego — sfotografowane na tle betonowej ściany gołe kolana i poważne twarze.

Mały komentował na bieżąco, co rysuje, dodając specjalne efekty dźwiękowe.

— To są nasze odrzutowce… wwrrrr… a to działa przeciwlotnicze Czerwonych. Trach! Trach! — Niebo znaczyły linie żółtej kredki. — Teraz mają, czego chcieli. — W dół spadały małe czarne kropki, na ziemi wykwitały czerwone kwiaty ognia. — Komuchy wzywają na pomoc własne lotnictwo, ale ich myśliwce nie mają szans z naszymi… — Trwało to przez kolejne pięć minut, atak następował za atakiem.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)