Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Harry nadstawił uszu. To było coś nowego. Nauczycielka machnęła różdżką w
stronę tablicy, na której pojawiły się dwa słowa: Legilimens Evocis.
- Może ktoś o nim słyszał? - zapytała Tonks.
W klasie zapanowała cisza. Nawet Hermiona nie podniosła ręki.
- Cóż - powiedziała Nimphadora niezwykle poważnie - nie dziwię się, że nikt nie
słyszał o tym zaklęciu. Jak już wam wspomniałam, przez wieki było absolutnie
zakazane i wiedza o nim była starannie ukrywana. Dopiero niedawno ponownie
zaczęto go używać. Zwane jest Legilimencją Szczegółową albo Głęboką. Rożni się
od Legilimencji zwykłej kilkoma ważnymi szczegółami. Po pierwsze, Legilimencja
Głęboka pozwala nie tylko na wdarcie się do umysłu ofiary i odczytanie jej
wspomnień, ale także myśli. Oglądając dane wspomnienie, można słyszeć także to,
co przewijało się przez głowę ofiary w tamtym momencie. To jak całkowite wejście w
czyjś umysł, patrzenie na świat oczami drugiej osoby. Po drugie - do użycia jej
potrzebny jest kontakt wzrokowy. Ponadto, w przeciwieństwie do zwykłej Legilimecji,
nie oglądamy rzeki wspomnień, zlepionych ze sobą i wymieszanych. Osoba, która
rzuca zaklęcie, wybiera interesujące ją wspomnienie i tak jakby, wyciąga je na
wierzch. Może je oglądać, jak długo zechce, może także przywołać wszystkie
powiązane ze sobą wspomnienia i myśli. Gdyby, na przykład, ktoś chciał dowiedzieć
się, co sądzi o nim druga osoba, mógłby wybrać wszystkie związane z tym elementy,
a następnie oglądać je i słuchać do woli. To tylko przykład, więc niech wam nie
przyjdzie do głowy rzucenie tego zaklęcia na znajomych! Wiemy, że niedawno
zostało odkryte przez Sami-Wiecie-Kto i teraz bardzo często używa go, żeby
wyciągnąć od więźniów interesujące go informacje. To znacznie szybszy i prostszy
sposób, niż stosowane przez niego dotychczas Crucio.
Wszyscy uczniowie słuchali jej z pełną grozy uwagą. W głowie Harry'ego zaczęły
krążyć nieproszone myśli, które mąciły jego spokój. Tonks odetchnęła i kontynuowała
jeszcze poważniejszym tonem:
- Jednak nie to jest w tym zaklęciu najniebezpieczniejsze. Wam, choćbyście
próbowali, nigdy by się to nie udało, ale doświadczony, potężny Legilimenta, potrafi
manipulować wspomnieniami ofiary. Wymieszać je, albo zatrzymać, jednak to nie
wszystko. Można uwięzić ofiarę w jej najgorszym wspomnieniu i zmusić ją, by
przeżywała je wciąż i wciąż na nowo. Zamknięty w swoim umyśle człowiek staje się
wegetującą rośliną, przeżywającą ciągle od nowa swój największy koszmar. I nigdy
się z niego nie uwolni. I, mówiąc koszmar, wcale nie przesadzam. Można wybrać
najbardziej przerażający sen ofiary i zamknąć ją w nim już na zawsze.
Harry poczuł, że robi się blady. Przypomniał sobie zalewającą go krew i
dźwięczące w uszach śmiechy. Zakręciło mu się w głowie, a jego żołądkiem targnęły
torsje.
- Przepraszam - podniósł rękę, czując, że znowu powraca strach i jego objawy -
czy mógłbym pójść do łazienki?
Tonks spojrzała na niego i przeraziła się.
- Co się stało, Harry? Jesteś blady jak ściana!
- Źle się czuję - odparł gładko, widząc, że ciemnieje mu przed oczami.
- Ależ oczywiście, idź, idź. Może odprowadzić cię do skrzydła szpitalnego?
- Nie, dziękuję - odpowiedział, podnosząc się z miejsca i czując, że nogi uginają
się pod nim. - Dam sobie radę. To tylko... osłabienie.
Hermiona i Ron chcieli oczywiście pójść z nim, ale udało mu się ich powstrzymać.
Kiedy znalazł się za drzwiami klasy, drżącymi dłońmi wyjął z kieszeni fiolkę różowego
płynu i wziął duży łyk. Odetchnął z ulgą i pogrążył się w myślach.
Słowa Tonks wciąż dźwięczały mu w uszach. Uwięziony w najgorszym
koszmarze... Co by było, gdyby to jego ktoś uwięził w tym przerażającym śnie? Na
zawsze. Na samą myśl o tym wstrząsnął nim dreszcz. To chyba najgorsze, co można
zrobić drugiemu człowiekowi. Nie życzyłby tego nawet największemu wrogowi...
Poczuł, że przerażenie oplata swoimi mackami jego trzepoczące w piersi serce.
Trawiący go już od dawna, ukryty głęboko strach, zaczął wypływać na powierzchnię
jego osłabionej świadomości. Co będzie, jeżeli jego to kiedyś spotka? Tonks mówiła,
że Voldemort używa tego zaklęcia... Wiedział, że spotkanie z nim jest nieuchronne.
Cały czarodziejski świat liczył na niego. To tylko kwestia czasu, kiedy zostanie
rzucony w wir walki, a kiedy spotka się oko w oko z najgroźniejszym
czarnoksiężnikiem, jaki kiedykolwiek żył... wiedział, że nie miałby szans wyjść z tego
cało. Ale jeżeli zginie... przynajmniej pociągnie za sobą Voldemorta. Przepowiednia
mówiła wyraźnie, że żaden nie może żyć, kiedy drugi przeżyje... To znaczy, że
muszą zginąć obaj?
Westchnął ciężko i oparł się o ścianę. Zamknął oczy, nie chcąc dopuścić do siebie
tej myśli.
Nie chce umrzeć... Nie jest na to gotowy. Cały czarodziejski świat nie potrafi
pokonać Voldemorta, dlaczego jemu miałoby się to udać? Dlatego, że ma bliznę na
czole? Tak, wszyscy tego od niego oczekiwali... Do tej pory poświęcał wszystko,
żeby z nim walczyć, ale był już tak bardzo zmęczony... Śmierć Syriusza tylko to
przypieczętowała. Nigdy nie zdoła go pokonać. Nic nie potrafił. Był tylko chłopcem.
Jak mógłby walczyć z kimś, kogo nie dało się zabić? Dlaczego nie mógł być
normalnym nastolatkiem i żyć jak inni? Dlaczego to na jego barkach spoczywał ten
ciężar? Dumbledore starał się go przed tym chronić, ale dyrektor sam ostatnio
wyglądał, jakby potrzebował pomocy. Jego też to przygniatało, a był przecież jedyną
osoba, której Voldemort się bał. Jak on, Harry, miałby się z nim zmierzyć?
Chciał po prostu... żyć. Chciał być z Severusem. Nie martwić się wojną, atakami,
swoim przeznaczeniem. Chciał być szczęśliwy... ale jego los był już od dawna
przesądzony... tylko dlatego, że miał bliznę na czole.
Odetchnął, otwierając oczy i spoglądając w sklepienie. Po chwili zamknął je
ponownie.
Ale zrobi to. Musi. Nie ma innego wyjścia. To jego obowiązek. Zrobi to, skoro
wszyscy tego od niego oczekują... pójdzie na wojnę, będzie walczył, chociaż nie
wiedział, jak... Być może zginie... Ale jeszcze nie teraz. Nie teraz.
Pod jego powiekami pojawił się obraz surowej, wykrzywionej kpiącym uśmiechem
twarzy. Czarne oczy patrzyły na niego z pragnieniem. W jego serce wlał się spokój.
Jeszcze nie teraz...
* * *
Drzwi otworzyły się pod dotykiem dłoni Harry'ego. Wszedł ostrożnie do gabinetu,
ale pomieszczenie okazało się puste. Domyślając się, że Snape czeka na niego w
prywatnych komnatach, ruszył dalej. Tym razem drzwi nie otworzyły się same. Musiał
zapukać. Kiedy Mistrz Eliksirów wpuścił go do środka, Harry zdał sobie sprawę, że
jest tak zdenerwowany, że nie wie, co powiedzieć. Czy ten człowiek już zawsze
będzie tak na niego działał?
Odchrząknął i odezwał się cicho:
- Ja... przyszedłem po eliksir.
Snape obrzucił go surowym spojrzeniem. Z wyrazu jego twarzy można było
wyczytać, iż najwyraźniej w ostatniej chwili powstrzymał się od złośliwego
komentarza.
- Zaczekaj - rzucił i podszedł do jednej z półek. Po chwili wrócił, trzymając w ręku
niewielką fiolkę. - Dam ci to, ale tym razem nie wolno ci wypić więcej, niż jeden mały
łyk tuż przed snem. Zresztą, chyba sam powinieneś o tym już wiedzieć.