Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
wiele eliksirów uzdrawiających. Harry nie mógł iść na lekcje w takim stanie, a kolejne
nieobecności wcale by mu nie pomogły w nadrobieniu zaległości. Poza tym, wolał się
czymś zająć. Bał się, że gdyby został sam, zmuszony do spędzenia tego dnia w
łóżku, przerażające wspomnienia snu powróciłyby i ponownie go zalały, odbierając
mu dech w piersi i zdrowe zmysły. A tego bał się najbardziej. Dlatego nie namyślając
się długo, wyciągnął z kieszeni kamień, zacisnął go w dłoni, zamknął oczy i pomyślał:
Potrzebuję eliksiru uspokajającego. Bardzo cię proszę, czy mógłbyś mi go dać?
Jak najszybciej. To bardzo ważne. Proszę.
Nie wiedział, czy Snape mu odpowie. Powoli zaczął tracić nadzieję, że Mistrz
Eliksirów w ogóle odczytuje jego wiadomości, ale warto było spróbować.
v
Jednak, kiedy chował klejnot z powrotem do kieszeni, poczuł nagle emanujące z
niego ciepło, które niemal sparzyło mu dłoń. Zaskoczony tak szybką reakcją,
przysunął kamień do oczu i odczytał:
Przyjdź do mojego gabinetu. Teraz.
Zamrugał kilka razy, całkowicie zaskoczony szybkością, z jaką otrzymał
odpowiedź. Odetchnął z ulgą i drżącą dłonią wsadził kamień z powrotem do kieszeni.
Szybko opłukał twarz zimną wodą i pospiesznie ruszył w kierunku lochów.
Zamek był jeszcze cichy i opustoszały o tak wczesnej porze, tak więc Harry bez
przeszkód dotarł pod drzwi gabinetu Mistrza Eliksirów. Nie zdążył nawet zapukać,
kiedy otworzyły się gwałtownie i stanął w nich Snape. Na widok stanu, w jakim
znajdował się Harry, jego brwi uniosły się, a oczy rozszerzyły. Powstrzymał się
jednak od jakiejkolwiek uwagi, odsunął się bez słowa i wpuścił go do środka.
Harry bardzo starał się nie drżeć, ale nie wychodziło mu to. Wciąż oddychał ciężko
i płytko, nadal był blady. Wiedział, że musi wyglądać jak siedem nieszczęść, ale nie
miał ochoty o tym rozmawiać. Snape otwierał już usta, jakby chciał zapytać, co się
stało, ale Harry był szybszy:
- Naprawdę potrzebuję tego eliksiru - powiedział zdecydowanym, choć nieco
drżącym głosem. - Nie mam teraz ochoty się tłumaczyć. Dasz mi go?
Sam był zaskoczony ostrością w swoim głosie. Snape zmarszczył brwi.
- Zaczekaj tu, Potter - rzucił surowo, po czym podszedł do jednej z półek. Po chwili
wrócił z niewielką fiolką w ręku. Płyn miał ciepłą, różową barwę. - Nie więcej niż
jeden łyk - powiedział i podał go Harry'emu, który wymamrotał podziękowania,
wyciągnął korek i bez namysłu wziął dwa łyki. Znał dawkowanie. Wiedział, że w
stanie, w jakim się znajdował, jeden by nie wystarczył.
Płyn był słodki i ciepły. Wlał się do jego gardła, prawie natychmiast przynosząc
ukojenie jego nerwom i dygoczącemu ciału. Zaczął się rozluźniać, a kłopoty i
zmartwienia powoli rozpływały się, roztapiały w przyjemnym cieple. Krew ze snu,
którą przez cały czas miał przed oczami, znikła. Odetchnął, wciągając powietrze
głęboko w płuca. Poczuł, że jego twarz nabiera rumieńców, powoli przestawał drżeć.
Kiedy otworzył oczy, zobaczył, że Mistrz Eliksirów przygląda mu się z namysłem,
spod przymrużonych powiek.
Harry spuścił wzrok, odchrząkując z zakłopotaniem.
- Dziękuję - powtórzył cicho. - Czy mógłbyś dać mi też... Eliksir Bezsennego Snu?
- zapytał, podnosząc wzrok z powrotem na mężczyznę. W oczach Mistrza Eliksirów
zabłysło zrozumienie. Harry zagryzł wargę i ponownie spuścił wzrok.
- Przyjdź wieczorem, Potter, to go dostaniesz. Po kolacji - powiedział sucho
mężczyzna. Harry pokiwał głową i wyciągnął butelkę w stronę Severusa. - Zatrzymaj
to. Może ci się jeszcze przydać - rzekł Snape.
Gryfon ponownie skinął głową.
- To... ja już pójdę. Za chwilę zacznie się śniadanie. Nie chcę się spóźnić.
Dlaczego nagle przebywanie w towarzystwie Snape'a stało się dla niego takie
trudne i stresujące? Czy to przez to, jak Mistrz Eliksirów potraktował go ostatnio? Czy
dlatego, że ignorował go przez dwa dni? A może... może przez to, co usłyszał w
swoim śnie?
Przełknął ślinę.
Chciał go zapytać o tyle rzeczy... Ale to nie było miejsce ani czas na to. Może
będą mogli porozmawiać wieczorem. O ile Snape znowu go nagle nie wyrzuci...
Odwrócił się od przyglądającego mu się, przeszywającym, zamyślonym wzrokiem
mężczyzny, wyszedł z gabinetu i powoli powlókł się z powrotem do wieży, żeby
doprowadzić się do porządku przed śniadaniem.
* * *
Pierwszą lekcją po śniadaniu była Obrona. Harry, na wszelki wypadek, zabrał ze
sobą butelkę z eliksirem uspokajającym. Czuł się już całkiem dobrze, ale nie
wiedział, czy nerwy i strach nie powrócą nagle podczas zajęć. Nie miał pojęcia, jak
długo działa eliksir.
- Mam dzisiaj dla was coś nietypowego, dzieciaki! - zawołała wesoło Tonks,
wchodząc do klasy i potykając się na progu. Kiedy złapała równowagę i spiorunowała
wzrokiem próg za to, że miał czelność chcieć ją przewrócić, machnęła różdżką w
kierunku tablicy, na której pojawił się napis: Legilimens.
- Czy ktoś z was słyszał kiedyś o tym zaklęciu? - zapytała, uśmiechając się
zachęcająco. Ręka siedzącej obok Harry'ego Hermiony wystrzeliła w górę.
- Tak, Hermiono? To znaczy... - Tonks zarumieniła się - ...panno Granger?
- Legilimens jest to zaklęcie umożliwiające włamanie się do czyjegoś umysłu i
odczytanie wspomnień danej osoby.
- Świetnie. Dziesięć punktów dla Gryffindoru.
Hermiona pokraśniała z dumy.
- Nie macie tego w programie nauczania - powiedziała Tonks - więc nie musi pan
tego szukać w podręczniku, panie... - zawahała się.
- Thomas - odpowiedział spokojnie Dean. Wszyscy już się przyzwyczaili do tego,
że nauczycielka wciąż zapominała ich nazwisk. Dean zamknął książkę i odłożył ją na
bok.
Harry czuł się trochę nieswojo. Doskonale wiedział, co to jest Legilimencja i do
czego służy. Wciąż pamiętał upokarzające lekcje ze Snape'em w zeszłym roku, kiedy
nauczyciel wdzierał się do jego umysłu i oglądał wszystkie jego wspomnienia. Nawet
te najbardziej osobiste. I pomimo wciąż podejmowanych prób wyrzucenia go ze
swojej głowy, Harry nie potrafił się przed tym obronić.
Tonks nie powiedziała im niczego, czego Harry by już nie wiedział, ale pozostali
słuchali jej z ogromnym zainteresowaniem. Chyba uznali to za znacznie ciekawsze,
niż wyłapywanie Ogniowróżek.
- Uznałam, że powinniście poznać to zaklęcie, szczególnie teraz, kiedy jesteśmy
na skraju wojny - ciągnęła Tonks, najwidoczniej miło podłechtana tym, że wszyscy po
raz pierwszy słuchają jej z taka uwagą. - Ale na tym nie koniec. Istnieje także druga
wersja tego zaklęcia, niemal zapomniana, jednak ostatnio ponownie odkryta i z
powodzeniem używana przez Sami-Wiecie-Kogo i jego popleczników. Znacznie,
znacznie silniejsza i o wiele niebezpieczniejsza. Prawdę mówiąc, Ministerstwo
zastanawia się, czy nie wpisać go na listę Zaklęć Niewybaczalnych, ponieważ jego
skutki mogą być przerażające i nieodwracalne. Dodatkowo, obrona przed nim jest
prawie niemożliwa. Nie ma do tego żadnych zaklęć, a jedyne, co może uchronić
czarodzieja, na którego rzucono to zaklęcie, jest siła jego woli. Niestety, musi być
ona naprawdę ogromna i tylko nieliczni nią dysponują.