Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72
Перейти на страницу:

— Zrobi, co mu każę — obiecała babcia. — Nie może mi się sprzeciwić.

— Zamordował starego Scrope’a — przypomniała niania. — Wcale by mi nie przeszkadzało, gdyby Jason go zabił.

— Więc wstydź się, kobieto — rzuciła jej babcia. — To zwierzę. Zwierzęta nie mogą mordować. Tylko my, rasy wyższe, jesteśmy zdolni do mordu. To jedna z cech, które odróżniają nas od zwierząt. Daj mi worek.

Wciągnęła wyrywającego się jednorożca przed wrota, a kilku gapiów pospiesznie zatrzasnęło je za nimi. Po krótkiej chwili kopyto wybiło dziurę w deskach.

Ridcully pojawił się zdyszany, przez ramię miał przewieszoną wielką kuszę.

— Słyszałem, że jednorożec znów się pojawił!

Kolejna deska rozpadła się w drzazgi.

— Tam jest? Niania przytaknęła.

— Przyciągnęła go tutaj aż z lasu — dodała.

— Przecież ta bestia jest całkiem dzika! Niania potarła nos.

— Niby tak… Ale ona ma kwalifikacje, prawda? Jeśli chodzi o poskramianie jednorożców. Nie ma to nic wspólnego z czarownictwem.

— Nie rozumiem…

— Myślałam, że wszyscy wiedzą o pewnych sprawach dotyczących łapania jednorożców — rzekła z godnością niania. — Usiłuję delikatnie zasugerować, kto konkretnie może je łapać. Przecież nasza Esme zawsze umiała biec szybciej od pana. Potrafiła prześcignąć każdego mężczyznę.

Ridcully stał nieruchomo z otwartymi ustami.

— Bo ja, na ten przykład — mówiła dalej niania — zawsze się potykałam o pierwszy z brzegu korzeń. Czasami całe wieki musiałam jakiegoś szukać.

— Chce pani powiedzieć, że kiedy wyjechałem, ona nigdy…

— Niech się pan nie roztkliwia. Zresztą w naszym wieku to i tak wszystko jedno. Pewnie nigdy by jej to nie przyszło do głowy, gdyby się pan znów nie pojawił. — Nagle w jej umyśle pojawiło się inne skojarzenie. — Nie widział pan przypadkiem Casanundy?

— Witaj, mój pączku różany — odezwał się wesoły i pełen nadziei głos.

Niania nie obejrzała się nawet.

— Jak zawsze podchodzisz, kiedy się akurat nie patrzy — stwierdziła.

— Jestem z tego znany, pani Ogg.

W kuźni zapanowała cisza. Potem usłyszeli stukanie Jasonowego młotka.

— Co oni tam robią? — zdziwił się Ridcully.

— Cokolwiek to jest, zwierzak przestał kopać.

— A co było w worku, pani Ogg? — zapytał Casanunda.

— To, co kazała mi przynieść — odparła niania. — Jej srebrny serwis do herbaty. Rodzinna pamiątka. Widziałam go tylko dwa razy, z czego jeden przed chwilą, kiedy ładowałam go do worka. Nie sądzę, żeby go kiedyś używała. Był tam taki dzbanek do śmietanki w kształcie śmiesznej krowy.

Coraz więcej ludzi zjawiało się przy kuźni. Tłum zajmował już cały rynek.

Stukanie młotka ucichło. Całkiem blisko odezwał się głos Jasona.

— Teraz wychodzimy.

— Teraz wychodzą — powtórzyła niania.

— Co powiedziała?

— Powiedziała, że teraz wychodzą!

— Wychodzą!

Tłum rozstąpił się. Wrota stanęły otworem.

Pojawiła się babcia prowadząca jednorożca. Kroczył statecznie; mięśnie poruszały się pod białą sierścią niczym żaby w oleju. A kopyta stukały o bruk. Ridcully nie mógł nie zauważyć, jak błyszczą.

Jednorożec przeszedł grzecznie obok czarownicy aż na środek placu. Wtedy go puściła i klepnęła lekko po zadzie. Zarżał cicho, odwrócił się i pogalopował ulicą w stronę lasu…

Niania Ogg podeszła do babci Weatherwax obserwującej biegnące zwierzę.

— Srebrne podkowy? — spytała cicho. — Nie wytrzymają długo.

— I srebrne gwoździe. Wytrzymają dostatecznie długo — stwierdziła babcia. — A ona nigdy go już nie odzyska, choćby wolała przez tysiąc lat.

— Podkuć jednorożca… — Niania pokręciła głową. — Tylko ty mogłaś pomyśleć o podkuciu jednorożca…

— Robię to przez całe życie — odparła babcia. Jednorożec był już tylko białą plamką na wrzosowisku. Patrzyły, póki nie rozpłynął się w wieczornym mroku. Niania Ogg westchnęła i przełamała czar.

— I po wszystkim.

— Tak.

— Wracasz do zamku na tańce?

— A ty?

— Cóż… Pan Casanunda zapytał, czy mogłabym pokazać mu Długiego. No wiesz. Jak należy. Pewnie dlatego, że jest krasnoludem, bardzo interesują go takie kopce.

— Nigdy nie mamy ich dosyć — potwierdził Casanunda.

Babcia westchnęła ciężko.

— Pomyśl, ile masz lat, Gytho.

— Nie muszę o tym myśleć. To mi przychodzi samo z siebie. Myśleć, że mam o połowę mniej, tak, to by była trudna sztuka. Ale mi nie odpowiedziałaś.

Ku zdziwieniu niani, Ridcully’ego i może nawet samej babci Weatherwax, babcia wsunęła rękę pod ramię nadrektora.

— Pan Ridcully i ja wybieramy się na spacer do mostu.

— Wybieramy się? — powtórzył Ridcully.

— Och, jak to miło.

— Gytho Ogg, jeśli dalej będziesz mi się tak przyglądać, to przyłożę ci w ucho, aż zadzwoni.

— Przepraszam, Esme — powiedziała niania.

— Bardzo słusznie.

— Zapewne chcecie porozmawiać o starych czasach — dodała niania.

— Może o dawnych, a może o innych czasach. Jednorożec dobiegł do lasu i galopował dalej.

* * *

Wody Lancre płynęły w dole. Nikt dwa razy nie przekracza tej samej rzeki, nawet po moście. Ridcully zrzucił kamyk. Wpadł do wody z cichym „chlup!”.

— Wszystko jakoś się dzieje — rzekła babcia Weatherwax. — Gdzieś. Ten twój młody mag wie o tym, tylko ubiera to w głupie słowa. Byłby całkiem mądry, gdyby umiał patrzeć na to, co ma przed oczami.

— Chciałby tu zostać na jakiś czas — odparł smętnie Ridcully. — Fascynują go chyba te kamienie. Nie mogę mu przecież odmówić, prawda? Król też jest za tym. Mówi, że inni królowie zawsze mieli błaznów, więc on spróbuje mieć przy sobie dla odmiany kogoś mądrego. Może tak będzie lepiej.

Babcia zaśmiała się.

— A młoda Diamanda już lada dzień będzie zdrowa — zauważyła.

— O co ci chodzi?

— Och, nic. To jest właśnie najważniejsze w przyszłości. Może się w niej zdarzyć cokolwiek. I wszystko.

Podniosła kamyk. Trafił w wodę w tej samej chwili co kamyk Ridcully’ego, z podwójnym „chlup!”.

— Czy sądzisz — spytał Ridcully — że… gdzieś tam… wszystko ułożyło się dobrze?

— Tak. Tutaj.

Zlitowała się, widząc jego przygarbione ramiona.

— Ale tam również — dodała.

— Co?

— Chciałam powiedzieć, że gdzieś tam Mustrum Ridcully ożenił się z Esmeraldą Weatherwax i żyli… — Babcia zacisnęła zęby. — Żyli długo i szczęśliwie. Mniej więcej. Tyle, ile każdy.

— Skąd wiesz?

— Docierały do mnie strzępy jej wspomnień. Wydawała się dość szczęśliwa. A mnie nie tak łatwo zadowolić.

— Jak to możliwe?

— Staram się być dobra we wszystkim, co robię.

— Czy ona mówiła coś o…

— Ona nic nie mówiła! Ona nie wie, że istniejemy! Nie zadawaj pytań. Wystarczy wiedzieć, że wszystko gdzieś się wydarza. Prawda?

Ridcully spróbował się uśmiechnąć.

— To najlepsze, co możesz mi powiedzieć? — zapytał.

— To najlepsze, co możliwe. No, może drugie w kolejności.

* * *

Gdzie to się kończy[38]?

вернуться

38

Kiedy Hwel, autor sztuk, zjawił się następnego dnia z resztą trupy, opowiedzieli mu wszystko, a on to zapisał. Opuścił jednak te części, które nie dały się wystawić na scenie, albo byłyby zbyt kosztowne, albo te, w które nie uwierzył. W każdym razie nazwał tę sztukę Poskromienie elficy, bo przecież nikogo by nie zainteresowała sztuka o tytule To, co wydarzyło się w czasie Nocy Letniej.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)