Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 72
Перейти на страницу:

— Ach, nasza dzielna dziewczynka — powiedziała. — Przybyłaś całkiem sama, żeby ratować narzeczonego? Jakież to słodkie. Niech ktoś ją zabije.

Elf spiął konia i ruszył do przodu, wznosząc miecz. Magrat ścisnęła topór.

Gdzieś za jej plecami brzęknęła o drewno cięciwa. Coś szarpnęło elfem. I tym, który był za nim. Bełt leciał nadal, skręcając odrobinę, gdy mijał powalonego Tancerza.

Naprędce sformowana armia Shawna Ogga ruszyła do szturmu spod drzew — cała z wyjątkiem Ridcully’ego, który gorączkowo usiłował napiąć kuszę.

Królowa nie wydawała się zdziwiona.

— Jest ich tylko setka — powiedziała. — Co o tym myślisz, Esme Weatherwax? Ostatnia reduta? To piękne. Uwielbiam ludzki sposób myślenia. Oni myślą jak w pieśniach.

— Złaź z tego konia! — krzyknęła Magrat.

Królowa uśmiechnęła się do niej.

Shawn to poczuł. Ridcully także. I Myślak. Urok ogarnął ich jak fala.

Elfy boją się żelaza, ale wcale nie muszą się do niego zbliżać.

Nie można walczyć z elfami, ponieważ człowiek jest o wiele mniej wartościowy niż one. To słuszne, że jest wobec nich bez wartości. Są takie piękne. A człowiek nie. Człowiek zawsze jest tym, którego — metaforycznie — ostatniego biorą do drużyny, nawet po tym grubym chłopaku ze stale zapchanym, cieknącym nosem; zawsze jest tym, któremu nikt nie wyjaśnił reguł, dopóki nie przegrał, a potem nie wyjaśnił mu nowych reguł; tym, który wie, że wszystko, co ciekawe, zdarza się innym. Wszystkie te zabójcze uczucia mieszały się razem. Nie można walczyć z elfem. Ktoś tak bezużyteczny, tak tępy, tak… ludzki nie może zwyciężyć. Wszechświat nie działa w ten sposób.

Myśliwi opowiadają, że czasami zwierzę samo wychodzi z gęstwiny i stoi nieruchomo, czekając na cios.

Magrat zdołała na wpół unieść topór, ale zaraz opuściła bezwładnie ręce. Zwiesiła głowę. Właściwą postawą człowieka wobec elfa jest wstyd. Tak szorstko krzyknęła na coś tak cudownego jak elf…

Królowa zeskoczyła z siodła.

— Nie dotykaj jej — ostrzegła babcia. Królowa skinęła głową.

— Potrafisz się oprzeć — przyznała. — Ale widzisz, to nie ma znaczenia. Możemy wziąć Lancre bez walki. Nic na to nie poradzisz.

Spójrz na tę dzielną małą armię stojącą jak stado owiec. Ludzie są tacy… entuzjastyczni…

Babcia spojrzała na czubki swych butów.

— Nie możesz tu rządzić, dopóki ja żyję.

— Teraz nie będzie żadnych sztuczek. Żadnych głupich kobiet z torbami cukierków.

— Zauważyłaś to? Myślę, że Gytha miała dobre chęci. Głupia kwoka. Pozwolisz, że usiądę?

— Ależ oczywiście — zgodziła się łaskawie Królowa. — Przecież jesteś teraz starą kobietą.

Skinęła elfom. Babcia z westchnieniem usiadła na kamieniu; ręce wciąż miała związane za plecami.

— Na tym polega kłopot z czarownictwem — powiedziała. — Nie pozwala zachować młodości, za to starość trwa o wiele dłużej. Podczas gdy ty, oczywiście, wcale się nie starzejesz.

— Istotnie, nie starzejemy się.

— Ale podejrzewam, że możesz być… zredukowana.

Uśmiech Królowej nie zniknął, ale zastygł, jak często się zdarza uśmiechom, których właściciel nie jest pewien, co właśnie zostało powiedziane, i nie wie, jak powinien zareagować.

— Mieszałaś w sztuce — mówiła dalej babcia. — Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, co zrobiłaś. Sztuki i książki… Trzeba je mieć na oku, łobuzy, bo zwrócą się przeciwko tobie. Dopilnuję, żeby tak się stało. — Skinęła przyjaźnie głową elfowi okrytemu barwnikiem i źle wyprawioną skórą. — Co ty na to, elfie Dobry Druhu?

Królowa zmarszczyła brwi.

— On się tak nie nazywa — zauważyła.

Babcia Weatherwax rzuciła jej kolejny promienny uśmiech.

— Zobaczymy — rzekła. — Jest teraz dużo więcej ludzi, a wielu mieszka w miastach i nie ma pojęcia o elfach. Żelazo mają w głowach. Spóźniłaś się.

— Nie — odparła Królowa. — Ludzie zawsze nas potrzebują.

— Wcale nie. Czasami was pragną. To co innego. Ale wy możecie im dać tylko złoto, które znika o świcie.

— Niektórzy powiedzieliby, że złoto na jedną noc to i tak dużo.

— Nie.

— Jest lepsze od żelaza, ty durna starucho, głupi dzieciaku, który zestarzał się i nie dokonał niczego, jest nikim.

— Nie. Złoto jest tylko miękkie i błyszczące. Ładnie wygląda, ale nie ma z niego pożytku. — Głos babci wciąż był spokojny, obojętny. — To jest prawdziwy świat, madame. Tego musiałam się nauczyć. I żyją tu prawdziwi ludzie. Nie masz do nich prawa. Ludzie mają dość roboty z byciem ludźmi. Nie potrzebują was, puszących się dookoła z waszymi błyszczącymi włosami, błyszczącymi oczami i błyszczącym złotem, idących na ukos przez życie, wiecznie młodych, wiecznie rozśpiewanych i niezdolnych niczego się nauczyć.

— Nie zawsze tak uważałaś.

— To było dawno temu. I wiedz, moja pani, że mogę być staruchą, mogę być wiedźmą, ale nie jestem głupia. A ty nie jesteś żadną boginią. Nic nie mam przeciwko bogom i boginiom, byle znali swoje miejsce. To muszą być te bóstwa, które stwarzamy sami. Możemy rozebrać je na części, kiedy już nie są potrzebne. Rozumiesz? Elfy daleko stąd, w krainie czarów… Możliwe, że ludzie potrzebują ich, by przetrwać czas żelaza… Ale nie pozwolę na elfy tutaj. Budzicie w nas pragnienie tego, czego nie możemy zdobyć; to, co nam dajecie, jest nic niewarte, to, co bierzecie, jest wszystkim, a nam pozostaje tylko zimne zbocze, pustka i śmiech elfów.

Nabrała tchu.

— Więc wynoście się!

— Spróbuj nas zmusić, stara kobieto.

— Miałam nadzieję, że to powiesz.

— Nie chcemy całego świata. To małe królestwo wystarczy. I weźmiemy je, czy nas zechce, czy nie.

— Po moim trupie.

— Jeśli taki jest warunek…

Królowa uderzyła mentalnie, jak kot.

Babcia Weatherwax skrzywiła się i odchyliła głowę.

— Madame?

— Słucham? — rzuciła Królowa.

— Nie obowiązują żadne reguły, prawda?

— Reguły? A co to są reguły?

— Tak myślałam — stwierdziła babcia. — Gytho Ogg! Niania zdołała jakoś odwrócić głowę.

— Tak, Esme?

— Moje pudełko. Wiesz które. To w komodzie. Będziesz wiedziała, co robić.

Babcia uśmiechnęła się. Królowa zatoczyła się w bok, jakby ktoś ją uderzył.

— Czegoś się nauczyłaś — syknęła.

— Tak. Wiesz, że nigdy nie wkroczyłam do kręgu. Domyślałam się, dokąd to prowadzi. Dlatego musiałam się uczyć. Przez całe życie. Trudniejszym sposobem. A trudniejszy sposób rzeczywiście jest trudny, ale nie tak jak ten łatwy. Nauczyłam się. Od trolli, od krasnoludów i od ludzi. Nawet od kamieni.

Królowa zniżyła głos.

— Nie zostaniesz zabita — szepnęła. — To ci obiecuję. Będziesz żyła. Będziesz się ślinić, bełkotać i robić pod siebie, będziesz chodzić od drzwi do drzwi i błagać o resztki. A wszyscy powiedzą: oto idzie stara wariatka.

— Już teraz to mówią — mruknęła babcia Weatherwax. — Myślą, że nie słyszę.

— Ale wewnątrz… — Królowa nie zwracała uwagi na jej słowa. — Wewnątrz zatrzymam cząstkę ciebie, która będzie wyglądać przez twoje oczy i widzieć, czym się stałaś. Nikt ci nie pomoże. — Jej oczy stały się dwoma punktami gorejącej nienawiści. — Żadnej litości dla starej wariatki. Zobaczysz, co musisz jeść, żeby przeżyć. A my będziemy z tobą przez cały czas, w twoim umyśle, tylko po to, żeby ci przypominać. Mogłaś być wielka, mogłaś tak wiele dokonać. Gdzieś w głębi będziesz o tym pamiętać i w ciemne noce będziesz błagała elfy o milczenie.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)