Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72
Перейти на страницу:

— Co się dzzziało, kiedy mnie nie było?

— No wiesz — zaczęła niania. — Magrat walczyła z…

— Och, wiedziałam, że to zzzrobi. Zzzałatwiliście już ślub?

— Ślub? — Cała trójka wymieniła zdumione spojrzenia.

— Oczywiście, że nie! — zawołała Magrat. — Brat Perdore ze Zdziwionych Dnia Dziewiątego miał przeprowadzić ceremonię, ale jakiś elf go dopadł. Zresztą ludzie i tak…

— Żadnych usprawiedliwień — oświadczyła stanowczo babcia. — Zresztą starszy mag może bez żadnego kłopotu zająć się ceremonią. Mam rację?

— Ja… Ja… Chyba tak — przyznał Ridcully, który zaczynał nie nadążać za wydarzeniami na świecie.

— Słusznie. Mag to w końcu kapłan, tyle że bez boga i bez wilgotnych dłoni.

— Ale przecież połowa gości uciekła! — zawołała Magrat.

— Zagonimy nowych.

— Pani Scorbic nie zdąży z przyjęciem weselnym!

— Będziesz jej musiała nakazać.

— Nie ma druhen!

— Wystarczymy my dwie.

— Ani sukni!

— A co masz na sobie?

Magrat spojrzała na pordzewiałą kolczugę, oblepiony błotem pancerz i kilka wilgotnych strzępków białego jedwabiu, który wisiał na metalu jak podarty kasak.

— Jak dla mnie, wyglądasz całkiem dobrze — uznała babcia. — Niania zajmie się fryzurą.

Magrat odruchowo zdjęła z głowy skrzydlaty hełm i przygładziła włosy. Drobne gałązki i kawałki wrzosu wplątały się w nie z łamiącą grzebienie złożonością. Jej fryzura nigdy nie wyglądała dobrze nawet przez pięć minut, ale teraz przypominała raczej ptasie gniazdo.

— Myślę, że je tak zostawię — powiedziała. Babcia z aprobatą kiwnęła głową.

— Bardzo słusznie — stwierdziła. — Nieważne, co masz, ale jak to zdobyłaś. W takim razie jesteśmy właściwie gotowe. Niania szepnęła jej coś do ucha.

— Co? A tak. Gdzie pan młody?

— Jest trochę nieswój — poskarżyła się Magrat. — Nie wiem, co mu się stało.

— To całkiem normalne — zapewniła ją niania. — Po wieczorze kawalerskim.

* * *

Były też inne trudności.

— Potrzebny jest pierwszy drużba.

— Uuk. — Dobrze, ale przynajmniej włóż coś na siebie.

* * *

Pani Scorbic, kucharka, założyła swe potężne, różowe ramiona na piersi. — To niemożliwe — oznajmiła stanowczo.

— Myślałam, że może jakieś sałatki, tarty, jakieś lekkie… — zaczęła prosząco Magrat.

Pani Scorbic dumnie wysunęła pokryty szczeciną podbródek.

— Elfy wywróciły całą kuchnię do góry nogami — wyjaśniła. — Parę dni będę musiała tu robić porządek. Zresztą wszyscy wiedzą, że surowe jarzyny szkodzą, a ja nie chcę mieć nic wspólnego z tymi jajecznymi zapiekankami.

Magrat spojrzała błagalnie na nianię Ogg; babcia Weatherwax poszła do ogrodu, by usunąć z organizmu skłonność do wtykania nosa w kwiaty.

— Nic nie poradzę — zastrzegła się niania. — To nie moja kuchnia, kochana.

— Nie. Jest moja. Robię tu za kucharkę od lat — oświadczyła pani Scorbic. — Wiem, jak się co podaje i żadna koza nie będzie się rządzić w mojej własnej kuchni.

Magrat przygarbiła się, załamana. Niania Ogg stuknęła ją w ramię.

— Myślę, że teraz może ci się przydać — stwierdziła i wręczyła jej skrzydlaty hełm.

— Król zawsze był zadowolony z… — zaczęła pani Scorbic. Coś szczęknęło. Pani Scorbic spojrzała wzdłuż łożyska kuszy prosto w zimne oczy Magrat.

— Do roboty! — powiedziała cicho królowa Lancre. — Zrób mi tarte.

* * *

Verence siedział w nocnej koszuli, z głową opartą na dłoniach. Niewiele pamiętał z minionej nocy oprócz uczucia chłodu. I nikt jakoś nie chciał mu nic zdradzić.

Cicho zgrzytnęły otwierane drzwi.

Uniósł głowę.

— Cieszę się, że już wstałeś — powitała go babcia Weatherwax. — Przyszłam pomóc ci się ubrać.

— Przejrzałem garderobę — odparł Verence. — Elfy… to były elfy, prawda? Splądrowały tu wszystko. Nie mam co na siebie włożyć.

Babcia rozejrzała się, po czym sięgnęła do niskiego kufra i otworzyła wieko. Zabrzmiał cichy brzęk dzwoneczków, błysnęła czerwień i żółć.

— Podejrzewałam, że tego nie wyrzucisz — stwierdziła. — Nie przytyłeś, więc będzie pasować. Śmiej się, pajacu. Magrat będzie zachwycona.

— O nie — rzeki Verence. — W tej sprawie będę stanowczy. Jestem teraz królem. To by było poniżające dla Magrat, gdyby miała poślubić błazna. Muszę dbać o swoją reputację, dla dobra państwa. Poza tym jest jeszcze coś takiego jak duma.

Babcia przyglądała mu się nieruchomo, aż zaczął się kręcić.

— No, przecież jest…

Babcia kiwnęła głową i podeszła do drzwi.

— Dlaczego pani wychodzi? — zapytał nerwowo Verence.

— Nie wychodzę. Chciałam tylko zamknąć drzwi.

* * *

Potem zdarzył się jeszcze incydent z koroną. Ceremonie i protokoły królestwa Lancre zostały w końcu odnalezione po szybkim przeszukaniu pokoju Verence’a. Procedura była tam opisana całkiem wyraźnie: nową królową koronował sam król, w ramach uroczystości ślubnej. Czynność nie była technicznie trudna dla żadnego władcy, który wiedział, który koniec królowej jest którym. Nawet najmniej inteligentni dochodzili do tego najdalej w drugiej próbie.

Myślak Stibbons miał jednak wrażenie, że rytuał zaciął się trochę w tym punkcie.

Zdawało się, że kiedy król miał właśnie włożyć koronę na głowę małżonki, spojrzał poprzez salę w stronę starej, chudej czarownicy. I prawie wszyscy obecni też na nią spojrzeli, nie wyłączając panny młodej.

Stara czarownica ledwie dostrzegalnie skinęła głową.

Magrat została koronowana.

Tra la la, dzyń, dzyń i tak dalej.

* * *

Państwo młodzi stali obok siebie, ściskając ręce stojącym w długim rzędzie gościom. Byli trochę nieprzytomni, co jest normalne w tym punkcie ceremonii.

— Na pewno będziecie bardzo szczęśliwi…

— Dziękujemy.

— Uuk!

— Dziękujemy.

— Przybić to do kontuaru, lordzie Ferguson, i niech licho porwie mleczarzy!

— Dziękujemy.

— Czy mogę pocałować pannę młodą?

Z pewnym opóźnieniem Verence zdał sobie sprawę, że zwraca się do niego powietrze. Spojrzał w dół.

— Przepraszam bardzo — powiedział. — Pan…?

— Oto moja karta. — Casanunda podał mu wizytówkę. Verence przeczytał i uniósł brew.

— Aha — wymruczał. — Tego… niech mnie… no, no, no… numer drugi, tak?

— Ale się staram — zapewnił Casanunda.

Verence rozejrzał się niepewnie, po czym schylił się tak, że jego usta znalazły się przy uchu krasnoluda.

— Czy za chwilę moglibyśmy zamienić kilka słów?

* * *

Członkowie Lancrańskiego Zespołu Tańca Morris po raz pierwszy spotkali się wszyscy na przyjęciu. Trudno im było ze sobą rozmawiać. Niektórzy, mówiąc, odruchowo podskakiwali i przykucali.

— No dobra — zaczął Jason. — Ktoś pamięta?

— Pamiętam początek — odparł Krawiec, drugi tkacz. — Dokładnie pamiętam początek. I taniec w lesie. Ale Rozrywka…

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)