Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72
Перейти на страницу:

— Nianiu…

— Słucham, kochanie.

— Czy wiesz coś o liście?

— Jakim liście?

— Do Verence’a.

— Nic nie wiem o liście do Verence’a.

— Musiał go dostać całe tygodnie przed naszym powrotem. Musiała go wysłać, zanim jeszcze dotarłyśmy do Ankh-Morpork.

Niania Ogg wyglądała — o ile Magrat mogła to ocenić — na szczerze zdumioną.

— Do licha — powiedziała Magrat. — Chodzi mi o ten list. — Wyjęła go spod pancerza. — Widzisz? Niania Ogg zaczęła czytać.

„Drogi sire, chcę poinformować, iże Magrat Garlick do Lancre powraca w bądź około Wtorku Ślepego Prosięcia. Yest onaż Zmokłą Kurą, ale czysta yest i Zęby ma Zdrowe. Yeśli życzysz sobie poślubić yą, zacznij więc sprawy załatwiać beze zwłoki, bo gdy zwykle oświadczysz się i podobne, prawdziwy Taniec onaż zacznie, albowiem nikt lepiey od Magrat nie potrafi przeszkadzać sobie w życiu. Sama nie wie, czegóż by chciała. Tyś Królem yest i czynić możesz, co zechcesz. Musisz postawić yą przede Fate Accompli. PS. Słyszałam, iże mówi się o nałożeniu podatku na czarownice. Żaden Król Lancre nie próbował tego od wielu lat. Korzystay więc z ich przykładu. Oddanaż i w zdrowiu dobrem (chwilowo). ŻYCZLIWA.”

Tykanie zegara przeszywało koc ciszy.

Niania Ogg obejrzała się, by zerknąć na tarczę.

— Ona to zorganizowała — powiedziała Magrat. — Sama wiesz, jaki jest Verence. Przecież nawet nie próbowała specjalnie ukryć, kto pisze. Prawda? Wróciłam i wszystko już było załatwione…

— A co byś zrobiła, gdyby nic nie było załatwione? — spytała niania. Magrat zaniemówiła na moment.

— No więc… Ja… Przecież gdyby on… Ja bym…

— Wychodziłabyś dzisiaj za mąż, tak? — Niania mówiła teraz z roztargnieniem, jakby myślała o czymś innym.

— No, to zależy od…

— Ale chcesz tego?

— Hm… tak, oczywiście, ale…

— No to ślicznie — podsumowała niania głosem, jakiego używała w rozmowach z dziećmi.

— Tak, ale ona pchnęła mnie do tego, i zamknęła mnie w zamku, a ja miałam tego…

— Byłaś tak wściekła, że stanęłaś do walki z Królową. Uderzyłaś ją. Dobra robota. Dawna Magrat by się na to nie odważyła, prawda? Esme zawsze dostrzegała sedno spraw. A teraz wyjrzyj no za kuchenne drzwi, kochana, i zobacz, czy znajdziesz zapas drewna.

— Ale ja jej nienawidziłam, nienawidziłam, a teraz ona nie żyje!

— Tak, kochanie. Idź i sprawdź, ile jest opału.

Magrat otworzyła usta, by wyrzucić z siebie: „Tak się składa, że jestem tu prawie królową”, ale zrezygnowała. Zamiast tego wstała z godnością i wyszła na podwórze.

— Stos drewna jest całkiem wysoki — oznajmiła, kiedy wróciła i wytarła nos. — Wygląda, jakby niedawno go ułożyła.

— A wczoraj nakręciła zegar — dodała niania. — Puszka z herbatą też jest pełna, przed chwilą sprawdziłam.

— I co?

— Nie była pewna — mruknęła niania. — Hm.

Otworzyła zaadresowaną do siebie kopertę. Była większa i bardziej płaska od tej, która kryła testament. Zawierała pojedynczy arkusz kartonu.

Niania przeczytała i upuściła go na stół.

— Chodźmy! — powiedziała. — Nie ma wiele czasu.

— Co się stało?

— Zabierz cukiernicę! — Niania szarpnięciem otworzyła drzwi i pobiegła do miotły. — No chodź!

Magrat podniosła kartkę. Napis był znajomy, widziała go już wiele razy, kiedy niezapowiedziana odwiedzała chatkę babci. Brzmiał:

NIE JESTEM MARTFA.

* * *

— Stój! Kto idzie?

— Co robisz na straży z ręką na temblaku, Shawn?

— Obowiązek wzywa, mamo.

— W takim razie wpuść nas natychmiast.

— A jesteś Przyjacielem czy Wrogiem, mamo?

— Shawn, jest tu ze mną prawie królowa Magrat!

— Tak, ale musicie…

— Natychmiast!

— Ojej, mamo!

* * *

Magrat usiłowała dotrzymać kroku biegnącej po korytarzach niani.

— Mag miał rację. Ona była martwa. Nie dziwię się, że wciąż masz nadzieję, ale naprawdę potrafię odróżnić tych, którzy nie żyją.

— Nie, nie potrafisz. Pamiętam, parę lat temu przybiegłaś do mnie we łzach, a okazało się, że ona tylko Pożyczała. Wtedy zaczęła używać tej kartki.

— Ale…

— Nie była pewna, co się stanie — powiedziała niania. — To mi wystarczy.

— Nianiu…

— Nigdy nie wiesz, dopóki się nie przyjrzysz — rzekła niania Ogg, wykładając swą własną Zasadę Nieoznaczoności.

Kopniakiem otworzyła drzwi do wielkiego holu.

— Co się tu dzieje?

Ridcully poderwał się z fotela, wyraźnie zakłopotany.

— Pomyślałem, że może nie należy zostawiać jej teraz samej…

— Coś podobnego! — Niania objęła spojrzeniem żałobną scenę. — Świece i lilie… Założę się, że kwiaty sam pan pozrywał w ogrodzie. A potem zamknął ją pan w murach.

— No…

— I nikt nawet nie pomyślał, żeby zostawić otwarte choć jedno okno! Czy pan ich nie słyszy, panie magu?

— Czego nie słyszę?

Niania rozejrzała się szybko i chwyciła srebrny lichtarz.

— Nie!

Magrat wyrwała go z jej dłoni.

— Tak się składa… — wzięła zamach — …że to już prawie… — wymierzyła — …mój zamek.

Lichtarz pofrunął, wirując w powietrzu. Trafił w wielki witraż pośrodku ściany.

Jasne światło słońca sięgnęło stołu, poruszając się wyraźnie w powolnym polu magicznym Dysku. A w jego promieniach, niczym piasek przez lejek, kaskadą spłynęły pszczoły.

Rój osiadł na głowie babci Weatherwax niby bardzo niebezpieczna peruka.

— Co wy… — zaczął Ridcully.

— Będzie się przechwalać przez całe tygodnie — stwierdziła niania. — Nikt jeszcze nie dokonał tego z pszczołami. Ich umysł jest wszędzie, rozumie pan? Nie w jednej pszczole, ale w całym roju.

— Co pani…

Babcia Weatherwax poruszyła palcami. Drgnęły jej powieki. Bardzo powoli usiadła. Z pewnym wysiłkiem skupiła wzrok na Magrat i niani Ogg.

— Chzzzę buzzzzkiet kwiazzztów, garnek mzzzziodu i kogozzzś do uzzzżądlenia.

— Przyniosłam cukiernicę, Esme — poinformowała niania.

— Dodaj trochę wozzzzdy i wylej dla nich na zzzztół. Spojrzała tryumfalnie, gdy niania Ogg wybiegła.

— Zzzzrobiłam to zzzz pszzzczołami. Nikt nie potrafi zzzz pszzzczołami, a ja tak! Potem umyzzzł czzzłowiekowi fruwa na wszzzyzzztkie zzzztrony! Trzzzeba być naprawdę dobrym, żzzeby się udało zzz pszzzczołami.

Niania Ogg wróciła i rozlała na blacie cukrowy syrop. Rój wylądował.

— Ty żyjesz? — wykrztusił Ridcully.

— Oto zzzalety uniwerzzzyteckiego wykszzztałcenia — mruknęła babcia, masując sobie ramiona. — Wyzzztarczy, że się siedzzzzi i rozzzmawia przezzzz pięć minut, a już potrafią odgadnąć, żzze czzzłowiek żzzzzyje.

Niania Ogg podała jej kubek wody. Przez moment wisiał w powietrzu, po czym rozbił się o podłogę, ponieważ babcia próbowała go chwycić piątą nogą.

— Przzzepraszzzzam.

— Wiedziałam, że nie byłaś pewna — powiedziała niania.

— Pewna. Oczzzywiście, żzze byłam pewna. Nie miałam zzzupełnie żzzadnych wątpliwości.

Magrat przypomniała sobie testament.

— Nie wątpiłaś? Ani przez chwilę?

Babcia Weatherwax miała dość przyzwoitości, by nie patrzeć jej w oczy. Zamiast tego zatarła ręce.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)