Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Skrzynia na złoto». Краткое содержание книги:

Założyciel rodu Fandorinów, Cornelius van Dorn, przybył do kraju Moskwitów w XVIII wieku i odnalazł bezcenną bibliotekę Iwana Groźnego. Trzysta lat później jego angielski potomek, sir Nicholas, pojawia się w Rosji, by szukać spadku po przodkach. Ścigany przez mafię i wciąż wpadający w tarapaty, trafia na ślad skarbu Cornelisua, ale to, co znajduje w tatarskiej skrzyni, całkowicie go zaskakuje…
Pomysłowe połączenie kryminału retro i współczesnej powieści sensacyjnej w „klasycznym” klimacie powieści Conan Doyle’a i Agaty Christie, czyli po prostu – nowy Akunin!
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 96
Перейти на страницу:

Przebiegli przez sypialnię metropolity i pchnęli wysokie drzwi, za którymi długie schody prowadziły w dół.

Znów zapalili latarnię.

– A oto biblioteka – rzekł Walser, kiedy zeszli już do niewielkiego kwadratowego pomieszczenia, dookoła którego biegły półki z książkami. – Jest tu około trzech tysięcy foliałów, nikt w Moskowii nie posiada tak wielkiego księgozbioru.

Mówił teraz głośno, nie bał się już, że ktoś usłyszy.

Na środku pomieszczenia ukląkł, podważył nożem dębową klepkę, potem drugą, trzecią, czwartą, wyjął kwadrat ze sklejonych desek, następnie szczelnie wypchany siennik, a wtedy von Dorn ujrzał ciemną jamę i prymitywne stopnie z udeptanej ziemi.

Niecierpliwie odsunął Walsera i zajrzał w głąb pierwszy. Aptekarz, dysząc Corneliusowi w kark, stał za nim.

Zaczepili hak o brzeg czarnej dziury, obramowanej białym paseczkiem metalu, i opuścili linę.

– No, w imię boże. – Kapitan przeżegnał się.

Wziął latarkę w zęby za miedziane kółko i zaczął się opuszczać w dół.

Po chwili stał na podłodze.

Skrzynie! Jakie wielkie! Trzy, dalej sześć, w kącie cztery, i jeszcze pod przeciwległą ścianą. Razem dwadzieścia osiem. Pchnął jedną – ciężka, nie daje się przesunąć.

– Niech pan przytrzyma linę! – krzyknął z góry Walser. – Ja też chcę zejść!

I nie czekając na ubezpieczenie, zaczął złazić sam, pociesznie przebierając krótkimi nogami.

Kapitan szarpnął kłódkę na najbliższej skrzyni (trzymała mocno) i nie bawiąc się w subtelności, rozwalił zamek jednym uderzeniem basałyka. Gdy podniósł wieko, zobaczył okrywającą zawartość aksamitną tkaninę w kolorze malinowym. Pod nią leżał ogromny – zajmujący całą szerokość skrzyni – foliał w grubej skórzanej oprawie. Von Dorn uniósł go i pod spodem zobaczył całe mnóstwo tomów.

Mimo woli wyrwało mu się westchnienie. W głębi duszy miał jednak nadzieję, że w tajemnej skrytce znajdą nie Liberię, lecz coś konkretniejszego – złote monety, rubiny, szmaragdy albo perły.

– A nie mówiłem, a nie mówiłem! – Walser zachłystywał się ze szczęścia, gładząc miłośnie jasnobrązową cielęcą skórę.

Chwycił basałyk i zaczął biegać pośród skrzyń; krążył niby w jakimś dziwacznym tańcu. Rozbijał kolejne zamki, odrzucał wieka i pochylony nad zawartością bełkotał jakieś niezrozumiałe słowa – odczytywał chyba tytuły czy autorów książek.

– O, Hefajstion! O, Kommodianus! A to kto? Czyżby Libaniusz? Nie do wiary! Ale… ale gdzie jest Zamoleus?

Cornelius też nie tracił czasu na próżno. Pozbawiony przez aptekarza basałyka, otwierał skrzynie pałaszem. Księgi w skórzanych oprawach rzucał na podłogę, w kosztownych, zdobionych szlachetnymi kamieniami – odkładał. Niektóre były naprawdę piękne – wysadzane perłami, jaspisami, szmaragdami. Najbogatsze oprawy wsuwał do worka, który wkrótce zrobił się pełny. Kapitan musiał teraz niektóre wyjmować, by na ich miejsce włożyć jeszcze cenniejsze. Ach, była tu niezliczona moc skarbów!

Po lśniącym matowo ołowianym poszyciu sklepienia migały cienie i bliki od skrzących się drogich kamieni. Niezrozumiały bełkot Walsera zlewał się w monotonny, cichy pomruk.

Worek stał się bardzo ciężki, a przecież trzeba z nim było przeleźć przez mur i wlec go potem przez całą Moskwę.

– Prędzej! – ponaglił Walsera von Dorn, rozglądając się wśród porozrzucanych tomów, czy aby nie przegapił jakiejś cennej oprawy. – Jak znajdą związanego mnicha, podniesie się rwetes.

– Nie znajdą – uspokoił kapitana aptekarz. – Co innego, gdyby metropolita był u siebie, wtedy mnisi zmienialiby się co trzy godziny, ale dziś nie będą.

– Mimo to pośpieszcie się, panie.

Odpowiedzią było skrzypnięcie odrzuconego wieka i podniecone sapanie.

Cornelius otworzył od niechcenia pierwszą z brzegu książkę i zobaczył greckie litery. Zamknął ją. Spodobał mu się niewielki rękopis z barwnymi obrazkami, przyciągały wzrok misterne rządki liter. Von Dorn zawahał się – może go wziąć? Ale nie, oprawa była skromna – z miedzi inkrustowanej srebrem.

– Jest!!! – wrzasnął rozdzierającym głosem Walser. – Jest! To ona! Znalazłem! Są i ogniste rubiny!

Zaczął podskakiwać między skrzyniami, przyciskając księgę do piersi – oprawę rzeczywiście wysadzono gęsto czerwonymi, okrągłymi kamieniami o wspaniałym blasku. A więc tak wyglądają płonące ogniem rubiny z Wuf. Są ich tu setki. No, no, ile też pieniędzy muszą być warte!

Cornelius poczuł nagły przypływ zazdrości. Przecież, zgodnie z umową, oprawa miała jemu przypaść w udziale. Po cóż Walser tak hołubi cudzą własność?

– Dajcie, panie, włożę ją do worka i idziemy, już czas.

– Nie bójcie się, kapitanie – mruknął aptekarz, jeszcze mocniej obejmując księgę. – Sam ją poniosę, sam.

Błysk szaleństwa w jego oczach dowodził, że raczej umrze, niż wypuści zdobycz z rąk.

– Którędy wracamy? – zapytał kapitan, westchnąwszy bezradnie. – Tą samą drogą, którą przyszliśmy, czy przez kremlowskie przejście?

Jak należało się domyślać, prowadziły do niego łukowato zwieńczone drzwi w przeciwległej, również poszytej ołowiem ścianie.

Walser tylko mrugał oczami – nie miało sensu o nic go pytać, widać było, że sam nie wie, co się z nim dzieje, jest jak obłąkany.

– Podziemne przejście może być niebezpieczne – zadecydował von Dorn. – Przez sto lat galeria pewnie zdążyła się gdzieniegdzie osypać i zatarasować drogę, a w dodatku nie wiadomo, dokąd korytarz prowadzi… Nie, już lepiej górą, przez dom. Wracamy, Herr Walser.

Aptekarz podał kapitanowi jakieś kruche karty bez oprawy.

– Niech pan weźmie jeszcze to. O ile się nie mylę, to dzieło samego wielkiego Arystotelesa – w dodatku takie, o którym nigdy nie słyszałem. Jeśli się okaże, że mam rację, to ten papirus jest po prostu bezcenny!

Cornelius sceptycznie popatrzył na skromny manuskrypt i wzruszywszy ramionami, wsunął go do worka. Nie chciał tracić czasu na zbędne dyskusje.

Wdrapywać się po linie w górę było o wiele trudniej niż opuszczać się na dół. To znaczy, von Dorn wydostał się, oczywiście, dosyć sprawnie i swoje skarby również wyciągnął bez większych trudności, ale Walsera musiał owiązać w pasie i taszczyć niczym wór kartofli.

W końcu jakoś się wygrzebali. Wstawili na miejsce ołowianą płytę, na nią narzucali kamieni i wszystko to przysypali ziemią – z pewnością tak prędko tu nie wrócą. Następnie starannie ułożyli siennik, kwadrat z desek i dębowe klepki. Teraz nikt by nie znalazł wejścia do podziemi, nie wiedząc o jego istnieniu.

Weszli po schodach, minęli sypialnię metropolity i znaleźli się w sali modłów.

Mnich odzyskał przytomność – rzucał się i wił na podłodze, wydając zdławiony kneblem, przeciągły ryk. Cornelius musiał biedaka porządnie stuknąć pięścią w potylicę, żeby go jeszcze na jakiś czas uciszyć.

Obok drzwi Jusupa znów przeszli na palcach. Walser przyciskał do piersi upragniony tom, von Dorn trzymał w obu rękach swój jeszcze bardziej drogocenny ładunek. Minęli niebezpieczne miejsce szczęśliwie – bez najmniejszego stuku czy skrzypnięcia. Skręciwszy za węgieł, skąd do tylnego wyjścia było zaledwie parę kroków, odetchnęli z ulgą.

Przedwcześnie.

Drzwi nagle otworzyły się z cichym piskiem zawiasów i z obłoku mroźnej pary wyłoniła się barczysta, wysoka sylwetka. Długa, zmierzwiona broda, kościsty nos, zmięta od snu twarz. Jusup! Na ramionach, narzucony na szarą włosiennicę – parciany chodniczek. Jak widać, nawet asceci wychodzą nocą za potrzebą.

Czarne oczy haszyszyna miotnęły błyskawice. Długie ręce rozkrzyżowały się, zagradzając przejście.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)