Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Skrzynia na złoto». Краткое содержание книги:

Założyciel rodu Fandorinów, Cornelius van Dorn, przybył do kraju Moskwitów w XVIII wieku i odnalazł bezcenną bibliotekę Iwana Groźnego. Trzysta lat później jego angielski potomek, sir Nicholas, pojawia się w Rosji, by szukać spadku po przodkach. Ścigany przez mafię i wciąż wpadający w tarapaty, trafia na ślad skarbu Cornelisua, ale to, co znajduje w tatarskiej skrzyni, całkowicie go zaskakuje…
Pomysłowe połączenie kryminału retro i współczesnej powieści sensacyjnej w „klasycznym” klimacie powieści Conan Doyle’a i Agaty Christie, czyli po prostu – nowy Akunin!
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 96
Перейти на страницу:

– Herr Walser – przerwał dygresję zamiłowanego bibliofila kapitan, naprowadzając go z powrotem na właściwy temat – o kartotece opowie mi pan innym razem. Teraz pozostańmy przy Liberii.

– Tak, tak, przepraszam. – Skruszony aptekarz pokiwał głową. – Przepracowałem u metropolity kilka miesięcy. Sprawa kartoteki posuwała się powoli, gdyż – jak pan sam rozumie – naprawdę zajmowałem się czymś całkiem innym. Swoją drogocenną bibliotekę zapobiegliwy i przewidujący Taisjusz umieścił nie w górnej, drewnianej części pałacu, lecz w kamiennej podmurówce, wpuszczonej głęboko w ziemię. To zresztą bardzo dogodne miejsce do kopania – rodzaj naturalnej rozpadliny. Pomyślałem, że i przed stu laty, gdy wznoszono Opryczyński Dwór, budowniczowie musieli rozumować tak samo. Jeśli kryjówka rzeczywiście jest tutaj, to należy jej szukać dokładnie pod biblioteką metropolity. W ciągu dnia zajęty byłem obowiązkami w Aptecznym Prikazie i swoją praktyką medyczną, na Mochową przychodziłem dopiero wieczorem, a pracowałem po nocach. Uznałem zresztą, że tak będzie bezpieczniej – służba i Taisjusz już spali. Rozebrałem niewielki kawałek podłogi – obluzowałem dębowe klepki, tak żeby dawały się łatwo wyjąć i z powrotem wstawić na miejsce. Pod posadzką leżały deski. Wypiłowałem w nich kwadratowy otwór, wyjęte kawałki desek skleiłem mocnym klejem własnej roboty, tak że powstało z nich coś w rodzaju pokrywy, którą mogłem zasłonić wycięty luk. Pod deskami był popiół i spalona ziemia – resztki pogorzeliska, pozostałość po najeździe Tatarów. Wtedy dopiero zaczął się najtrudniejszy etap pracy. Kopałem dół, wynosząc ziemię w małych woreczkach, co trwało bardzo długo, gdyż posuwałem się powoli. Przez wiele miesięcy prawie nie spałem, jadłem byle co, w przelocie – i nic: nie rozchorowałem się ani nie osłabłem. Przeciwnie, wyrobiłem sobie mięśnie, nabrałem sił i wzmocniłem się. Oto jeszcze jeden dowód na to, że ciałem rządzi umysł. Możliwości ludzkiego organizmu są doprawdy nieograniczone! Trzeba tylko umieć odpowiednio wykorzystać zasoby, którymi tak hojnie obdarzyła nas natura! Gdyby ludzie sami nie stwarzali sobie ograniczeń, dając wiarę głupim przesądom, gdyby potrafili docenić moc własnego rozumu, byliby podobni greckim bogom. „Jakimże cudem natury jest człowiek! Jak cny jego umysł i zdolność bez granic!” – powiedział wielki Szekspir.

– Kto? – zapytał Cornelius. – A zresztą nieważne. Na rany Chrystusa, panie Walser, nie zatrzymujcie się przy rzeczach nieistotnych. Wyjaśnijcie lepiej, jak wam się udało przez tyle miesięcy prowadzić swoje wykopki niepostrzeżenie?

– O, wszystko dokładnie obmyśliłem – oświadczył z dumą aptekarz. – Opracowałem znakomity system. Proszę mi dać pańską szpadę. Niech pan popatrzy. – Walser przykucnął i zaczął rysować coś na śniegu. – Do piwnicy, gdzie mieści się biblioteka, można zejść tylko schodkami, które prowadzą do sypialni Taisjusza. Na noc Grek zamykał się od środka, więc nie mogłem wyjść aż do rana, co było mi bardzo na rękę. Na dole zostawiano dla mnie dzban miodu, strawę, wiadro do załatwiania naturalnych potrzeb i słomiany siennik. I właśnie on nasunął mi pewną myśl. Przyniosłem z domu jeszcze kilka takich, powoli wypchałem je wełną i wkładałem w wykopaną pod podłogą jamę, żeby klepki nie wydawały odgłosu zdradzającego, że pod spodem jest pusto. Pod jednym z górnych stopni schodów umocowałem sprężynę połączoną z dzwoneczkiem, który miałem w pobliżu siebie, w jamie. Gdyby Taisjuszowi nagle przyszło do głowy zejść nocą do biblioteki, od razu zostałbym ostrzeżony. Schodki są dość strome i kręte, a Grek cierpi na podagrę, więc starczyłoby mi czasu, żeby wydostać się z jamy i wstawić na miejsce wyjęte klepki. Pewnego razu metropolita rzeczywiście zszedł do piwnicy grubo po północy, potrzebował akurat jakiegoś rękopisu. Usłyszawszy brzęk dzwoneczka, wpadłem w okropną panikę i ze strachu nie mogłem wstawić jednego z dębowych kwadratów na miejsce, tak że musiałem zamaskować otwór rozłożoną księgą. Taisjusz powiedział tylko: „Cóż to, doktorze Walser, czyta pan na czworakach? Przy stole byłoby panu wygodniej”. Bąknąłem coś pod nosem, choć cały aż się trząsłem, taki byłem przerażony. Ale nic, jakoś się udało. Po siedmiu miesiącach tej nocnej pracy wykopałem jamę głębokości siedmiu stóp. Uformowałem też ziemne stopnie, żeby można było wygodniej schodzić na dół i wchodzić z powrotem na górę. Niekiedy, oczywiście, dręczyły mnie wątpliwości, czy aby nie pomyliłem się w swoich wyliczeniach. A drugiego grudnia ubiegłego, 1675 roku (na zawsze zapamiętam tę datę – to najważniejszy dzień w moim życiu!) kilof, którym rozbijałem grudy ziemi, uderzył o kamień. Zacząłem ją odgarniać i pod spodem ukazał się mur! Zgrabne sześciany wapienia, spojone zaprawą. Przyłożyłem ucho, postukałem i usłyszałem wyraźny metaliczny odgłos.

– Nie może być! – Cornelius chwycił aptekarza za ramię.

– Ojej, boli, kapitanie… Tak, głuchy dźwięk! To było jak czarodziejski sen. Nie będę pana zanudzał szczegółową relacją o tym, jak wyjmowałem i wynosiłem kamienie, jak wypiłowałem otwór w ołowianym poszyciu. To było trudne zadanie, ponieważ nie mogłem posługiwać się dłutem – usłyszano by hałas w całym domu. Szesnastego grudnia robota była skończona. Ostrożnie usunąłem ciężki kwadrat ołowianej płyty i spuściłem w otwór latarnię na sznurku…

– No i?… – Serce Corneliusa ścisnęło się niczym piąstka – nie mógł złapać tchu ani go wypuścić. – I co pan tam zobaczył?

– Ją! Liberię! – oznajmił szeptem Walser, chociaż na ciemnej ulicy oprócz nich dwóch nie było żywej duszy. – Nie udało mi się zejść na dół, ale widziałem skrzynie, mnóstwo starych skrzyń! Dwa, może trzy tuziny!

– A jeżeli nie ma w nich książek? – również szeptem zapytał Cornelius. – Tylko, na przykład, złoto?

– Jakie znowu złoto? – przestraszył się Walser. – Co pan opowiada? Tam nie może być żadnego złota, to Liberia Iwana!

Aptekarz tak się przeraził, że Cornelius musiał go uspokajać – no, oczywiście, w skrzyniach mogą leżeć jedynie książki. Ale myślał przy tym: co tam Liberia! Stare skrzynie! Na pewno kryją coś bardzo cennego. Ale tu kapitan przypomniał sobie nagle pałacową piwnicę z pękami zetlałych sobolowych skórek i jego zapał nieco przygasł. „Drugiego takiego rozczarowania już nie przeżyję” – pomyślał.

– A dlaczego nie udało się panu zejść?

Walser westchnął.

– Tamtej nocy nie wziąłem ze sobą drabinki sznurowej, więc odłożyłem rekonesans na następną noc. A rano zostałem sromotnie wygnany z pałacu metropolity… Niestety, mój przyjacielu, sam sobie byłem winien. Kiedy wypuszczono mnie z piwnicy, zacząłem się zachowywać jak niespełna rozumu – nie okazałem przy powitaniu należnego szacunku przewielebnemu, ba, omal nie parsknąłem mu śmiechem w twarz. Wydawało mi się okropnie zabawne, że dosłownie śpi na Liberii i nawet się tego nie domyśla. Taisjusz to pyszałek, nie może ścierpieć, gdy ktoś niżej postawiony się przed nim nie płaszczy. Kazał czeladzi mnie wyrzucić i więcej nie wpuszczać za próg. A przy okazji nie zapłacił mi należnego wynagrodzenia… Ale pieniądze to bagatelka! Gorsze było co innego. Kiedy mnisi pędzili mnie przez podwórzec kopniakami, zgubiłem swój pamiętnik, nawet nie zauważyłem kiedy. A w nim, oprócz różnych sentencji filozoficznych, miałem spis ksiąg Liberii, który odkryłem w uniwersytecie dorpackim.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)