Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 97
Перейти на страницу:

– Czy aby nie przeceniasz tego gościa? Co będzie, jeśli go znajdziesz, a on nie zechce mówić albo okaże się, że nic nie wie? Zastanawiałeś się nad tym?

– Śni mi się to po nocach. Stawiam jednak dziesięć do jednego, że Garcia wie bardzo dużo. Gdzieś leży sobie jakiś dokument, kartka papieru… coś namacalnego… i Garcia to ma. Wspominał o tym niejeden raz, choć wycofał się, kiedy go przycisnąłem. Mimo to chciał mi coś dać w dniu, w którym mieliśmy się spotkać. Jestem pewny. Mówię ci, że Garcia ma coś wielkiego, Smith.

– A jeśli ci tego nie pokaże?

– Skręcę mu kark.

Przejechali Potomac i mijali cmentarz Arlington. Keen zapalił fajkę i otworzył okno.

– Możesz go jednak nie znaleźć.

– Wtedy wprowadzę w życie plan B. Dziewczyna wyjedzie i umowa między nami wygaśnie. W chwili gdy przekroczy granicę, mogę napisać o raporcie, co mi się żywnie podoba, pod warunkiem, że nie podam w artykule jej nazwiska. Biedaczka jest przekonana, że umrze bez względu na to, czy opublikujemy tę historię, czy nie, żąda jednak ochrony dóbr osobistych. Nie pozwoliła mi nawet na powoływanie się na nią jako autorkę raportu.

– Czy powiedziała coś jeszcze na ten temat?

– Chodzi ci o raport? Nie… nie mówiła, dlaczego i jak go napisała. Wspomniała tylko, że wpadła na pewien trop i postanowiła go sprawdzić. Kiedy zaczęły płonąć kina, była przekonana, że się pomyliła. A w ogóle żałuje, że napisała to cholerstwo. Była bardzo zakochana w Callahanie… z wzajemnością… i ma teraz ogromne poczucie winy. Cierpi…

– Na czym polega plan B?

– Zaatakujemy prawników. Mattiece jest zbyt przebiegły i śliski, żeby zabrać się do niego bez wezwań i nakazów sądowych, a tych tak łatwo nie wydębimy, dlatego dobierzemy się do jego prawników. W tym mieście reprezentują go dwie duże kancelarie. Nikt inny oprócz prawnika lub grupy prawników nie mógłby podsunąć, po dokładnej analizie składu Sądu Najwyższego, Rosenberga i Jensena do odstrzału. Sam Mattiece nie wiedziałby, do kogo strzelać. I zapłacił prawnikom. Rysuje nam się ładny spisek.

– Ale nie zmusisz ich do mówienia.

– Wiem, ale jeśli są winni, ktoś w końcu puści farbę. Zaangażuję w to reporterów i będziemy bez wytchnienia nękać pytaniami adwokatów, radców, aplikantów, sekretarki, archiwistów… Wszystkich. Zniszczymy tych sukinsynów.

Keen dmuchnął dymem. Nie wyglądał na zachwyconego.

– Co to za kancelarie?

– White i Blazevich, a także Brim, Stearns i Kidlow. Sprawdź, czy nie mamy czegoś o nich w archiwum.

– Słyszałem o Whicie i Blazevichu. Duże republikańskie biuro.

Gray kiwnął głową i dokończył kawę, z kubkiem której wybiegł z hotelu.

– Ale jeśli to nie oni? – spytał Keen. – Jeśli wymyślił to wszystko ktoś spoza Waszyngtonu? Co zrobisz, jeśli żaden ze spiskowców nie puści farby? Czy nie bierzesz pod uwagę takiej ewentualności, że zbrodnię zaplanował zboczony umysł zatrudnionego na pół etatu radcy prawnego ze Shreveport? Albo jeden z totumfackich Mattiece’a?

– Czasami mnie wkurzasz, Smith. Mówiłem ci już o tym?

– To bardzo istotne pytania. Co wtedy zrobisz?

– Przejdę do planu C.

– Który polega…

– Tego jeszcze nie wiem. Nie powiedziała mi.

Poleciła mu, żeby nie chodził po ulicach i jadał w pokoju. Wracając posłusznie na siódme piętro, niósł torebkę z kanapką i frytkami. Obok drzwi jego pokoju stał wózek pokojówki. Dziewczyna, Azjatka, wyszła z sąsiedniego numeru. Stanął przed drzwiami i wyciągnął z kieszeni klucz.

– Zapomniał pan czegoś? – spytała pokojówka.

– Słucham? – spojrzał na nią zdziwiony.

– Pytam, czy pan czegoś zapomniał.

– Nie… Dlaczego?

Pokojówka podeszła bliżej.

– Bo dopiero co wychodził pan z pokoju i już wraca.

– Wyszedłem przed godziną.

Pokręciła głową i przyjrzała mu się badawczo.

– To niemożliwe, proszę pana. Wychodził pan z pokoju przed dziesięcioma minutami. – Zawahała się i jeszcze raz omiotła wzrokiem jego twarz. – Chyba że… nie jestem pewna… był to ktoś inny.

Gray spojrzał na numer pokoju. Siedem trzy trzy. Przeniósł wzrok na dziewczynę.

– Jest pani pewna, że z mojego pokoju wychodził jakiś mężczyzna?

– Tak, proszę pana. Przed dziesięcioma minutami.

Spanikował. Wybiegł na klatkę schodową i popędził na dół. Co było w pokoju? Tylko ubrania. Nic, co mogłoby zdradzić Darby. Zatrzymał się i sięgnął do kieszeni. Kartkę z adresem Gospody Tabbarda i numerem telefonu Darby miał przy sobie. Odetchnął z ulgą i wszedł do foyer.

Musi ją znaleźć, i to szybko.

Darby siedziała w czytelni Biblioteki Prawniczej Edwarda Bennetta Williamsa w Georgetown. Znalazła sobie nowe hobby: zwiedzanie bibliotek wydziałów prawa. Ze wszystkich, w których miała okazję być, ta w Georgetown była najprzyjemniejsza. Mieściła się w wolno stojącym, czteropiętrowym budynku naprzeciw Kolegium McDonough, będącym siedzibą wydziału prawa. Pachniało w niej nowością, wykwintem i elegancją, lecz jak każda biblioteka pełna była studentów przygotowujących się do egzaminów końcowych.

Otworzyła piąty tom Almanachu Martindale’a-Hubbella i znalazła rozdział poświęcony firmom waszyngtońskim. Dane o kancelarii White’a i Blazevicha zajmowały dwadzieścia osiem stron. Nazwiska, miejsca i daty urodzenia, uczelnie, organizacje zawodowe, wyróżnienia, nagrody, komisje i publikacje czterystu dwunastu prawników. Wspólnicy pojawiali się jako pierwsi, potem reszta gremium. Robiła notatki.

W firmie było osiemdziesięciu jeden wspólników, pozostali to asesorzy. Pogrupowała ich według alfabetu i zapisała wszystkie nazwiska w notesie. Zachowywała się jak zwykła studentka prawa szukająca odpowiedniej kancelarii, w której mogłaby się zatrudnić.

Praca była monotonna i myśli Darby zaczęły błądzić wokół Callahana, który przed dwudziestu laty studiował tutaj. Mówił, że całymi dniami przesiadywał w bibliotece. Pisywał do uniwersyteckiej gazety prawniczej; w normalnych okolicznościach robiłaby to samo.

W ciągu ostatnich dziesięciu dni wiele myślała o śmierci. Rozważała wszystkie jej aspekty. Nie wiedziała, jak chciałaby umrzeć, pominąwszy rzecz jasna ulubiony przez emerytów cichy zgon we śnie. Powolna agonia toczonego chorobą ciała musiała być koszmarem zarówno dla umierającego, jak i jego bliskich – miała jednak tę zaletę, że dawała czas na przygotowanie się do rozstania ze światem. Gwałtowna, nieoczekiwana śmierć trwała zaledwie sekundę i była zapewne błogosławieństwem dla ofiary. Jednak ci, którzy zostali, przeżywali szok. Miała tak wiele bolesnych pytań. Czy ukochany cierpiał? O czym myślał w ostatniej chwili? Widziała jego śmierć i dotąd nie potrafiła sobie z tym poradzić.

Teraz kochała go jeszcze bardziej niż przedtem; paradoksalnie śmierć zbliżyła ich do siebie. Mimo to chciała zapomnieć o eksplozji, o gryzącym zapachu dymu, o tym, jak Thomas umierał. Jeśli przeżyje trzy dni, znajdzie sobie takie miejsce, gdzie będzie mogła zamknąć drzwi, płakać i rzucać rzeczami, póki nie przeboleje straty. Musi wyzdrowieć. Zasłużyła sobie na to.

Nauczyła się wszystkich nazwisk na pamięć. Znała teraz skład osobowy firmy White’a i Blazevicha lepiej niż niejeden jej pracownik. Wyszła na dwór, gdy było już ciemno. Pojechała taksówką do hotelu.

Matthew Barr udał się do Nowego Orleanu, gdzie spotkał się z pewnym prawnikiem, który kazał mu lecieć do Fort Lauderdale i zatrzymać się w hotelu. Facet nie mówił wprost, co ma się wydarzyć w hotelu, lecz Barr zjawił się w niedzielę w recepcji i odebrał klucze do zarezerwowanego przez kogoś pokoju. W przegródce czekał na niego list, w którym informowano go, że we wczesnych godzinach rannych może spodziewać się telefonu.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)