Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 83
Перейти на страницу:

* * *

Kłopoty, związane z wytworną, a zarazem swojską kolacją, mnożyły nam się jak krуliki na wiosnę. Herbert ze swoją Anne Lize miał przybyć o siуdmej. Przedtem należało nie tylko dogotować bigos, ale także wywietrzyć mieszkanie, żeby usunąć woń kapusty. Kapustę wzmуgł rozpuszczalnik, przenikliwie świdrujący w nosie prawie w całym domu, bo Alicja dokupiła go więcej. Okazało się, że trzeba jeszcze doczyścić kanapę, na ktуrą zostałam wczoraj zawleczona, i zewnętrzną stronę drzwi pokoju Alicji, o ktуre się otarłam. Woń rozpuszczalnika na kanapie Zosia bezskutecznie usiłowała zabić spirytusem, perfumami i kawą.

– Nic nie pomaga – powiedziała z rozpaczą, obwąchując mebel. – Przechodzi przez wszystko.

– Co za szkoda, że nie ma pluskiew! – powiedział Paweł z żalem. – Wyginęłyby co do jednej!

– Trudno, musicie coś wykombinować – powiedziała stanowczo Alicja. – To rzeczy­wiście robi wrażenie, jakbym truła karaluchy. Nie może tak zostać!

Po namyśle zaproponowałam, żeby użyć cebuli. Wymazanie kanapy sokiem z cebuli bez wątpienia zagłuszyłoby wszelkie inne aromaty. Ewentualnie czosnkiem.

– Oszalałaś, cebula już będzie zupełnie nie do zniesienia! – zaprotestowała Zosia.

– Czosnek będzie nie do zniesienia, ale cebula śmierdzi nawet apetycznie. Zrobimy sałatkę z pomidorуw z cebulką i będą myśleli, że to z niej.

– Na kanapie będziemy pić kawę – zauważyła Alicja. – Kawa z cebulą, doskonałe zestawienie…

W ostatecznym rezultacie naszych działań kanapa śmiało mogła konkurować z naj­brudniejszym bazarem, ktуry w dodatku świeżo przeszedł dezynfekcję. Kapusta przestała się liczyć. Otworzyłyśmy szeroko wszystkie okna i drzwi, usiłując zrobić przeciąg. Paweł stał nad kanapą i wachlował aromatyczny mebel gazetami. Do wszystkich potraw obficie dodawałyśmy cebulę, żeby uzasadnić atmosferę, i niewiele brakowało, a Alicja dodałaby jej nawet do lodуw.

Zdążyłyśmy z przygotowaniami dosłownie na ostatnią chwilę. Niezwykle szczęśliwy przypadek sprawił, że Herbert i Anne Lize akurat mieli katar. W pierwszej chwili wydawało się, że pociągają nosami i węszą jakby z lekkim zdziwieniem, ale już po paru minutach robili wrażenie całkowicie przystosowanych.

Kolacja przebiegała w miłym nastroju, goście na bigosie się nie znali, więc chwalili go zupełnie szczerze, i następne kłopoty wyłoniły się dopiero pod koniec posiłku. Walka z odo­rem nie pozwoliła nam przygotować wszystkiego w pełni. Kawa, ciasteczka, śmietanka, desery, ekspres, filiżanki i inne niezbędne utensylia wciąż jeszcze znajdowały się w kuchni. Trzeba było przenieść je nieznacznie do pokoju na długi stуł przed kanapą i nie było jak. Stуł jadalny, rozsunięty częściowo pomiędzy pokojem i kuchnią, uniemożliwiał komunikację. Miało być co prawda swojsko i swobodnie, ale też i wytwornie. Zamieszanie, polegające na przełażeniu przez Pawła, względnie podawanie sobie wszystkiego nad głowami biesiadnikуw, było wykluczone.

– Zosiu, tamtędy – powiedziała Alicja pуłgębkiem, przytakując rуwnocześnie wypo­wiedziom Herberta. – Przez łazienkę i tamten pokуj…

Zosia swobodnym ruchem przesunęła nieco zasłonę, żeby uniemożliwić wgląd w głąb kuchni, i zniknęła w drzwiach łazienki z ekspresem do kawy. Wdałam się w ożywioną fran­cuską konwersację z Anne Lize i kopnęłam Pawła pod stołem. Paweł zmył się nieznacznie, przechyliłam się na krześle do tyłu i ujrzałam, że odbiera od Zosi w przeciwległych drzwiach zastawę do kawy. Z niejakim trudem, ale jednak wszystko grało.

– W porządku – mruknęłam do Alicji. – Zosia nakrywa…

– Powiedz jej, że świece są w kufrze, z lewej strony…

Przyświadczyłam Anne Lize, że moda na buty jest teraz okropna, i kiwnęłam nieznacznie na Pawła.

– Weźcie świece z kufra…

– Już jest wszystko, można kończyć – zaraportował Paweł. – Tylko tych łakoci brakuje.

– Zaraz, jeszcze deser. Usiądź i udawaj, że wszystko w porządku…

Alicja wśrуd licznych dowcipуw na temat spadku podprowadzała Herberta. Przy lodach osiągnęła swуj cel, mianowicie z własnej inicjatywy zgłosił chęć włączenia się w spra­wę. Z ulgą mogłyśmy wstać od stołu i przejść do salonu na kawę.

– Ciasto, czekoladki, te tam takie – szepnęła Zosia, nerwowo usuwając naczynia – Ktуrędy?…

– Tą samą wytworną drogą, przez wychodek – odparła Alicja. – Stуł się złoży pуźniej…

Okrężną i nieco oryginalną trasą, przez łazienkę, wychodek, korytarzyk i sąsiedni pokуj, wpłynęły na stуł przysmaki. Intensywna woń kawy zmieszała się wdzięcznie ze straszliwym odorem, wydobywającym się z kanapy. Herbert i Anne Lize zaczęli kichać dziwnie często.

Niepojętym sposobem rozumiałam po duńsku znacznie więcej niż przed laty. Zanie­chałam zabawiania arystokratycznej damy, odstąpiłam ją Zosi, i zaczęłam się przysłuchiwać rozmowie Alicji z Herbertem.

– Rodzice uprzątnęli już wszystko z poddasza – mуwił Herbert. – I znaleźli twoje rzeczy. Jest tam jakaś twoja paczka, prosili, żebym ci powiedział. Może będziesz chciała ją zabrać?

– Moja paczka? – zdziwiła się Alicja. – Możliwe. Ciekawe, co w niej jest. Zadzwonię i zabiorę przy okazji.

Herbert potrząsnął głową.

– Będzie ci trudno, bo oni są teraz w Humblebaek. Ale mogę ją wziąć i przywiozę ci, jak się zobaczymy. I tak musimy się spotkać jutro albo pojutrze w sprawie tego spadku…

Alicja wyraziła zgodę i wdzięczność. Wtrąciłam się do rozmowy, żądając tłumaczenia, nie byłam bowiem pewna, czy dobrze rozumiem. Okazało się, że dobrze.

– Jeżeli coś leży w pralni na placu Świętej Anny, to leży tam od pięciu lat – powie­działam ze zgorszeniem. – Co, u Boga Ojca, takiego mogłaś tam zostawić ładnie zapakowane i nawet nie zauważyłaś braku?

– Sama jestem ciekawa – odparła Alicja. – Tylko dlatego chcę to odzyskać, bo już pewno mi nie jest potrzebne…

Pуźnym wieczorem goście opuścili dom, wylewnie dziękując za przyjęcie i kichając co drugie słowo. Smrуd w przedpokoju panował wzmożony, bo butelkę z resztką rozpusz­czalnika Zosia w pośpiechu postawiła zaraz za drzwiami pralni. Alicja odprowadziła Herberta z małżonką do samochodu.

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)