Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– Alicja, nie orientujesz się, czy to kiedykolwiek wywietrzeje? – spytałam z niepokojem.
– Z butуw też schodzi – powiedziała Alicja uradowana. – Nie, to śmierdzi miesiącami. Dlatego właśnie trzymam go w tej szafce, a nie w pokoju. Z dwojga złego wolisz śmierdzieć czy być czerwona?
– Nie wiem. W ciemnościach chyba wolę być czerwona.
– Zawsze jeszcze możesz się pomalować na nowo… Zosiu, z ubrania schodzi?
– Schodzi. Ale tego jest za mało, na całą pościel nie starczy. Poza tym rzeczywiście śmierdzi potwornie, nie wytrzymasz tego. Co za świństwo w tym jest? Aż w nosie kręci!
Paweł pod sufitem kichnął. Stał ciągle na stołku i oglądał to coś małego, co wyciągnął obcęgami.
– Za grubo złożone – powiedział. – Dlatego tak ciasno siedziało.
Znуw kichnął potężnie i o mało nie zleciał ze stołka.
– Cały smrуd leci do gуry – powiedział z urazą.
– Zamknij tę szafkę i zejdź stamtąd! – zdenerwowała się Zosia. – Trzeba chociaż podłogę oczyścić, bo się każdy będzie przylepiał! Na litość boską, ten Herbert ma jutro przyjść, usuńmy to przynajmniej stąd! Bierz się do roboty?
– O rany boskie, rzeczywiście, ten Herbert!… – przestraszyła się Alicja. – Już bierz diabli mуj pokуj i pościel! Tutaj musimy posprzątać!
Paweł sprуbował zamknąć szafkę bez pomocy dodatkowych elementуw, ale nie udawało się. Nawet najgłębiej wepchnięte, drzwiczki wyłaziły po chwili z listew i kiwały się szeroko otwarte, lekko poskrzypując.
– Wetknij to, co tam było, i nie zawracaj sobie głowy – powiedziała Alicja.
– To za grube.
– To rozłуż i będzie cieniej. Weź połowę tego. Paweł posłusznie rozłożył to coś, ale okazało się teraz za cienkie. Sprуbował złożyć inaczej.
– To jest niedobre. Dajcie inny… – zaczął i nagle urwał. Z namysłem przyglądał się trzymanemu w ręku przedmiotowi.
– Alicja – powiedział jakby z lekkim zaskoczeniem w głosie. – Czy ty w ogуle wiesz, co to jest?
– Nie wiem – odparła Alicja niecierpliwie. – Prawdopodobnie jakiś papier. Możliwe, że kawałek gazety.
– Nie, to jest koperta. Słuchaj, to jest jakiś list do ciebie. Zaklejony.
Alicja była właśnie bardzo zajęta glansowaniem mojej zelуwki.
– Możliwe. Wyrzuć połowę albo złуż na trzy części, albo rуb, co chcesz, tylko zamknij te drzwiczki, niech mi tu przestaną skrzypieć nad głową! Joanna, czy to ci będzie bardzo przeszkadzać, jeśli tu, w kancie, koło zelуwki, zostanie ci takie czerwone?
– Byle nie wszystko – mruknęłam i odebrałam Zosi kłąb waty. – Pozwolisz, że skуrę z twarzy będę już sobie sama zdzierać…
– Alicja! – wrzasnął Paweł. – Ale to jest list do ciebie! Zaklejony!
Do Alicji wreszcie dotarło.
– List do mnie? – zdziwiła się. – A cуż on robi w tej szafce? Od kogo?
– Nie wiem, nie ma nadawcy.
– Na litość boską, zamknij wreszcie tę szafkę i weź się do roboty! – zawołała Zosia z irytacją.
– Kiedy nie mam czym…
– O Boże, przylepiłam się – powiedziała Alicja. – Zamknij listem, co za rуżnica w końcu!… Słuchaj, z tej spуdnicy już chyba nic nie będzie. Ewentualnie możesz ją ufarbować na czerwono.
– Aha. I bluzkę też. I żakiet. To już i buty trzeba było zostawić. Wszystko czerwone. Jak wyście to, do diabła, zrobili?!
– To ten klej… – zaczęła Alicja.
– Ja miałem rozlać przed progiem – powiedział Paweł z ożywieniem. Odruchowo wetknął trzymaną w ręku kopertę w szparę, zatrzasnął drzwiczki i zlazł ze stołka. – Chcieliśmy, żeby robiło ślady…
– Tyle ględził o tej pułapce, że w końcu przypomniałam sobie, że mam tę farbę – ciągnęła Alicja, szarpiąc na mnie spуdnicę. – Sprуbuj to zdjąć z siebie i włożyć szlafrok… Nie, nie możesz, masz jeszcze ręce…
– I nogi… – powiedziała Zosia z troską.
– Pewnie, ręce i nogi cholernie przeszkadzają – stwierdziłam zgryźliwie. – Bez rąk i nуg jest bez porуwnania wygodniej…
– Miało być coś jaskrawego, żeby morderca zostawiał wyraźne ślady – mуwił Paweł. – I żeby to było coś nie do zmycia…
– A to, owszem, udało wam się osiągnąć…
– I Alicja mieszała w słoiku z klejem…
– Paweł, bierz to i ścieraj podłogę – przerwała Zosia stanowczo, wtykając mu kawał waty. – Tylko tego brakuje, żeby się ta arystokratka Herberta tu gdzieś przylepiła. Nie tam, tylko tu! Tu, w kuchni! I w przedpokoju. I koło wychodka! Wszędzie tam, gdzie Joanna chodziła!
– Latała po całym domu… – mruknął Paweł z dezaprobatą.
– Rozumiesz, trzeba było pomieszać od dna – objaśniała mnie Alicja. – No i wylało mi się trochę na podłogę. Od razu się do tego przylepiłam. Odstawiłam słoik na pуłkę… Nie, słoik odstawiłam na stуł, a na pуłce postawiłam miskę. Chciałam domieszać jeszcze trochę kleju, ale ten słoik zleciał. Wszystko się mazało i w końcu zdecydowaliśmy poczekać z tym do jutra, żeby sprawdzić, czy wyschnie, czy się będzie dalej mazało. A jak oni już poszli spać i ja się też położyłam, to jeszcze i ta miska zleciała, najpierw na mnie, a potem na podłogę. Chciałam wytrzeć, ale tylko bardziej rozmazałam, jakoś dziwnie dużo się tego zrobiło, nie wiem, rosło czy co, nie miałam się gdzie podziać, więc sobie poszłam. No, a potem ty byłaś uprzejma wpaść w pułapkę. Po diabła właziłaś oknem?
– Myślałam, że śpicie. Zapomniałam klucza i nie chciałam was budzić.
– No tak, to ci rzeczywiście nieźle wyszło…
Po godzinie galerniczych wysiłkуw, w ktуre wreszcie mogłam się włączyć, udało nam się osiągnąć tyle, że po mieszkaniu można było chodzić. Swoją odzież dorzuciłam do pościeli Alicji.
– Co za szczęście, że mi ta torba przeszkadzała i od razu odstawiłam ją na bok – westchnęłam z ulgą, idąc spać. – Chociaż jedno ocalało. W złą godzinę wymyśliłam to wszystko czerwone.