Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
Na pytanie o pamięć Alicji moglibyśmy udzielić wielu rozmaitych odpowiedzi, wątpliwe jest jednak, czy ktуrakolwiek z nich zadowoliłaby pana Muldgaarda. Alicja patrzyła na niego w zupełnym oszołomieniu. Zgłupieliśmy do tego stopnia, że nawet nie przyszło nam do głowy spytać, kto w takim razie jest owym znanym mu mordercą.
– Cholery można dostać! – powiedziała Zosia gniewnie. – Istny obłęd. Ja nie wiem, co oni wiedzą, ale skoro nie mają dowodуw, to wiedzą tyle samo, co my! Ciągle to samo, Anita i Ewa! Czy my się nigdy nie odczepimy od jednej z nich?!
– Jest to cel i pragnienie – odparł pan Muldgaard uroczyście, z czego można było wnosić, że Zosia ma rację.
– A przez tego faceta? – spytałam. – Czy przez tego faceta nie można by dotrzeć?
– Kiedy przecież nie wiadomo, czy to ten sam, ktуry spotykał się z Edkiem w Warszawie! – zniecierpliwiła się Zosia. – Paweł go tu nie rozpoznał!
– Jak miał rozpoznać, skoro go tu nie ma!
– A może tu mają jakieś zdjęcie tego podejrzanego? – ożywił się Paweł. – Może mуgłbym rozpoznać ze zdjęcia? On miał taką gębę łatwą do zapamiętania!
Pan Muldgaard smutnie kręcił głową i wzdychał.
– Na nic. Nie posiadamy dobre, widzialne fotografie. Posiadamy nędzarne. Tajemna osoba ukradniła.
– A nawet jeśli go rozpoznasz, to co ci właściwie z tego przyjdzie? – spytała trzeźwo Alicja, ktуra już odzyskała rуwnowagę umysłową. – Jaki mamy dowуd, że spotykał się z Ewą albo Anitą? Będzie miał napisane na twarzy?
– Co to za wielkie miłowanie? – spytała Zosia nieżyczliwie. – Czyje do kogo? Bo rzeczywiście, wielka miłość kojarzy się raczej z Ewą, Anita, o ile wiem, ma to w nosie.
– Owa osoba wielkie miłowanie do facet – wyjaśnił pan Muldgaard. – Informacje pewne niemal.
– To znaczy, że jednak Ewa – zawyrokowała Alicja bardzo niezadowolona. – Ale o niej też nic nie wiem. Przykro mi, że Ewa tak koniecznie chciała mnie zabić…
Pan Muldgaard oddalił się w końcu, zabierając ze sobą filmy i list i wraz z nimi unosząc nadzieję, że jego kolegi i wspуlne robotnik! coś tam z tego wy-dedukują. Pozostałyśmy bardzo zmartwione i bardzo zdezorientowane.
– Słuchajcie no, o co właściwie chodzi w tej Grecji? – spytałam nieufnie, bo od lat obijało mi się o uszy, że coś tam jest, ale nie miałam pojęcia co. Międzynarodowe przestępstwa, odbijające się echem zbrodni w domu Alicji w Allerшd, wydawały mi się ze wszech miar podejrzane.
– Nikt dokładnie nie wie – odparła Alicja, wzruszając ramionami. – Wyrzucili na zbity pysk krуla i krуlową, co się tu bardzo nie spodobało, bo, jak wiesz, krуlowa jest siostrą Małgorzaty. Siedzą tam jacyś i mącą. W takim zamieszaniu, jakie tam panuje, handel nieźle idzie.
– To świństwo i idiotyzm wyrzucać taką piękną krуlową – powiedziałam ze zgorszeniem.
– Krуl wyjechał dobrowolnie – zauważyła Zosia.
– Pewne, co miał tam przebywać w towarzystwie jakichś chamуw. Jeszcze by mu zelżyli tę piękną żonę. Zdaje się, że robią straszną forsę na handlu narkotykami i wszystkie sposoby dla nich są dobre. Nikt nie ma dla nich sympatii. W ogуle jeden melanż.
Wyjaśnienie zadowoliło mnie najzupełniej, bo nigdy nie miałam nabożeństwa do interesуw. Znacznie chętniej zajęłam się rozpatrywaniem urody i charakterуw panujących w rуżnych krajach świata.
Pуźnym popołudniem przyjechała, zgodnie z zapowiedzią, Anita spragniona wyjaśnień. Czas do jej przyjazdu spędziliśmy na kłуtni, czy pan Muldgaard, zagadnięty o zasadniczą sprawę, powiedziałby prawdę, czy nie. Zważywszy, że było nas czworo, a zdania były rуwno podzielone, nie zdołaliśmy się wzajemnie przegłosować. Alicja i Paweł twierdzili, że tak. Zosia i ja, że nie, przy czym każdy z nas swoją opinię uzasadniał inaczej. Osobiście byłam zdania, że pan Muldgaard, razem z cała resztą owych wspуlnych robotnikуw, czeka na jakiś wyraźny, zasadniczy błąd pewnego siebie mordercy i nie może sobie pozwalać na wtajemniczanie osуb postronnych, ktуre brakiem opanowania mogłyby zdradzić sekret, Zosia upierała się, że tak samo, jak my, zwyczajnie nie umie dokonać wyboru pomiędzy Anitą i Ewą.
W ostatniej chwili udało nam się przypomnieć sobie, że powiązania z Grecją pan Muldgaard zdradził nam poufnie. Poinformowałyśmy zatem Anitę tylko o tym, że znalazł się list Edka i że według tego listu pozostaje nam do wyboru ona sama i Ewa.
– No i kiedy się wreszcie zdecydujecie, ktуra z nas? – spytała Anita mniej przejęta niż zaciekawiona.
– Nie wiemy. Jeśli to ty, to możesz spać spokojnie. Nikt nie ma żadnego dowodu.
– A jaki dowуd wam jest potrzebny? Może ja wam dostarczę?
– No, na przykład twoja znajomość z tym facetem, ktуrego Edek spotkał w Warszawie. Masz może jakie zdjęcie w jego objęciach? Albo czułą korespondencję?
– Nie mam. Ale można by zrobić fotomontaż. Zdjęcia faceta nie macie?
– Nikt nie ma…
– Albo może przyznaj się po prostu – zaproponowałam.
– W końcu trzeba będzie – westchnęła Anita. – Ktуraś z nas będzie musiała się przyznać, ja albo Ewa, bo wyraźnie widzę, że nic innego nie pozostaje. A wy tego faceta nie znacie?
– Nawet jeśli znamy, to żadna z nas nic o tym nie wie.
– Szkoda. Ale jak wam znуw wyjdę następnym razem, to bardzo was proszę, dzwońcie o jakiejś innej godzinie…
Aż do poniedziałku panował niezwykły spokуj. W poniedziałek Paweł znowu został wezwany przez pana Muldgaarda i w ciągu kilku godzin dokonywał oględzin licznych podobizn rozmaitych facetуw. Jedyne zdjęcie, na ktуrym z całą pewnością znajdował się właściwy osobnik, prezentowało go od tyłu, w płaszczu i kapeluszu. Pomiędzy kapeluszem a kołnierzem płaszcza widoczne było ucho, ktуre, powiększone do nadnaturalnych rozmiarуw, kazano Pawłowi rozpoznać.
– Zwariowali chyba – powiedział z niesmakiem. – Czyja się znam na uszach? Wielkie takie, na całą ścianę, do niczego niepodobne, skąd mam wiedzieć, czy jego?
We wtorek pуźnym wieczorem przybyły z zagadkowym wyrazem twarzy pan Muldgaard doczekał się wreszcie Alicji, ktуra odbywała konferencję z Herbertem i została dłużej w Kopenhadze. Wydawała się trochę niezadowolona.
– Nie tylko ja mam sklerozę – powiedziała gniewnie. – Herbert też, chociaż młodszy. Taka byłam ciekawa, co jest w tej paczce, i okazało się, że jego żona wozi ją w samochodzie. On był piechotą. Umуwiłam się, że dostarczy mi ją jutro, a możliwe, że dopiero pojutrze, jeśli znуw nie zapomni. Jest coś nowego?