Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– Czy ten spadek wart jest chociaż tylu zachodуw? – powiedziałam z powątpiewaniem.
– Ciekawe, jak to podziała na ten ich katar – powiedział Paweł w zadumie. – Leczniczo czy wręcz przeciwnie?
– Weź tę butelkę i postaw na gуrze – zażądała Zosia. – Niech wreszcie przestanie tu śmierdzieć. Nie będziemy już niczego myły.
Paweł nie zdążył spełnić polecenia, zadzwonił bowiem telefon. Podniуsł słuchawkę.
– Chwileczkę – powiedział i odłożył ją na biurko. – Pan Muldgaard dzwoni. Alicja! Do ciebie!…
Na czas jej rozmowy z panem Muldgaardem zawiesiliśmy inne czynności. Pan Muldgaard, powiadomiony przez nią wcześniej o wczorajszej prуbie kontaktu z panią Hansen, relacjonował teraz rezultaty swoich dociekań.
– No i chała – powiedziała Alicja, rozłączając się po bardzo długim czasie. – Nadal nic nie wiadomo. Chociaż chwilami mam wrażenie, że on coś przed nami ukrywa.
– Byłoby dziwne, gdyby nie – zauważyłam.
– Każda policja coś ukrywa. Co mуwił, oprуcz tego, co ukrywał?
– Anita na wczorajszy wieczуr nie ma alibi. Roj nie ma alibi, Jens dzwonił nie od siebie, tylko od jednego znajomego, u ktуrego był akurat jakiś gość, cudzoziemiec, ktуry się policji już dawno nie podoba, nie powiedział dlaczego. Też słyszał i mуgł wyciągać wnioski. Zdjęcia robili, owszem, ten samochуd to był mercedes, w środku siedziała osoba w dużych okularach i w kapeluszu na oczach, a ten, co wysiadł, mуgł być tym kudłatym, ktуry tu się kręcił, albo nie. Pytał, czy nie dostałam rachunku za strzyżenie żywopłotu. Nie przyszło nic takiego?
Wszyscy zgodnie oświadczyliśmy, że nie przyszło.
– To pewnie jeszcze przyjdzie. Nikt nic nie wie. Podobno wymyślili nowe środki ostrożności i przy następnej zbrodni morderca zostanie na pewno złapany.
– Czy ktoś z nas ma się dobrowolnie oddać na ofiarę? – spytała Zosia sarkastycznie. Alicja westchnęła.
– Nie wiem, może lepiej byłoby, gdybym jednak znalazła ten list od Edka?
– A właśnie! – przypomniała sobie nagle Zosia. – Paweł, wstaw tę butelkę do szafki!
Paweł posłusznie zabrał butelkę z pralni i nagle zatrzymał się w połowie wchodzenia na kuchenny stołek. Spojrzał na Zosię z zaciekawieniem.
– Skojarzyło ci się z tym listem na gуrze?
– Z jakim listem? – spytała zaskoczona Zosia.
– No przecież ta szafka jest zamknięta jakimś listem. Mуwiłem wam wczoraj…
Wszystkie trzy patrzyłyśmy na niego przez długą chwilę bezmyślnie.
– Wiekuisty Panie! – powiedziałam z pełnym zgrozy jękiem. – Ktoś ci przeszkodził, miałaś list w ręku i nie wiesz, co z nim potem zrobiłaś? A szafka ci się otwierała samoczynnie…! Paweł!…
Paweł już był na gуrze. Rzuciłyśmy się na niego, wtykając mu do rąk rozmaite narzędzia. Wyszarpnął uszczelkę obcęgami, omal nie wyrywając drzwiczek z zawiasуw. Alicja wydarła mu z ręki pogniecioną kopertę.
– List od Edka…! – powiedziała wstrząśnięta. – Rany boskie!!!…
To, że na poczekaniu wszyscy czworo nie udusiliśmy się z emocji, było istnym cudem, Edek pisał:
– „… Jest taka jedna głupia sprawa, o ktуrej Cię chciałem zawiadomić. Niedługo przyjadę i powiem Ci szczegуły osobiście. Ty nie przyjmuj tak każdego, jak leci, bo nie wszyscy są porządnymi ludźmi. Przypadkiem dowiedziałem się tu, że ta osoba, ktуrą masz na fotografii z jej urodzin, to nie jest dla Ciebie towarzystwo. Pokazywałaś odbitki, jak byłaś w Polsce ostatnim razem. Na dwуch zdjęciach jesteś Ty, ona i duże zwierzę, a na jednym tylko Ty i ona. Ona się tu spotyka z jednym facetem. Ten facet nie może pokazać się w Danii, a jakby się wykryło, co oni ze sobą kombinują, to Ty będziesz miała cholerne nieprzyjemności. Na niego już mają oko, na nią jeszcze nie, ale nigdy nie wiadomo. A w ogуle to ona jest świnia, kantuje wszystkich, między innymi swojego męża, i mnie się to nie podoba. Zobacz sobie, kto to jest, i więcej się z nią nie spotykaj…”
– Dalej są rуżne ucałowania i inne takie – powiedziała czytająca głośno Alicja. Na chwilę zapanowało milczenie.
– Przeczytaj to jeszcze raz – zażądała Zosia grobowo.
Alicja przeczytała jeszcze raz. Opuściła rękę z listem, podniosła głowę i popatrzyła na nas.
– Ja, ona i duże zwierzę… – powiedziała w osłupieniu. – Jakie duże zwierzę, na litość boską?! Koń…?! Joanna!
– Słowo honoru ci daję, że mam tylko jedno jedyne zdjęcie, na ktуrym jestem ja i koń – powiedziałam pośpiesznie. – Siedzę na nim, miałam wtedy dziewięć lat i w ogуle cię nie znałam!
– Do diabła, czy oni nie potrafią pisać wyraźnie?! – zdenerwowała się Zosia. – Duże zwierzę na urodzinach, ktуre kombinuje z facetami… Co my z tego wiemy?!
– Mamy pole do dedukcji – powiedział z ożywieniem Paweł. – Alicja, na czyich urodzinach byłaś?
– Co najmniej pięćdziesięciu osуb – odparła smutnie Alicja. – Przeważnie robią zdjęcia. Ona ma męża. Cholernie dużo bab ma mężуw…
– Odbitki! – zawołałam z przejęciem. – Pokazywałaś odbitki, musisz je mieć! Szukaj trzech zdjęć z tą samą osobą, z tym żeby na dwуch było zwierzę!
Ponuro i smętnie kiwając głową, Alicja odwrуciła się i spojrzała wymownie na dуł regału. Leżały tam liczne pudła z fotografiami, filmami i slajdami w charakterze absolutnego grochu z kapustą. Wszystko to było niegdyś ładnie poukładane i posegregowane i wszystko zleciało razem z magnetofonem na głowę pana Muldgaarda, napadniętego przez Białą Glistę.
– No to mamy zajęcie na najbliższe trzy doby – powiedziała Zosia melancholijnie. – Nie ma co się zastanawiać, bierzemy się do roboty!
– Nie szukajcie konia! – ostrzegłam. – Nie dajcie się jej zasugerować. To mуgł być rуwnie dobrze słoń, wielbłąd, krowa, duży baran… Diabli wiedzą w jakim towarzystwie ona się fotografowała! Szukajcie Alicji z jakąś babą, a zwierzę wyłapiemy potem…
Świt zastał nas na gmeraniu w zdjęciach. Oddzielnie ułożona kupka zawierała wszystko, na czymkolwiek znajdowała się Alicja w żeńskim i zwierzęcym towarzystwie. Zwierząt, jako takich, znalazłyśmy niewiele, ale każde budziło nasze podejrzenia. Czas jakiś trwaliśmy nad fotografią, na ktуrej widniała Alicja, jej francuska przyjaciуłka Solange oraz mamusia Solange, wiekowa dama, z kotkiem na kolanach.
– Owszem, to zdjęcie mam od dawna – powiedziała Alicja z powątpiewaniem, – Mogłam je pokazywać Edkowi. Ale czy rzeczywiście sądzicie, że on to określał jako duże zwierzę…?