Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– Czego chcecie, do diabła?! – wrzeszczałam z furią. – Odczepcie się!!! O co wam chodzi, do ciężkiej cholery?!!!
– Żyjesz…!!! – wykrzykiwały obie z wyraźną ulgą i rozradowaniem – Żyjesz…!!!
Byłam pewna, że od czegoś zwariowały.
– Czyście zgłupiały?! Dlaczego mam nie żyć? To nie Ja, to Alicja! To w ogуle jakaś obca osoba….’
– Żyjesz…!!!
Po dość długiej chwili treść naszych okrzykуw zaczęła docierać do nas wzajemnie. Piekło nieco przycichło.
– Co was napadło?! – spytałam rozpaczliwie. – Czemu, do stu piorunуw, właśnie ja miałam nie żyć?.
– O Boże, ona się pyta! – wykrzyknęła Zosia z oburzeniem.
– Idź, obejrzyj się w lustrze – poradziła Alicja. – Zaraz przestaniesz się dziwić.
Obejrzałam się w lustrze i rzeczywiście przestałam się dziwić. Wyglądałam wstrząsająco. Sama bym nie poznała tej straszliwej maszkary. Od stуp do głуw byłam umazana czymś ciemnoczerwonym, twarz miałam zdecydowanie asymetryczną, do czoła zaś przylepiło mi się coś dziwnego, co wyglądało tak, jakbym miała czaszkę rozłupaną na dwie połowy. Na pierwszy, a nawet na drugi rzut oka robiłam wrażenie osoby, ktуrej pomoc lekarska jest pilnie potrzeba.
– A w dodatku krzyczałaś „ratunku” – powiedziała Alicja z niesmakiem i wyrzutem. – W ogуle nie rozumiałam, jakim cudem przy takich obrażeniach jeszcze żyjesz. Myślałam, że może chodzisz po śmierci, niejako siłą rozpędu.
– Ja natomiast nie rozumiem, dlaczego ty jeszcze żyjesz – odparłam z urazą, usiłując zetrzeć z siebie ozdoby. – Co tam jest takiego w twoim pokoju? Kto tam leży?
– A, to byłaś w moim pokoju…? Powinnam się domyślić. Nikt nie leży, pułapka zleciała.
– Co…?!
– Pułapka. Zleciała.
Teraz Paweł popadł nagle w atak histerycznego śmiechu.
– Pułapka!… Mieliśmy pułapkę na zbrodniarza!… Zleciała z pуłki!…
– Paweł, uspokуj się w tej chwili! – zażądała zdenerwowana Zosia.
– Nie mogę!… Cholernie dobra pułapka!… Zapaliliśmy światło w pokoju Alicji i wreszcie ujrzałam ten straszliwy widok dokładnie. Na łуżku, na pościeli i na podłodze rozlane było istne morze gęstej czerwonej farby, w ktуrej tkwiły skorupy jakiegoś naczynia, szczątki kartonowych opakowań, między innymi po jajkach, kawałki pędzli i rуżne inne śmieci. Wleciałam w to głową i na czole miałam resztkę opakowania. Farba była nadnaturalnie przylepna.
– Rzeczywiście – powiedziałam z podziwem. – Wszystko czerwone… Czy to się jakoś da zmyć?
– Mam nadzieję – odparła Alicja trochę niepewnie. – Nie prуbowałam jeszcze, bo to zleciało, jak oni się już położyli, i nie chciałam ich budzić. Wlazłam w to. Moja nocna koszula też tak wygląda i mуj szlafrok też. Nie miałam się gdzie podziać, bo to się wszystko maże, położyłam tu kukłę i przeniosłam się na łуżko do ostatniego pokoju. Teraz, jak tu wleciałaś z tym rozbitym łbem i cała zakrwawiona, kompletnie o tym zapomniałam.
– Ty chyba oszalałaś! – powiedziała Zosia z rozpaczą. – Przecież to trzeba zmyć natychmiast! Po wyschnięciu w ogуle się nie ruszy! Paweł, zbieraj to z podłogi! Weź jakieś stare gazety i przestań się głupio śmiać!
– Czekajcie, może najpierw sprуbujemy sprać z Joanny…
Kostium i bluzka, ktуre miałam na sobie, były stare i nie zależało mi specjalnie na ich doskonałym upraniu, mogłam się pogodzić ze stratą. Chętnie bym natomiast usunęła to wszystko czerwone z butуw, z rąk, a szczegуlnie z twarzy.
Już po kwadransie stało się wyraźnie widoczne, że żadne mydło, żadne proszki do prania, żadna wrząca woda tej upiornej farby nie ruszy. Czysta benzyna działała na nią w ten sposуb, że rozmazywała się łatwiej. Cała nadzieja pozostała w specjalnym rozpuszczalniku do kleju czy czegoś takiego, ktуry powinien ruszyć wszystko.
– Mam ten rozpuszczalnik – powiedziała Alicja z triumfem. – Stoi tam u gуry, w tej zamkniętej szafce pod samym sufitem. Paweł, wejdź na coś.
Paweł wlazł na wysoki kuchenny stołek. Zosia prуbowała na mnie mleka, spirytusu, soku z cytryny i acetonu.
– Zdaje się, że najpierw zedrzesz mi skуrę, a dopiero potem zejdzie farba – powiedziałam z powątpiewaniem. – Może jednak prуbuj raczej na butach!
– Coś przecież musi na to działać – mruknęła Zosia z irytacją.
Zdarła mi z nogi drugi pantofel, jeden już trzymała w ręku Alicja, wlazłam pończochą w następną krwawą plamę, sama nie mogąc nic zrobić, czegokolwiek się bowiem dotknęłam, wszędzie zostawiałam czerwone ślady.
– No i proszę – powiedział z satysfakcją Paweł spod sufitu. – Jednak wszystko czerwone!
– Nie zajmuj się teraz kolorystyką, tylko otwуrz szafkę! – zdenerwowała się Alicja.
– Kiedy nie wiem jak. Tu nic nie ma. Szafka znajdowała się pod samym sufitem, nachylonym tak, że drzwiczki stanowiły łagodnie ścięty trapez. Byty wepchnięte głęboko w listwy i rzeczywiście nie miały żadnego klucza ani uchwytu. U samej gуry tylko coś z nich sterczało.
– Był taki wichajster do otwierania, ale odpadł! – powiedziała Alicja z zadartą do gуry głową. – W ogуle z nią jest coś źle, bo się ciągle otwierała samoczynnie. Musiałam zabezpieczyć i wepchnąć mocniej. Sprуbuj złapać za ten kawałek u gуry.
– Za mały – powiedział Paweł. – Nie da się uchwycić.
– Złap obcęgami – poradziłam. – Zosiu, daj mu obcęgi, bo ja nie mogę.
– Podważ nożem – zaproponowała Zosia. – Albo widelcem. Cienki widelec wejdzie w tę szparę.
Wszystkie trzy z zadartymi do gуry głowami udzielałyśmy mu rad. Zosia podawała rуżne narzędzia, wciąż nie wypuszczając z ręki mojego pantofla. Za pomocą obcęgуw i widelca Paweł otworzył szafkę, wyszarpując уw mały uszczelniający kawałek. Rozpuszczalnik stał w butelce na samym froncie i okazał się znakomity. Zmywał farbę bez trudu, tyle że śmierdział nieziemsko. Po paru minutach zaczęłam śmierdzieć i ja.