Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 83
Перейти на страницу:

– Dusza mnie tknęła – odparłam, wycierając mokre pantofle papierem toaletowym. – To kretyństwo, żebyś w tej sytuacji latała sama w nocy dookoła domu. On jest uparty jak dziki osioł w kapuście. Co to było?

Alicja usiłowała w przedpokoju otrząsnąć wodę z parasolki.

– Nie wiem, teraz mam wrażenie, że chcieli mnie porwać albo zatłuc na miejscu, nie jestem pewna. Podjechali samochodem… Gdzie to się urwało?

Omal mnie nie zatchnęło.

– Na litość boską, zostaw te druty, mуw wyraźnie! Skąd ten samochуd?!

– Nie wiem. Stał na samym skrzyżowaniu, podjechał za mną, jak już wracałam od automatu. Zatrzymał się, wysiadł jakiś facet, drugi siedział przy kierownicy. Ten, co wysiadł, tak wyglądał, jakby się chciał na mnie rzucić i jakby mu się odwidziało.

– Ciekawe dlaczego? Nie spodobałaś mu się? Zrobiłaś na nim złe wrażenie?

Alicja zrezygnowała ze zreperowania parasolki na poczekaniu, wyjęła z kieszeni papierosy i nagle zaczęła głupio chichotać.

– Zdaje się, że nastąpiła pomyłka. Szłam i po drodze układałam sobie te zbrodnie chronologicznie. Właśnie byłam przy pani Hansen, bo przyszło mi na myśl, że, zwrуć uwagę, jeżeli on do niej strzelał, zamiast uciec, to znaczy, że ona go widziała. Ona mogła go poznać…

– Na miłosierdzie pańskie, zostaw teraz panią Hansen! Mуw o facecie!

– Kiedy to właśnie o nią chodzi. On wyskoczył i spytał mnie: „Pani Hansen?” A ja na to, zdaje się, powiedziałam: „Skąd, przecież pani Hansen jest w szpitalu”. On na to jakby zbaraniał i powiedział: „W szpitalu? Pani Hansen?” A ja na to: „Tak, pani Hansen została zastrzelona”. Na to ty wyleciałaś, a on odjechał. I dopiero wtedy przyszło mi do głowy, że to może chodzi o mnie.

Popatrzyłam na nią w oszołomieniu, pełna zgrozy i rуżnych mieszanych uczuć.

– Nie do wiary! Wiesz, że ty bijesz wszelkie rekordy! Zapomniałaś, jak się nazywasz?!

– Coś w tym rodzaju – wyznała Alicja ze skruchą. – Nie skojarzyło mi się ze mną, tylko z panią Hansen. Byłam gotowa zapierać się zadnimi łapami, że panią Hansen napadnięto i żadnej innej nie znam.

Usiłowałam wyobrazić sobie okoliczności, w ktуrych zapomniałabym, że Chmie­lewska to ja, i wyszło mi, że chyba tylko nad grobem mojej świętej pamięci nieboszczki prababki… Pośpiesznie usunęłam sprzed oczu widmo nagrobka, na ktуrym lśni wyryte moje własne nazwisko, i przyjrzałam się krytycznie Alicji.

– Co prawda, to wyglądasz tak, że bez trudu można się pomylić. Ten bandzior ma wyraźnego pecha!

Inne osoby bierze za ciebie, a ciebie za inne osoby. Myślisz, że on uwierzył w pierwszej chwili, że się spуźnił i że ciebie wcześniej zdążył szlag trafić?

– Chyba coś koło tego. A zaraz potem ty poszłaś do ataku…

– I co, czatował w tym samochodzie? Skąd wiedział, że będziesz wychodziła? Docho­dzi dwunasta, to nie jest zwykła pora wychodzenia z domu! Wiedział, że nam zabraknie papierosуw? Umуwił się z Lilian?

– Oszalałaś! Miałam iść do Jensa. Może myślał, że jestem u Jensa i czatował na mуj powrуt?

– Aha i zmyliło go to, że wyszłaś z domu, zamiast do niego wracać? Możliwe. Szcze­gуlnie że wyszłaś nie ty, a jakieś takie obszarpane nie wiadomo co… A skąd wiedział, że masz być u Jensa?

– Mуwiłam o tym przecież…

– Komu?!

Zamilkłyśmy nagle, patrząc na siebie. Rzeczywiście. Kto wiedział, że Alicja pуźnym wieczorem ma być u Jensa?

– Umawiałam się z nim przez telefon… – powiedziała Alicja niepewnie.

– I kto to słyszał? Umawiałaś się po duńsku! Znуw popatrzyłyśmy na siebie w milczeniu.

– Tutaj siedzieliśmy my, nasz ukochany pan Muldgaard i Anita – powiedziałam powo­li. – Anita rozumie po duńsku dokładnie tak samo, jak po polsku… A kto siedział u Jensa?

– Nie wiem. Chyba trzeba go zapytać…

– Komu jeszcze o tym mуwiłaś?

– Nie wiem. O rany boskie, cała rodzina o tym wiedziała! Czekaj…

– Roj wszedł zaraz potem… A jeśli był wcześniej, jeśli się czaił pod oknem i słyszał…? Zdaje się, że Roj też rozumie po duńsku?

– Znowu to samo, Roj i Anita…

– Słuchaj, a jeśli my się czepiamy niepotrzebnie? A jeśli to ktoś z twojej tutejszej rodziny? Jeśli to Jens?… On dużo jeździ, nie budzi podejrzeń…

Alicja uczyniła gest popukania się palcem w czoło, zatrzymała się w połowie pukania, spojrzała na mnie, po czym dokończyła gestu.

– Edek krzyczał, że przyjmuję takie osoby – przypomniała mi. – Jensa przy tym nie było.

– Ale był poprzedniego dnia. Edek go widział. Po pijanemu mogło mu się pomieszać. Krzyczał: „Jemu też powiem”…

Alicja w zamyśleniu pokręciła głową.

– Mam takie wrażenie, że jesteśmy gdzieś blisko i nie możemy trafić. Ciepło, coraz cieplej, gorąco… Coś mnie gryzie w środku, ale nie wiem co.

– Dzwoń do pana Muldgaarda. Niech się zastanawia, od tego jest. Może rozpoznają ten samochуd, nie po numerach, bo nic łatwiejszego niż zmienić numery, ale może po czym innym. Może nadal robią te zdjęcia…?

Jadąc nazajutrz do Charlotteniund, zapowiedziałam, że nie wiadomo, czy w ogуle wrуcę. Zamierzałam się tam spotkać z jedną z rzadko widywanych przyjaciуłek i istniała możliwość, że po wyścigach pojadę do niej i zanocuję. Nie lubię nocować po ludziach, ale wiadomo było, że jeśli zaczniemy sobie rozmawiać po trzyletniej przerwie, niewątpliwie przepuszczę ostatni pociąg. Jeśli natomiast przyjaciуłki nie będzie, wrуcę zwyczajnie o jakiejś tam pуźnej godzinie.

Przyjaciуłki nie było. Spotkałam się z nią przed wyścigami i okazało się, że do Charlottenlund jechać nie może. Pojechałam zatem sama.

W konie na torze coś wstąpiło. Robiły falstart za falstartem i każda następna gonitwa zaczynała się z coraz większym opуźnieniem. Ostatnia odbyła się o wpуł do jedenastej. Wygrałam w niej jakieś drobne pieniądze i musiałam czekać na wypłatę, następnie poszłam przez kompletnie ciemny las i nie mogłam iść szybko, nie widząc, co mam pod nogami, następnie uciekł mi najbliższy pociąg do Kopenhagi i w rezultacie tych wszystkich opуźnień dotarłam do Allerшd za dziesięć dwunasta. O pуłnocy znalazłam się przed domem Alicji.

Wуwczas dopiero stwierdziłam, że nie mam przy sobie klucza od drzwi, pozostawiłam go bowiem w kieszeni płaszcza, a wychodząc włożyłam kostium. Dom był całkowicie ciemny, jakby wymarły, i robił trochę niesamowite wrażenie.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)