Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– Dwa ostatnie. Mogę ci dać jednego, bo i tak trzeba będzie kupić. Według mojego rozeznania twoje leżały na stole, jak ta słonica pakowała swoje nasionka. Nie chcę rzucać podejrzeń, ale potem już ich nie było.
Alicja wzięta ode mnie przedostatniego papierosa.
– Fu, z nitrem… – mruknęła z obrzydzeniem. – Możesz rzucać, to bardzo możliwe. Lilian jest roztargniona, wepchnęła do torby wszystko, co było na stole, w tym moje papierosy. To już nie pierwszy raz. Potem zauważa, przeprasza i oddaje.
– Nie możesz jej odebrać od razu?
– Nie chce mi się. Ona mieszka na drugim końcu Allerшd. Trzeba iść do automatu. Deszcz pada…
Poświęciłam się, wzięłam parasolkę, włożyłam jej stare gumiaki, wygrzebałyśmy wspуlnie cztery korony w odpowiednich monetach i poszłam do najbliższego automatu, znajdującego się koło sklepu, zaraz za skrzyżowaniem. W automacie nie było ani moich lookуw, ani jej vikingуw, kupiłam zatem tylko dziesięć sztuk, jedynych, jakie były, bez filtra.
– Przecież palisz z filtrem! – zdziwiła się Alicja.
– Ale ty wolisz bez filtra. Jestem szlachetna jednostka i zrobiłam ci przyjemność. Nawet nie pada tak bardzo, tylko trochę. Nie napiłabyś się kawy?
– A wiesz, że to bardzo dobra myśl. Może kawa zabije trochę tę kapustę?…
Dopiero przy kawie mogłam z nią spokojnie porozmawiać i rozważyć nowe przypuszczenia. Alicja z uwagą wysłuchała podejrzeń w kwestii tajemniczej organizacji.
– Coraz bardziej mnie ciekawi, kto to jest ten twуj – mruknęła. – Co za organizacja, do diabła? Ewa, moim zdaniem, odpada. Roj to idiotyzm, w Anitę nie wierzę. Może jednak naprawdę ktoś z zewnątrz? Czaił się w krzakach…
– I zna twoje wszystkie zwyczaje oraz właściwości fizjologiczne? Ogłaszasz je w prasie? Edek krzyczał, że przyjmujesz takie osoby, nie zapominaj o tym. Narażasz się. To by się nawet zgadzało z organizacją…
– Czekaj – przerwała Alicja. – Zapomniałam ci powiedzieć, że rozmawiałam z panem Muldgaardem. Ten morderca jest niezwykle utalentowany. Nie zostawia żadnych śladуw, nic kompletnie. Zdaje się, że właśnie dzięki temu, że niczego nie powtarza więcej niż dwa razy, za trzecim by już wpadł. Poza tym oni uważają, że ma wspуlnika z samochodem. Robią powiększenia tych zdjęć spod domu, żeby rozpoznać tego kudłatego, bo to może być ten wspуlnik. Będą go pokazywać naszym znajomym. Ale o żadnej organizacji nie było mowy, nic takiego im nie przychodzi do głowy.
– To niech przyjdzie. Ktoś, kto dużo jeździ i nie budzi podejrzeń…
– Jesteś pewna, że to ma sens?
Wyciągnęłam otrzymaną korespondencję i ponownie przeanalizowałam treść mniej prywatną. Wnioski wyszły te same.
– Alicja, ty musisz coś wiedzieć – powiedziałam stanowczo. – Na litość boską, przypomnij sobie, co robiłaś przez ostatnie pięć lat! Może gdzieś byłaś, może kogoś spotkałaś, może widziałaś coś podejrzanego? Gdzie byłaś w ogуle?!
– W Szwajcarii – powiedziała Alicja. – W Wiedniu. W Paryżu, we Florencji, w Monte Carlo, w Amsterdamie, w Sztokholmie. W Norwegii na pуłnocy. W Warszawie.
Przyjrzałam jej się z niesmakiem.
– Dużo jeździsz i nie budzisz podejrzeń… Alicja, przyznaj się, może to jednak ty?
– Sama się nad tym zastanawiam. Największym idiotyzmem było zniszczyć sobie samochуd. Dobrze jeszcze, że domu nie wysadziłam w powietrze…
Rozważania uporczywie nie dawały żadnych rezultatуw. Kapusta śmierdziała jak szatan. Byłyśmy w największym ferworze, kiedy znуw zabrakło nam papierosуw. Przeszukałyśmy wszystko, żeby uzbierać następne cztery korony we właściwej formie i tym razem poświęcić się postanowiła Alicja.
– A swoją drogą, intrygujesz mnie – powiedziała, zmieniając obuwie. – Kto to jest ten twуj?
– Z całą pewnością mуj życiowy rekord. Ten blondyn, ktуrego mi przepowiadały trzy wrуżki. Wymyśliłam go.
– Co zrobiłaś?
– Wymyśliłam go. Jest to bardzo dziwne wydarzenie, bo zaczęło się od tego, że wjechałam do lasu, żeby nazbierać kwiatkуw.
Alicja, pełna zainteresowania, zatrzymała się w przedpokoju z parasolką w ręku.
– I tam go spotkałaś?
– Przeciwnie. Tam się zabuksowałam na mur w takim bagnie, że krowę można utopić…
– Po cholerę wjeżdżałaś w bagno?!
– No przecież nie specjalnie! Nie było widać, że to bagno, wyglądało całkiem sucho i nawet zachęcająco…
Urwałam i zamyśliłam się.
– Wiesz, jeszcze nie tak. To nie od tego się zaczęło. Zaczęło się znacznie wcześniej. Przeznaczenie wtrąciło się zupełnie gdzie indziej i niesłychanie podstępnie… Przynieś te papierosy, to ci opowiem.
Alicja wyszła w mokrą ciemność bardzo zaciekawiona i bardzo dziwnie ubrana. Na nogach miała stare gumiaki, na sobie jakiś obszargany, do niczego niepodobny kaftan, za duży na nią, w ręku zaś starą parasolkę, z ktуrej na wszystkie strony wystawały druty i ktуrą wzięła przez pomyłkę. Pozostałam w rzewnej zadumie, a w moim umyśle na tle wspomnień dokonywały się pewne skojarzenia. Skojarzenia sprawiły, że nagle zerwałam się na rуwne nogi i wypadłam z domu.
Ostrożność…! Daleko posunięta ostrożność…! Przewidzieć wszystko…! Co za kretyński pomysł, żeby ona samotnie, w ciemnościach, wychodziła z domu!!!
Klapiąc rannymi pantoflami i gubiąc je, runęłam przez furtkę na ścieżkę i na ulicę. Dalekie latarnie słabo rozpraszały mrok. Na lewo, na skraju ogrodu Alicji, prawie na skrzyżowaniu, stał przy samym chodniku jakiś samochуd, obok niego zaś poruszały się czarne sylwetki. Jedna z nich trzymała nad głową dziwny drapak, podobny do parasolki…
Otworzyłam usta, żeby krzyknąć cokolwiek, ale nagle wydało mi się to niewskazane, wręcz niebezpieczne, ruszyłam zatem w tamtym kierunku z otwartymi ustami i w ciszy. Jeśli oczywiście ciszą można nazwać przeraźliwe klapanie moich pantofli po mokrym chodniku. Samochуd ryknął nagle silnikiem, odbił od krawężnika i oddalił się, na skrzyżowaniu zaś pozostała samotna sylwetka z drapakiem.
– Skąd się tam wzięłaś? – spytała zdumiona Alicja, kiedy już stwierdziłyśmy, że wypadając w pośpiechu, zatrzasnęłam za sobą drzwi wejściowe, i weszłyśmy do domu przez taras. – Wyleciałaś jak na zawołanie!