Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 84
Перейти на страницу:

Zrozumiał, że tych Mongołów wyszkolono tak, aby zdołali przetrzymać ogień karabinowy. Musiała za tym stać Sabie, tak jak się obawiali. Załadował następny magazynek i znów otworzył ogień.

Ale Mongołowie zbliżali się. Abdikadirowi i pozostałym strzelcom przydzielono tarczowników, ale już zostali wyeliminowani. Jeden z jeźdźców prawie dosięgnął Abdiego, który musiał zawinąć karabinem, wykorzystując go jak pałkę. Szczęściem trafił mężczyznę w skroń i Mongoł zatoczył się do tyłu. Zanim doszedł do siebie, Abdikadir zastrzelił go, po czym zaczął się rozglądać za następnym celem.

Ze swego wysoko położonego stanowiska na Bramie Isztar Josh widział całe rozległe pole walki. Jej krwawe jądro stanowiła ciżba koni i ludzi walczących bezpośrednio przed bramą, w miejscu gdzie mongolska ciężka konnica zderzyła się z piechotą Aleksandra. Oczy były wszędzie, unosiły się jak perły nad głowami walczących ludzi.

Ciężka konnica stanowiła najpotężniejszy instrument wojenny Mongołów, przeznaczony do rozbijania pojedynczym uderzeniem największych sił przeciwnika. Istniała nadzieja, że nagły atak z użyciem broni palnej wyrządzi wystarczająco dużo zniszczeń w jej szeregach, aby osłabić siłę tego uderzenia. Ale z jakiegoś powodu Mongołowie nie wycofali się, jak oczekiwano i uzbrojona piechota ugrzęzła wewnątrz miasta.

Była to niedobra wiadomość. W końcu w Jamrud było tylko trzystu brytyjskich żołnierzy. Ich liczba nie mogła się równać z liczbą Mongołów i nawet gdyby każda kula dosięgła celu, wojska Czyngis-chana na pewno w końcu by ich zmiażdżyły w wyniku samej przewagi liczebnej.

A teraz Mongołowie rzucili jeszcze więcej konnicy na skrzydła, z zamiarem otoczenia sił nieprzyjaciela. Oczekiwano tego, był to klasyczny mongolski manewr zwany tulughma, ale jego gwałtowność, gdy nowe jednostki uderzyły na macedońskie flanki, była iście oszałamiająca.

Jednak Aleksander nie dał za wygraną. Z murów miasta znowu zabrzmiały trąbki. Bramy otworzyły się z głośnym szczękiem i macedońska konnica wreszcie wydostała się na zewnątrz.

Kiedy jeźdźcy ukazali się w bramie, tworzyli ciasny klin, od pierwszego rzutu oka zrozumiał, o ile lepiej wyszkoleni byli ci jeźdźcy z odległej starożytności niż Mongołowie. Na czele oddziału jadącego po prawej stronie Josh ujrzał jasno fioletową pelerynę i hełm z białym pióropuszem samego Aleksandra, który jak zawsze wiódł swych ludzi ku chwale lub śmierci.

Macedończycy, szybcy, ruchliwi i niezwykle zdyscyplinowani, zrobili nagły zwrot i wdarli się w głąb mongolskiej flanki niczym skalpel. Mongołowie próbowali zawrócić, ale wciśnięci między macedońską piechotę i konnicę mieli ograniczone pole manewru i Macedończycy zaczęli dźgać swymi długimi włóczniami ich nieosłonięte twarze. Josh wiedział, że była to kolejna klasyczna taktyka: formacja bitewna udoskonalona przez Aleksandra Wielkiego, choć odziedziczona po jego ojcu, w której konnica po stronie prawej zadawała mordercze uderzenie, a znajdująca się pośrodku piechota posuwała się ich śladem.

Josh nie był zwolennikiem wojen. Ale w oczach wojowników po obu stronach widział euforię, kiedy rzucali się do boju, jakby ulgę, że wreszcie nadeszła chwila, gdy będzie można pozbyć się wszelkich zahamowań, a nawet radość. Josha przeszył dreszcz emocji, kiedy patrzył, jak ten starożytny, błyskotliwy manewr rozwija się przed jego oczyma, właśnie teraz, gdy ludzie walczyli i umierali, padając w pył, gdy gasły kolejne ludzkie istnienia. Dlatego my, ludzie, prowadzimy wojny, pomyślał; dlatego wikłamy się w tę grę o najwyższą stawkę, nie dla zysku czy władzy, czy też zdobyczy terytorialnych, ale dlatego, że jest źródłem prawdziwej rozkoszy. Kipling ma rację: wojna to zabawa. To ciemna strona naszego gatunku.

Może dlatego Oczy były tutaj, by podziwiać to wyjątkowe widowisko z udziałem najbardziej brutalnych istot w całym wszechświecie, które oto umierały w pyle. Josh poczuł urazę i jakąś mroczną dumę.

Jeśli nie liczyć niewielkich rezerw, wszystkie siły znajdowały się teraz na polu walki. Poza paroma potyczkami konnych gdzieś na skraju pola walki bitwa rozgrywała się teraz głównie w samym środku pola, gdzie trwała krwawa masakra, gdzie ludzie bez przerwy walczyli ze sobą. Doły z sianem nasączonym smołą wciąż płonęły, buchając dymem, który przesłaniał pole widzenia, a z murów Babilonu wciąż sypały się strzały.

Josh nie był już w stanie powiedzieć, kto zyskał przewagę w tej walce. Teraz nie było czasu na taktykę i generałowie wrogich armii, może najwięksi wodzowie wszystkich czasów, nie mogli uczynić już nic więcej, oprócz tego co Aleksander, czyli wymachiwać mieczami. Trzeba było walczyć albo umrzeć.

Stacja medyczna Bisesy była pełna ludzi. To znaczy ciał.

Pracując w pojedynkę, walczyła o uratowanie życia Macedończykowi, który leżał nieprzytomny na stole, porzucony jak tusza w sklepie mięsnym. Był to chłopiec, który miał nie więcej niż siedemnaście czy osiemnaście lat. Ale został pchnięty oszczepem w brzuch. Oczyściła i zaszyła ranę najlepiej, jak umiała, chociaż ręce trzęsły się jej zmęczenia. Wiedziała jednak, że chłopaka może wykończyć infekcja spowodowana przylepionym do ostrza brudem, który dostał się do środka.

Przez cały czas do środka wnoszono kolejne ciała. Tych, których oceniono jako nie nadających się do leczenia, już nie składano w domu, który przeznaczyła na kostnicę, lecz zwalano na ziemię, gdzie piętrzył się stos nieruchomych ciał, których krew wsiąkała w ziemię Babilonii. Spośród tych, którzy nadawali się do leczenia, garstkę połatano i wysłano z powrotem do walki, ale ponad połowa jej pacjentów zmarła na stole operacyjnym.

— Czego się spodziewałaś, Biseso? — pytała samą siebie. — Nie jesteś lekarką. Twoim jedynym doświadczonym pomocnikiem jest Grek, który kiedyś ściskał dłoń samemu Arystotelesowi. Nie masz żadnych środków, wszystkiego zaczyna brakować, od czystych bandaży do przegotowanej wody.

Ale wiedziała, że dziś uratowała kilka istnień ludzkich.

Te jej wysiłki mogły być daremne — wielka fala Mongołów mogła sforsować mury miasta i uśmiercić ich wszystkich — ale nagle zdała sobie sprawę, że naprawdę nie chce, żeby umarł ten chłopiec z dziurą w brzuchu. Poczuwając się do winy, starając się to ukryć przed wzrokiem innych, wygrzebała ze swego zestawu medycznego fiolkę streptomycyny i zrobiła nieprzytomnemu chłopcu zastrzyk w udo.

Potem zawołała, żeby go zabrać, jak wszystkich pozostałych.

— Następny! — krzyknęła.

Kola uważał, że ekspansja Mongołów miała charakter patologiczny. Stanowiła samonakręcającą się, koszmarną spiralę, zrodzoną z niekwestionowanego geniuszu wojennego Czyngis-chana i napędzaną przez łatwe podboje, plagę szaleństwa i zniszczenia, która rozprzestrzeniła się w znacznej części ówczesnego świata.

Zwłaszcza Rosjanie mieli powody, żeby gardzić pamięcią Czyngis-chana. Mongołowie zaatakowali ich dwukrotnie. Wielkie miasta, które dorobiły się na handlu, Nowogród, Riazań i Kijów zostały zamienione w cmentarzyska. W tych strasznych chwilach jego krajowi na zawsze wyrwano serce.

— Nigdy więcej — szepnął Kola, nie będąc w stanie usłyszeć własnych słów. — Nigdy więcej. — Wiedział, że Casey i pozostali ze wszystkich sił stawią opór mongolskiej nawale. Może Mongołowie narobili sobie dawniej zbyt wielu wrogów; może teraz w jakiś tajemniczy sposób nadszedł dla nich czas zapłaty.

Oczywiście jego własne przedsięwzięcie trzeba było doprowadzić do końca. Czy jego broń jest dostatecznie silna, czy w ogóle zadziała? Ale miał zaufanie do swych technicznych umiejętności.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)