Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 72
Перейти на страницу:

Uświadomił im, że ich król został uwięziony, a przyszła królowa wyruszyła mu na ratunek. Przypomniał im o odpowiedzialności lojalnych poddanych. Zapewnił, że ludzie w tej chwili nieobecni tutaj, ale w domach chowający się pod łóżkami, po wspaniałym zwycięstwie będą żałować, że także nie zjawili się tutaj, zamiast pod wspomnianymi uprzednio łóżkami, pod którymi się chowają, no wiecie, tymi łóżkami, co o nich przed chwilą mówił. Właściwie to nawet lepiej, że tak nieliczni staną do bitwy, bo większa porcja honoru przypadnie na głowę ocalałego. Trzy razy użył słowa „chwała”. Powiedział, że kiedyś ludzie będą wspominać ten dzień i z dumą pokazywać swoje blizny, a przynajmniej ci, co przeżyją, będą pokazywać blizny, i pewnie inni będą im stawiać drinki. Poradził wszystkim, żeby naśladowali działanie lancrańskiego lisa posuwisto-zwrotnego i natężyli mięśnie, pozostawiając je jednak dostatecznie elastycznymi, żeby mogli poruszać rękami i nogami; właściwie lepiej nawet, żeby teraz je rozluźnić dla odpoczynku, a natężyć potem, kiedy nadejdzie czas. Zasugerował także, iż Lancre od każdego oczekuje, że wypełni swój obowiązek. I um. I tego. Pytania?

Ciszę, która nastąpiła, przerwała dopiero niania Ogg.

— Ludzie muszą to sobie przemyśleć, Shawn. Może zaprowadzisz tymczasem pana maga do zbrojowni i pomożesz mu przy kuszach?

Znacząco skinęła głową w kierunku schodów.

Shawn wahał się chwilę, ale niedługo. Dostrzegł błysk w oku matki.

Kiedy zniknął, niania Ogg wspięła się na ten sam stół.

— No więc — zaczęła — sprawa wygląda tak. Jeśli pójdziecie, możecie spotkać elfy. Ale jeśli zostaniecie tutaj, na pewno spotkacie mnie. Owszem, elfy są gorsze ode mnie. Przyznaję. Ale ja jestem bardziej uparta.

Tkacz ostrożnie podniósł rękę.

— Przepraszam, pani Ogg.

— Słucham cię, Tkacz.

— Co właściwie robi ten lancrański lis posuwisto-zwrotny? Niania podrapała się za uchem.

— O ile pamiętam — wyjaśniła — tylnymi nogami robi o tak, ale przednimi tak.

— To nie jest ruch posuwisto-zwrotny, tylko oscylujący — zaprotestował ktoś z tłumu. — Pani myśli o pierścieniogonnym ocelocie. Niania skinęła głową.

— Czyli wszystko jasne — stwierdziła.

— Chwileczkę! Nie jestem pewien…

— Tak, panie Quarney?

— No… właściwie…

— Dobrze, dobrze — powiedziała niania, gdy Shawn pojawił się znowu. — Właśnie mi mówili, Shawn, jak porwała ich twoja mowa. Naprawdę są rozgrzani.

— O rany!

— Jak sądzę, są gotowi pójść za tobą w same wrota piekieł. Ktoś podniósł rękę.

— Czy pani też pójdzie, pani Ogg?

— Przespaceruję się tylko za wami.

— Aha. No tak. W takim razie może… pod wrota piekieł.

— Zadziwiające — mruknął Casanunda, kiedy tłum niechętnie ruszył w kierunku zbrojowni.

— Po prostu trzeba wiedzieć, jak trafić do ludzi — odparła niania.

— Pójdą tam, gdzie zaprowadzi ich Ogg?

— Niezupełnie. Ale jeśli wiedzą, co dla nich dobre, pójdą tam, gdzie Ogg idzie za nimi.

* * *

Magrat wyszła spomiędzy drzew i przed sobą zobaczyła wrzosowisko.

Lej chmur wirował nad Tancerzami, a przynajmniej nad miejscem, gdzie dawniej stali Tancerze. W migotliwym blasku zauważyła jeden czy dwa kamienie leżące na boku albo odtoczone w dół po zboczu.

Samo wzgórze lśniło. Coś się nie zgadzało z pejzażem — zaginał się tam, gdzie nie powinien, odległości się nie zgadzały. Magrat przypomniała sobie drzeworyt wciśnięty jako zakładka do którejś ze starych książek. Ukazywał twarz staruchy, ale kiedy człowiek dłużej mu się przyglądał, widział, że jest to również głowa młodej kobiety: nos stawał się szyją, brew zmieniała się w naszyjnik. Obrazy przeskakiwały jeden w drugi i — jak wszyscy — Magrat zezowała zabawnie, usiłując zobaczyć oba równocześnie.

Pejzaż zachowywał się podobnie. Wzgórze było jednocześnie śnieżną równiną. Lancre i kraina elfów próbowały zająć tę samą przestrzeń.

Atakująca kraina nie wkraczała łatwo. Lancre się broniło.

Na styku walczących pejzaży, niczym przyczółek na obcym brzegu, stał krąg namiotów w jaskrawych kolorach — wszystko pochodzące od elfów było piękne, dopóki obraz nie przekrzywiał się nagle i człowiek nie patrzył z innej strony.

Coś się działo. Kilka elfów siedziało już w siodłach, a między namiotami prowadzono konie.

Wyglądało, jakby zwijały obóz.

* * *

Królowa siedziała na zaimprowizowanym tronie w swoim namiocie. Oparła łokieć o poręcz, a palcami w zadumie gładziła podbródek. Inne elfy siedziały wokół niej w półokręgu… tyle że „siedziały” nie jest odpowiednim słowem. Rozpierały się — elfy potrafią ułożyć się wygodnie nawet na drucie. Te tutaj miały na sobie więcej koronek i aksamitu, a mniej piór, choć trudno powiedzieć, czy to sugerowało elfią arystokrację — elfy noszą to, na co im tylko przyjdzie ochota, przekonane, że i tak wyglądają oszałamiająco[36].

Każdy z nich wpatrywał się w Królową i był zwierciadłem jej nastrojów. Kiedy się uśmiechała, one też się uśmiechały. Kiedy powiedziała coś, co uważała za zabawne, śmiały się.

W tej chwili obiektem jej uwagi była babcia Weatherwax.

— Co się dzieje, stara kobieto? — zapytała.

— To nie takie proste — odparła babcia. — Myślałaś, że pójdzie ci łatwo, co?

— Rzuciłaś jakiś czar, prawda? Coś z nami walczy.

— Nie czar. Żadnych czarów. Po prostu zbyt długo was tu nie było. Wszystko się zmienia. Kraina należy teraz do ludzi.

— To nie może być prawda — orzekła Królowa. — Ludzie biorą. Orzą żelazem. Pustoszą krainę.

— Niektórzy rzeczywiście, muszę ci to przyznać. Inni oddają więcej, niż zabrali. Oddają miłość. Mają ziemię w kościach. Pokazują krainie, czym jest. Do tego służą ludzie. Bez ludzi Lancre byłoby tylko kawałkiem gruntu z rosnącymi na nim zielonymi kawałkami. Nie wiedziałyby nawet, że są drzewami. Żyjemy tu razem, madame; my i kraina. To już nie jest ziemia, to państwo. Jest jak koń ujeżdżony i podkuty, jak oswojony pies. Za każdym razem, kiedy ludzie tną pługiem ziemię, kiedy sieją ziarno, odsuwają krainę dalej od ciebie. Wszystko się zmienia.

Verence siedział obok Królowej. Źrenice miał małe niczym główki szpilek i uśmiechał się słabo, ale bezustannie, w sposób przywodzący na myśl kwestora.

— Aha. Kiedy jednak się pobierzemy, kraina musi mnie uznać — stwierdziła Królowa. — Według twoich reguł. Wiem, jak to działa. Być królem to coś więcej niż tylko nosić koronę. Król i kraina są jednym. Król i królowa są jednym. A ja będę królową.

Uśmiechnęła się do babci.

Elfy stały po bokach babci i przynajmniej jeden za jej plecami, wiedziała o tym. Nie były skłonne do wahań — jeśli poruszy się bez pozwolenia, zginie.

— A czym ty będziesz, jeszcze nie zdecydowałam — mówiła dalej Królowa.

Uniosła przepięknie szczupłą dłoń. Kciuk i palec wskazujący ułożyła w pierścień, który przyłożyła do oka.

— A teraz ktoś nadchodzi — powiedziała. — W zbroi, która nie pasuje, z mieczem, którego nie potrafi użyć, i toporem, który ledwie może podnieść. Nadchodzi, bo to takie romantyczne, prawda? Jak się nazywa?

— Magrat Garlick — poinformowała babcia.

— Jest potężną czarodziejką?

— Nieźle sobie radzi z ziołami. Królowa zaśmiała się.

вернуться

36

Mnisi Luzu, których niewielki, ekskluzywny klasztor ukryty jest w swobodnej, luźnej dolinie w dolnych partiach Ramtopów, przeprowadzają specjalną próbę dla nowicjuszy. Miody człowiek wprowadzony zostaje do pokoju pełnego ubrań wszelkiego typu, i zapytany: „Yo[43], mój synu, która z tych rzeczy będzie najbardziej stylowa?”. Poprawna odpowiedź brzmi: „Hej, ta, którą wybiorę!”.

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)