Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Niezwyciężony [Invincible - pl]
Niezwyciężony [Invincible - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niezwyciężony [Invincible - pl]

Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:

Admirał John Black Jack Geary został wybudzony z hibernacji, by poprowadzić flotę Sojuszu do walki ze Światami Syndykatu. Jego przełożeni zaczęli jednak kwestionować lojalność admirała wobec rządu. Zlecono mu więc, jako głównodowodzącemu Pierwszą Flotą, wyprawę poza granice syndyckiej przestrzeni, wysłano na misję, z której ani on, ani tym bardziej służący pod nim ludzie nie powinni wrócić…
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 102
Перейти на страницу:

Geary zmówił cichą modlitwę w intencji tych, którzy o tym pomyśleli.

— Jak wam się tam żyje?

— Mamy śpiwory korpusu i racje żywnościowe komandosów — odparł Lagemann. — Te śpiwory nie są nawet takie złe.

— A racje?

— Lepsze niż te, którymi flota karmi marynarzy, ale tylko odrobinę.

— Tak, wiem.

Lagemann znów szeroko się uśmiechnął.

— Ciasno tu i niewygodnie, ale bywało gorzej, nie powiem. Z drugiej strony zostałem dowódcą największego okrętu floty Sojuszu, więc nie narzekam.

— Proszę dać znać, gdyby warunki bytowe uległy pogorszeniu albo gdyby odkryto tam coś, o czym pańskim zdaniem powinienem wiedzieć.

— Rozmawiał pan już z Angelą Meloch albo z Branem Ezeigwem z „Mistrala”? — zapytał Lagemann.

— Krótko. Admirał Meloch i generał Ezeigwe zostali powiadomieni, że mogą kontaktować się ze mną, kiedy tylko uznają to za stosowne.

— Zatem jest pan w dobrych rękach. — Lagemann wyciągnął ponownie rękę, tym razem musnął opuszkami palców skraj konsoli krodźwiedzi. — Malkontenci z „Mistrala” i „Tajfuna” nie umieją zapomnieć o przeszłości. Chcą być znowu tym, kim byli dawniej. Chcą pełnić role, o których marzyli podczas wojny. Powiedziałem im, zanim odszedłem: „Co było, minęło. Nie cofniecie tego, co się stało. Możecie jednak znaleźć nowe cele, ponieważ tylko one są teraz osiągalne”. Wielu poczuło się urażonych moimi słowami i wydarzeniami ostatnich miesięcy. Gdyby zabrał nas pan do domu zaraz po uwolnieniu, powrót do życia byłby o wiele radośniejszy. Dostaliśmy jednak sporo czasu na przemyślenia i zaczynamy przywykać do nowej rzeczywistości, więc stanowimy dla pana coraz mniejsze zagrożenie. — Lagemann uśmiechnął się radośnie. — Okręt wojenny Obcych, admirale. Maszyna zbudowana przez inną inteligentną rasę. To naprawdę niesamowite.

— Owszem — przyznał Geary. — Niestety zapominam o tym często przez natłok innych wydarzeń. Gdy dowieziemy ten wrak do naszej przestrzeni, sprowadzając równocześnie delegację pająkowilków, będziemy musieli znaleźć odpowiedzi na pytania dręczące naszych przodków od chwili, gdy pierwszy z nich spojrzał w gwiazdy.

— Czy nam się spodobają? Śmiem wątpić.

— Bez względu na to, jak będzie, musimy przyjąć je do wiadomości.

* * *

Gdy flota doleciała w końcu do punktu skoku, co nastąpiło niemal dwa dni później, Geary spoglądał w kierunku innej studni grawitacyjnej, tej, z której ludzie skorzystali, by przylecieć do tego systemu gwiezdnego. Zastanawiał się, czy zobaczy kolejną flotyllę krodźwiedzi, drugą falę napastników próbujących zniszczyć nowy rodzaj drapieżców, który zapukał do ich drzwi.

Potem przeniósł wzrok na setki ikonek sunących w kierunku centralnej gwiazdy. Setki ciał jego podwładnych mknących przez przestrzeń w ostatniej podróży, by spłonąć w fotosferze tutejszego słońca. Wyparować i odrodzić się w innej części wszechświata.

— Światło, potem mrok i znowu światło — wymamrotał. — Mrok jest tylko przerwą.

Desjani usłyszała te słowa i spojrzała na niego posępnie.

— Mrok nie trwa długo — dodała zgodnie z rytuałem, zaraz jednak ton jej głosu zmienił się nie do poznania. — Jesteś pewien, że pająkowilki nie zbezczeszczą ciał naszych poległych? Droga do gwiazdy potrwa z miesiąc.

— Emisariusze i cywilni eksperci są pewni, że udało im się przekazać Obcym, jak ważna jest dla naszych zmarłych ta ostatnia podróż — odparł Geary. — Na wszelki wypadek przekazaliśmy pająkowilkom pełne skany i biologiczne informacje o naszej rasie. Nie dowiedzą się niczego więcej, próbując badać te ciała.

— A czy my dostaliśmy podobne dane o nich?

— Jeszcze nie.

— Politycy i cywile — mruknęła Desjani z odrazą.

— Pięć minut do punktu skoku — zameldowała porucznik Castries.

Geary aktywował komunikator.

— Do wszystkich jednostek. Mówi admirał Geary. Nie spodziewamy się wrogiego przyjęcia w następnym systemie gwiezdnym. Podczas przelotu przez terytorium pająkowilków nie wolno nam także zrobić niczego, co byłoby odebrane jako akt wrogości. Nie planujemy więc żadnych manewrów unikowych do momentu osiągnięcia kolejnego punktu skoku. Żaden system uzbrojenia nie może być aktywny po wyjściu z nadprzestrzeni. Zezwalam jednak na utrzymanie pełnych tarcz i załóg w gotowości bojowej. Wykonujemy skok zgodnie z planem.

Gdy nadeszła ta chwila, gwiazdy zniknęły, a ciała ludzi i ich umysły zostały przeniesione z normalnej przestrzeni w zupełnie inne miejsce.

Podczas lotu w nadprzestrzeni znajdzie się czas na odpoczynek, choć nie będzie go znów tak wiele. W studni grawitacyjnej mechanicy nie mogli już przemieszczać się między jednostkami, by dokonywać napraw, wykorzystają więc ten czas na wyprodukowanie kolejnych części zapasowych i sprzętu, ponieważ jedno i drugie było teraz nadzwyczaj pożądanym towarem, podobnie jak ogniwa paliwowe i wystrzelone podczas ostatniej bitwy rakiety. Załogi remontowanych okrętów z kolei zajmą się pracami konserwacyjnymi i drobniejszymi naprawami.

Geary spojrzał na wyświetlacz pokazujący obraz z zewnątrz. Wszędzie wokół widać było przytłaczającą szarość nadprzestrzeni, pustą nieskończoność. Człowiek mógł wyjść na zewnątrz podczas skoku. Mógł nawet pracować na poszyciu kadłuba. Jeśli jednak któreś z narzędzi traciło kontakt z okrętem, natychmiast i bezpowrotnie znikało. Znajdowało się nadal w nadprzestrzeni, tyle że gdzie indziej. Podobnie jak jednostki tej floty, które wykonywały skok w zgrupowaniu, podróżując w tym samym czasie z punktu wejścia do punktu wyjścia, choć traciły w czasie skoku kontakt z wyjątkiem możliwości przesyłania prostych wiadomości tekstowych.

Jedyna różnica polegała na tym, że każdy okręt, który dokonywał skoku, pojawiał się ponownie w normalnej przestrzeni, a wszystkie obiekty, z którymi tracił w nadprzestrzeni kontakt, pozostawały na zawsze w szarej nieskończoności.

Z tego właśnie powodu ludzie nie pracowali na zewnątrz podczas skoków. W nagłych wypadkach wysyłano na poszycie roboty, spodziewając się jednak niemal pewnej ich utraty.

Czym były tajemnicze światła rozbłyskujące od czasu do czasu w szarej pustce? Sygnałami alarmowymi nadawanymi przez tych, którzy utknęli tutaj na wieczność? Mało brakowało, by Geary zadrżał na tę myśl. Bardziej kojące wydawało się wyjaśnienie, że błyski mają mistyczne podłoże.

Jeszcze bardziej pocieszający był fakt, że w nadprzestrzeni nic nie zagrażało ludziom. Dlatego Geary mógł się teraz skupić na innych sprawach.

— Będę w mojej kajucie — powiadomił Desjani. — Został ci jeszcze jakiś zawijaniec dla VIP-ów?

— Nic mi o tym nie wiadomo — odparła.

— W takim razie zjem posiłek z załogą, by sprawdzić morale ludzi.

— Na moim okręcie nie ma problemów z morale — zapewniła go Tania. — Ostatnio nie muszę nawet skazywać ludzi na karę chłosty, by je podnieść.

— Miło mi to słyszeć, kapitanie.

Odprężył się podczas spaceru do mesy, a mijający go ludzie — po tym, jak udało im się uciec przed krodźwiedziami i ruszyć ponownie w kierunku domu — wydawali się równie beztroscy jak on. Porozmawiał z paroma marynarzami podczas posiłku, pytając ich o rodzinne planety. Większość pochodziła z Kosatki, część była tam nawet przez te kilka pamiętnych dni, które spędził z Tanią podczas miesiąca miodowego.

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)