Niezwyciężony [Invincible - pl]
- Автор: Хемри Джон
- Серия: Zaginiona flota: Przestrzeń zewnętrzna #2
- Год: 2016
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7964-198-7
- Переводчик: Robert J. Szmidt
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
Niestety jego rozmówca miał rację. Były takie przypadki, w których Geary nie mógł zdawać się całkowicie na opinię mechaników. Podejmowanie niektórych decyzji należało wyłącznie do niego.
— Rozumiem, kapitanie… — Zamilkł na moment, ale nie zdołał powstrzymać cisnących mu się na usta słów: — To nadal pełne dwanaście godzin?
— Teraz to już tylko jedenaście godzin i pięćdziesiąt siedem minut, admirale.
Geary wywołał komandora Shena. Zastał go w jednym z korytarzy „Oriona”, gdzie dowódca pancernika zgłosił się do najbliższego komunikatora.
— Jak tam pańska jednostka? — zapytał zwięźle admirał.
— Widywałem ją w lepszym stanie. — Shen rozejrzał się wokół. — Mam świetną załogę i jeszcze lepsze ekipy remontowe, ale tym razem naprawy muszą potrwać.
— Czy pana zdaniem „Orion” osiągnie pełną gotowość bojową?
Shen nie odpowiedział od razu. Przymknąwszy powieki, zastanawiał się nad doborem słów, a z jego wiecznie niezadowolonej miny trudno było wywnioskować, jak zabrzmią.
— Na pewno nie będzie zdolny do walki w pierwszej linii — oświadczył w końcu. — Ale da radę walczyć. Odzyskaliśmy maksymalną moc tarcz, jedna trzecia stanowisk bojowych jest wciąż sprawna.
— Widziałem — przyznał Geary. — Niesamowite osiągnięcie, zważywszy na uszkodzenia, jakich doznał „Orion” w ostatnich dwóch bitwach.
— Dziękuję, sir. Niestety, mamy wiele łat na poszyciu, a dwie trzecie naszej broni nie działa. — Shen znowu się rozejrzał, sprawdzając, kto z załogi stoi w pobliżu. — Mamy też niskie stany osobowe ze względu na poniesione ostatnio straty. Nawet po przyjęciu uzupełnień z dawnej załogi „Niezwyciężonego”. Nowi radzą sobie całkiem nieźle mimo zmiany liniowca na pancernik, co dla nich równe jest zesłaniu do trzeciego kręgu piekieł.
— Pańskim głównym zadaniem będzie obrona wraku przejętego superpancernika. Czy „Orion” podoła takiemu zadaniu?
— Bez wątpienia, admirale.
— Zatem wpisuję pański okręt na listę sprawnych jednostek. Proszę przekazać załodze, że przydzieliłem jej najtrudniejsze zadanie tego rejsu. Musimy dowieźć ten wrak w jednym kawałku. Zaufałem wam ze względu na ostatnie dokonania.
Czyżby na zgorzkniałej wiecznie twarzy Shena pojawił się w końcu cień uśmiechu?
— Zadbam o to, by moi ludzie poznali treść pańskiej wypowiedzi.
Po zakończeniu rozmowy Geary zauważył, że Tania gapi się gdzieś w przestrzeń.
— Co znowu?
Zerknęła w jego kierunku.
— Shen to mój dobry przyjaciel. Służyliśmy kiedyś razem. Nie chciałabym widzieć, jak ginie. Straciłam już zbyt wielu kumpli z pierwszej załogi.
— O co ci chodzi?…
— Znam go, admirale, a pan dopiero go poznaje. Powinien więc pan wiedzieć, że on zawsze mówi, jak jest. Będzie bronił tego superpancernika do ostatniej kropli krwi, nawet jeśli ma to oznaczać rozpadnięcie się „Oriona”. Wiem też, dlaczego zlecił pan mu to zadanie pomimo marnego stanu tego pancernika.
Spoglądał na nią, czując narastającą obawę.
— Dlaczego to zrobiłem?
Pochyliła się, aktywując pole osobiste, by nikt inny z obsady mostka nie mógł usłyszeć tego, co ma do powiedzenia. Spoglądała mu prosto w oczy, gdy odezwała się, zniżając głos:
— Zrobiłeś to, ponieważ obawiasz się, że Jane Geary wykona kolejną samobójczą szarżę „Dreadnaughtem”, pozostawiając superpancernik bez ochrony, i wiesz, że tym razem Shen nie poleci za nią, a jeśli on tego nie zrobi, dowódcy „Niezawodnego” i „Zwycięskiego” też zostaną na miejscu. Komandor Shen i „Orion” są twoim zabezpieczeniem, na wypadek gdyby kapitan Jane Geary zapragnęła po raz kolejny dokonać bohaterskich czynów.
Chciał jej powiedzieć, że się myli, że nigdy nie naraziłby „Oriona” i Shena na takie niebezpieczeństwo, ale w głębi serca czuł, że Desjani nie minęła się tym razem z prawdą.
Dwanaście
Do wszystkich jednostek. Zwrot na bakburtę zero dwa zero stopni, dół cztery stopnie. Przyspieszyć do .1 świetlnej. Czas cztery zero.
Pierwszej flocie Sojuszu daleko było do świetności, ale raz jeszcze osiągnęła swój cel i kierowała się ku wskazanemu przez pająkowilki punktowi skoku, gotowa stawić czoło każdemu zagrożeniu. Przed okrętami ludzi, dokładnie w odległości jednej minuty świetlnej, leciało sześć jednostek Obcych.
Wyruszali w podróż przez terytoria podbite przez rasę pająkowilków, nie musząc walczyć na każdym kroku, więc Geary ustawił swoje okręty w prostym, elipsoidalnym szyku. Relatywnie ciasnym, a równocześnie nie sugerującym zagrożenia, no i jednym z nielicznych, które mogły wydać się piękne. Niestety, nawet to ustawienie nie mogło się równać formacji pająkowilków, ludzie wyglądali więc jak banda pijanych barbarzyńców, którzy wpadli do sali balowej podczas wyrafinowanych tańców. Admirał uznał mimo to, że dokonał najlepszego wyboru z możliwych. W samym środku elipsoidalnego szyku, w otoczeniu jednostek pomocniczych, znajdował się wrak superpancernika, do którego przycumowano cztery okręty wojenne służące teraz za holowniki.
Odlatujący zostawili za sobą misterną sieć jajowatych jednostek Obcych, które pozostawały w tym systemie, by strzec wylotu studni prowadzącego na opanowaną przez krodźwiedzie Pandorę. Ludzie obserwujący przesuwające się formacje pająkowilków mieli wrażenie, że łagodne łuki gną się jeszcze bardziej i stapiają ze sobą.
— Cztery i pół godziny do punktu skoku. Czterdzieści pięć godzin podróży, jeśli chcesz utrzymać aktualną prędkość — oznajmiła Desjani.
— Szkoda tracić ogniwa paliwowe na przyspieszanie i późniejsze wyhamowywanie przed wykonaniem skoku — odparł Geary. — Zwłaszcza że i tak zyskamy niewiele czasu. Nie mówiąc już o tym, że przyspieszenie i wyhamowanie superpancernika może być kłopotliwe.
— Czy te wrota hipernetowe prowadzą do sąsiedniego systemu?
— Nasi emisariusze i cywilni eksperci nie są tego pewni — przyznał admirał, spoglądając czujnie na wyświetlacz. Próbował tym sposobem złagodzić napięcie, z którym podświadomie oczekiwał pojawienia się kolejnych problemów. Na razie jednak żaden napęd nie padł, nikt nie meldował też utraty manewrowości i nic nie odpadło ze zdezelowanych okrętów. Jak niewiele trzeba, by mnie dzisiaj uszczęśliwić, pomyślał. Sto lat temu, w czasach pokoju, gdy okręty budowano z myślą o dekadach służby, nigdy bym nie pomyślał, iż można czuć radość z faktu, że nic się nie spieprzyło chwilę po starcie. — Jeśli wylot tego tunelu czasoprzestrzennego nie znajduje się w sąsiednim systemie, wykorzystamy dodatkowy czas w nadprzestrzeni na dokonanie kolejnych napraw i przeglądów.
— Robisz się coraz lepszy w racjonalizowaniu działań — zauważyła Desjani.
— Nie mam wielkiego wyboru. Musimy dotrzeć na Midway przed Enigmami, ale nie możemy rozwinąć pełnej prędkości.
Szczerze powiedziawszy, rozważał całkiem poważnie pomysł pozostawienia superpancernika krodźwiedzi w asyście silnej eskorty, przy czym sam z resztą floty poleciałby przodem, by jak najszybciej znaleźć się na Midway. Niestety general Charban wyraził wątpliwości co do tego, czy pająkowilki zgodzą się na podzielenie sił ludzi w ich przestrzeni, w wyniku czego powstałyby dwa osobne zgrupowania, które trzeba by eskortować. Zresztą nie mieli pojęcia, co czeka ich w kolejnych systemach dzielących to miejsce od przestrzeni Sojuszu. Co będzie, jeśli jeden z tych systemów okupują Enigmowie? Jak zareagują na widok wraku superpancernika krodźwiedzi eskortowanego przez ludzi? Na pewno nie zachowają się przyjaźnie.