Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Statek przeznaczenia. Część 1
Statek przeznaczenia. Część 1 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statek przeznaczenia. Część 1

Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:

W pełnym emocji zakończeniu trylogii o kupcach i ich żywostatkach Robin Hobb snuje urzekającą opowieść o kwitnącym niegdyś mieście, które znalazło się na krawędzi zniszczenia, o wspaniałym, mitycznym gatunku stworzeń, który znalazł się na granicy wymarcia oraz o klanie Vestritów, którego przeznaczenie splotło się i z miastem, i z owymi stworzeniami… Podczas gdy Miasto wolnego Handlu zmierza ku katastrofie, matka rodu Vestritów, Ronika Vestrit, napiętnowana jako zdrajczyni, szuka sposobu na zjednoczenie jego mieszkańców wobec zagrożenia z Krainy Miedzi. Tymczasem Althea Vestrit, nieświadoma losów swojej rodziny oraz Miasta Wolnego Handlu, kontynuuje niebezpieczną misję odnalezienia i odzyskania swego żywostatku, Vivacii, od bezlitosnego pirata, Bystrego. Mimo zuchwałości planu może się on okazać niewykonalny. Jej ukochana Vivacia będzie bowiem musiała się zmierzyć ze straszliwą tajemnicą swego istnienia.
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 118
Перейти на страницу:

Dopóki służąca rozstawiała kawę i świeże słodkie bułeczki przyniesione z kuchni, Serilla siedziała sztywno za biurkiem Davada. W każdy inny poranek aromatyczna kawa i mocny zapach ciepłych bułeczek pobudziłyby apetyt Towarzyszki. Przy stojącym obok Roedzie woń jedzenia przyprawiała ją o mdłości. Domyśli się, co zrobiła? A co gorsza, czy ona sama będzie tego później żałować? Przez te dni znajomości z Roniką Vestrit zaczęła ją szanować. Nawet jeśli Kupcowa zdradziła Jamaillię, Serilla nie chciała mieć udziału w jej schwytaniu i torturowaniu. Zaatakowały ją wspomnienia własnych przeżyć. Satrapa oddał ją kapitanowi z Krainy Miedzi równie beztrosko, jak Roed mówił o zastosowaniu wobec Roniki „nacisku”.

Kiedy tylko służąca wyszła, Roed zaczął się raczyć śniadaniem.

– Nie możemy marnować czasu, Towarzyszko. Musimy się przygotować, zanim przybędzie tu satrapa ze swoimi sojusznikami z Krainy Miedzi na smyczy.

Serilla pomyślała, że będzie raczej na odwrót, ale nie potrafiła wydobyć z siebie głosu. Dlaczego, och, dlaczego zniknęła jej chwilowa odwaga? Kiedy Roed znajdował się w pokoju, nie mogła nawet myśleć logicznie. Nie wierzyła mu; wiedziała, że ma większe doświadczenie polityczne od niego i lepiej potrafi zanalizować sytuację, lecz jakoś nie umiała wprowadzić tego przekonania w życie. Dopóki przebywał w tym pokoju, czuła się uwięziona w jego świecie, w jego myślach. W jego rzeczywistości.

Patrzył na nią ze zmarszczonymi brwiami. Nie słuchała go. Powiedział coś, a ona nie zareagowała. Co to było? Cofnęła się gorączkowo myślami, ale nic nie znalazła. Mogła jedynie wpatrywać się w niego z rosnącym niepokojem.

– Cóż, jeśli nie chcesz kawy, mam wezwać służącą i kazać jej przynieść herbatę?

Serilla odzyskała głos.

– Nie, nie kłopocz się. Kawa wystarczy, naprawdę.

Zanim zdołała się poruszyć, już napełniał dla niej filiżankę. Towarzyszka patrzyła, jak Roed dodaje miód i śmietankę, o wiele za dużo, jak na jej upodobania, ale nic nie powiedziała. Położył na talerzu bułeczkę i przyniósł wszystko Serilli. Stawiając śniadanie na biurku, zapytał bez ogródek:

– Dobrze się czujesz, Towarzyszko? Jesteś blada.

Na jego opalonych przedramionach rysowały się mięśnie. Pośpiesznie uniosła filiżankę i napiła się kawy.

– Nic mi nie jest – odparła sztywno, starając się mówić spokojnym tonem. – Kontynuuj, proszę.

– Pokojowe gesty Chciwusa to farsa, mająca odwrócić naszą uwagę, dopóki oni zbierają siły. Wiedzą o ucieczce satrapy, i to zapewne ze szczegółami. Poza tym jestem pewien, że Vestritowie byli w to zamieszani od samego początku. Pomyśl, jak ta stara usiłowała nas zdyskredytować na zebraniu Rady Kupców! Chciała w ten sposób odwrócić uwagę od swojej własnej zdrady.

– Chciwus… – zaczęła Serilla.

– Nie jest godzien zaufania. Powinniśmy go raczej wykorzystać. Niech przygotowuje rozejm. Udawajmy nawet, że chcemy się z nim spotkać. A potem, kiedy wywabimy go wystarczająco daleko, odetniemy go.

Roed wykonał ostry ruch dłonią.

Serilla zebrała całą swoją odwagę.

– Jest tu pewna rozbieżność. Ronika Vestrit przestrzegała mnie przed zaufaniem Chciwusowi. Przecież gdyby była z nim w zmowie…

– Robiłaby wszystko, żeby nie sprawiać takiego wrażenia – dokończył stanowczo Roed. W jego oczach lśnił gniew.

Serilla zaczerpnęła tchu i wyprostowała się.

– Ronika często zachęcała mnie do zbudowania pokoju z udziałem wszystkich frakcji Miasta Wolnego Handlu. Nie tylko z Pierwszymi i Nowymi Kupcami, ale i z niewolnikami, i z imigrantami z Trzech Statków oraz innymi przybyszami. Twierdzi, że, aby uczciwie wypracować pokój, rozejm musi być zawarty między wszystkimi.

– A zatem zgubił ją własny język! – oznajmił stanowczo Roed Caern. – Takie słowa oznaczają zdradę Miasta Wolnego Handlu, Kupców i Jamaillii. Wszyscy powinniśmy poznać, że Vestritowie się zdemoralizowali, kiedy wydali córkę za cudzoziemca, i to na dodatek z Krainy Miedzi. Oto, jak daleko sięga ten spisek. To całe lata knucia i czerpania zysków kosztem Miasta Wolnego Handlu. Stary nigdy nie wpływał do Rzeki Deszczowej. Wiedziałaś o tym? Jaki Kupiec będący przy zdrowych zmysłach, właściciel żywostatku, przepuściłby taką okazję? A mimo to w jakiś sposób wciąż miał zyski. Gdzie? U kogo? Przyjmują do rodziny mieszańca z Krainy Miedzi. To mi wygląda na wskazówkę. Nie każe ci to podejrzewać, że Vestritowie już dawno przestali być lojalni wobec Miasta Wolnego Handlu?

Zbyt szybko wyliczał swoje argumenty. Serilla czuła się ogłuszona jego logiką. Stwierdziła, że kiwa głową, i z trudem się od tego powstrzymała.

– Ale żeby zapanował w mieście pokój, musi istnieć jakaś ugoda między wszystkimi jego mieszkańcami. Musi.

Zaskoczył ją ugodą.

– Właśnie. Masz rację. Ale powiedz raczej: między wszystkimi jego odpowiednimi mieszkańcami. Czyli Pierwszymi Kupcami. Imigrantami z Trzech Statków, którzy zawarli z nami układy zaraz po przybyciu. Oraz z tymi, którzy przybyli tu od tamtego czasu, pojedynczo, parami i całymi rodzinami, i którzy przejęli nasze obyczaje i prawa, uznając jednocześnie, że nigdy nie zostaną Kupcami z Miasta Wolnego Handlu. Z taką mieszaniną możemy mieszkać. Jeśli wygnamy Nowych Kupców i ich niewolników, nasza gospodarka się odrodzi. Niech w formie zadośćuczynienia za złamanie przez satrapę danego nam słowa Kupcy z Miasta Wolnego Handlu przejmą ziemie niesłusznie nadane Nowym Kupcom. Wtedy wszystko znów będzie szło dobrze.

Była to logika dziecka, zbyt uproszczona, żeby mogła być prawdziwa. Roed proponował przywrócenie poprzedniego stanu. Czyżby nie widział, że historia to nie filiżanka herbaty, którą można z powrotem wlać do dzbanka? Serilla spróbowała jeszcze raz, nadając głosowi siłę, której i tak nie czuła.

– Nie wydaje mi się to sprawiedliwe. Sprowadzeni tu niewolnicy nie mieli w tym względzie nic do powiedzenia. Może…

– To jest sprawiedliwe. Nie będą też mieli nic do powiedzenia w sprawie odesłania ich z Miasta Wolnego Handlu. Równowaga zostaje zachowana. Niech odejdą i staną się problemem dla tych, którzy ich tu przywieźli. Inaczej nadal będą się wałęsali samopas po ulicach, plądrowali, niszczyli i rabowali uczciwych ludzi.

W sercu Towarzyszki rozpaliła się iskierka jej dawnego ducha.

– Ale jak zamierzasz to wszystko przeprowadzić? – zapytała. – Po prostu powiesz im, żeby odeszli? Wątpię, czy posłuchają.

Przez chwilę Caern wyglądał na wstrząśniętego. Po jego twarzy przebiegł cień zwątpienia. Potem jednak wykrzywił pogardliwie usta.

– Nie jestem głupi – prychnął. – Dojdzie do rozlewu krwi. Wiem o tym. Są Kupcy i synowie Kupców, którzy mnie popierają. Już to omawialiśmy. Wszyscy przyjmujemy, że zanim się to skończy, musi dojść do rozlewu krwi. To cena, jaką nasi przodkowie zapłacili za Miasto Wolnego Handlu. Teraz nadeszła nasza kolej i jeśli trzeba, my też zapłacimy. Lecz ta rozlana krew nie będzie nasza. O, nie. Odetchnął i szybko okrążył gabinet.

– Musisz zrobić tak. Zwołamy nadzwyczajne zebranie Kupców – nie, nie wszystkich, tylko przewodniczących Rady. Oznajmisz im nasze wieści: że satrapa przepadł w trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło Trehaug, i że obawiamy się, że zginął. Postanowiłaś więc podjąć własne działania, zmierzające do stłumienia niepokojów w Mieście Wolnego Handlu. Powiesz im, że musimy zawrzeć pokój z Nowymi Kupcami, ale zażądasz, by pakt ratyfikowały wszystkie ich rodziny. Poślemy wiadomość do Chciwusa, że jesteśmy gotowi omówić warunki, ale każda rodzina Nowych Kupców musi wysłać do negocjacji swojego przedstawiciela. Muszą przybyć na zasadach rozejmu, nieuzbrojeni i bez służących czy jakichkolwiek strażników. Do Kupieckiej Sali Zgromadzeń. Kiedy się tam już znajdą, będziemy mogli zatrzasnąć pułapkę. Każemy Nowym Kupcom odpłynąć w pokoju i zostawić cały majątek, bo inaczej cenę zapłacą zakładnicy. Niech sami to przeprowadzą, ale ogłosimy, że zakładnicy zostaną uwolnieni i dołączą do nich na oddzielnym statku dopiero wtedy, gdy wszyscy Nowi Kupcy znajdą się o dzień żeglugi od Miasta Wolnego Handlu. Wtedy…

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 118
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)