Statek przeznaczenia. Część 1
- Автор: Хобб Робин
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:
Już nigdy.
Siłą woli opanowała zalewającą falę rozpaczy. Przetrwała ten żal; od czasu do czasu wciąż osaczał Ronikę bólem, ale wtedy przypominała sobie, że już go przetrwała. Było bardzo wcześnie, zachmurzony świt ledwie dotykał jej okien.
Co ją obudziło?
Wydawało jej się, że słyszała stukot końskich kopyt na podjeździe i szczęknięcie otwieranych drzwi. Czyżby przybył posłaniec? To był jedyny powód takich hałasów tak wcześnie rano. Ronika wstała, ubrała się szybko, nie budząc Rache, wymknęła się na słabo oświetlone korytarze uśpionego domu i cicho zeszła po schodach.
Uświadomiła sobie, że uśmiecha się ponuro. Słodka byłaby z niej dumna. Ronika nauczyła się, że krawędzie stopni raczej nie skrzypią, i umiała już stać całkowicie bez ruchu w cieniu, mijana przez niewidzących jej innych ludzi. Czasami siadywała w gabinecie i udawała drzemkę, zachęcając w ten sposób służbę do plotkowania w miejscu, gdzie mogła ją podsłuchać. Pod oknem gabinetu znalazła przyjemne miejsce, gdzie mogła udawać, że jest zajęta robótką ręczną, ale pogarszająca się jesienna pogoda położyła kres temu podstępowi.
Dotarła na parter i cicho przeszła przez hol do drzwi gabinetu Davada. Były zamknięte, ale nie na skobel. Przyłożyła ucho do szczeliny. Rozpoznała męski głos. Roed Caern? Ostatnio bardzo często dotrzymywał towarzystwa Towarzyszce. Prawie codziennie zamykał się z nią w gabinecie. Początkowo Ronika wiązała to z jego uczestnictwem w zabójstwie Davada. Teraz jednak wszyscy chyba uważali tę kwestię za rozwiązaną. Cóż innego sprowadziło go do drzwi Serilli o takiej porze i w takim pośpiechu?
Rada Kupców Miasta Wolnego Handlu sprawę śmierci Davada już zamknęła. Serilla ogłosiła, że z nadania satrapy uważa śmierć Davada za nieszczęśliwy wypadek i że nikt nie jest za nią odpowiedzialny. Oznajmiła, że satrapia uznała, że nie ma dość dowodów na to, by uznać Davada za zdrajcę Jamaillii. Z tego powodu jego posiadłość odziedziczy siostrzenica Davada, lecz Towarzyszka Serilla nadal będzie zajmować sam dwór. Oczywiście po uciszeniu wszelkich niepokojów siostrzenica zostanie odpowiednio wynagrodzona za swoją gościnność. Serilla uczyniła z tego ogłoszenia wielkie widowisko. Wezwała do gabinetu Davada przewodniczących Rady, nakarmiła ich smakołykami i napoiła winem z piwnicy Davada, po czym odczytała ze zwoju swoje wnioski. Była przy tym obecna Ronika, podobnie jak siostrzenica Davada, cicha, opanowana młoda kobieta, która wszystkiego wysłuchała bez słowa komentarza. Pod koniec zebrania powiedziała radzie, że jest zadowolona. Mówiąc to, zerknęła na Roeda. Siostrzenica Davada niewiele miała powodów, by lubić wuja, ale Ronika wciąż się zastanawiała, czy reakcja kobiety została opłacona, czy też wymuszona przez Roeda. Członkowie Rady oznajmili, że jeśli spadkobierczyni jest zadowolona, to oni także.
Nikt poza Roniką chyba nie przypominał sobie, że skazy na reputacji jej rodziny zostały nietknięte. Nikt poza nią nie przyjmował z niechęcią pomysłu, że hipotetyczna zdrada Davada dotyczyła raczej Jamaillii niż Miasta Wolnego Handlu. Sprawiało to, że Ronika czuła się dziwnie odizolowana, jakby świat nieco się przesunął i zostawił ją w tyle. Spodziewała się, że Serilla wyrzuci ją z domu, gdy tylko Rada przyjmie jej orzeczenie. Zamiast tego Towarzyszka zachęcała ją do pozostania we dworze. Z nadmierną uprzejmością oraz protekcjonalnością powiedziała, że jest pewna, że Ronika może jej pomóc w wysiłkach ponownego zjednoczenia Miasta Wolnego Handlu. Ronika wątpiła w jej szczerość i miała nadzieję odkryć prawdziwą przyczynę gościnności Serilli. Jak dotąd ta zagadka pozostała nierozwiązana.
Wstrzymując oddech, starała się nie uronić ani słowa. Mówiła Towarzyszka.
– Uciekł? Tego dotyczyła wiadomość?
– Nie musiała – odpowiedział opryskliwie Roed. – Na zwoju przymocowanym do ptasiej nogi nie mieści się dużo słów. On zniknął, zniknęła towarzyszka Kekki, a z nimi ta dziewczyna. Jeśli dopisze nam szczęście, utoną w rzece. Ale pamiętaj, że dziewczyna wychowała się w Mieście Wolnego Handlu i pochodzi z żeglarskiej rodziny. Prawdopodobnie wie, jak się obchodzić z łódką. – Umilkł na chwilę. – To, że ostatni raz widziano ich w łódce, śmierdzi mi spiskiem. Czy to wszystko nie wydaje ci się trochę dziwne? Dziewczyna poszła do zasypanego miasta i wydostała ich w trakcie najgorszego od lat trzęsienia ziemi, jakie nawiedziło Trehaug. Nikt nie widzi, jak odpływają, dopiero później ktoś ze smoka widzi ich w łódce.
– Co to znaczy „ze smoka”? – przerwała mu Serilla.
– Nie mam pojęcia – odparł ze zniecierpliwieniem Roed. – Nigdy nie byłem w Trehaug. To pewnie jakaś wieża albo most. Jakie to ma znaczenie? Satrapa znalazł się poza naszą kontrolą. Wszystko może się zdarzyć.
– Chciałabym sama przeczytać tę część wiadomości.
Głos Towarzyszki brzmiał bardzo niepewnie. Ronika zmarszczyła brwi. Wiadomości przychodzą najpierw do Roeda?
– Nie możesz. Zniszczyłem ją zaraz po przeczytaniu. Nie ma sensu ryzykować, że ta informacja dotrze do innych w Mieście Wolnego Handlu szybciej, niż musi. Gwarantuję ci, że nie będzie długo naszą tajemnicą. Wielu Kupców utrzymuje ścisłe związki ze swoimi pobratymcami z Deszczowych Ostępów. Tę wiadomość przyniosą też inne ptaki. Dlatego musimy działać szybko i zdecydowanie, zanim inni zaczną się domagać udziału w decyzjach.
– Ja tego po prostu nie rozumiem. Dlaczego do tego doszło? – W głosie Towarzyszki brzmiała rozpacz. – Obiecali, że zapewnią mu tam wygodę i bezpieczeństwo. Kiedy opuszczał miasto, przekonałam go, że dla jego dobra to najmądrzejsze wyjście. Co sprawiło, że zmienił zdanie? Dlaczego miałby uciekać? O co mu chodzi?
Ronika usłyszała prychnięcie Roeda.
– Satrapa może i jest młody, ale nie głupi. Ten sam błąd ludzie popełniają wobec mnie. Do objęcia dowództwa predestynuje mężczyznę nie wiek, lecz dziedzictwo władzy. Satrapa urodził się do władzy, Towarzyszko. Wiem, że twierdzisz, że nie zwraca uwagi na podteksty polityczne, ale przecież nie może być ślepy na twoje próby zdobycia wpływów. Może się boi tego, co robisz w tej chwili: przejmujesz jego władzę, mówisz jego głosem, podejmujesz w Mieście Wolnego Handlu decyzje za niego. Sądząc z tego, co widziałem, i z tego, co mówiłaś, twoje słowa nie są tymi, których spodziewałbym się po satrapie. Przestańmy udawać. Ty wiesz, że nadużył swojej władzy nad nami. Ja wiem, na co masz nadzieję. Chciałabyś przejąć jego władzę i rządzić nami lepiej od niego.
Ronika słyszała kroki Roeda, krążącego po pokoju. Cofnęła się nieco od drzwi. Towarzyszka milczała.
– Bądźmy szczerzy – odezwał się po chwili Roed, lecz z jego głosu zniknęło ciepło. – Ty i ja mamy wspólny interes. Oboje chcemy, by Miasto Wolnego Handlu wróciło do poprzedniego stanu. Wszędzie wokół nas ludzie ględzą bez sensu o niepodległości dla Miasta Wolnego Handlu albo o podzieleniu się władzą z Nowymi Kupcami. Żaden z tych planów nie może się powieść. Jeśli mamy odnosić korzyści z handlu, Miasto Wolnego Handlu musi zachować związki z Jamaillią. Z tego samego powodu trzeba wygnać z miasta Nowych Kupców. Ty reprezentujesz dla mnie ten ideał; jeśli zostaniesz w Mieście Wolnego Handlu i będziesz mówiła głosem satrapy, możesz dopiąć obu celów. Jeśli satrapa zginie, razem z nim zginie twoje źródło władzy. Co gorsza, jeśli satrapa wróci i nikt nie będzie go kontrolował, zagłuszy twój głos. Mój plan jest prosty w formie, choć nie w wykonaniu. Musimy odzyskać kontrolę nad satrapą. Kiedy znajdzie się w naszych rękach, zmusimy go do przekazania ci władzy nad Miastem Wolnego Handlu. Mogłabyś zmniejszyć nasze podatki, wypędzić z naszych portów statki z Krainy Miedzi i skonfiskować majątki Nowych Kupców. Mamy najlepszą kartę przetargową. W zamian za te ustępstwa zaproponujemy satrapie życie. Kiedy poświadczy te warunki na piśmie, zatrzymamy go tu z wszelkimi honorami. Wtedy, gdyby pojawiła się zapowiadana jamailliańska flota, wciąż mielibyśmy naszą kartę. Pokazujemy im satrapę na dowód tego, że nie mają się za co mścić. W końcu odsyłamy go bezpiecznie do Jamaillii. To wszystko ma sens, prawda?