Statek przeznaczenia. Część 1
- Автор: Хобб Робин
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:
„Niezrównany” odwrócił okaleczoną twarz od Amber.
– A więc już mnie nie lubisz. Cóż, nie dbam o to. Jeśli po to, żebyś mnie lubiła, muszę być słaby, to możesz mnie nie lubić. Proszę bardzo.
Tak szybki powrót „Niezrównanego” do dziecinnego zachowania po brutalnym zabiciu człowieka sprawił, że Althea zamarła z przerażenia. Kim jest ten statek?
Amber nie odpowiedziała. Powoli pochyliła się i oparła czoło na dłoniach ściskających reling. Althea nie wiedziała, czy cieśla pogrążyła się w żalu, czy modlirwie. Przywarła do czarodrzewu, jakby mogła się w niego wtopić.
– Nic nie zrobiłem! – zaprotestował Lawon. W uszach Althei jego słowa zabrzmiały tchórzliwie. – Wszyscy widzieli, co się stało – powiedział, patrząc na swoich Tatuowanych. – Za nic nie ponoszę winy. Statek poniekąd wziął sprawę we własne ręce.
– Zamknijcie się! – rozkazał Arogant. – Po prostu się zamknijcie.
Zrobił parę szybkich kroków po pokładzie. Omiótł wzrokiem milczącą załogę, zgromadzoną w milczeniu na fordeku. Wydawało się, że nieco dłużej zatrzymał spojrzenie na Świstaku. Pobladły chłopiec przyciskał dłonie do ust, a w oczach lśniły mu łzy.
– Pożeglujemy do Łupigrodu, najszybciej, jak się da – odezwał się chłodno. – Załoga podczas ataku wypadła fatalnie. Zrobimy dodatkowe ćwiczenia, zarówno dla oficerów, jak i dla załogi. Doprowadzę do tego, że wszyscy będą znali swoje miejsce i obowiązki, i natychmiast będą je wykonywać.
Znów powiódł po zebranych wzrokiem. Jeszcze nigdy nie sprawiał na Althei wrażenia tak starego i zmęczonego. Odwrócił się do galionu.
– „Niezrównany”, twoją karą za nieusłuchanie moich rozkazów jest izolacja. Nikomu nie wolno rozmawiać ze statkiem bez mojego pozwolenia. Nikomu! – powtórzył, widząc, że Amber nabiera tchu, by zaprotestować. – Nikomu nawet nie wolno przebywać na pokładzie dziobowym, chyba że wymagają tego obowiązki. A teraz wszyscy mają się udać do swoich zadań. Natychmiast!
Arogant stał i patrzył, jak załoga w milczeniu rozchodzi się do swoich obowiązków czy do koi, zależnie od swojej wachty.
Althea też odeszła. W tej chwili był jej zupełnie obcy. Jak mógł dopuścić do czegoś takiego? Czy nie widział, kim jest Lawon? Co robi statkowi?
Arogant cierpiał. Nie tylko z powodu długiego cięcia przez żebra, chociaż Sa jeden wiedział, jak bardzo go piekło i paliło. Szczęki, plecy i wnętrzności bolały go od napięcia. Bolała go nawet twarz, ale nie pamiętał, jak rozluźnić te mięśnie. Althea patrzyła na niego z bezgranicznym wstrętem; nie rozumiał dlaczego. Jego żywostatek, jego duma, jego „Niezrównany” zabił ze zwierzęcą dzikością, od której Arogantowi robiło się niedobrze; nie sądził, że statek jest do tego zdolny. Teraz był już niemal pewien, że Lawon przygotowuje nie tylko ludzi, ale i sam statek, żeby go poparli w razie buntu. Amber miała rację, choć Arogant wolałby, żeby nie wypowiedziała tego na głos. Z powodów, które nie całkowicie rozumiał, Lawon doprowadził do śmierci wszystkich jeńców. To go przytłaczało. Mimo to musi sobie z tym poradzić i nawet drgnieniem jednego mięśnia w twarzy nie może pokazać, że to go dręczy. Jest kapitanem. Oto cena. W chwili, kiedy jego największym pragnieniem było przeciwstawić się Lawonowi albo wziąć Altheę w ramiona, albo kazać „Niezrównanemu”, by wyjaśnił, co się stało, musiał wyprostować ramiona i nie okazać żadnej słabości. Zachować godność. Ze względu na załogę i swoje dowództwo nie wolno mu nic czuć.
Stał na fordeku i patrzył, jak wszyscy wykonują jego polecenie. Lawon odszedł, rzucając Arogantowi przez ramię spojrzenie pełne urazy. Załamana Althea poruszała się niezdarnie. Miał nadzieję, że jej towarzyszki przez jakiś czas uszanują jej pragnienie samotności. Ostatnia z pokładu dziobowego zeszła Amber. Zatrzymała się przy Arogancie, jakby chciała coś powiedzieć. Popatrzył jej w oczy i pokręcił głową. „Niezrównany” nie może myśleć, że ktokolwiek sprzeciwił się rozkazowi kapitana, by odizolować galion. Musi być przekonany, że wszyscy dzielą dezaprobatę wobec jego czynu. Kiedy tylko Amber zeszła z pokładu, Arogant ruszył za nią. Na odchodnym nic nie powiedział do statku. Zastanawiał się, czy „Niezrównany” choć to zauważył.
„Niezrównany” jeszcze raz wytarł ukradkiem dłonie o dziób. Krew była taka lepka. Taka lepka i tak bogata we wspomnienia. Bardzo się starał, by nie wchłonąć człowieka, którego zabił, lecz w końcu krew postawiła na swoim. Wsiąkła w jego czarodrzewowe dłonie, gęsta, czerwona i wibrująca emocjami. Najsilniejsze były przerażenie i ból. Jakiej śmierci spodziewał się ten człowiek, skoro zajął się piractwem? Sam to na siebie sprowadził. To nie była wina „Niezrównanego”. Jeniec powinien był posłuchać Lawona i zacząć mówić. Wtedy Lawon zabiłby go bez okrucieństwa.
Poza tym pirat kłamał. Powiedział, że Bystry kocha „Vivacię”, że często mówił, że zawsze chciał mieć własny żywostatek. Gorzej – powiedział, że „Vivacia” związała się z Bystrym. Nie mogła tego zrobić. Nie należała do jego rodziny. A zatem pirat skłamał i zginął.
Arogant był na niego bardzo zły. Sam to sobie zawdzięczał, bo nie potrafił zrozumieć tak prostej sprawy jak zabicie osoby, przez którą zostało się okłamanym. „Niezrównany” odkrywał, że Arogant nie rozumie wielu kwestii. Ale Lawon rozumiał. Lawon do niego przychodził i rozmawiał z nim, przynosił mu morskie opowieści i nazywał go chłopcem. I rozumiał. Rozumiał, że „Niezrównany” musi być taki, jaki jest, że musiał zrobić wszystko, co kiedykolwiek zrobił. Lawon powiedział mu, że nie powinien się niczego wstydzić, niczego żałować. Zgodził się, że to ludzie popchnęli „Niezrównanego” do wszystkich jego czynów. Arogant, Althea i Amber chcieli, żeby był taki, jak oni. Chcieli, żeby udawał, że nie ma przeszłości. Żadnych przeszłości. Miał być taki, jakim go chcieli, bo inaczej nie będą go lubić. Ale on nie mógł spełnić ich żądań. Wiedział, że kłębi się w nim zbyt wiele uczuć, które im się nie spodobają. To nie znaczyło, że może przestać je odczuwać. Słyszał zbyt wiele głosów, wciąż przypominających mu jego złe wspomnienia. Cichutkie krwawe głosiki, popiskujące z przeszłości. Co miał z nimi zrobić? Nigdy nie milkły. Nauczył się nie zwracać na nie uwagi, ale to nie sprawiało, że znikały. Lecz nawet one nie były takie złe, jak inne jego części składowe.
Znów wytarł ręce o kadłub. A więc teraz nikt nie ma z nim rozmawiać. Wszystko mu jedno. Nie musi rozmawiać. Może całymi latami nie rozmawiać ani się nawet nie ruszać. Już tak żył. Zresztą, i tak wątpił, czy Lawon posłucha tego rozkazu. Słuchał tupotu bosych stóp na swoim pokładzie – to załoga pędziła wykonać jeden z rozkazów Lawona. Wzmocnił tę drugą swoją część. Czy oni naprawdę myślą, że mogą go ukarać i mimo wszystko spodziewać się, że beztrosko pożegluje dla nich do Łupigrodu? Przekonają się. Zaplótłszy ręce na piersi, ślepo płynął przed siebie.
ROZDZIAŁ 10
W okna sypialni Roniki bębnił jesienny deszcz. Przez jakiś czas leżała nieruchomo, słuchając tego dźwięku. Przez noc ogień przygasł. Chłód panujący w pokoju niemal przyjemnie kontrastował z ciepłem, jakie Ronika odczuwała pod kocami. Nie chciało się jej wstawać, jeszcze nie. Leżąc na miękkim łóżku, w czystej lnianej pościeli i pod ciepłą kołdrą, mogła marzyć. Mogła się cofnąć w przeszłość i wyobrażać sobie, że lada dzień do portu wpłynie „Vivacia”, a ona wyjdzie na spotkanie Ephrona. Na jej widok jego ciemne oczy otworzą się szerzej. Siła jego pierwszego uścisku zawsze ją zaskakiwała. Jej kapitan porywał ją w powietrze i mocno trzymał, jakby nigdy nie miał jej puścić.