Statek przeznaczenia. Część 1
- Автор: Хобб Робин
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:
– Jesteś naprawdę gotów zabić wszystkich zakładników, jeśli się nie zgodzą? – zapytała słabym głosem Serilla.
– Nie dojdzie do tego – zapewnił ją Roed. – A jeśli dojdzie, to będzie to wina ich własnych rodzin, nie nasza. Jeśli nas do tego zmuszą… choć wiesz, że tego nie zrobią.
Mówił zbyt szybko. Chciał uspokoić ją czy samego siebie?
Serrilla usiłowała znaleźć odwagę, by powiedzieć mu, jaki jest niemądry. Był dużym chłopcem, wygłaszającym przesiąknięte przemocą bzdury. Głupia była, że polegała na nim. Zbyt późno odkryła, że to narzędzie ma ostre brzegi. Musi pozbyć się Roeda, zanim wyrządzi kolejne szkody. A jednak nie potrafiła tego zrobić. Stał przed nią z rozdętymi nozdrzami, z pięściami zaciśniętymi u boków, a ona wyczuwała gniew kłębiący się pod maską spokoju, gniew, który napędzał jego jakże słuszną nienawiść. Gdyby powiedziała coś wbrew jego woli, mógłby ten gniew obrócić przeciwko niej. Jedyne, co jej przychodziło na myśl, to ucieczka.
Wstała powoli, starając się sprawiać wrażenie spokojnej.
– Dziękuję, że przyniosłeś mi tę wiadomość, Roedzie. Teraz muszę przemyśleć ją w samotności.
Skinęła mu pożegnalnie głową w nadziei, że odpowie jej ukłonem i odejdzie.
Roed jednak pokręcił głową.
– Nie masz czasu na zastanawianie się nad tym, Towarzyszko. Okoliczności zmuszają nas do natychmiastowego działania. Ułóż listy wzywające tu przewodniczących Rady. Następnie wezwij służącego, żeby je doręczył. Ja sam zaaresztuję tę Vestritkę. Powiedz mi, który pokój jest jej. – Zmarszczył brwi. – A może przekonała cię do swojej sprawy? Sądzisz, że zyskałabyś więcej władzy, gdybyś zawarła sojusz z uczestnikami spisku Nowych Kupców?
Oczywiście. Jakiekolwiek przeciwstawienie się Roedowi skończyłoby się uznaniem jej za wroga. Wtedy postąpiłby z nią równie bezwzględnie, jak był przygotowany postąpić z Roniką. Kiedy stawiła mu czoło, przestraszyła go.
Czy to Ronika była w holu? Czy usłyszała ostrzeżenie i je zrozumiała? Czy staruszka zdążyła uciec? Czy Serilla uczyniła cokolwiek, by ją uratować, czy poświęcała ją, by ratować siebie?
Roed niespokojnie zamykał i otwierał dłonie. Aż nazbyt wyraźnie Towarzyszka wyobrażała sobie ich brutalny chwyt na szczupłym nadgarstku Kupcowej. Nie umiała jednak powstrzymać tego mężczyzny. Gdyby spróbowała, jedynie wyrządziłby jej krzywdę: był zbyt silny, zbyt męski. Kiedy znajdował się w pokoju, nie potrafiła myśleć, a dzięki temu zadaniu na jakiś czas wyjdzie. To nie będzie jej wina, tak samo jak nie było jej winą, że zginął Davad Nowel. Przecież zrobiła, co w jej mocy, prawda? Ale co się stanie, jeśli cień przy drzwiach był zwykłym cieniem? Co się stanie, jeśli staruszka jeszcze śpi? Serilli zaschło w ustach, ale jakiś obcy głos wypowiedział przerażające słowa:
– U szczytu schodów. Czwarte drzwi po lewej. Pokój Davada.
Roed wyszedł stanowczym krokiem.
Serilla odprowadziła go wzrokiem. Kiedy zniknął jej z oczu, pochyliła się, obejmując głowę dłońmi. To nie jej wina. Nikt nie mógłby przejść bez szwanku przez to co ona. To nie była jej wina. Przypomniała sobie słowa Roniki, jakby karcił ją jakiś duch: „To jest wyzwanie, Towarzyszko. Przyjąć to, co ci się przytrafiło, i wyciągnąć z tego naukę, zamiast dać się temu uwięzić”.
Znajomość położenia Miasta Wolnego Handlu, uświadomiła sobie z goryczą Ronika, nie była tożsama ze znajomością jego geografii. Z suchym szlochem wstrzymała oddech na widok głębokiego wąwozu, przecinającego jej drogę. Postanowiła poprowadzić Rache tędy, przez las rosnący na tyłach domu Davada. Wiedziała, że jeśli pójdą prosto przez las do morza, to wyjdą na ubogą część Miasta Wolnego Handlu, gdzie zamieszkały rodziny z Trzech Statków. Często ją widziała na mapie w gabinecie Ephrona. Lecz mapa nie pokazywała tego wąwozu wijącego się przez las ani bagnistej strużki na jego dnie. Ronika zatrzymała się i popatrzyła w dół.
– Może powinnyśmy były pójść drogą – powiedziała do Rache.
Owinęła się ciaśniej ociekającym wodą szalem.
– Na drodze zaraz by nas stratowali. Nie. Mądrze zrobiłaś, idąc tędy. – Służąca ujęła dłoń Roniki, położyła ją sobie na ręce i poklepała. – Idźmy tam, dokąd prowadzi woda. Albo trafimy na miejsce, gdzie wąwóz przecinają zwierzęta, albo wyjdziemy na plażę. Tam zawsze możemy iść wzdłuż brzegu do miejsca, gdzie są wyciągane z wody łodzie.
Rache prowadziła, a Ronika z wdzięcznością szła za nią. Pozbawione liści rozgałęzione krzaki chwytały ją za spódnicę i szal, ale Rache dzielnie parła naprzód przez paprocie i ociekające wodą pędy salalu. Nad nimi górowały cedry, które zatrzymywały większość deszczowych kropli, ale od czasu do czasu jakaś nisko zwisająca gałąź zrzucała na uciekinierki cały swój ładunek wody. Nie miały rzeczy osobistych. Gdyby imigranci z Trzech Statków ich odprawili, to musiałyby spać na dworze, za okrycie mając własną skórę.
– Nie musisz się do tego mieszać, Rache – powiedziała Ronika z poczucia obowiązku. – Gdybyś mnie opuściła, mogłabyś znaleźć schronienie wśród Tatuowanych. Roed nie ma powodu, by cię ścigać. Mogłabyś być bezpieczna.
– Bzdura – odparła służąca. – Poza tym nie znasz drogi do domu Rzadkiego Krasnorosta. Jestem przekonana, że powinnyśmy się udać najpierw do niego. Jeśli nas odprawi, być może obie będziemy musiały szukać schronienia u Tatuowanych.
Późnym rankiem deszcz ustał. Dotarły do miejsca, gdzie szlak zakręcał ostro w dół stromego zbocza wąwozu. Wśród odcisków racic Ronika dostrzegła w śliskim błocie odcisk stopy. Nie tylko jelenie używały tej ścieżki. Poszła niezdarnie za Rache, chwytając się pni drzew i krzaków, żeby nie upaść. Kiedy dotarły na sam dół, podrapane nogi miała do kolan uwalane w błocie. Nie miało to wielkiego znaczenia. Przez szeroką, zieloną taflę wody na dnie wąwozu nie był przerzucony żaden most. Kobiety przebrnęły przez nią w milczeniu. Brzeg po drugiej stronie nie był już tak stromy ani wysoki. Podtrzymując się nawzajem, pokonały go z wysiłkiem i wyszły w bardziej otwarty las.
Poszły ścieżką, która rozszerzyła się w ubity szlak. Ronika dostrzegła kątem oka prowizoryczne schronienia w głębi lasu. Kiedy poczuła zapach dymu i gotującej się owsianki, zaburczało jej w brzuchu.
– Kto tam mieszka? – zapytała służącą, gdy ta zachęcała ją do dalszego marszu.
– Ludzie, którzy nie mogą mieszkać nigdzie indziej – odparła wymijająco Rache. Chwilę później, jakby zawstydzona tak pokrętną odpowiedzią, dodała: – Głównie niewolnicy, którzy uciekli od swoich właścicieli. Musieli się ukrywać. Nie mogli ani szukać pracy, ani opuścić miasta. Nowi Kupcy mieli w porcie obserwatorów, którzy zatrzymywali wszystkich niewolników bez dokumentów. To nie jest jedyne takie miasteczko ukryte w lasach wokół Miasta Wolnego Handlu. Są też inne, a po Nocy Pożarów jeszcze się rozrosły. Ukrywa się tu całe inne Miasto Wolnego Handlu, Roniko. Mieszkają na krawędzi, żyją z okruchów handlu twojego miasta, ale przecież są ludźmi. Chwytają zwierzynę w sidła, mają ogródki, zbierają orzechy i owoce lasu. Handlują, głównie z imigrantami z Trzech Statków, bo potrzebują ryb, tkanin i przedmiotów użytecznych w gospodarstwie.