Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Statek przeznaczenia. Część 1
Statek przeznaczenia. Część 1 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statek przeznaczenia. Część 1

Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:

W pełnym emocji zakończeniu trylogii o kupcach i ich żywostatkach Robin Hobb snuje urzekającą opowieść o kwitnącym niegdyś mieście, które znalazło się na krawędzi zniszczenia, o wspaniałym, mitycznym gatunku stworzeń, który znalazł się na granicy wymarcia oraz o klanie Vestritów, którego przeznaczenie splotło się i z miastem, i z owymi stworzeniami… Podczas gdy Miasto wolnego Handlu zmierza ku katastrofie, matka rodu Vestritów, Ronika Vestrit, napiętnowana jako zdrajczyni, szuka sposobu na zjednoczenie jego mieszkańców wobec zagrożenia z Krainy Miedzi. Tymczasem Althea Vestrit, nieświadoma losów swojej rodziny oraz Miasta Wolnego Handlu, kontynuuje niebezpieczną misję odnalezienia i odzyskania swego żywostatku, Vivacii, od bezlitosnego pirata, Bystrego. Mimo zuchwałości planu może się on okazać niewykonalny. Jej ukochana Vivacia będzie bowiem musiała się zmierzyć ze straszliwą tajemnicą swego istnienia.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 118
Перейти на страницу:

– Parszywie ich mało. – Słowa Althei nie zmieniły nastawienia jeńca, za to chyba wyczuł jej słaby punkt i chciał ją zranić. Nie patrzył na nią. – Większość z nich nie żyła, zanim jeszcze Bystry wszedł na pokład. Sam zabiłem dwóch. To był piękny dzień. Ludzie Bystrego spędzili sporo czasu, rzucając ciała wężom. Ależ statek krzyczał, jak to robili.

Spojrzał Althei w oczy, chcąc sprawdzić, czy ją zranił. Nie udawała, że jest inaczej. Powoli przysiadła na piętach. Trzeba będzie temu wszystkiemu stawić czoło. Nie nazywała się Kotwica, ale statek był statkiem jej rodziny. Za niewolników zapłacono pieniędzmi rodziny, a skuwała ich łańcuchami w ciemności załoga jej ojca. Althea nie czuła się winna; poczucie winy zachowywała dla własnych złych postępków. Czuła natomiast straszliwą odpowiedzialność. Powinna była zostać i walczyć z Kajem do upadłego. Nie powinna była pozwolić, żeby „Vivacia” wypłynęła z Miasta Wolnego Handlu w tak paskudny rejs.

– Gdzie możemy znaleźć Bystrego?

Pirat oblizał wargi.

– Chcesz odzyskać swój statek? Nic z tego. Bystry przejął „Vivacię”, bo jej pragnął. A ona pragnie jego. Lizałaby mu stopy, gdyby mogła do nich dosięgnąć. Prawi jej słodkie słówka jak jakiejś taniej dziwce, a ona bierze to za dobrą monetę. Słyszałem jednej nocy, jak przymilał się do niej i namawiał, żeby została statkiem pirackim. Chętnie się zgodziła. Nigdy do ciebie nie wróci. Ma dość bycia statkiem niewolniczym; teraz jest statkiem pirackim Bystrego. Nosi jego banderę; jest taka sama jak moja chustka. – Przyjrzał się Althei, sprawdzając, jakie wrażenie zrobiły jego słowa. – „Vivacia” nie cierpiała niewolnictwa. Była wdzięczna Bystremu, że ją od tego uwolnił. Nigdy nie zechce do ciebie wrócić. A i Bystry nie pozwoliłby ci jej wykupić. Lubi ją. Mówi, że zawsze chciał mieć żywostatek. Teraz go ma.

– Kłamca! – ryknął „Niezrównany”. – Ty kłamliwa wywłoko! Dajcie mi go! Wycisnę z niego prawdę.

Słowa galionu były dla Althei kolejnym ciosem. Wstała powoli, czując, że zbiera się jej na mdłości. Od słów pirata kręciło się jej w głowie. Obudziły one głęboko uśpiony strach. Wiedziała, że przeżycia „Vivacii” jako statku niewolniczego muszą ją zmienić. Czy mogły ją zmienić aż tak bardzo? Tak bardzo, że zwróciłaby się przeciwko własnej rodzinie i zaatakowała ją z kimś innym?

Dlaczego nie?

Czy Althea także nie odwróciła się od własnej rodziny, i to z o wiele mniej ważnego powodu?

Zalała ją straszna mieszanina zazdrości, rozczarowania i poczucia zdrady. Tak musi się czuć żona, która odkrywa niewierność męża. Tak musi się czuć rodzic, kiedy jego córka staje się dziwką. Jak „Vivacia” mogła zrobić coś takiego? I jak Althea mogła tak strasznie ją zawieść? Co się teraz stanie z jej pięknym, zagubionym statkiem? Czy jeszcze będą mogli współistnieć jak dawniej i stanowiąc jedno serce, jednego ducha, pędzić z wiatrem po morzu?

„Niezrównany” nadal wylewał z siebie potok słów, wykrzykiwał groźby pod adresem pirata i prośby o oddanie więźnia w jego ręce. Wyciśnie z niego prawdę, tak, zmusi go do powiedzenia prawdy o tym łajdaku Bystrym. Althea ledwie go słyszała. Arogant ujął ją pod rękę.

– Wyglądasz, jakbyś miała zemdleć – szepnął. – Możesz odejść? Zachować godność wobec załogi?

Jego słowa przelały kielich goryczy. Wyrwała się Arogantowi.

– Nie dotykaj mnie – syknęła.

Godność, przestrzegła samą siebie, godność, ale ostatkiem sił powstrzymywała się, by nie nawrzeszczeć na niego jak przekupka. Cofnął się, przerażony, a w jego ciemnych oczach dostrzegła króciutki błysk gniewu. Wyprostowała się, usiłując odzyskać panowanie nad sobą.

Usiłując, z czego nagle zdała sobie sprawę, oddzielić swoje uczucia od tych „Niezrównanego”.

Odwróciła się do jeńca i galionu o mgnienie oka za późno. Lawon postawił pirata na nogi i przypierał go do relingu. Istniało podwójne niebezpieczeństwo: że Lawon wypchnie młodzieńca za burtę, chociaż był związany, albo że go uderzy. Pirat miał zaczerwieniony policzek; padł co najmniej jeden cios. Odwiedzioną rękę Lawona przytrzymywała Amber. Althea zdziwiła się, że tak smukła kobieta ma siłę unieruchomić rękę pierwszego oficera. Wydawało się, że na widok miny Amber Lawon zamienił się w kamień. Na jego twarzy nie malował się strach; to, co zobaczył w oczach Amber, sprawiło, że przekroczył granicę strachu. Althea zbyt późno dostrzegła prawdziwe zagrożenie.

„Niezrównany” wychylił się najmocniej, jak potrafił, i po omacku sięgał ręką.

– Nie! – krzyknęła Althea, lecz wielkie drewniane palce już odnalazły jeńca. „Niezrównany” z łatwością wyłuskał go z ucisku Lawona. Pirat zaczął wrzeszczeć, lecz nie zagłuszył wołania Althei: – Och, „Niezrównany”, nie, nie, nie!

Galion odwrócił się od nich, ściskając nieszczęśnika w rękach. Zgarbił się nad jeńcem niczym dziecko pożerające ukradziony smakołyk. Mruczał coś z wściekłością, potrząsając piratem jak szmacianą lalką, ale Althea słyszała tylko błagania Amber:

– „Niezrównany”. Proszę cię, „Niezrównany”.

– Statku! Natychmiast postaw tego człowieka na pokładzie! – ryknął Arogant tonem nie znoszącym sprzeciwu, ale „Niezrównany” nawet się nie wzdrygnął.

Althea nieświadomie zacisnęła dłonie na relingu i z rozpaczą wychylała się do przodu.

– Nie! – krzyknęła błagalnie, ale jeśli galion ją usłyszał, nie dał tego po sobie poznać.

Lawon stał nieopodal i patrzył; twarz wykrzywiał mu grymas; miał zaciśnięte zęby, a w oczach płonęła mu dziwna żądza. „Niezrównany” zbliżył twarz do człowieka, którego ściskał oburącz. Przez przerażającą chwilę Althea się bała, że galion odgryzie mu głowę, ale „Niezrównany” zastygł, jakby czegoś nasłuchiwał.

– Nie! – zawołał w końcu. – Bystry nigdy tak nie mówił! Nigdy nie mówił, że zawsze marzył o własnym żywostatku. Kłamiesz! Kłamiesz!

Zaczął potrząsać piratem. Althea usłyszała trzask kości. Pirat wrzasnął i „Niezrównany” nagle odrzucił go daleko od siebie. Ciało wywinęło kozła w blasku słońca i gwałtownie wbiło się w lśniące morze. Pirat zniknął z pluskiem. Łańcuchy na jego kostkach ciągnęły w dół to, co z niego zostało.

Althea patrzyła tępo w miejsce, gdzie zniknął. „Niezrównany” znów zabił.

– Och, statku – jęknął Arogant.

„Niezrównany” obrócił głowę w ich stronę. Zacisnął pięści i przycisnął je do piersi, jakby w ten sposób mógł ukryć swój czyn.

– Zmusiłem go do mówienia – odezwał się głosem przestraszonego, zuchwałego chłopca. – Łupigród. Bystrego znajdziemy w Łupigrodzie. Zawsze lubił Łupigród. – Zmarszczył brwi, słysząc milczenie ludzi zebranych na pokładzie dziobowym. – No co, przecież tego chcieliście, prawda? Dowiedzieć się, gdzie jest Bystry? Nie zrobiłem nic więcej. Zmusiłem go do mówienia.

– Owszem, chłopcze – zauważył szorstko Lawon. Nawet on sprawiał wrażenie zniechęconego postępkiem „Niezrównanego”. Pokręcił głową. – Nie wierzyłem, że to zrobi – dodał cicho, tak, by usłyszeli go tylko ludzie.

– Owszem, wierzyłeś – zaprzeczyła beznamiętnym tonem Amber. Przeszywała Lawona wzrokiem. – To dlatego umieściłeś jeńca w zasięgu rąk „Niezrównanego”. Żeby go mógł schwycić. Ponieważ chciałeś, żeby zginął, jak pozostali. – Amber nagle odwróciła głowę i popatrzyła na Tatuowanych członków załogi, którzy obserwowali to wszystko w milczeniu. – Braliście w tym udział. Wiedzieliście, co zrobi, ale nic nie zrobiliście. To właśnie budzi w was Lawon. Najgorsze, co mogło z wami zrobić zniewolenie. – Znów wbiła wzrok w pierwszego oficera. – Jesteś potworem, Lawonie. Nie ze względu na to, co zrobiłeś temu człowiekowi, ale na to, co obudziłeś w statku. Starasz się zrobić z niego brutala, jakim sam jesteś.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 118
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)