Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 508
Перейти на страницу:

Znał ten dotyk...

- Jest rozpalony - powiedział ten niski głos. - Musi mieć bardzo wysoką gorączkę...

Dałaś mu coś na to? - dotyk znikł. - Dlaczego tak na mnie patrzysz? - warknął,

rozdrażniony.

- Bez powodu - w kobiecym głosie można było wyczuć nutę rozbawienia. - To

dobry znak, Severusie, nie musisz tak panikować. Wysoka temperatura oznacza, że

jego organizm walczy.

- Nie jestem w nastroju do żartów, Pomfrey - głos był rozdrażniony.

- Zaczekaj przy nim - powiedziała kobieta. - Przyniosę mu...

- Nie mam na to czasu. Masz dla mnie listę potrzebnych eliksirów? - głos stał się

chłodniejszy, odleglejszy.

- Tak, zaraz przyniosę. Mam ją w gabinecie.

Kroki oddaliły się.

Nie potrafił przestać drżeć. Jednak, poza zimnem, zaczął odczuwać coś jeszcze.

Ból. Emanował z klatki piersiowej, z głowy, pleców i ramion. Ostry, kłujący i piekący.

Pulsował nieznośnie i coraz bardziej się nasilał. Jakby budził się wraz ze zmysłami.

Niech przestanie!

Otworzył usta, ale z jego zaschniętego gardła nie wydobył się żaden dźwięk.

Spróbował jeszcze raz.

- Boli... - głos, który wreszcie z siebie wydał, bardziej przypominał charkot.

Wyczuwał, że ktoś stoi przy łóżku, ale nie reaguje. - Proszę... - wyszeptał spękanymi

wargami. - Zabierz to...

- Potter! - gniewny syk przeszył powietrze, jednak zamarł, jakby wydająca go

osoba powstrzymała się w ostatniej chwili. - Niedługo przejdzie - powiedział

łagodniej. - Pomfrey da ci środki przeciwbólowe.

Drżenie przerodziło się w dygotanie. Ból zamknął w swych kleszczach żołądek i

płuca. Z trudem oddychał, jakby coś ściskało jego przełyk.

- Proszę... boli...

- Potter, na litość... - głos podniósł się i urwał. Usłyszał stuk. Po chwili jego głowa

została uniesiona, a w jego usta wlano coś cierpkiego i gorzkiego.

Zakrztusił się, czując pieczenie w gardle.

- Przełknij - rozkazał głos.

Posłuchał. Wrażenie uścisku zaczęło powoli ustępować. Odetchnął głęboko. Ktoś

delikatnie ułożył jego głowę na poduszce. Poczuł dłoń dotykającą łagodnie jego klatki

piersiowej.

- Teraz śpij - cichy głos ukoił jego nerwy. Pieczenie rozchodziło się po całym ciele,

wypalając ból.

Pozwolił, aby fala ciepła zaniosła go ponownie w bezpieczną i miękką ciemność.

* * *

Z ciszy powoli wyłaniały się dźwięki. Stukot kroków, szepty, skrzypienie drzwi.

Wiedział, że leży w łóżku. Szybko dokonał rozrachunku, próbując wyczuć swoje

ciało. Wszystko było na miejscu, ale nie czuł prawej ręki.

Dźwięki przedzierały się przez miękką mgłę, otulającą jego umysł i szarpały

zmysłami.

Chciał się dowiedzieć, co to za hałasy. Spróbował otworzyć oczy. Miał wrażenie,

że jego powieki zamieniły się w kamienie. Dopiero kolejna próba przyniosła skutek.

Do jego ciepłej ciemności wlało się chłodne, ostre światło. Natychmiast zamknął

powieki, aby odciąć mu drogę. Po chwili spróbował ponownie. Dopiero za trzecim

razem udało mu się utrzymać oczy otwarte, jednak mrużył je tak bardzo, iż

początkowo nie widział nic, poza jasnością. Minęła chwila, zanim odważył się

otworzyć je szerzej.

Zobaczył znajome sklepienie skrzydła szpitalnego.

- Harry! - w polu jego widzenia pojawiła się ruda czupryna. Piegowatą twarz

rozjaśnił szeroki uśmiech. - Nareszcie się obudziłeś! Zaczekaj! Zawiadomię panią

Pomfrey! - powiedział Ron i zniknął.

Po chwili pojawił się ponownie, w towarzystwie uśmiechniętej, choć rzucającej

zmartwione spojrzenia, szkolnej pielęgniarki.

- Jak się czujesz, Harry? - zapytała.

- Nie najgorzej - odparł, kiedy udało mu się nawilżyć gardło. - Czy mogę dostać

coś do picia?

- Oczywiście - odparła pani Pomfrey i zniknęła z pola widzenia.

- Nareszcie, stary! Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy. Czuwaliśmy przy

tobie na zmianę, ja i Hermiona. Pomfrey nam pozwoliła. Ale nie mogliśmy cię

dotykać, dopóki nie zagoją się twoje... no wiesz... - urwał Ron, spuszczając wzrok.

- Mówiłam, że nie wolno ci go zamęczać, kiedy się w końcu obudzi! - ofuknęła go

pielęgniarka, podnosząc głowę Harry'ego i wlewając mu chłodny, przyjemny płyn do

ust.

- Idę po Hermionę - oświadczył Ron. - Tylko postaraj się nie zemdleć ponownie,

zanim z nią nie wrócę, dobrze Harry?

Pielęgniarka spiorunowała rudzielca wzrokiem, a Harry poczuł rozbawienie. Kiedy

Ron zniknął za drzwiami, Pomfrey zwróciła się do Harry'ego:

- Musisz mi dokładnie powiedzieć, jak się czujesz i co cię boli.

- Czuję ucisk w klatce piersiowej i pulsujący, ale dosyć lekki ból głowy -

zastanawiał się przez chwilę, sprawdzając swoje ciało. - Nie czuję też prawej ręki.

Nie mogę nią poruszyć.

- Jest złamana. Podobnie jak żebra, które powodują ucisk w klatce. Miałeś też

wstrząs mózgu - słuchał z coraz większym zdumieniem, jak pielęgniarka wylicza całą

listę różnego rodzaju urazów i obrażeń, których doznał. Większość zdążyła już się

zabliźnić albo uleczyć, jednak nie wszystkie. Dowiedział się, że nie można było

wyleczyć jego złamanej ręki za pomocą eliksiru, dopóki był nieprzytomny i w zbyt

ciężkim stanie, by określić, jak jego organizm mógłby zareagować.

Początkowo mieli zabrać go do Świętego Munga, ale dyrektor stwierdził, że nie

powinni go przenosić. Dlatego uzdrowicieli sprowadzono do Hogwartu. Kiedy udało

im się ustabilizować jego stan, opiekę nad nim można było powierzyć pani Pomfrey i

pozostałym nauczycielom. Profesor Snape przygotowywał dla niego eliksiry

uzdrawiające, a profesor Sprout szczodrze dzieliła się swymi roślinami leczniczymi.

Harry'emu mocniej zabiło serce. Snape pomagał go leczyć? Nie wiedział

dlaczego, ale ta wiadomość sprawiła, że od razu poczuł się lepiej.

- Harry! - krzyk Hermiony zagłuszył wszystkie myśli. Przyjaciółka przypadła do

jego łóżka. Była zdyszana, ale jej twarz promieniowała szczęściem. - Nawet nie

wiesz, jak się cieszę! Wszyscy tak się o ciebie martwiliśmy! - W jej oczach pojawiły

się łzy. Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale chyba nie była w stanie.

Harry uśmiechnął się do niej uspokajająco.

- Już w porządku, naprawdę. Czuję się całkiem nieźle.

- Możecie sobie trochę porozmawiać, ale nie wolno wam go przemęczać -

oświadczyła pielęgniarka. - Gdyby coś było nie tak, zawiadomcie mnie. Będę w

gabinecie.

Kiedy oddaliła się, Hermiona i Ron przysunęli krzesła do łóżka Harry'ego i usiedli.

- Co mnie ominęło? - zapytał, siląc się na obojętny ton. Oboje wyglądali na bardzo

przejętych, więc chciał ich trochę uspokoić swoim zachowanie. Szczególnie, że z

każdą chwilą czuł się coraz lepiej. Płyn, który podała mu Pomfrey orzeźwiał go i

przywracał mu siły.

Hermiona i Ron wymienili ponure spojrzenie.

- Co się stało? - zapytał, gdyż bardzo mu się ono nie spodobało.

- Jest piątek, Harry. Byłeś nieprzytomny przez pięć dni - powiedziała Hermiona.

Ta wiadomość zaskoczyła go.

- To... dosyć długo - powiedział, gdyż nic innego nie przyszło mu do głowy.

- Harry, czy pamiętasz cokolwiek? - zapytała Hermiona drżącym głosem, nad

którym na próżno starała się zapanować.

Zamyślił się. Wspomnienia powoli zaczęły wypływać na powierzchnię jego

świadomości. Zamglone i rozchwiane. Kiedy wydawało mu się, że już udało mu się je

złapać, one ponownie zanurzały się w odmętach niepamięci.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)