Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
przerażonymi oczami. Ciepły blask zniknął, a Mistrz Eliksirów oparł się rękami o
podłogę i westchnął przeciągle. Wyglądał, jakby nagle stracił siły.
- Panno Granger - zwrócił się do niej drżącym, zmęczonym głosem, w którym
pobrzmiewało ogromne zdenerwowanie. - Proszę natychmiast udać się do profesora
Dumbledore'a i sprowadzić go do skrzydła szpitalnego. Hasło to "gargulki". Panie Weasley - oczy Snape'a spoczęły na Ronie, któremu w końcu udało się podnieść z
podłogi. - Pan zawiadomi profesor McGonagall. - Widząc, że oboje nadal stoją bez
ruchu i wpatrują się w niego zaszokowani, dodał cierpkim, rozkazującym tonem -
Natychmiast!
Hermiona wzdrygnęła się i rzuciła biegiem w kierunku schodów. Kiedy biegła
przez pogrążone w ciemności korytarze Hogwartu tylko jedna myśl kołatała jej w
głowie:
On żyje! Żyje!
*
Ból.
Wszystko było bólem.
Przenikał jego ciało i duszę. Przeszywający, przerażający.
Ciemność. Lepka i duszna.
Harry nie wiedział, gdzie się znajduje. Nie wiedział, co się stało.
Słyszał jakieś szepty. Szepty w ciemności.
Dochodziły jakby z odległej sali. Jednak nie potrafił rozróżnić słów. Odbijały się
echem w jego głowie, powracały i mieszały ze sobą, tworząc trudny do zrozumienia
szum, który powoli przybierał na sile i przeradzał się w kakofonię dźwięków.
Krzyk.
Szlaban... zakończył...
Gdzie mam dotknąć... ąć?
Dotykaliście... iście?
Harry!
Dotknij mnie... mnie...
Gdzie?
Krzyk.
Nie potrafił nic z tego zrozumieć. Tak ciężko mu się oddychało. Coś twardego
przyciskało się do jego pleców.
Żyje... je...
Chyba na czymś leżał.
Co się stało?
Czuł tylko ucisk i ból. Cały był bólem. Rwącym, pulsującym, kłującym, piekącym
bólem.
Ktoś tu chyba był. Gdzieś obok.
Jego osłabiony, pogrążony w cierpieniu umysł wyczuwał magię. Magię, która
znajdowała się gdzieś bardzo blisko. Próbował się na niej skupić i trzymać się jej, by
nie pogrążyć się ponownie w ciemności.
Mógł już oddychać.
Sprowadź...adź...
Powoli zaczynał wyczuwać różne części swojego ciała, jak gdyby zapoznawał się
z nimi na nowo. Szum w jego uszach przycichał.
Jęknął, czując, jak czyjeś ręce dotykają jego klatki piersiowej.
- Boli... - wyszeptał prawie bezgłośnie, gdyż nawet mówienie sprawiało mu
cierpienie.
Ręce cofnęły się. Przez szum przedostał się znajomy głos.
- Nic nie mów. Oszczędzaj siły.
Harry'emu przejaśniło się trochę w głowie.
Snape. To był Snape. Tuż obok niego.
Bardzo powoli urywki wspomnień zaczęły wypływać na powierzchnię jego
świadomości.
Snape... był na niego zły... wyrzucił go z komnaty, bo Harry go pocałował. A nie
wolno mu było go całować... Złamał zakaz. Naraził się na jego gniew. Nie chciał
tego...
- Przepra... szam... - zdołał wyszeptać przez ściśnięte bólem gardło. - Nie chcia...
łem. Przepraszam...
Cisza.
A może Snape'a tu wcale nie ma? Może mu się tylko wydawało? Dlaczego nic nie
mówi? Aż tak się na niego gniewa?
Musi go zobaczyć.
Spróbował otworzyć oczy, ale coś je zalewało. Dopiero teraz poczuł, że przez cały
ten czas, coś spływa mu po twarzy. Próbował unieść prawą rękę, ale w ogóle jej nie
czuł. Stęknął z wysiłku i uniósł lewą. Jednak, kiedy chciał dotknąć swojej twarzy,
czyjaś chłodna dłoń złapała ją i delikatnie odciągnęła z powrotem.
Czyli jednak tu jest. Snape naprawdę tu jest. Przy nim.
Odruchowo ścisnął tę dłoń i przyciągnął do siebie, przyciskając do niej swe usta.
- Jak to dobrze... że jesteś... - zdołał wyszeptać spuchniętymi, obolałymi wargami.
Przez chwilę nic się nie działo. Snape nie odpowiedział, ale Harry'ego to nie
obchodziło. Wiedział, że jest przy nim. To wystarczyło.
Jednak po kilku chwilach poczuł, jak dłoń łagodnie wysuwa się z jego ręki.
Jęknął.
- Nie... nie odchodź...
Poczuł ręce Snape'a wsuwające się pod jego plecy oraz kolana i bardzo powoli,
delikatnie unoszące go z podłogi.
Ból powrócił z przerażającą siłą, spychając go z powrotem w głąb ciemności, w
której czaiły się niezrozumiałe, ochrypłe szepty.
- Boli... tak bardzo... - zdołał jeszcze wyszeptać, zanim mrok ponownie przyjął go
w swoje objęcia.
* * *
Crabbe spojrzał z niepokojem na swoje ręce.
- Na pewno nic... nie zostało? - zapytał lekko nerwowym głosem.
Trójka Ślizgonów siedziała w swoim dormitorium. W każdym razie Crabbe i Goyle
siedzieli, ponieważ Malfoy krążył po pokoju, niezwykle podniecony. Jego oczy
błyszczały gorączkowo, a na twarzy jaśniał pełen zadowolenia uśmiech.
- Och, przestań już! Szorowałeś je tak długo, że zeszło pewnie wszystko, łącznie z
twoim tłuszczem - odparł zirytowany Malfoy, opadając na swoje łóżko. Crabbe i
Goyle siedzieli na kanapie pod ścianą i zerkali na siebie nerwowo. - Przecież właśnie
dlatego nie używaliśmy czarów - kontynuował Ślizgon. - Magia mogłaby zostać
wykryta. Pięści - podniósł jedną z lekko zadrapanych rąk. - nie. Poza tym, zanim
ktokolwiek znajdzie Pottera, minie sporo czasu.
Crabbe i Goyle spoglądali na niego spode łbów, chyba nie do końca przekonani.
Twarz Malfoya wykrzywiła się w okrutnym grymasie szyderstwa.
- Za późno na wątpliwości. Już to zrobiliśmy. Teraz nie ma odwrotu. Potter w
końcu zapłacił za wszystko. Za absolutnie wszystko! Nareszcie! - zaśmiał się
ochryple, a w jego błyszczących niebezpiecznie oczach zapłonął triumf. Wyglądał,
jakby nie potrafił panować nad tym, co robi i mówi. Zaślepiony nienawiścią,
zachowywał się, jak szaleniec, któremu nareszcie powiódł się plan zniszczenia
świata. - Och, Czarny Pan wynagrodzi mnie za to! W końcu załatwiłem Pottera!
Będzie zachwycony!
- No... - zaczął niepewnie Goyle - ale mówiłeś... że nie wolno. Że kazał ci go
pilnować. Żeby nikt się nie dowiedział. To znaczy... - zawahał się, próbując złożyć te
zdania w całość, bo chyba nie wyszło tak, jak powinno. - Powiedziałeś... że masz
pilnować, żeby nikt się nie dowiedział. - odetchnął z ulgą. To było zdecydowanie za
długie zdanie, jak na jego możliwości. - Na pewno... nie będzie zły na nas? To
znaczy, Czarny Pan?
- Milcz! - warknął Draco. - Ja miałbym chronić tyłek Pottera? Nigdy! Za te
wszystkie lata? Przez niego mój ojciec prawie wylądował w Azkabanie! Wszyscy
uważają, że zwariowałem! Straciłem cały szacunek przez to, że musiałem go
pilnować! Ślizgoni zaczęli patrzeć na mnie jak na zdrajcę. Na mnie!
- A... Snape? - zapytał cicho Crabbe. - Nie wkurzy się na nas? Przecież ostatnio...
pamiętasz, co ci zrobił. Mówił, że Potter jest.. niet... niekyt... nietal... - zamyślił się -
nietykalny! - w końcu mu się udało i uśmiechnął się, dumny z siebie.
- Jeszcze czego! Miałbym być ich sługusem? Za długo już to robiłem! Dosyć tego!
- zerwał się z łóżka, a jego szare oczy pociemniały z wściekłości. - Próbowałem od
Snape'a wyciągnąć, o co chodzi, ale skoro nie chciał mi nic powiedzieć, to mam go w
dupie! Kiedy zostanę wynagrodzony przez Czarnego Pana, Snape nic mi już nie