Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
obserwować. Nie wiem, jakie masz wobec niego zamiary, ale nie pozwolę ci go
skrzywdzić. Jeżeli to zrobisz... to profesor Dumbledore dowie się o wszystkim! -
Wiedziała, że teraz brzmiała jak skarżący się pierwszoklasista, ale nic innego nie
przychodziło jej do głowy. Sama niewiele mogłaby mu zrobić, ale dyrektor mógł
wszystko.
Odetchnęła, kiedy w końcu udało jej się to wszystko z siebie wyrzucić. Czuła się
nieswojo pod wpływem tego przeszywającego spojrzenia. Czekała, podenerwowana,
na jakąkolwiek odpowiedź, ale ta nie nadchodziła.
- To bardzo interesujące, panno Granger... - kiedy Mistrz Eliksirów w końcu się
odezwał, niemal podskoczyła. Jego głos był tak lodowaty, iż mimowolnie zadrżała
- ...ale z przykrością muszę stwierdzić, że twój legendarny intelekt okazał się być
tylko... legendą.
Z przerażeniem zobaczyła, jak mężczyzna wyciąga w jej stronę różdżkę.
Instynktownie złapała za swoją, ale było już za późno...
* "When the wrong one loves you right" by Celine Dion
--- rozdział 15 ---
15. Breaking the walls.
I've tried my best for so long
To break down these walls
But you build them strong
So I stand here waiting, wondering why
Oh why*
Harry spędził w szpitalu kolejny tydzień. Leczony wszelkiego rodzaju eliksirami,
maściami i wywarami, powoli wracał do zdrowia. Złamane kości zrosły się, a rany
zasklepiły. Zarówno te zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Żywiony tylko mlecznymi
zupami i kleikami, stał się osłabiony i wycieńczony, a Pomfrey absolutnie zabroniła
mu wychodzić z łóżka. Uważała, że powinien przeleżeć w skrzydle szpitalnym
jeszcze jeden tydzień, ale po gwałtownych protestach Harry'ego i interwencji profesor
McGonagal pozwolono mu w końcu opuścić szpital. Musiał jednak przysiąc, że nie
będzie się przemęczał ani denerwował.
Dyrektor i profesor McGonagall dokładnie wypytali go o okoliczności napaści,
jednak on powtarzał tylko, że nic nie pamięta. Nie okłamywał ich, była to prawda. Z
tego, co mówili mu Ron i Hermiona, także oni musieli wiele razy opowiedzieć o
wszystkim, co się wydarzyło. Nie tylko nauczyciele byli tego ciekawi. Uczniowie
wręcz wchodzili im na głowy, żeby się czegoś dowiedzieć.
Harry kilka razy próbował nawiązać do rozmowy, którą on i Hermiona
przeprowadzili pierwszego dnia po jego przebudzeniu. Ale przyjaciółka zdawała się
starannie omijać ten temat. Kiedy w końcu zapytał ją wprost, czy powiedziała
Dumbledore'owi o nim i o Snapie, ku zdziwieniu Harry'ego odparła spokojnie, że
wyjawiła mu wszystko, co wie. Kiedy Harry prawie zemdlał z przerażenia, dodała, że
musiała powiedzieć o tym także wszystkim uczniom i nauczycielom. Widząc, że
przyjaciel krztusi się i nie może złapać tchu, poklepała go po plecach i dodała z
uśmiechem, że każdy, komu to wyjawiła, był bardzo zaskoczony, że Snape uratował
Harry'ego, ale nikt nie próbował umniejszać jego zasługi.
Dopiero po chwili osłupiałej konsternacji Harry zrozumiał, o co chodzi. Kiedy
próbował wyciągnąć od niej coś więcej, opowiadała tylko o napaści, o szukaniu go i
uratowaniu. Jakby zupełnie zapomniała o tym, o czym wtedy rozmawiali, jakby
wszystkie podejrzenia wyparowały z jej umysłu. Harry nie wiedział, jak to się stało,
ale po trwających pół nocy przemyśleniach doszedł do wniosku, że to nie mógł być
przypadek, a Hermiona na pewno nie oszukiwałaby go. Kolejne przepytanie
przyjaciółki tylko utwierdziło go w przekonaniu, że rzucono na nią zaklęcie Obliviate. I na pewno Mistrz Eliksirów musiał maczać w tym palce. Nic innego nie przychodziło
Harry'emu do głowy. Jedno było pewne - kiedy tylko nadarzy się okazja, będzie
musiał zapytać o to Snape'a.
Na razie mógł odetchnąć z ulgą. Nie przyznałby się do tego, ale niewielka część
umysłu także podpowiadała mu takie rozwiązanie. Teraz, kiedy problem został
zażegnany, poczuł się tak, jakby spadł mu z serca ogromny kamień. Od tej chwili
będzie musiał być bardzo ostrożny i uważać, by Hermiona ponownie nie zaczęła
czegoś podejrzewać.
Nie tylko Hermiona i Ron przychodzili go odwiedzać. Często zjawiała się też Luna
("Przyniosłam ci zdechłą, suszoną żabę, Harry! Powieś ją na szyi - uśmierza ból i
zmęczenie!"), Neville, a nawet Ginny. Siostra Rona była nieco małomówna, ale
uśmiechnięta. Najwidoczniej złość już dawno jej minęła. Przyniosła mu naręcze
stokrotek. Harry nie miał pojęcia, skąd wzięła je o tej porze roku - był już w końcu
listopad - ale nie pytał o to. Był zadowolony, że Ginny ponownie jest dla niego miła i
cieszyło go to, że powrócił jej dobry humor. Hagrid przyniósł mu słoik swoich
twardych jak pancerze Krakwatów ciasteczek. Harry po raz pierwszy był wdzięczny
pani Pomfrey za to, że pozwoliła mu jeść tylko kleiki. Dzięki temu mógł wymigać się
od przyjęcia podarunku bez ryzyka, że pół olbrzym poczuje się urażony.
Jednak w całym tym tłumie odwiedzających go osób, brakowało mu tej jednej, na
którą czekał z największą niecierpliwością.
Snape nie przyszedł ani raz przez cały tydzień. Jakby w ogóle nie interesowało go,
jak Harry się czuje, jakby nic go to nie obchodziło. A przecież uratował mu życie...
Harry próbował odsunąć od siebie gorzkie uczucie zawodu, które kłębiło się w
jego sercu każdego dnia, w otaczającym go tłumie roześmianych przyjaciół i
zatroskanych nauczycieli. Z dnia na dzień tęsknił coraz bardziej i nic nie potrafiło
ukoić tego uczucia. Codziennie wpatrywał się w drzwi, w nadziei, że pojawi się w nich
wysoka, ciemna sylwetka, ale za każdym razem zamiast niej, pojawiało się tylko
rozczarowanie.
Kiedy nadszedł piątek i Harry'emu udało się wywalczyć wyjście ze szpitala,
jedyne, o czym potrafił myśleć, to odwiedzenie Snape'a. Ta wizyta była dla niego
priorytetem i nic nie potrafiłoby go zatrzymać. Dlatego powiedział Ronowi i
Hermionie, że będzie wolny dopiero w porze kolacji, a tak naprawdę miał wyjść nieco
wcześniej. Chciał zapewnić sobie trochę czasu bez zamęczających go przyjaciół i
kolegów.
Jego odzwyczajone od chodzenia nogi nieznacznie uginały się pod nim, kiedy
ubrany w spodnie, koszulę i sweter stanął przed lustrem, aby się sobie przyjrzeć. Z
ulgą stwierdził, że nie wygląda najgorzej. Na jego twarzy wciąż widniały niewielkie,
delikatne zadrapania, na policzku i wardze, a łuk brwiowy był zaczerwieniony. Jednak
poza tym, wyglądał całkiem dobrze jak na kogoś, kto otarł się o śmierć. Był tylko
nieco wychudzony, a jego cera miała blady, niezdrowy kolor. Cienie pod oczami nie
chciały zniknąć, pomimo tego, że naprawdę długo sypiał. Wciąż czuł się
przemęczony i wyczerpany, jakby ktoś wyssał z niego całą energię.
Odwrócił się od swojego odbicia, poszedł podziękować za wszystko pani Pomfrey
i ruszył w kierunku lochów, starając się pozostać niezauważonym. Na szczęście,
uczniowie mieli jeszcze ostatnie popołudniowe lekcje i Hogwart sprawiał wrażenie
opustoszałego.
Serce biło mu szybko, kiedy schodził do lochów. Miał wrażenie, że to stało się już
regułą. Czy kiedykolwiek będzie mógł przebywać tu bez tego nieprzyjemnego
zdenerwowania, które sprawiało, że z trudem stawiał kolejne kroki? Ale musiał go