Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
zrobi! Będzie się mógł co najwyżej... - urwał nagle, widząc, że kumple już go nie
słuchają. Szeroko rozwartymi z przerażenia oczami wpatrują się w drzwi.
Draco zawahał się. Lodowaty dreszcz przeszył jego ciało.
Wyczuwał czyjąś mroczną obecność. Obecność pełną zimnego zdecydowania i
płonącego gniewu.
Powoli odwrócił się.
W wejściu stał Severus Snape. Czarna sylwetka, wyłaniająca się z mroku, niczym
nieuchronne przeznaczenie. W ręku trzymał czarny skrawek materiału. Worek, który
zarzucili na głowę Potterowi, żeby nie mógł ich rozpoznać. Cały zakrwawiony.
Draco przełknął ślinę i spojrzał w demoniczne oczy Mistrza Eliksirów. To, co w
nich ujrzał sprawiło, że w jednej chwili pożałował wszystkiego, co zrobił. Zrozumiał,
że popełnił największy błąd swojego życia. Ale teraz było już za późno, aby to
cofnąć.
W otępiałej, obezwładniającej grozie chwili zdołał pomyśleć tylko, że nigdy nie
zapomni tego spojrzenia...
Przez mgłę przerażenia, która ogarnęła jego umysł, zobaczył wymierzoną w siebie
różdżkę i zanim zdążył zareagować, usłyszał słowa zaklęcia:
- Legilimens Evocis.
* "Whispers in the dark" by Skil et
--- rozdział 14 ---
14. Mysteries.
Getting tired, of hearing that
You're dangerous, but they won't stop
Until I leave, they won't believe
That being with you won't break my heart.
They're never gonna take me away from you
There's nothing they can do! *
Harry spadał poprzez ciemność.
Czuł pęd powietrza, ale nie miał punktu odniesienia, gdyż wszędzie wokół
panował mrok. Gęsty i lepki. Ciepły i gorzki. Cichy.
Był sam.
W oddali zamajaczyło maleńkie światełko. A wraz z nim do jego cichej ciemności
wdarły się także szepty. Początkowo ledwie słyszalne. W miarę przybliżania się
światła, stawały się coraz głośniejsze. Zlewały się ze sobą i przeradzały w szum.
Szepty w ciemności.
Poczuł chłód.
Zrozumiał, że to właśnie światło emanowało tym nieprzyjemnym zimnem.
Wyczuwał w nim ból i strach. A także ogromną wściekłość.
Nie chciał się w nim zanurzyć. Próbował się bronić, ale nie miał czego się złapać.
Unosił się w pustce.
Był już zbyt blisko. Nic nie mógł zrobić.
Wpadł w jasność.
Obraz był zniekształcony i zamazany, ale widział klęczącą przed nim jasnowłosą
kobietę. Miała spuszczoną głowę, twarz ukrywała w dłoniach, a jej ramiona drżały.
- Dlaczego? - zaszlochała, a jej głos odbił się echem w pustce. Jakby, pomimo
wszystkich widocznych kolorów i kształtów, nadal otaczała go mroczna nicość. Jakby
to wszystko było tylko ułudą.
- Nie wykonał mojego rozkazu - odpowiedział głosem obojętniejszym i
zimniejszym niż lód oraz całkowicie pozbawionym emocji. Pomimo wściekłości, którą
odczuwał w sobie niczym płonące mroźnym ogniem drzewce. Klęcząca przed nim
kobieta znaczyła dla niego mniej, niż robactwo. Najchętniej zdeptałby ją. - Zawiódł
moje zaufanie. Złamał zakaz. Wypatroszyłbym go własnymi rękoma, gdyby mój
najwierniejszy sługa nie wyręczył mnie i nie dopadł go pierwszy. Możecie być
wdzięczni, że nadal żyje.
W krąg mdłego, zimnego światła wkroczył jasnowłosy mężczyzna. Pochylił głowę.
Jego głos drżał, kiedy się odezwał:
- Wybacz mi, panie, ale... on nie wiedział, co robi. Jest jeszcze dzieckiem...
- Milcz! - miał dosyć. Ich żałosne zachowanie tylko podsycało buzującą w nim
wściekłość. Gdyby nie to, że byli mu potrzebni, pozbyłby się ich od razu. - Próbował
go zabić... Potter należy do mnie! To ja go zabiję! To ja będę pił jego krew! To ja zniszczę jego ciało! Wyssam jego moc! Odbiorę mu wszystko!
Kobieta przestała nad sobą panować. Wybuchnęła płaczem tak pełnym żalu, iż na
ten dźwięk ogarnęła go płonąca furia.
- Zabij mnie - zaszlochała. Jej głos załamał się. - Nic mnie już nie obchodzi... nie,
kiedy moje dziecko zostało w taki sposób... - urwała, jakby nie była w stanie
dokończyć i podniosła na niego oczy pełne rozpaczliwej nienawiści. - Ja już i tak
umarłam...
- Jak sobie życzysz - odezwał się obojętnym tonem i skinął dłonią na stojącą
dotychczas w cieniu postać. - Severusie...
Usłyszał krzyk jasnowłosego mężczyzny i spokojny, opanowany głos odzianej w
czerń postaci:
- Avada Kedavra.
Zamknął oczy, gdyż zalała je fala oślepiającego, zielonego światła.
Kiedy je otworzył, ponownie opadał poprzez pustą, ciepłą, bezpieczną ciemność.
Był sam.
* * *
Chciało mu się pić. Czuł się tak, jakby w ustach miał garść piasku. Kłującego i
raniącego przełyk. Z trudem oddychał. Znalazł w sobie jednak dość sił, żeby
wycharczeć:
- Pić...
W ciemności rozległ się dźwięk kroków.
- Nareszcie - szept gdzieś tuż nad nim, ale nie był w stanie otworzyć sklejonych
oczu. Poczuł, że ktoś unosi jego głowę, a w gardło wlewa mu się wilgotny,
przynoszący ukojenie chłód.
Nie wiedział, gdzie jest i co się z nim dzieje. Chciał tylko spać. Powrócić do ciepłej,
przytulnej ciemności.
- Nic już nie mów - szept zaczął się oddalać. Poczuł łagodny dotyk na czole. -
Zawiadomię wszystkich, że odzyskałeś przytomność. Teraz śpij.
Ręka gładziła delikatnie jego czoło.
Ciemność zaczęła wciągać go z powrotem w swoje ramiona.
Poddał się jej.
* * *
...ił się dzisiaj. Minęło tyle czasu. Stracił bardzo dużo krwi. Gdyby nie ty,
prawdopodobnie... - nerwowy, kobiecy szept urwał się, ale po chwili rozległ
ponownie. - To zaklęcie wymagało niezwykłej siły i mocy. Niewielu czarodziejów
potrafi je rzucić. W całej szkole prawdopodobnie tylko dyrektor... jestem pod
wrażeniem, Severusie. Gdyby cię tam nie było, udusiłby się... Uratowałeś go. Na
pewno nie chcesz na niego zerknąć? Zobaczyć, jak się miewa?
- Nie mam czasu na niańczenie uczniów, Pomfrey - niski, mroczny głos.
Pozbawiony emocji, obojętny. - Nie obchodzi mnie jego stan. Żyje i to mi wystarczy.
Dlaczego wszyscy uważają, że powinienem interesować się jego zdrowiem?
W jego świadomości coś się szarpnęło. Znał ten głos.
- W końcu jesteś jego nauczycielem, Severusie - należący do kobiety głos był
oburzony. W odpowiedzi nastąpiło tylko pogardliwe prychnięcie.
Czuł ucisk na plecach. Próbował go zidentyfikować, ale jego zmysły odmawiały
współpracy.
- Podałam mu Eliksir Bezsennego Snu. Miał jakieś koszmary, rzucał się i krzyczał.
To mogłoby pogorszyć jego stan - kontynuowała kobieta, niezrażona. - Teraz śpi, ale
wcześniej był otumaniony. Nie wiedział, gdzie jest, ani co mu się przydarzyło. Minie
trochę czasu, zanim w pełni odzyska świadomość.
Już wiedział. Ten ucisk, to musiał być materac. Leżał w łóżku.
Wraz ze zmysłami powracały także odczucia. Drżał. Miał wrażenie, że obłożono
go lodem. Było mu tak bardzo zimno...
- To świetnie - powiedział suchy głos. - Ale nie wiem, po co...
Ze ściśniętego boleśnie gardła Harry'ego wyrwał się łamliwy jęk.
Usłyszał pospieszne kroki, a po chwili poczuł chłodną dłoń na swoim czole.