Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 77
Перейти на страницу:

I wlał się wszechświat. Dorfl czuł, że chwyta go, przetacza, unosi w górę…

…i teraz golem znalazł się wewnątrz wszechświata. Czuł go wokół siebie, jego szum, jego krzątaninę, wirującą złożoność, huk…

Nie było Słów pomiędzy tobą a Nim.

Ty należałeś do Niego, On należał do ciebie.

Nie mogłeś odwrócić się do Niego plecami, bo i tam był, przed tobą.

Byłeś odpowiedzialny za każde Jego tyknięcie, każdy ruch.

Nie mogłeś powiedzieć: „Takie miałem rozkazy”. Nie mogłeś powiedzieć „To niesprawiedliwe”. Nikt nie słuchał. Nie było Słów. Byłeś swoim właścicielem.

Dorfl orbitował przez chwilę wokół dwóch jaśniejących słońc, po czym odleciał znowu.

Nie „Nie będziesz”. Powiedz: „Nie będę”.

Dorfl wirował na czerwonym niebie, aż zobaczył przed sobą ciemny otwór, który ściągał go ku sobie. Pomknął przez czerwony blask, a otwór się powiększał, przemknął po obrzeżach pola widzenia…

Golem otworzył oczy.

NIE MA WŁAŚCICIELA!

Wyprostował się płynnie i wstał. Uniósł rękę i wyciągnął palec.

Bez wysiłku wbił go w ścianę, gdzie kiedyś toczyła się dyskusja, a następnie pociągnął starannie przez pękające cegły. Stracił kilka minut, ale czuł, że trzeba to powiedzieć.

Dokończył ostatnią literę i wybił za nią rząd trzech kropek. Potem odszedł, pozostawiając za sobą trzy słowa:

NIE MA WŁAŚCICIELA…

Błękitne obłoki dymu z cygar przesłaniały sufit palarni.

— A tak, kapitan Marchewa… — mówił fotel. — Rzeczywiście. Ale… czy to właściwy człowiek?

— Ma takie znamię w kształcie korony. Widziałem. — Nobby starał się pomóc.

— Ale jego pochodzenie…

— Wychowały go krasnoludy. — Nobby skinął kieliszkiem na kelnera. — Jeszcze raz to samo, szefie.

— Nie wydaje mi się, żeby krasnoludy mogły zagwarantować wychowanie na wysokim poziomie — zauważył inny fotel. Inne zaśmiały się dyskretnie.

— Plotki i folklor — mruknął ktoś.

— To bardzo duże, ruchliwe, a przede wszystkim skomplikowane miasto. Obawiam się, że sam miecz i znamię nie dowodzą należnych kwalifikacji. Potrzebny nam król z rodu przyzwyczajonego do rozkazywania.

— Jak twój, panie.

Rozległ się odgłos ssania i siorbania — to Nobby zaatakował nową porcję brandy.

— Jasne, że jestem przyzwyczajony do rozkazywania — przyznał, opuszczając kieliszek. — Wiecznie mi ktoś rozkazuje.

— Potrzebny nam król, który uzyska poparcie wielkich rodów oraz najważniejszych gildii.

— Ludzie lubią Marchewę — przypomniał Nobby.

— Och, ludzie…

— Zresztą kto tam weźmie tę posadę, musi coś zrobić z robotą — stwierdził Nobby. — Ten Vetinari ciągle tylko przekłada papiery. Co to za zabawa? Co za życie, siedzieć tak po całych dniach, martwić się, ani chwili nie mieć dla siebie? — Wyciągnął rękę z pustym kieliszkiem. — Jeszcze raz to samo, kolego. Ale tym razem dolej do pełna. Po co komu taki wielki kieliszek, a w nim tylko trochę nachlupane na dnie?

— Wielu woli rozkoszować się bukietem — powiedział cicho wstrząśnięty fotel. — Lubią wąchać trunek.

Nobby przyjrzał się kieliszkowi przekrwionymi oczami człowieka, który słyszał plotki o tym, co wyczyniają wyższe sfery.

— Nie — uznał. — Ja dalej będę go sobie wlewał do gardła, jeśli wam to nie przeszkadza.

— Gdybyśmy mogli przejść do rzeczy — wtrącił niecierpliwie kolejny fotel. — Król nie będzie musiał całego swego czasu poświęcać na rządzenie miastem. Będzie miał odpowiednich ludzi, którzy się tym zajmą. Doradców. Ministrów. Osoby z doświadczeniem.

— No to co będzie musiał robić? — zdziwił się Nobby.

— Będzie musiał królować — wyjaśnił fotel.

— Machać do tłumów.

— Zasiadać na bankietach.

— Podpisywać pisma.

— W obrzydliwy sposób żłopać dobrą brandy.

— Królować!

— Wydaje się, że to niezła fucha — uznał Nobby. — Niektórym by pasowała, nie?

— Oczywiście, król musi być taką osobą, która rozpozna aluzję, jeśli ta spadnie mu na głowę z dużej wysokości — powiedział ktoś ostrym tonem, ale inne fotele szybko go uciszyły.

Nobby po kilku próbach odnalazł własne usta i zaciągnął się cygarem.

— Zdaje mi się… — powiedział. — Mi się zdaje… że powinniście znaleźć kogoś z jaśniepaństwa, kto ma akurat dużo wolnego czasu, i powiedzieć: „Ej, to twój szczęśliwy dzień. Pokaż no, jak machasz tą ręką”.

— Aha! To znakomity pomysł. Czy jakieś konkretne nazwisko przyszło ci na myśl, panie? Może jeszcze kropelkę brandy?

— No, dzięki, prawdziwy z ciebie łaskawca. Ale i ze mnie też, nie? Zgadza się, sługusie, lej do krawędzi. Nie, jakoś nie wiem, kto by tu pasował.

— Bowiem my, panie, myśleliśmy, żeby zaproponować koronę właśnie tobie…

Nobby wytrzeszczył oczy. A potem wydął policzki.

Prychanie dobrą brandy w pokoju nie jest najlepszym pomysłem, zwłaszcza kiedy na drodze znajduje się zapalone cygaro. Płomień trafił w ścianę, gdzie pozostawił doskonałą chryzantemę przypalonej boazerii. Jednocześnie, zgodnie z fundamentalną zasadą fizyki, fotel Nobby’ego z piskiem odjechał na kółkach w tył i huknął o drzwi.

— Król? — Nobby zakrztusił się, a potem musieli klepać go po plecach, żeby odzyskał oddech. — Król? — wychrypiał. — Żeby pan Vimes odrąbał mi głowę?

— Cała brandy, jaką tylko zdołasz wypić, panie — kusił czyjś głos.

— Nic mi z tego, jeśli nie będę miał gardła, żeby ją tam wlewać!

— O czym ty gadasz?

— Pan Vimes dostanie szału! Jak nic!

— Wielkie nieba, człowieku…

— Panie — poprawił ktoś.

— Panie, chciałem powiedzieć. Kiedy zostaniesz królem, to ty będziesz mówił temu nieszczęsnemu sir Samuelowi, co ma robić. Ty będziesz, jak byś to pewnie określił, „szefem”. Możesz…

— Mówić Kamiennej Gębie, co ma robić?

— Zgadza się!

— Będę królem i będę rozkazywał Kamiennej Gębie? — upewnił się Nobby.

— Tak!

Kapral wbił spojrzenie w kłęby dymu.

— Dostałby szału!

— Posłuchaj no, mały, głupi człowieczku…

— Panie!

— Mały głupi panie, jeśli zechcesz, możesz go posłać na szafot.

— Tego bym nie mógł.

— Dlaczego nie?

— Bo dostałby szału!

— Ten człowiek nazywa siebie przedstawicielem prawa, a jakiego prawa przestrzega? Skąd się bierze to jego prawo?

— Nie wiem! — jęknął Nobby. — Mówi, że przesiąka mu przez buty!

Rozejrzał się. Cienie wśród dymu zdawały się go okrążać.

— Nie mogę być królem! Stary Vimes dostanie szału!

— Czy mógłbyś przestać to powtarzać?

Nobby szarpnął za kołnierzyk.

— Trochę tu gorąco i duszno od dymu — wymamrotał. — Gdzie jest okno?

— Tam…

Fotel się zakołysał. Nobby trafił w szybę hełmem naprzód, wylądował na dachu jakiejś karocy, odbił się i odbiegł w ciemność, starając się uciec przed przeznaczeniem w ogólności, w szczególności zaś przed osiami powozów.

Cheri Tyłeczek wkroczyła do pałacowych kuchni i wystrzeliła z kuszy w sufit.

— Nie ruszać się! — wrzasnęła.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)