Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]
Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]

Электронная книга - «Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]». Краткое содержание книги:

Młodej konserwatorce dzieł sztuki powierzono zadanie odrestaurowania obrazu flamandzkiego mistrza z XV wieku, przedstawiającego dwóch mężczyzn grających w szachy oraz kobietę. Podczas pracy Julia odkrywa ukryty pod warstwą farby napis po łacinie, który można przetłumaczyć na dwa sposoby: Kto zabił rycerza lub Kto zbił skoczka. Zaintrygowana, informuje o swoim odkryciu kilkoro przyjaciół. Zwraca się też do swego byłego kochanka – historyka sztuki z prośbą o informacje na temat malarza i sportretowanych przez niego osób. Kluczem do zagadki okazuje się układ figur na namalowanej szachownicy. Wciągnięty do współpracy wybitny szachista rekonstruuje ostatnie posunięcia w grze z obrazu i odkrywa tajemnicę zbrodni popełnionej przed wiekami. Ale wówczas zaczynają ginąć osoby z otoczenia Julii powiązane ze sprawą flamandzkiego malowidła. Tajemniczy morderca podejmuje niedokończoną partię sprzed 500 lat i zbija kolejne figury.
Pérez-Reverte po raz kolejny dowodzi swojej pomysłowości i erudycji. Szachownica flamandzka to powieść detektywistyczna, w której dochodzenie prowadzone jest na kilku płaszczyznach; to jak rozwiązywanie łamigłówki wymagające dobrej znajomości sztuki, szachów i psychologii. Ale tym razem autor chyba przekombinował. Fabuła jest nazbyt wymyślna i skomplikowana, za to bohaterowie nie dość przekonujący, aby uwiarygodnić tę historię. Zainteresowały mnie dzieje obrazu i postaci na nim przedstawionych, ale jakoś nie potrafiłam się przejąć niebezpieczeństwem grożącym Julii i jej przyjaciołom.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 83
Перейти на страницу:

– Nie przeczy to faktowi, że w praktyce kobiety mają nienadzwyczajne wyniki jako szachistki… Dam pani przykład: w Rosji, gdzie szachy są narodową rozrywką, tylko jednej kobiecie. Wierze Mienczik, udało się dorównać największym mistrzom.

– Z czego to wynika?

– Może z tego, że szachy wymagają zbyt dużej obojętności na świat zewnętrzny. – Zatrzymał się i popatrzył na Julię. – A jaka jest ta Lola Belmonte?

Dziewczyna zamyśliła się.

– Nie wiem, jak ją określić. Antypatyczna. Być może despotka… Agresywna. Szkoda, że nie było jej w domu, jak poszliśmy tam obydwoje.

Stali koło cembrowiny kamiennej fontanny, zwieńczonej niewyraźną sylwetką posągu, który groźnie pochylał się ku nim we mgle. Muńoz przygładził włosy do tyłu, spojrzał na zmoczoną dłoń i wytarł ją o płaszcz.

– Agresja, uzewnętrzniona albo wewnętrzna, charakteryzuje wielu graczy – uśmiechnął się zdawkowo, nie precyzując, czy ta definicja obejmuje także jego. – Szachistę zazwyczaj utożsamia się z człowiekiem osaczonym, w jakiś sposób uciskanym… Atak na króla, czyli sens gry, zamach na władcę, byłby więc formą wyzwolenia się z tego stanu. Widziana z takiej perspektywy gra może zainteresować kobietę… – przez usta Muńoza znów przebiegł słaby uśmiech. – Podczas rozgrywki ludzie wokół wydają się bardzo malutcy.

– A poprzez ruchy naszego przeciwnika odkrył pan u niego podobną cechę?

– To niełatwe pytanie. Mam za mało danych. Za mało ruchów. Na przykład: kobiety wykazują często predylekcję do gry gońcami – wchodząc w szczegóły, Muńoz wyraźnie się ożywiał. -…Nie znam przyczyn, dla których tak się dzieje, ale być może ta figura, poruszająca się bardzo w głąb szachownicy i po przekątnej, ma najbardziej żeński charakter ze wszystkich. – Machnął ręką, jakby sam nie przywiązywał specjalnej wagi do tego, co mówił, i chciał wymazać własne słowa. – Na razie jednak czarne gońce nie odgrywają w naszej partii ważnej roli… Jak pani widzi, mamy mnóstwo pięknych teorii, które do niczego nie służą… Stoimy przed problemem podobnym do tego na szachownicy: jesteśmy w stanie sformułować hipotezy, domysły, ale bez dotykania bierek.

– A zdradzi mi pan którąś hipotezę…? Czasem mam wrażenie, że doszedł pan do jakichś wniosków, ale nie chce ich nam pan wyjawić.

Muńoz przechylił głowę, jak zwykle, gdy miał się zmierzyć z trudnym zagadnieniem.

– To skomplikowana sprawa – odparł po krótkim wahaniu. – Mam w głowie parę koncepcji, ale stoję przed problemem, o którym właśnie pani powiedziałem… W szachach nie ma sposobu, żeby coś udowodnić, dopóki nie zrobi się ruchu, a wtedy już za późno na korektę.

Ruszyli dalej, mijając z jednej strony kamienne ławki, z drugiej zamazane we mgle ogrodzenia. Julia westchnęła cicho.

– Gdyby ktoś mi powiedział, że będę iść śladem mordercy po szachownicy, uznałabym, że oszalał. Do imentu.

– Już mówiłem pani, że szachy mają dużo wspólnego z dochodzeniem policyjnym. – Muńoz znowu machnął dłonią w powietrzu, jakby przesuwał figurę po planszy. – Jeszcze przed Conan Doyle'em ma pani metodę analityczną Dupina, u Poe.

– Edgara Allana Poe…? Nie uwierzę, że on też grał w szachy.

– Byt wielbicielem szachów. Najsłynniejszą anegdotą jest jego śledztwo w sprawie tak zwanego Gracza Maelzela, który prawie nigdy nie przegrał partii… Poe poświęcił mu esej napisany w tysiąc osiemset trzydziestym którymś. Żeby rozwikłać jego zagadkę, przeprowadził szesnaście wariantów analitycznych, by wreszcie dojść, że wewnątrz automatu musi znajdować się ukryty człowiek.

– I to samo pan robi? Szuka ukrytego człowieka?

– Próbuję, ale to niczego nie gwarantuje. Nie jestem Allanem Poe…

– Oby się panu udało, to leży w moim interesie… Pan jest moją ostatnią nadzieją.

Muńoz poruszył ramionami i milczał przez chwilę.

– Nie chciałbym, żeby się pani za bardzo łudziła – rzekł, przeszedłszy kilka kroków. – Kiedy zaczynałem grać w szachy, były takie momenty, w których sądziłem, że nie przegram żadnej partii… I nagle, w samym środku euforii, padałem pokonany i dopiero klęska pozwalała mi znów stanąć twardo na ziemi – przymknął oczy, jakby czaił się na kogoś we mgle. – Okazuje się, że każdy znajdzie lepszego od siebie przeciwnika. Dlatego dobrze jest trwać w zdrowej niepewności.

– Mnie ta niepewność wykańcza.

– Ma pani powody, by tak to odczuwać. Przystępując do partii, szachista wie, że walka będzie bezkrwawa. Pociesza się, że to w końcu tylko gra… Pani przypadek jest inny.

– A pan…? Uważa pan, że on domyśla się pańskiej roli w tej historii?

Muńoz zrobił wymijającą minę.

– Nie mam pojęcia, czy on wie, kim jestem. Ale jest pewien, że ktoś potrafi odczytać jego posunięcia. W innym razie gra nie miałaby sensu.

– Chyba powinniśmy odwiedzić Lolę Belmonte.

– Zgoda.

Julia spojrzała na zegarek.

– Jesteśmy blisko mojego domu, więc najpierw zapraszam pana na kawę. Jest u mnie Menchu, pewnie już wstała. Ma problemy.

– Poważne?

– Na to wygląda. Wczoraj w nocy zachowywała się nad wyraz dziwnie. Chciałabym, żeby pan ją poznał – zamyśliła się z niewesołą miną. – Zwłaszcza teraz.

Przeszli na drugą stronę alei. Samochody jechały powoli, oślepiając ich światłami.

– Jeśli to Lola Belmonte zorganizowała cały ten horror – rzekła Julia nagle – to ją zamorduję tymi rękami…

Muńoz popatrzył na nią zaskoczony.

– Założywszy, że teoria o agresywności jest słuszna – powiedział, a Julia stwierdziła, że spogląda na nią z nieznanym jej dotychczas, pełnym zainteresowania szacunkiem – to byłaby z pani znakomita szachistka, o ile chciałaby pani poświęcić się szachom.

– Już zaczęłam – odparła, patrząc z niechęcią na otaczające ją mętne, mgliste cienie. – Od jakiegoś czasu gram w szachy. I za cholerę mnie to nie bawi.

Wsunęła klucz w potężny zamek i przekręciła go dwukrotnie. Muńoz czekał obok na podeście. Składał na ramieniu płaszcz, który właśnie zdjął.

– Wszystko jest rozbebeszone – powiedziała. – Rano nie miałam czasu posprzątać…

– Nie ma znaczenia. Najważniejsza jest kawa.

Julia weszła do pracowni, położyła torebkę na krześle i rozsunęła żaluzje w lukarnie. Mglista jasność dnia napłynęła do środka, oblewając wnętrze szarym światłem, niezdolnym rozgonić cieni z najdalszych zakątków mieszkania.

– Za ciemno – powiedziała i podeszła do kontaktu lampy. W tym momencie zobaczyła zdziwienie w oczach Muńoza i w nagłej panice pobiegła wzrokiem za jego spojrzeniem.

– Gdzie postawiła pani obraz? – spytał szachista. Nie odpowiedziała. Głęboko w niej coś pękło. Wpatrywała się nieruchomo, szeroko otwartymi oczyma, w puste sztalugi.

– Menchu – wymamrotała po chwili, czując, że wszystko się w niej wywraca. – Zapowiadała mi to wczoraj w nocy, u ja, jak ta głupia, nie zwróciłam uwagi…!

Żołądek skurczył się jej w odruchu potwornych mdłości, w ustach poczuła gorzką żółć. Spojrzała nieprzytomnie na Muńoza i, nie mogąc się dłużej powstrzymać, popędziła do łazienki. W przedpokoju opadły z niej siły, stanęła, oparła się o futrynę drzwi do sypialni. I wtedy zobaczyła Menchu. Leżała na podłodze u nóg łóżka, twarzą do góry, a chustkę, którą została uduszona, jeszcze miała zawiązaną wokół szyi. Sprawca podciągnął jej groteskowo spódnicę aż do pasa, a między nogi wbił szyjkę butelki.

XII. Hetman, skoczek, goniec

Ja nie gram martwymi białymi i czarnymi

bierkami. Gram istotami ludzkimi z krwi i kości.

Emanuel Lasker

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)