Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]
Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]

Электронная книга - «Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]». Краткое содержание книги:

Młodej konserwatorce dzieł sztuki powierzono zadanie odrestaurowania obrazu flamandzkiego mistrza z XV wieku, przedstawiającego dwóch mężczyzn grających w szachy oraz kobietę. Podczas pracy Julia odkrywa ukryty pod warstwą farby napis po łacinie, który można przetłumaczyć na dwa sposoby: Kto zabił rycerza lub Kto zbił skoczka. Zaintrygowana, informuje o swoim odkryciu kilkoro przyjaciół. Zwraca się też do swego byłego kochanka – historyka sztuki z prośbą o informacje na temat malarza i sportretowanych przez niego osób. Kluczem do zagadki okazuje się układ figur na namalowanej szachownicy. Wciągnięty do współpracy wybitny szachista rekonstruuje ostatnie posunięcia w grze z obrazu i odkrywa tajemnicę zbrodni popełnionej przed wiekami. Ale wówczas zaczynają ginąć osoby z otoczenia Julii powiązane ze sprawą flamandzkiego malowidła. Tajemniczy morderca podejmuje niedokończoną partię sprzed 500 lat i zbija kolejne figury.
Pérez-Reverte po raz kolejny dowodzi swojej pomysłowości i erudycji. Szachownica flamandzka to powieść detektywistyczna, w której dochodzenie prowadzone jest na kilku płaszczyznach; to jak rozwiązywanie łamigłówki wymagające dobrej znajomości sztuki, szachów i psychologii. Ale tym razem autor chyba przekombinował. Fabuła jest nazbyt wymyślna i skomplikowana, za to bohaterowie nie dość przekonujący, aby uwiarygodnić tę historię. Zainteresowały mnie dzieje obrazu i postaci na nim przedstawionych, ale jakoś nie potrafiłam się przejąć niebezpieczeństwem grożącym Julii i jej przyjaciołom.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 83
Перейти на страницу:

Zgodnie z poleceniem sędziego śledczego ciało denatki można było zabrać dopiero o siódmej, kiedy na dworze zrobiło się ciemno. Przez całe popołudnie po mieszkaniu kręcili się w tę i we w tę policjanci i funkcjonariusze sądu okręgowego, uwijający się w sypialni i przedpokoju w błyskach fleszy. W końcu wynieśli Menchu na noszach, w plastikowej białej torbie zasuniętej na zamek. Została tylko jej kredowa sylwetka na podłodze, obojętną ręką narysowana przez jednego z inspektorów, których uzbrojona Julia przyłapała w niebieskim fordzie na Rastro.

Nadinspektor Feijoo wyszedł na ostatku, ale przedtem jeszcze przez prawie godzinę uzupełniał zeznania, jakie złożyli wcześniej Julia i Muńoz, a także Cesar, który zjawił się natychmiast po ich telefonie. Policjant, który nigdy w życiu nie miał w ręku szachów, był wyraźnie skonsternowany. Spoglądał na Muńoza jak na raroga, nieufnie przyjmując jego techniczne objaśnienia, tylko co chwila popatrywał na Cesara i Julię, jakby zastanawiał się może, czy we trójkę nie robią z niego gigantycznego wala.

Na przemian notował, dotykał węzła krawata i sięgał do kieszeni, by rzucić tępym wzrokiem na tekturową karteczkę, znalezioną koło ciała Menchu. Widniały na niej zapisane na maszynie znaki, które Muńoz podjął się mu wytłumaczyć, ale policjanta zaczęła od tego tylko potwornie boleć głowa. Naprawdę interesowała go tu jedna rzecz: czego dotyczyła kłótnia, jaką stoczyła poprzedniego wieczoru właścicielka galerii ze swoim narzeczonym. Albowiem – jak wynikało z raportu przedstawionego po południu przez wysłanych na miejsce funkcjonariuszy Maximo Olmedilla Sanchez, kawaler, lat dwadzieścia osiem, z zawodu model pracujący w reklamie, przebywał w miejscu nieznanym. Dla wyjaśnienia: dwóch świadków, taksówkarz i odźwierny sąsiedniej posesji, rozpoznało go z rysopisu jako młodego mężczyznę, który opuszczał bramę domu Julii między dwunastą a dwunastą piętnaście w południe. Natomiast według wstępnego rozpoznania lekarza sądowego Carmen Roch po otrzymaniu śmiertelnego ciosu w tylną część czaszki została uduszona przez osobę stojącą z przodu, pomiędzy jedenastą a dwunastą. Butelkę tkwiącą między nogami (trzy czwarte litra dżinu Beefeater, prawie nie ruszone), do której Feijoo powracał z niemiłosiernym uporem – w ramach odwetu za szachową kołomyję, zafundowaną mu przez trójkę rozmówców – sam był skłonny uznać za ważny dowód, bo w grę całkiem prawdopodobnie mogła wchodzić zbrodnia w afekcie. Przecież denatka – tu zmarszczył czoło z wypisaną na twarzy mądrością ludową, że niby kto mieczem wojuje… według zgodnych wyjaśnień, złożonych przez samą Julię i don Cesara, nie należała do osób o nieposzlakowanej moralności. Co zaś do związku tej sprawy ze śmiercią profesora Ortegi, mieli do czynienia z oczywistym łącznikiem w postaci zniknięcia obrazu. Feijoo rzucił jeszcze kilka uwag, wysłuchał odpowiedzi Julii, Mimoza i Cesara na kolejne pytania, po czym pożegnał się, prosząc, żeby stawili się nazajutrz rano w komisariacie.

– A pani, panienko, może już się nie bać – zatrzymał się w progu i popatrzył na Julię z miną stróża prawa, który panuje nad sytuacja. – Już wiemy, kogo mamy szukać. Dobranoc.

Zamknąwszy za nim, Julia oparła się plecami o drzwi i spojrzała na przyjaciół. Jej spokojne już oczy były mocno podkrążone – dużo tego dnia płakała z rozpaczy i wściekłości, że jest tak bezradna. Najpierw, przy Muńozie, po cichu, zaraz po odkryciu ciała Menchu. Potem, kiedy zjawił się wyraźnie oniemiały i przerażony okropną nowiną Cesar, objęła go rękami jak mała dziewczynka i, wpijając się w jego ubranie, wybuchła głośnym szlochem. Nie mogła już dłużej nad sobą zapanować. Szeptane jej na ucho przez antykwariusza słowa pociechy na nic się nie zdawały. Do takiego stanu doprowadziła ją nie tylko śmierć przyjaciółki, ale – jak wyznała dławiąc się strumieniami łez, które paliły jej policzki – nieznośne napięcie ostatnich dni i upokarzająca świadomość, że morderca zupełnie bezkarnie gra ich losami, wiedząc, że są na jego łasce.

Przesłuchanie odniosło w każdym razie jeden pozytywny skutek: przywołało ją do rzeczywistości. Niebotyczna tępota, z jaką Feijoo nie dopuszczał do siebie rzeczy oczywistych, zakłamanie, z jakim potakiwał podawanym przez ich troje informacjom, kompletnie nic nie pojmując – te fakty uzmysłowiły jej, że ze strony policji nie powinna liczyć na zbyt wiele. Po telefonie od funkcjonariusza wysłanego do Maxa i po zeznaniach dwóch świadków Feijoo, bezmyślnie jak typowy gliniarz, doszedł do następującego wniosku: najprostszy motyw jest motywem najbardziej prawdopodobnym. Zgoda, całkiem ciekawa ta historyjka z szachami. Na pewno pozwoli uzupełnić kilka szczegółów. Natomiast jeśli chodzi o sedno sprawy, to trzeba ją traktować raczej anegdotycznie… Kluczem jest butelka. Patologia znana z dziejów kryminalistyki. Bo wbrew temu, co się czytuje w powieściach kryminalnych, panienko, pozory nigdy nie mylą.

– No to teraz nie ma wątpliwości – powiedziała Julia. Na schodach jeszcze słychać było kroki Feijoo. – Alvaro został zamordowany, podobnie jak Menchu. Ktoś od dawna ukrywał się za obrazem.

Koło stołu stał Muńoz, z rękami w kieszeniach marynarki, i wpatrywał się w papier, na którym tuż po odejściu nadinspektora zapisał treść karteczki, znalezionej koło trupa. Cesar siedział na sofie, na której Menchu spędziła ostatnią noc, i osłupiały gapił się na puste sztalugi. Słysząc stówa Julii, pokręcił głową.

– To nie był Max – powiedział po krótkim zastanowieniu. – To całkowicie wykluczone, żeby ten bałwan potrafił wszystko zorganizować.

– Ale był tutaj. Przynajmniej na klatce.

Antykwariusz skulił się w sobie wobec tego dowodu, ale nie wyglądał na przekonanego.

– W takim razie ktoś jest z nim w zmowie… Jeżeli Max był, nazwijmy to, ślepym mieczem, do kogoś innego musiała należeć ręka. – Uniósł powoli dłoń i palcem wskazującym puknął się w czoło. – Do kogoś, kto jest tu mózgiem.

– Do tajemniczego szachisty. Który wygrał partię.

– Jeszcze nie – odezwał się Muńoz ku ich zaskoczeniu.

– Ma obraz – wyjaśniła Julia. – Jeśli to nie oznacza zwycięstwa…

Szachista podniósł wzrok znad notatki leżącej na stole. W jego oczach można było dostrzec podziw i fascynację, a rozszerzone źrenice zdawały się widzieć gdzieś dalej, poza czterema ścianami pokoju, w świecie trudnych kombinacji, jakiś wzór matematyczny.

– Z obrazem czy bez obrazu, partia będzie się toczyć dalej – powiedział i pokazał im kartkę:

…H:W

He7 (?) – Hb3+

Kd4 (?) – b7:c6

– Tym razem – dodał – zabójca nie proponuje jednego ruchu, ale trzy. – Podszedł do płaszcza przewieszonego przez oparcie krzesła i wyciągnął składane szachy. – Pierwszy jest ewidentny: H:W, czarny hetman bije białą wieżę… Menchu Roch została zamordowana właśnie w ramach tej symboliki, wedle której pani znajomy Alvaro, a na obrazie Roger d'Arras, byli białymi skoczkami – nie przerywając mówienia, ustawiał sytuację na planszy. – Czarny hetman zbił więc do tej pory w naszej partii tylko dwie figury. W wymiarze praktycznym – zerknął na Cesara i Julię, którzy podeszli do szachownicy – tym dwóm zbitym figurom odpowiadają dwa morderstwa… Nasz przeciwnik utożsamia się z czarną królową, czyli hetmanem. Kiedy inna czarna bierka bije, jak zdarzyło się dwa posunięcia temu, gdy straciliśmy pierwszą wieżę, nic szczególnego się nie wydarzyło. Przynajmniej o ile wiemy. Julia pokazała na papier.

– Dlaczego postawił pan znaki zapytania przy dwóch kolejnych ruchach białych?

– Ja ich nie postawiłem. Były na bileciku. Morderca przewiduje nasze kolejne ruchy. Mam wrażenie, że jest to forma zaproszenia, żebyśmy je wykonali… “Jeśli wy zrobicie tak, ja zrobię tak”, mówi do nas. W ten sposób – przesunął kilka bierek – sytuacja wygląda następująco:

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)