Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]
- Автор: Перес-Реверте Артуро
- Язык: польский
- Переводчик: Filip Lobodzinski
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]». Краткое содержание книги:
Pérez-Reverte po raz kolejny dowodzi swojej pomysłowości i erudycji. Szachownica flamandzka to powieść detektywistyczna, w której dochodzenie prowadzone jest na kilku płaszczyznach; to jak rozwiązywanie łamigłówki wymagające dobrej znajomości sztuki, szachów i psychologii. Ale tym razem autor chyba przekombinował. Fabuła jest nazbyt wymyślna i skomplikowana, za to bohaterowie nie dość przekonujący, aby uwiarygodnić tę historię. Zainteresowały mnie dzieje obrazu i postaci na nim przedstawionych, ale jakoś nie potrafiłam się przejąć niebezpieczeństwem grożącym Julii i jej przyjaciołom.
– … Jak państwo widzą, zaszły poważne zmiany. Po zbiciu naszej wieży na b2 czarne przewidziały, że zdecydujemy się na posunięcie optymalne, przesuwając naszego hetmana z pola e1 na e7. Zyskujemy w ten sposób pewną przewagę: powstaje przekątna linia ataku na czarnego króla, i tak już mocno osaczonego wobec sąsiedztwa białego skoczka, gońca i pionów… Uznawszy, że zagramy tak, jak właśnie zagraliśmy, czarny hetman przechodzi z b2 na b3, żeby wesprzeć kontrgrą swojego króla i zaszachować białego, na co my nie mamy innego ratunku, jak tylko, co zresztą czynimy, uciec królem na sąsiednie pole, z c4 na d4, poza zasięg hetmana…
– To już trzeci szach, jakiego nam daje – zauważył Cesar.
– Tak. Można to rozumieć rozmaicie… Na przykład: do trzech razy sztuka, i za trzecim razem morderca kradnie obraz. Chyba zaczynam go powoli poznawać. Także jego szczególne poczucie humoru.
– A co teraz? – zapytała Julia.
– Teraz ofiarowujemy czarnym białego piona z c6, bije go czarny pion, który stał na polu b7. To posunięcie osłania czarny skoczek z b8… Potem następuje nasza kolej, ale przeciwnik niczego nam dalej na kartce nie sugeruje… Może mówi w ten sposób, że odpowiedzialność za następne nasze posunięcia spada już wyłącznie na nas.
– I co my zrobimy? – zainteresował się Cesar.
– Jest tylko jedna korzystna opcja: grać dalej białym hetmanem. – Tu szachista spojrzał na Julię. – Ale to także oznacza, że ryzykujemy jego utratę.
Julia wzruszyła ramionami. Pragnęła tylko dotrwać do końca, niezależnie od ryzyka.
– No to jedziemy z tą królową.
Cesar założył ręce za siebie i pochylił się nad szachownicą, jakby to była sztuka starej porcelany niewiadomej wartości, którą chciał ocenić.
– Ten biały skoczek na b1 też nie najlepiej wygląda – rzekł cicho do Muńoza. – Nie sądzi pan?
– Owszem. Wątpię, żeby czarne na długo darowały mu życie. Stwarza potencjalne zagrożenie na tyłach i stanowi doskonałe wsparcie przy ataku białego hetmana… Podobnie zresztą jak biały goniec na d3. Obydwie te figury plus hetman mają kluczowe znaczenie.
Mężczyźni popatrzyli na siebie w milczeniu i Julia dostrzegła coś, czego przedtem między nimi nie było: silną nić sympatii. Przypominali połączonych straceńczą solidarnością dwóch Spartan pod Termopilami, którzy łowią z oddali dźwięki zbliżających się perskich wozów bojowych.
– Wiele bym dał, żeby wiedzieć, którą figurą jest każde z nas… – oznajmił Cesar, unosząc brew. Na jego ustach zakwitł blady uśmiech. – Prawdę mówiąc, nie chciałbym wystąpić w roli tego konika.
Muńoz uniósł palec.
– Niech pan pamięta, skoczek to naprawdę rycerz: knight. Przy takim rozumieniu hańba znika.
– Nie chodzi mi o rozumienie słów. – Cesar przyglądał me figurze z zaniepokojeniem. – Ten konik, rycerz czy jakkolwiek go nazwiemy, ma wyrok wypisany na pysku.
– Jestem tego samego zdania.
– Pan nim jest czy ja?
– Nie mam pojęcia.
– Wyznam panu, że wolałbym wcielić się w gońca.
Muńoz przechylił głowę zamyślony, nie odrywając wzroku od szachownicy.
– Ja też. Jest zdecydowanie mniej zagrożony niż skoczek.
– Właśnie o tym mówię, mój drogi.
– Życzę więc panu szczęścia.
– Nawzajem. A ostatni gasi światło.
Nastała dłuższa cisza. Wreszcie Julia postanowiła ja przerwać.
– Skoro teraz jest nasza kolej, jaki zrobimy ruch…? Wspominał pan o białej królowej…
Szachista niedbale rzucił okiem na planszę. Już dawno przeanalizował każdą możliwość.
– Początkowo zamierzałem zbić czarnego piona na c6 naszym pionem z d5, ale to by naszemu przeciwnikowi dało za dużo swobody… Dlatego przesuniemy naszego hetmana z e7 na pole e4. W ten sposób, wycofując króla w kolejnym ruchu, możemy dać szacha czarnemu królowi. Pierwszego szacha z naszej strony.
Tym razem to Cesar ujął w palce białego hetmana i postawił go na wskazanym polu, w sąsiedztwie króla. Julia widziała, że mimo wielkiego wysiłku, jaki antykwariusz włożył w zachowanie spokoju, jego dłoń lekko drżała. – Oto nasza sytuacja – skinął głową Muńoz. Wszyscy troje patrzyli na szachownicę.
– A co on teraz zrobi? – spytała Julia. Muńoz skrzyżował ręce, nie odrywając wzroku od planszy. Kiedy po jakimś czasie przemówił, od razu wiedziała, że wcale nie zastanawiał się nad kolejnym ruchem, tylko nad tym, czy powinien mówić o nim głośno.
– Ma parę wariantów – rzeki wymijająco. – Niektóre są bardziej interesujące, inne mniej… Są też bardziej niebezpieczne. Począwszy od tego momentu, ewentualny przebieg partii rozgałęzia się jak drzewo. Istnieją co najmniej cztery możliwości. Część z nich wciągnie nas w długą i skomplikowaną grę, co być może jest jego zamiarem… Reszta prowadzi do rozstrzygnięcia w czterech, pięciu ruchach.
– A jak będzie pana zdaniem? – zapytał Cesar.
– Chwilowo zachowam je dla siebie. Grają czarne. Zgarnął bierki, zamknął szachownicę i wsunął ją do kieszeni płaszcza. Julia patrzyła nań z zaciekawieniem.
– Dziwne to, co pan powiedział… Mówiąc o tym, że zaczyna go pan poznawać, wspomniał pan o jego poczuciu humoru… Naprawdę widzi tu pan jakiś dowcip?
Szachista nie odpowiedział od razu.
– Można by to nazwać poczuciem humoru, ironią, może jeszcze inaczej… – rzekł wreszcie. – Ale nie ulega kwestii, że nasz wróg lubi grę słów. – Położył dłoń na kartce leżącej na stole. – Jest tu coś, czego może państwo nie zauważyli… Morderca, pisząc “H:W”, wiąże śmierć państwa znajomej z wieżą zbitą przez czarnego hetmana. Panna Menchu miała na nazwisko Roch, prawda? To słowo można tłumaczyć jako “skała”, ale także jako ruk, czyli po persku “rydwan”. W szachach zaś terminem “roch” bądź “ruk” dawniej określano wieżę.
– Policja była tu rano – Lola Belmonte patrzyła na Julię i Muńoza tak kwaśno, jakby obarczała ich bezpośrednią odpowiedzialnością za wszystko, co się stało. – Było to coś… – szukała bezskutecznie słowa, wreszcie spojrzała na męża w nadziei na pomoc z jego strony.
– Bardzo nieprzyjemnego – dokończył Alfonso i dalej bezczelnie kontemplował zarys piersi Julii. Nie ulegało wątpliwości, że bez względu na to, czy policja była, czy nie, i tak dopiero co wyszedł z łóżka. Mieli przed sobą utracjusza z krwi i kości, co podkreślały podkrążone napuchnięte oczy.
– Mało powiedziane – koścista Lola Belmonte wreszcie znalazła odpowiednie określenie i poprawiła się na krześle.
– Było to coś haniebnego: czy znają państwo Iksa, Igreka… Można by pomyśleć, że jesteśmy jakimiś przestępcami.
– A przecież nie jesteśmy – dodał z cyniczną powagą mąż.
– Nie gadaj idiotyzmów. – Lola Belmonte posłała mu cierpkie spojrzenie. – Mówimy serio.
Alfonso zaśmiał się przez zęby.
– Raczej tracimy czas. Fakty są takie, że obraz się ulotnił, a z nim nasze pieniądze.
– Moje pieniądze, Alfonso – wtrącił się z wózka stary Belmonte. – Jeśli wolno.
– Tak tylko mi się powiedziało, stryjku Manolo.
– No to wyrażaj się właściwie.
Julia zamieszała łyżeczką kawę w filiżance. Była ciekawa, czy bratanica gospodarza specjalnie podała jej zimną. Przyjechali tuż przed dwunastą bez zapowiedzi, pod pretekstem powiadomienia rodziny Belmonte o najnowszych wydarzeniach.
– Czy państwo sądzą, że obraz się znajdzie? – spytał stary. Był w swetrze i kapciach, uprzejmością starał się wynagrodzić oschłe zachowanie Loli. Patrzył na nich niepocieszony, z filiżanką w dłoniach. Był prawdziwie roztrzęsiony na wieść o kradzieży obrazu i o śmierci Menchu.