Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 72
Перейти на страницу:

Słowa wezbrały niewzywane gdzieś z tylnych zakamarków genów.

— Hej ho, hej ho…

Niania Ogg uśmiechnęła się w ciemności. Tunel doprowadził ich do wielkiej podziemnej komory. Blask pochodni odsłaniał sugestię dalekich ścian.

— To tutaj? — Casanunda mocniej ścisnął łom.

— Nie. To gdzie indziej. Ale… wiemy o tym miejscu. Jest mityczne.

— Nierzeczywiste?

— Ależ jest rzeczywiste. I mityczne.

Pochodnia zapłonęła jaśniej. Wokół groty tkwiły setki zakurzonych kamiennych płyt ustawionych w spiralę; nad jej środkiem ogromny dzwon zwisał na linie, której koniec ginął w mroku pod sklepieniem. Tuż pod dzwonem leżał stos srebrnych i stos złotych monet.

— Nie dotykaj pieniędzy — ostrzegła niania. — A teraz popatrz. Ojciec mi o tym mówił. Niezła sztuczka.

Wyciągnęła rękę i bardzo delikatnie stuknęła w wielki dzwon. Rozległo się ciche „ting!”.

Kurz spłynął kaskadą z najbliższej płyty. To, co Casanunda uważał za rzeźbę, usiadło powoli i niepewnie. Był to uzbrojony wojownik. Ponieważ usiadł, prawie na pewno był żywy, choć wyglądał, jakby przeszedł od życia do stężenia pośmiertnego, omijając po drodze zgon.

Skupił na niani spojrzenie swych głęboko osadzonych oczu.

— Co to za czas pyekielny, co?

— Jeszcze nie pora — odparła.

— Po cóż więc przychodzisz i we dzwon walisz? Od dwustu lat nawet oka zmrużyć nie mogłem, bo wciąż żartowniś yakiś zyawia się i we dzwon uderza. Idź sobye.

Wojownik położył się znowu.

— To jakiś dawny król i jego żołnierze — szepnęła niania, kiedy oddalali się szybko. — Słyszałam, że śpią magicznym snem. Jakiś mag ich tak urządził. Podobno mają się obudzić na ostateczną bitwę, kiedy wilk pożre słońce.

— Ci magowie zawsze palą coś dziwnego — mruknął Casanunda.

— Możliwe. Tutaj skręć w prawo. Zawsze w prawo.

— Krążymy w koło?

— Po spirali. Jesteśmy dokładnie pod Długim.

— Nie, to się nie zgadza — zaprotestował krasnolud. — Zeszliśmy do dziury pod Długim… Chwileczkę. Chce pani powiedzieć, że jesteśmy w miejscu, gdzie zaczęliśmy, ale to inne miejsce?

— Widzę, że zaczynasz rozumieć.

Podążali spiralą…

…która, po pewnym czasie, doprowadziła ich do wrót — w pewnym sensie.

Było tu bardziej gorąco. Czerwony blask gorzał w bocznych korytarzach.

Dwa masywne głazy ustawiono pod skalnymi ścianami, a trzeci ułożono na nich. Powstałe w ten sposób prymitywne przejście zasłaniały zwierzęce skóry. Wokół nich wirowały smużki pary.

— Ustawili je w tym samym czasie co Tancerzy — wyjaśniła swobodnym tonem niania. — Ale dziura tutaj jest pionowa, więc wystarczyły trzy. Możesz zostawić łom. I zdejmij buty, jeśli są podkute gwoździami.

— Te buty zszywał najlepszy szewc w Ankh-Morpork — zapewnił Casanunda. — Pewnego dnia mu zapłacę.

Niania odsunęła skóry. Para buchnęła na zewnątrz.

Wewnątrz panował mrok, gęsty i gorący jak melasa, pachnący szatnią dla lisów. Idąc za nianią, Casanunda wyczuwał w cuchnącym powietrzu niewidoczne postacie, słyszał ciszę przerwanych nagle, prowadzonych półgłosem rozmów. W pewnym momencie miał wrażenie, że dostrzega misę rozgrzanych do czerwoności kamieni; zaraz jednak niewyraźna ręka przesunęła się nad nimi, przechyliła chochlę i wszystko zniknęło w kłębach pary.

To niemożliwe, żebyśmy byli pod Długim. To przecież nie grota, tylko długi namiot ze skór.

Nie może być jednym i drugim naraz.

Uświadomił sobie, że ocieka potem.

W wirujących kłębach pary pojawiły się dwie żagwie; ich światło było zaledwie czerwonym poblaskiem w ciemności. Ale wystarczyło, by ukazać ogromną postać wyciągniętą przy następnej misie gorących kamieni.

Podniosła głowę. Jelenie rogi poruszyły się w wilgotnym, lepkim upale.

— Aha. To pani Ogg.

Głos brzmiał jak czekolada.

— Wasza wysokość — powiedziała niania Ogg.

— Przypuszczam, że oczekiwałbym zbyt wiele, chcąc, by pani uklękła?

— W samej rzeczy, wasza miłość. — Niania uśmiechnęła się.

— Pani Ogg, zna pani sposoby okazywania szacunku swemu bogowi, na widok których przeciętny ateista zzieleniałby z zazdrości — stwierdziła mroczna postać. Ziewnęła.

— Dziękuję, wasza łaskawość.

— Dzisiaj nikt nawet dla mnie nie tańczy. Czy o zbyt wiele proszę?

— Sam powiedziałeś, wasza wysokość.

— Wy, czarownice, już we mnie nie wierzycie.

— I znowu się zgadza, wasza rogowatość.

— Ale, ale, mała pani Ogg, skoro pani już tu dotarła, jakim sposobem może pani sądzić, że się stąd wydostanie?

— Bo mam żelazo — odparła niania ostrym nagle tonem.

— Oczywiście, że pani nie ma, mała pani Ogg. Żadne żelazo nie może się dostać do tej dziedziny.

— Mam żelazo, które dotrze wszędzie.

Niania sięgnęła do kieszeni i wyjęła podkowę.

Casanunda usłyszał ruch wokół siebie — to niewidoczne elfy usiłowały odsunąć się jak najdalej. Zasyczała para, gdy któryś z nich przewrócił naczynie z gorącymi kamieniami.

— Zabierz to!

— Zabiorę odchodząc — obiecała niania. — A teraz mnie wysłuchaj. Ona znowu zaczyna. Musisz z tym skończyć. Trzeba grać uczciwie. Nie chcemy znowu Dawnych Kłopotów.

— Dlaczego miałbym to zrobić?

— A więc chcesz, żeby stała się potężna? Rozległo się głośne parsknięcie.

— Nie możesz znowu władać w świecie — powiedziała niania. — Zbyt wiele jest muzyki. Zbyt wiele jest żelaza.

— Żelazo rdzewieje.

— Ale nie to w głowie. Król parsknął znowu.

— Mimo wszystko… nawet ono… pewnego dnia…

— Pewnego dnia. — Niania kiwnęła głową. — Tak, za to mogę wypić. Pewnego dnia. Kto wie? Pewnego dnia. Każdy potrzebuje pewnego dnia. Ale jeszcze nie dzisiaj. Rozumiesz chyba? Dlatego musisz wyjść i wszystko ustawić jak należy. A jeśli nie, powiem ci, co zrobię. Każę im rozkopać Długiego żelaznymi łopatami, rozumiesz, a oni powiedzą: Przecież to tylko stare kopce. Emerytowani magowie i kapłani, którzy nie mają nic lepszego do roboty, będą grzebać w ziemi i pisać nudne, grube księgi o tradycjach pogrzebowych i takich różnych, a to będzie kolejny żelazny gwóźdź do twojej trumny. Będzie mi trochę żal, bo wiesz, że zawsze cię lubiłam. Ale mam dzieci, rozumiesz, i one nie chowają się pod schodami ze strachu przed burzą, nie wystawiają mleka dla elfów i nie uciekają do domu przed nocą. I zanim powrócą te mroczne, dawne dni, dopilnuję, żeby cię przygwoździć.

Słowa rozcinały powietrze.

Rogaty mężczyzna wstał. I wyprostował się. Końce rogów dotknęły stropu.

Casanunda rozdziawił usta.

— Sam widzisz — ciągnęła już spokojnie niania. — To jeszcze nie dzisiaj. Pewnego dnia… może. Więc siedź tu pod ziemią i oblewaj się potem aż do Pewnego Dnia. Nie dzisiaj.

— Ja… zdecyduję.

— Bardzo dobrze. Decyduj. A ja już pójdę. Rogaty mężczyzna spojrzał na Casanundę.

— Czemu się tak przyglądasz, krasnoludzie? Niania szturchnęła towarzysza.

— No, odpowiedz temu miłemu panu. Casanunda przełknął ślinę.

— Niech mnie licho — powiedział. — Zupełnie nie jesteś podobny do swojego portretu.

* * *

O kilka mil dalej, w wąskiej dolince, grupa elfów znalazła gniazdo z małymi króliczkami, co w połączeniu z pobliskim mrowiskiem dało im chwilę rozrywki.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)