Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 72
Перейти на страницу:

— Trafiłeś go?

— Aż mu dech odebrało.

— Dobrze. Gdzie są pozostałe?

— Nie widzę ich.

Casanunda uśmiechnął się tryumfalnie.

— Pokazaliśmy im, co?

Coś świsnęło w powietrzu i trafiło w kapelusz niani.

— Wiedzą, że mamy żelazo — powiedziała. — Teraz już nie podlecą blisko. Nie potrzebują — dodała z goryczą.

Miotła skręciła obok drzewa i wryła się w paprocie. Potem skręciła znowu nad porośniętą dróżką.

— Już nas nie ścigają — zauważył po chwili Casanunda. — Odstraszyliśmy je, prawda?

— Nie my. Denerwują się, kiedy są blisko Długiego. To nie ich teren. Ale popatrz tylko, w jakim stanie jest ta dróżka. Drzewa na niej rosną. Kiedy byłam młoda, nie znalazłbyś tu ani źdźbła trawy. — Uśmiechnęła się do wspomnień. — Długi był bardzo popularny w letnie noce.

Zmieniła się faktura lasu. Był teraz stary, nawet według norm lasów w Lancre. Zasłony mchu zwisały z poskręcanych niskich gałęzi. Coś usłyszało ich i pobiegło, hałasując w poszyciu. Sądząc po odgłosach, było to coś z rogami.

Niania wyhamowała miotłę.

— Jesteśmy — oznajmiła, odgarniając liście paproci. — To jest Długi.

Casanunda wyjrzał spod jej łokcia.

— To wszystko? Przecież to tylko kopiec pogrzebowy.

— Trzy kopce pogrzebowe — poprawiła go niania. Casanunda rozejrzał się po porośniętej drzewami okolicy.

— Rzeczywiście, widzę — przyznał. — Dwa okrągłe i jeden podłużny. I co?

— Kiedy pierwszy raz zobaczyłam je z powietrza, myślałam, że z miotły spadnę ze śmiechu.

Nastąpiła chwila milczenia, określana czasem mianem opóźnionego zapłonu. Krasnolud układał sobie w głowie topografię okolicy.

W końcu…

— A niech mnie! — powiedział. — Myślałem, że ludzie, którzy wznoszą grobowe kopce, kurhany i różne takie, to poważni druidzi i tego typu osobnicy, a nie… Nie tacy, którzy piszą po ścianach wygódki dwustu tysiącami ton ziemi, że tak powiem.

— Jakoś do ciebie nie pasuje to zdziwienie. Niania mogłaby przysiąc, że krasnolud zarumienił się pod peruką.

— Istnieje coś takiego jak styl — wyjaśnił. — Coś takiego jak subtelność. Nie można wrzeszczeć na całe gardło: Mam strasznie wielkiego stukacza.

— To trochę bardziej skomplikowane. — Niania Ogg przeciskała się przez krzaki. — Tutaj sama okolica krzyczy: Mam strasznie wielkiego stukacza. To krasnoludzie słowo?

— Tak.

— Bardzo dobre.

Casanunda spróbował wyplątać się z krzaka malin.

— Esme nigdy tu nie przychodzi — odezwała się niania Ogg gdzieś z przodu. — Mówi, że wystarczą jej piosenki ludowe, gaiki i różne takie, nawet bez całej scenerii, która robi aluzje. Oczywiście — mówiła dalej — dawniej to nie było miejsce dla kobiet. Moja prababka opowiadała, że za dawnych, ale naprawdę dawnych dni przychodzili tu mężczyźni i dokonywali dziwnych rytuałów, których nikt nigdy nie oglądał.

— Z wyjątkiem pani prababki, która chowała się w krzakach — dokończył Casanunda.

Niania zatrzymała się jak wryta.

— Skąd wiesz?

— Powiedzmy tylko, że zaczynam nieco pojmować kobiecość rodu Oggów — odparł krasnolud. Malinowy krzew rozerwał mu płaszcz.

— Opowiadała, że budowali szałasy, cuchnęli jak u kowala pod pachą, pili jabłkownik i tańczyli przy ognisku z rogami na głowach. I sikali pod drzewami jak nie wiem co. Mówiła, że byli trochę jak dzieci. Ale moim zdaniem mężczyzna musi być mężczyzną, nawet jeśli to trochę dziecinne. Co się stało z twoją peruką?

— Jest chyba na tym drzewie za nami.

— Ale masz łom?

— Tak, pani Ogg.

— No to jesteśmy na miejscu.

Stanęli u stóp podłużnego kopca. Trzy duże, nieregularne kamienie tworzyły tam niewielką grotę. Niania Ogg schyliła się i pod poziomym głazem weszła w wilgotną, pachnącą amoniakiem ciemność.

— Tyle powinno wystarczyć — stwierdziła. — Masz zapałki?

Siarkowy blask odsłonił płaską powierzchnię kamienia z wykreślonym na niej rysunkiem. W rysy ktoś wtarł ochrę. Malowidło przedstawiało człowieka z wielkimi jak sowa oczami, noszącego zwierzęcą skórę i rogi.

W migotliwym świetle zdawał się tańczyć.

Pod malowidłem biegły znaki runicznej inskrypcji.

— Ktoś odczytał, co tu jest napisane? — zainteresował się Casanunda.

Niania Ogg przytaknęła.

— To wariant ogghamu — wyjaśniła. — W największym skrócie napis głosi „Mam bardzo wielkiego stukacza”.

— Oggham? — zdziwił się krasnolud.

— Moja rodzina żyje w tych częściach… częściach Ramtopów, oczywiście, już od bardzo dawna.

— Poznać panią to prawdziwa edukacja, pani Ogg — zapewnił dwornie Casanunda.

— Wszyscy tak mówią. A teraz wciśnij ten łom z boku kamienia, dobrze? Zawsze chciałam mieć jakiś pretekst, żeby tam wejść.

— A co tam jest?

— To wejście do Lancrańskich Jaskiń. Podobno sięgają wszędzie. Nawet pod szczyt Miedzianki. Słyszałam, że jest też przejście do zamku, ale nigdy go nie znalazłam. Przede wszystkim jednak prowadzą do świata elfów.

— Myślałem, że Tancerze prowadzą do świata elfów.

— To jest inny świat elfów.

— Myślałem, że mają tylko jeden.

— O tym wolą nie rozmawiać.

— A pani chce tani wejść?

— Tak.

— Chce pani szukać elfów?

— Zgadza się. Masz zamiar stać tu całą noc, czy jednak podważysz ten kamień? — Szturchnęła go porozumiewawczo. — Wiesz, tam na dole jest złoto.

— A tak, dziękuję pani uprzejmie — odparł sarkastycznie Casanunda. — To gatunkizm w czystej postaci. Tylko dlatego, że jestem pionowo upośledzony, próbuje pani skusić mnie na złoto, tak? Krasnoludy to taka chciwość na nogach, co?

Niania westchnęła.

— No dobrze — powiedziała. — Mam inny pomysł. Kiedy wrócimy do domu, upiekę ci prawdziwy chleb krasnoludów. Co ty na to? Twarz Casanundy rozciągnęła się w pełnym niedowierzania uśmiechu.

— Prawdziwy chleb krasnoludów?

— Tak. Chyba mam jeszcze gdzieś przepis, a zresztą już od paru tygodni nie zmieniałam piasku w kociej skrzynce[35].

— No… No dobrze.

Casanunda wbił jeden koniec łomu pod kamień i pociągnął z całą swą krasnoludzką siłą. Głaz przez chwilę stawiał opór, po czym uniósł się wolno.

Za nim były stopnie przysypane ziemią i suchymi korzeniami.

Niania ruszyła w dół, nie oglądając się za siebie. Po kilku krokach uświadomiła sobie, że idzie sama.

— O co chodzi?

— Nigdy nie lubiłem zamkniętych przestrzeni.

— Co? Przecież jesteś krasnoludem!

— Z pochodzenia. Urodziłem się krasnoludem. Ale robię się nerwowy nawet wtedy, kiedy muszę się ukrywać w szafie. To pewne utrudnienie przy moim trybie życia.

— Nie żartuj. Ja się nie boję.

— Ale pani nie jest mną.

— Wiesz co? Upiekę go z dodatkowym żwirem.

— Jest pani kusicielką, pani Ogg.

— I zabierz pochodnie.

Jaskinie były suche i ciepłe. Casanunda dreptał koło niani, starając się nie wychodzić z kręgu światła.

— Jeszcze tu pani nie była?

— Nie, ale znam drogę.

Po chwili Casanunda poczuł się lepiej. Jaskinie okazały się przestronniejsze od szaf. Przede wszystkim nie potykał się bez przerwy o jakieś buty i raczej trudno było oczekiwać, że mąż z mieczem w dłoni otworzy nagle drzwi.

Właściwie zaczynał nawet czuć się całkiem szczęśliwy.

вернуться

35

Istnieje wiele przepisów na płaskie, okrągłe bochenki lancrańskiego chleba krasnoludów. Jednak ich zasadniczym celem jest wyprodukowanie żelaznej racji, która wytrzyma przez długi czas i którą można wypruć wrogowi flaki, jeśli ciśnie się ją płasko i dostatecznie mocno. Jadalność jest opcjonalnym dodatkiem. Większość przepisów to pilnie strzeżone sekrety-jedynym powszechnie znanym składnikiem jest żwir.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)