Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 72
Перейти на страницу:

— Gdzie to było?

— Panienko?

— Gdzie to się stało? — Magrat starała się mówić powoli i wyraźnie.

— Przy Tancerzach, panienko. No wie panienka. Te stare kamienie.

Magrat wypuściła go.

— No tak — mruknęła. — Nie mówcie Magrat. Magrat nie powinna wiedzieć o takich sprawach. Tancerze, tak?

— To nie myśmy zrobili, panienko! To było tylko takie udawanie!

— Ha! Odsunęła rygiel.

— Gdzie idziesz, panienko? — spytał Tkacz, który nie miałby szans w Lancrańskich Mistrzostwach Refleksu.

— A jak myślisz?

— Ale panienko, nie możesz przenosić żelaza… Magrat zatrzasnęła drzwi. Potem kopnęła miseczkę tak mocno, że mleko rozprysnęło się aż na ulicę.

* * *

Jason Ogg czołgał się ostrożnie przez mokre paprocie. O kilka stóp od siebie zauważył jakąś postać. Mocniej chwycił kamień…

— Jason?

— To ty, Tkacz?

— Nie, to ja, Krawiec.

— Gdzie są wszyscy?

— Przed chwilą Druciarz i Piekarz znaleźli Cieślę. Nie widziałeś Tkacza?

— Nie, ale widziałem Woźnicę i Dekarza.

Mgła się kłębiła, a deszcz bębnił o ciepłą ziemię. Siedmiu ocalałych członków Zespołu Tańca Morris zebrało się pod ociekającym wodą krzakiem.

— Rano nam się dostanie, na demony! — jęczał Woźnica. — Kiedy się dowie, już po nas!

— Nic nam nie grozi, byle tylko znaleźć jakieś żelazo — uspokajał go Jason.

— Żelazo na nią nie działa. Wygarbuje nam skóry! Woźnica skulił się ze zgrozy, obejmując rękami kolana.

— Kto?

— Pani Weatherwax!

Dekarz szturchnął go pod żebro. Kaskada wody spłynęła z liści nad nimi i pociekła za kołnierze.

— Ależ ty durny! Widziałeś te stwory? I teraz jeszcze się martwisz tym starym tobołem?

— Zobaczysz, wygarbuje nam skóry jak nic. To nasza wina, powie.

— Chciałbym tylko, żeby miała okazję — burknął Druciarz.

— Jesteśmy między młotem i kowadłem — ocenił Dekarz.

— Nie, wcale nie — szlochał Woźnica. — Młot stoi pod ścianą, a między nim a kowadłem jest przecież u Jasona taki kawałek wolnego miejsca, gdzie czasem siadamy, żeby pogadać. Nie jesteśmy tam. A chciałbym, żebyśmy byli. Siedzimy pod krzakiem! A one będą nas szukać! I ona też!

— Ale co się stało, kiedy wystawialiśmy Roz… — zaczął Cieśla.

— Nie pytałbym o to w tej chwili — przerwał mu Jason Ogg. — Teraz należy pytać, jak wrócimy dzisiaj do domu.

— Ona będzie tam na nas czekać! — skamlał Woźnica. W ciemności rozległy się ciche brzęknięcia.

— Co tam masz? — zdziwił się Jason.

— Worek z naszymi rzeczami — odparł Woźnica. — Powiedziałeś, że to moja robota, żeby pilnować rekwizytów!

— I ciągnąłeś to wszystko za sobą?

— Nie chcę mieć jeszcze większych kłopotów z powodu tego, że zgubiłem worek.

Woźnica zaczął dygotać.

— Kiedy wrócimy do domu — stwierdził Jason — pogadam z naszą mamą. Niech ci da trochę tych nowych pigułek z suszonej żaby. Przyciągnął do siebie worek i rozwiązał go.

— Tu są nasze dzwonki — oznajmił. — I kije. A po co zapakowałeś akordeon?

— Pomyślałem, że może pokażemy taniec kijów i…

— Nikt nie będzie tu…

Daleko na mokrym zboczu zabrzmiał śmiech i trzask łamanych paproci. Jason poczuł nagle, że znalazł się w centrum uwagi.

— Tam są! — wystraszył się Woźnica.

— A my nie mamy broni — dodał Druciarz.

Ciężki zestaw mosiężnych dzwonków trafił go w pierś.

— Przymknij się — rzucił Jason. — I zakładaj dzwonki. Woźnica!

— Czekają na nas!

— Tylko raz to powiem — ostrzegł Jason. — Po dzisiejszej nocy nikt już nigdy nie wspomni o tańcu kijów i wiader. Zgoda?

* * *

Członkowie Lancrańskiego Zespołu Tańca Morris stanęli twarzami do siebie. Mokre od deszczu ubrania kleiły im się do skóry.

Woźnica, któremu łzy przerażenia mieszały się z charakteryzacją i deszczem, ścisnął akordeon. Rozległa się długa nuta, która zgodnie z prawem musi poprzedzać wszelką muzykę ludową, żeby przypadkowi przechodnie mieli czas na ucieczkę. Jason podniósł rękę i zaczął liczyć mną palcach.

— Raz, dwa… — Zmarszczył czoło. — Raz, dwa, trzy…

— …cztery — szepnął Druciarz.

— …cztery — powtórzył Jason — Tańczymy, chłopcy.

Sześć ciężkich jesionowych kijów zderzyło się w powietrzu.

— …raz, dwa, naprzód, raz, w tył, obrót…

Powoli, w rytm płynących przez mgłę trochę fałszywych nut Lokatora pani Widgery, tancerze podskakiwali i chlupali w drodze przez noc…

— …dwa, w tył, podskok… Kije znów uderzyły o siebie.

— Patrzą na nas! — wysapał Krawiec, kiedy przeskakiwał obok Jasona. — Widzę ich!

— …raz… dwa… nic nie zrobią, dopóki nie ucichnie muzyka… w tył, dwa, obrót… kochają muzykę… naprzód, skok, obrót… pierwszy i szósty, deptacz chrząszczy… skok, w tył, obrót…

— Wychodzą spod paproci! — wrzasnął Cieśla, gdy kije znów o siebie stuknęły.

— Widzę ich… dwa, trzy, naprzód, obrót… Woźnica… w tył, obrót… zrób podwójnego… dwa, w tył… wędrującego kozła przez środek…

— Gubię się, Jason!

— Graj! Dwa, trzy, obrót…

— Otaczają nas!

— Tańczyć!

— Patrzą! Zbliżają się!

— Obrót, w tył… podskok… Jesteśmy już prawie na drodze.

— Jason!

— Pamiętacie jak… trzy, obrót… wygraliśmy puchar z Ormiańskimi Amatorami? Obrót…

Kije zderzyły się z głośnym trzaskiem. Grudy mokrej ziemi wylatywały w ciemność.

— Jason, chyba nie chcesz…

— Powrót, dwa… Zróbcie to…

— Woźnica traci… raz, dwa… siły…

— Dwa, obrót…

— Jason, akordeon mi się topi! — jęknął Woźnica.

— Raz, dwa, naprzód… wbijanie tyczek!

Akordeon zazgrzytał. Elfy zacieśniły krąg. Kątem oka Jason widział kilkanaście uśmiechniętych, zafascynowanych twarzy.

— Jason!

— Raz, dwa… Woźnica w środek… raz, dwa, obrót… Siedem par butów tupnęło o ziemię.

— Jason!

— Raz, dwa… obrót… Gotowi? Raz, dwa… w tył… w tył… raz, …dwa… obrót… ZABIĆ… i powrót, raz, dwa…

* * *

Gospoda była zrujnowana. Elfy wyniosły wszystko, co nadawało się do jedzenia, i wytoczyły wszystkie beczki, choć parę twardych serów w piwniczce stawiło mężny opór. Stół leżał złamany. Szczypce homara i niedopalone świece walały się pośród rozrzuconych potraw. Panowała martwa cisza.

Potem ktoś kichnął i trochę sadzy posypało się na wygasłe palenisko. Po sadzy wysunęła się niania Ogg, a po niej mała, czarna i rozgniewana figura Casanundy.

— Łoj… — Niania Ogg rozejrzała się wśród zniszczeń. — To była niezła awantura.

— Powinna pani pozwolić, bym stanął z nimi do walki.

— Było ich zbyt wiele, mój chłopcze.

Casanunda z niechęcią cisnął szpadę na podłogę.

— Ledwie zaczynamy się jako tako poznawać, a tu nagle wpada pięćdziesiąt elfów! Nich to licho! Wiecznie spotyka mnie coś takiego.

— Najlepsze w czarnym jest to, że całkiem nie widać plam z sadzy — odparła niezbyt jasno niania Ogg. — Czyli jednak im się udało. Esme miała rację. Ciekawe, gdzie się podziewa… Mniejsza z tym. Idziemy.

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)