Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 79
Перейти на страницу:

– Czarodziej i krasnolud! – odezwała się Paszcza głosem, w którym słychać było wyraźne łakomstwo. – Co za uroczy i apetyczny widok.

– Witaj – powiedział Arivald, bo co innego mógł w końcu powiedzieć. – Nie chciałem kłopotać cię moimi problemami. Szczerze mówiąc, sądziłem, iż pojawi się ktoś nie dorównujący ci rangą, ale skoro już tu jesteś…

– Zjadłem go – przerwała mu Paszcza, oblizując się czarnym jęzorem – kiedy szykował się, aby przyjść do ciebie. Nie był smaczny. Zbyt chudy, łykowaty i za bardzo wrzeszczał.

– Przykro mi to słyszeć – odparł uprzejmie Arivald, który wiedział, że uratować ich może tylko zimna krew.

– Nie lubię, kiedy mój posiłek krzyczy – powiedziała z zadumą Paszcza – ale wszystkiemu można jakoś zaradzić. – Demon przysunął się w ich stronę. – Bądźcie tak mili i nie wrzeszczcie, to zginiecie szybko i bezboleśnie. Krąg! – syknął z niezadowoleniem i skrzywił się z bólu, bo otarcie o magiczny krąg musiało być bardzo nieprzyjemne, nawet dla demona tak wysokiego poziomu.

– A co ty sobie myślisz? – wzruszył ramionami Arivald.

– Zróbmy mały interes – zaproponowała Paszcza. – Dasz mi krasnoluda, a ja odeślę cię na powierzchnię, bo przecież tego chcesz. Krasnolud wygląda co prawda na niezbyt pulchnego, ale co mi tam… Dobry układ?

– Niezły – rzekł Arivald i z satysfakcją zauważył, że Hremarg nawet nie drgnął, słysząc te słowa – ale najpierw kilka informacji.

Z Paszczy zaczęły skapywać kropelki śliny i spadając na ziemię, wyparowywały z sykiem.

– Co byś chciał wiedzieć?

– Chciałbym wiedzieć, co tu się dzieje. Dlaczego zniknęli górnicy?

– Zjadłem wszystkich! – ryknęła Paszcza, aż Arivaldowi zaświdrowało w uszach.

– A poważnie?

Wokół Paszczy uformowała się reszta głowy. Złe, złotoczerwone oczy spojrzały na Arivalda ze wściekłością.

– Pożarłem wszystkich! Wyprułem z nich flaki i piłem ich krew…

– Dość tego! – przerwał stanowczo Arivald. – Mów prawdę albo nici z układu.

– Prawdę – powtórzyła już spokojnie Paszcza, jakby przypominając sobie, co to słowo oznacza. – Czarodziej chciałby znać prawdę. Hm. Jak masz na imię, czarodzieju?

– Jestem mistrz Arivald z Silmaniony – odpowiedział Arivald – a czy mogę wiedzieć, z kim mam przyjemność toczyć tę zajmującą konwersację?

– Czemu nie? Jestem Inghrilgir Pożeracz Skał. Słyszałeś kiedyś o mnie, człowieczku?

– Oczywiście – odparł Arivald nieco zdziwiony. Czytał kiedyś o tym demonie. – Myślałem jednak, że mieszkasz na dalekiej Północy. Wydawało mi się, że jesteś demonem Lodowych Skał.

– Byłem – warknęła Paszcza. – Myślisz, że to zabawne mieszkać w ponurych jaskiniach, gdzie od setek lat nie widziałem nawet płatka śniegu? A kim jesteś ty, krasnoludku?

Hremarg nie spojrzał nawet w stronę demona. Widać wziął sobie poważnie do serca słowa Arivalda. I bardzo dobrze.

– To Hremarg Ostrogłów, mój przewodnik – odparł czarodziej.

– Jutro będzie się nazywał moim wczorajszym śniadaniem – powiedział wesoło Inghrilgir.

– Wróćmy do pytania – poddał Arivald. – Co stało się z górnikami?

– Znaleźli to, czego szukali – odparła po chwili Paszcza.

– A dokładniej?

– Znaleźli to, czego szukali – powtórzył demon ostrym tonem. – Chcę tego krasnoluda!

– Jakie mam gwarancje, że dotrzymasz obietnicy i przeniesiesz mnie na powierzchnię?

– Moje słowo! Arivald tylko chrząknął.

– Cóż… – demon zmarszczył czoło. – Znaleźliśmy się więc w sytuacji patowej. Jakieś propozycje?

– Dlaczego opuściłeś Północ? – zapytał Arivald.

– Opuściłem?! – wrzasnęła Paszcza tak, iż jej poprzedni ryk mógł się wydać miłym szeptem. – To wina twoich przeklętych kamratów. Trzysta czy siedemset lat temu, nie pamiętam już dokładnie, zamknęli mnie tutaj. Wyrwali z mojego domu wśród bezkresnych pustyń lodowych – demonowi najwyraźniej zebrało się na poezję – i wrzucili do tych ohydnych jaskiń.

– Wiesz co? Uwolnię cię i pomogę wrócić na Północ.

– A jakie mam gwarancje? Milczeli przez chwilę.

– Jestem cierpliwy – rzekła Paszcza – mogę stać tu dzień, dwa, trzy, nawet miesiąc czy rok.

– Też jestem cierpliwy – odpowiedział Arivald – a zza tego kręgu będę mógł wypróbować mnóstwo zaklęć przeciw demonom. To może być zabawne, prawda? Choć dla niektórych trochę bolesne.

Czarodziej sam nie wiedział, czy odważyłby się szturchnąć demona kilkoma zaklęciami. Po pierwsze, byli w Ghorlargu, a po drugie, kto wie, czy rozeźlony i doprowadzony do ostateczności demon nie potrafiłby jednak przerwać kręgu. A to nie byłoby miłe. Zawsze Arivald mógł wtedy starać się uciec za pomocą któregoś z czarów Gaussa, ale nie… demon musiał wrócić tam, skąd przyszedł, a nie pałętać się po realnym świecie, i to w dodatku w miejscu, do którego nie przynależał. Arivald zakonotował sobie w pamięci, że ma sprawdzić, który z czarodziei był na tyle nieroztropny, aby wysłać Inghrilgira właśnie do Ghorłargu. Jeśli oczywiście pożyje na tyle długo, by cokolwiek sprawdzać.

– A co byś powiedział na zagadki? – zaproponował nagle demon.

Arivald myślał już o tym wyjściu od pewnego czasu. Zagadki były uświęconą formą pojedynku. I ustalone zasady zobowiązywały przegranego do ścisłego dotrzymania warunków umowy, niezależnie od tego czy był człowiekiem, krasnoludem, koboldem czy demonem. Nikt nie wiedział, co by się stało z kimś, kto złamałby zasady, ale nikt też nie chciał tego wypróbować na własnej skórze.

– Czemu nie – odparł wolno Arivald. – Jeżeli wygram, przeniesiesz nas całych i zdrowych do miejsca, w którym zniknęły krasnoludy – czarodziej miał tylko nadzieję, że nie jest to czyjś żołądek – a potem, kiedy zbadamy tę sprawę, również całych i zdrowych przeniesiesz nas dwóch do wyjścia na powierzchnię.

– Przeniosę ciebie, a krasnoluda dostanę na śniadanie!

– Nie – odparł twardo Arivald.

– Od początku nie chciałeś mi dać tego krasnoluda – westchnęła Paszcza – ale niech i tak będzie. Jeżeli ja wygram, zniszczysz krąg i nie będziesz próbował się bronić. Ani ty, ani krasnolud.

– Zgoda.

– Gramy do pierwszej nie rozwiązanej zagadki, a każdy ma tyle czasu na jej rozwiązanie – demon mruknął coś, kłapnął zębami i na ziemi pojawiła się duża klepsydra z czerwonym piaskiem – dopóki nie przesypie się piasek.

– Zgoda.

– Ja zaczynam.

– Niech i tak będzie – powiedział czarodziej.

Turnieje zagadkowe były jedną z popularniejszych niegdyś zabaw, ale i drogą do rozwiązywania sporów. Wiele historii, opowieści i legend mówiło, jak to przemyślny człowiek pokonał demony, smoki czy trolle, wymyślając wyjątkowo sprytną zagadkę. O tym, iż opowieści nie musiały być prawdziwe, świadczył choćby fakt mieszania do nich trolli czy smoków. Powszechnie wiadomo było, że trolle rzadko potrafiły zapamiętać własne imię czy drogę do rodzinnej jaskini, nie mówiąc już o rzeczach tak skomplikowanych jak zagadki. A smoki nigdy nie istniały. Pamięć o nich przetrwała w legendach, ale nie odkryto choćby najmniejszego śladu, że kiedyś zamieszkiwały jakikolwiek ląd. Wprawdzie znany z zamiłowania do grzebania się w ziemi Stychert Bokobrody wykopał ogromne szczątki jakichś dziwnych zwierząt, ale udowodnił bez wątpienia, że były to tylko przerośnięte jaszczury. Natomiast demony istniały i co do tego nie można było mieć wątpliwości. Zwłaszcza patrząc na te zęby, których właściciel nie miałby problemów z przegryzieniem na pół krowy za pomocą jednego kłapnięcia.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)