W 20 lat później
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1957
- Язык: польский
- Год: Państwowe Wydawnictwo “Iskry”
- ISBN: 83-207-1207-6
- Переводчик: Stefan Flukowski
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «W 20 lat później». Краткое содержание книги:
— Co to za fanfaron, panie? — spytał Raul Atosa.
— Pan de Scudery.
— Autor Klelii i Wielkiego Cyrusa?
— Napisał je wespół ze swą siostrą. Właśnie w tej chwili rozmawia ona z tą piękną osobą, tam obok pana Scarron.
Raul obejrzał się i w samej rzeczy ujrzał dwie nowe, dopiero co przybyłe osoby. Jedna z nich to sam czar, sama kruchość, sam smutek, okolone pięknymi czarnymi włosami; oczy miała aksamitne jak owe piękne fioletowe bratki o płatkach skrzących się złotym środkiem. Druga z kobiet, zdająca się sprawować opiekę nad nią, była sucha, żółta, prawdziwa postać duenii bądź dewotki.
Raul przyrzekł sobie święcie, że nie opuści salonu nie porozmawiawszy wpierw z piękną dziewczyną o aksamitnych oczach. Przez jakieś dziwne skojarzenie przypomniała mu ona, mimo że nie mogło być tu mowy o żadnym podobieństwie, biedną, małą Luizę, którą pozostawił cierpiącą na zamku de la Valliere, i o której tutaj wśród tego całego towarzystwa na chwilę był zapomniał.
Tymczasem Aramis podszedł do koadiutora; ów, z twarzą całą w uśmiechach, szepnął mu na ucho kilka słów. Aramis, choć bardzo opanowany, nie zdołał powściągnąć nieznacznego wzdrygnięcia.
— Niech pan się śmieje — rzekł mu pan de Retz. — Patrzą tu na nas.
I odszedł porozmawiać z księżną de Chevreuse otoczoną wielkim kołem gości.
Aramis, chcąc zmylić uwagę kilku ciekawskich, udał, że się śmieje, a zobaczywszy z kolei, że Atos skierował się do wnęki okiennej i pozostaje tam już od jakiegoś czasu, zdecydował się doń przyłączyć rzuciwszy po drodze tu i ówdzie kilka słów.
Ledwie znaleźli się obok siebie, nawiązali rozmowę, której towarzyszyła dobitna gestykulacja.
Wówczas podszedł do nich Raul, jak mu to był zalecił Atos.
— Właśnie ksiądz recytował mi — rzekł głośno Atos — rondo pana de Voiture. Niezrównane!
Raul postał jakiś czas przy nich, po czym przyłączył się do grupy księżnej de Chevreuse, do której podeszły z jednej strony panna Paulet, a z drugiej panna de Scudery.
— Niezupełnie zgadzam się z panem de Scudery — odezwał się koadiutor — przeciwnie, uważam, że pan de Voiture jest poetą, wyłącznie tylko poetą. Nie masz u niego zupełnie idei politycznych.
— A zatem? — zagadnął Atos.
— Jutro — rzucił szybko Aramis.
— O której?
— O szóstej.
— Gdzie?
— W Saint-Mande.
— Kto ci to powiedział?
— Hrabia de Rochefort.
Ktoś się zbliżał.
— A idee filozoficzne? Właśnie brakuje ich w poezji tego biednego Voiture. Co do mnie, podzielam zdanie pana koadiutora: tylko poeta.
— Tak, z pewnością. W poezji był fenomenalny — odezwał się pan Menage. — Wszelako potomność, podziwiając go, wypomina mu jedno: że pozwalał sobie w fakturze wiersza na zbyt wielką dowolność. Nie zdając sobie sprawy zamordował poezję.
— O właśnie, zamordował! — potwierdził Scudery.
— Ależ jakie arcydzieła te jego listy — wtrąciła księżna de Chevreuse.
— O, jeśli o to chodzi — rzekła panna de Scudery — to znakomity zbiór.
— To prawda — odparła panna Paulet — ale tylko w wypadku, gdy rzecz toczy się żartem; jego styl epistolarny, poważny godzien jest politowania i przyznacie mi rację, że o ile nie mówi o czymś bez ogródek, wypada to bardzo źle.
— Ale zgodzi się pani przynajmniej, że w rzeczach uciesznych jest niezrównany.
— Tak, z pewnością — podjął Scudery podkręcając wąsa. — Uważam jednak, iż jego komizm jest wymuszony, żart zaś zbyt płaski. Proszę przeczytać sobie List karpia do szczupaka.
— Nie mówiąc — dorzucił Menage — że najlepsze inspiracje czerpał z pałacu Rambouillet. Proszę przejrzeć Zelidę i Alcidaleę.
— Co do mnie — rzekł Aramis zbliżając się do grona i pozdrawiając z szacunkiem księżnę de Chevreuse, która odpowiedziała mu łaskawym uśmiechem — co do mnie, zarzuciłbym mu jeszcze zbyt swobodny stosunek do ludzi na piedestale. Uchybił on częstokroć jej wysokości księżnie, panu marszałkowi d’Albert, panu de Schomberg, nawet samej królowej.
— Jak to, królowej? — zapytał Scudery, wysuwając w przód prawą nogę, jakby przyjmował pozycję obronną. — Do licha, wcale o tym nie wiedziałem. I w jakiż to sposób uwłaczył jej majestatowi?
— Nie znacie państwo jego utworu Myślałem?
— Nie — rzekła księżna de Chevreuse.
— Nie — rzekła panna de Scudery.
— Nie — rzekła panna Paulet.
— Po prawdzie sądzę, że królowa mało komu o tym powiedziała, ale wiem to z ust zupełnie pewnych.
— I znasz pan ten utwór?
— Sądzę, że przypomniałbym go sobie.
— Prosimy, prosimy — odezwał się chór głosów.
— Więc opowiem państwu, przy jakiej okazji rzecz ta została napisana — rzekł Aramis. — Otóż pan de Voiture jeździł karocą królowej po lesie Fontainebleau zażywając z nią przejażdżki sam na sam. Udał zamyślonego, chcąc, by królowa zapytała go, o czym myśli. I nie chybił.
(audio 09 a)
— O czym waść tak myślisz, panie de Voiture? — zapytała jej królewska mość.
Voiture uśmiechnął się, udawał przez pięć minut, że się zastanawia, by uwierzono, że improwizuje, i odpowiedział:
Scudery, Menage i panna Paulet wzruszyli ramionami.
— Chwileczkę — rzekł Aramis — jest tego trzy strofki.
— Powiedz pan raczej: trzy kuplety — rzekła panna de Scudery — to najwyżej piosenka.
— O, co się tyczy tego ostatniego rysu — rzekła pani de Chevreuse — to nie wiem, czy mieści się on w poetyckich regułach, domagam się dlań jednak łaski, ponieważ to prawda. A jeśli tego trzeba, przyłączą się do mego zdania pani de Hautefort i pani de Sennecey, nie licząc księcia de Beaufort.
— Dalej, dalej — wtrącił Scarron — mnie to już nie dotyczy: od dzisiejszego ranka nie jestem jej chorym.
— A ostatni kuplet? — spytała panna de Scudery. — Jak tam ostatni kuplet?
— Proszę bardzo — rzekł Aramis — jest on o tyle lepszy, iż operuje imionami własnymi, tak że nie sposób się pomylić.
Po ostatniej strofie zakrzyknęli wszyscy jak jeden, że to impertynencja ze strony pana de Voiture.