Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
W 20 lat później - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

W 20 lat później

Электронная книга - «W 20 lat później». Краткое содержание книги:

Od ostatniego spotkania słynnych czterech muszkieterów — d’Artagnana, Atosa, Portosa i Aramisa — minęło prawie dwadzieścia lat. Nie żyją już kardynał Richelieu i król Ludwik XIII, a rządy we Francji sprawuje w imieniu swojego nieletniego syna Anna Austryjaczka, pozostająca pod wpływem ambitnego i bezwzględnego następcy Richelieu — Mazariniego. Dwór huczy od intryg, a mieszczanie paryscy wylegają zbrojnie na ulice miasta.
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 113
Перейти на страницу:

— Co to za fanfaron, panie? — spytał Raul Atosa.

— Pan de Scudery.

— Autor Klelii i Wielkiego Cyrusa?

— Napisał je wespół ze swą siostrą. Właśnie w tej chwili rozmawia ona z tą piękną osobą, tam obok pana Scarron.

Raul obejrzał się i w samej rzeczy ujrzał dwie nowe, dopiero co przybyłe osoby. Jedna z nich to sam czar, sama kruchość, sam smutek, okolone pięknymi czarnymi włosami; oczy miała aksamitne jak owe piękne fioletowe bratki o płatkach skrzących się złotym środkiem. Druga z kobiet, zdająca się sprawować opiekę nad nią, była sucha, żółta, prawdziwa postać duenii bądź dewotki.

Raul przyrzekł sobie święcie, że nie opuści salonu nie porozmawiawszy wpierw z piękną dziewczyną o aksamitnych oczach. Przez jakieś dziwne skojarzenie przypomniała mu ona, mimo że nie mogło być tu mowy o żadnym podobieństwie, biedną, małą Luizę, którą pozostawił cierpiącą na zamku de la Valliere, i o której tutaj wśród tego całego towarzystwa na chwilę był zapomniał.

Tymczasem Aramis podszedł do koadiutora; ów, z twarzą całą w uśmiechach, szepnął mu na ucho kilka słów. Aramis, choć bardzo opanowany, nie zdołał powściągnąć nieznacznego wzdrygnięcia.

— Niech pan się śmieje — rzekł mu pan de Retz. — Patrzą tu na nas.

I odszedł porozmawiać z księżną de Chevreuse otoczoną wielkim kołem gości.

Aramis, chcąc zmylić uwagę kilku ciekawskich, udał, że się śmieje, a zobaczywszy z kolei, że Atos skierował się do wnęki okiennej i pozostaje tam już od jakiegoś czasu, zdecydował się doń przyłączyć rzuciwszy po drodze tu i ówdzie kilka słów.

Ledwie znaleźli się obok siebie, nawiązali rozmowę, której towarzyszyła dobitna gestykulacja.

Wówczas podszedł do nich Raul, jak mu to był zalecił Atos.

— Właśnie ksiądz recytował mi — rzekł głośno Atos — rondo pana de Voiture. Niezrównane!

Raul postał jakiś czas przy nich, po czym przyłączył się do grupy księżnej de Chevreuse, do której podeszły z jednej strony panna Paulet, a z drugiej panna de Scudery.

— Niezupełnie zgadzam się z panem de Scudery — odezwał się koadiutor — przeciwnie, uważam, że pan de Voiture jest poetą, wyłącznie tylko poetą. Nie masz u niego zupełnie idei politycznych.

— A zatem? — zagadnął Atos.

— Jutro — rzucił szybko Aramis.

— O której?

— O szóstej.

— Gdzie?

— W Saint-Mande.

— Kto ci to powiedział?

— Hrabia de Rochefort.

Ktoś się zbliżał.

— A idee filozoficzne? Właśnie brakuje ich w poezji tego biednego Voiture. Co do mnie, podzielam zdanie pana koadiutora: tylko poeta.

— Tak, z pewnością. W poezji był fenomenalny — odezwał się pan Menage. — Wszelako potomność, podziwiając go, wypomina mu jedno: że pozwalał sobie w fakturze wiersza na zbyt wielką dowolność. Nie zdając sobie sprawy zamordował poezję.

— O właśnie, zamordował! — potwierdził Scudery.

— Ależ jakie arcydzieła te jego listy — wtrąciła księżna de Chevreuse.

— O, jeśli o to chodzi — rzekła panna de Scudery — to znakomity zbiór.

— To prawda — odparła panna Paulet — ale tylko w wypadku, gdy rzecz toczy się żartem; jego styl epistolarny, poważny godzien jest politowania i przyznacie mi rację, że o ile nie mówi o czymś bez ogródek, wypada to bardzo źle.

— Ale zgodzi się pani przynajmniej, że w rzeczach uciesznych jest niezrównany.

— Tak, z pewnością — podjął Scudery podkręcając wąsa. — Uważam jednak, iż jego komizm jest wymuszony, żart zaś zbyt płaski. Proszę przeczytać sobie List karpia do szczupaka.

— Nie mówiąc — dorzucił Menage — że najlepsze inspiracje czerpał z pałacu Rambouillet. Proszę przejrzeć Zelidę i Alcidaleę.

— Co do mnie — rzekł Aramis zbliżając się do grona i pozdrawiając z szacunkiem księżnę de Chevreuse, która odpowiedziała mu łaskawym uśmiechem — co do mnie, zarzuciłbym mu jeszcze zbyt swobodny stosunek do ludzi na piedestale. Uchybił on częstokroć jej wysokości księżnie, panu marszałkowi d’Albert, panu de Schomberg, nawet samej królowej.

— Jak to, królowej? — zapytał Scudery, wysuwając w przód prawą nogę, jakby przyjmował pozycję obronną. — Do licha, wcale o tym nie wiedziałem. I w jakiż to sposób uwłaczył jej majestatowi?

— Nie znacie państwo jego utworu Myślałem?

— Nie — rzekła księżna de Chevreuse.

— Nie — rzekła panna de Scudery.

— Nie — rzekła panna Paulet.

— Po prawdzie sądzę, że królowa mało komu o tym powiedziała, ale wiem to z ust zupełnie pewnych.

— I znasz pan ten utwór?

— Sądzę, że przypomniałbym go sobie.

— Prosimy, prosimy — odezwał się chór głosów.

— Więc opowiem państwu, przy jakiej okazji rzecz ta została napisana — rzekł Aramis. — Otóż pan de Voiture jeździł karocą królowej po lesie Fontainebleau zażywając z nią przejażdżki sam na sam. Udał zamyślonego, chcąc, by królowa zapytała go, o czym myśli. I nie chybił.

(audio 09 a)

— O czym waść tak myślisz, panie de Voiture? — zapytała jej królewska mość.

Voiture uśmiechnął się, udawał przez pięć minut, że się zastanawia, by uwierzono, że improwizuje, i odpowiedział:

Myślałem, że przeznaczenie, Po niesłusznych tylu klęskach, Dało pani sławy wieniec I zaszczyty, i zwycięstwa; Żeś przez los jest wyróżnioną Bardziej, aniżeli dotąd było, Że nie powiem zakochaną!... Samo tak się w rym złożyło.

Scudery, Menage i panna Paulet wzruszyli ramionami.

— Chwileczkę — rzekł Aramis — jest tego trzy strofki.

— Powiedz pan raczej: trzy kuplety — rzekła panna de Scudery — to najwyżej piosenka.

Myślałem, że Amor mały, Co użyczał Tobie broni, Już bez wdzięku, łuku, strzały Z Marii dworu oddalony. Jakaż korzyść mi przypadnie, Gdy rozmyślam obok pani — Przecz traktujesz tak nieładnie Tych, co byli ci oddani?

— O, co się tyczy tego ostatniego rysu — rzekła pani de Chevreuse — to nie wiem, czy mieści się on w poetyckich regułach, domagam się dlań jednak łaski, ponieważ to prawda. A jeśli tego trzeba, przyłączą się do mego zdania pani de Hautefort i pani de Sennecey, nie licząc księcia de Beaufort.

— Dalej, dalej — wtrącił Scarron — mnie to już nie dotyczy: od dzisiejszego ranka nie jestem jej chorym.

— A ostatni kuplet? — spytała panna de Scudery. — Jak tam ostatni kuplet?

— Proszę bardzo — rzekł Aramis — jest on o tyle lepszy, iż operuje imionami własnymi, tak że nie sposób się pomylić.

Myślałem — a my poeci Jakieś dziwne mamy myśli — Co też kaprys Ci zaleci, Jak postąpisz wówczas, jeśli Ujrzysz na tym miejscu, z bliska, Że Buckingham tutaj zdąża... Który łaskę twoją zyska — Ksiądz spowiednik czy też książę?

Po ostatniej strofie zakrzyknęli wszyscy jak jeden, że to impertynencja ze strony pana de Voiture.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)