Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
W 20 lat później - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

W 20 lat później

Электронная книга - «W 20 lat później». Краткое содержание книги:

Od ostatniego spotkania słynnych czterech muszkieterów — d’Artagnana, Atosa, Portosa i Aramisa — minęło prawie dwadzieścia lat. Nie żyją już kardynał Richelieu i król Ludwik XIII, a rządy we Francji sprawuje w imieniu swojego nieletniego syna Anna Austryjaczka, pozostająca pod wpływem ambitnego i bezwzględnego następcy Richelieu — Mazariniego. Dwór huczy od intryg, a mieszczanie paryscy wylegają zbrojnie na ulice miasta.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 113
Перейти на страницу:

— A więc, drogi księże — rzekła spokojnym głosem — jest pan teraz człowiekiem ubogim? Dowiedzieliśmy się o tym dziś po południu u pani de Rambouillet. Doniósł nam to pan de Grasse.

— Tak, ale za to państwo jest teraz bogate — odparł Scarron. — Trzeba się umieć poświęcić dla kraju.

— Pan kardynał kupi sobie co roku za tysiąc pięćset liwrów więcej pomady i pachnideł — powiedział frondysta, w którym Atos rozpoznał szlachcica spotkanego na ulicy Saint-Honore.

— Ale co na to muza? — odezwał się słodziutkim głosem Aramis. — Muza, która potrzebuje złotego środka. Przecież ostatecznie:

Si Virgilio puer aut tolerabile desit Hospitium, caderent omnes a crinibus hydri[38].

— Doskonale! — rzekł Scarron, wyciągając rękę do panny Paulet. — Jeśli nie posiadam już mojej hydry, pozostała mi przynajmniej moja lwica.

Powiedzonka Scarrona wydawały się tego wieczoru wyśmienite. Jest to przywilej prześladowanych. Pan Menage nie posiadał się z entuzjazmu.

Panna Paulet udała się na swoje zwykłe miejsce. Zanim jednak siadła, powiodła z wyżyn swego wzrostu okiem królowej po całym zgromadzeniu i zatrzymała wzrok na Raulu.

Atos uśmiechnął się.

— Zostałeś, wicehrabio, zauważony przez pannę Paulet. Idź, pokłoń się jej.

Bądź tym, kim jesteś — szczerym prowincjuszem. Tylko nie śmiej mówić jej cokolwiek na temat Henryka IV.

Wicehrabia rumieniąc się podszedł do Lwicy i wkrótce zniknął pośród tych wszystkich panów, którzy otaczali jej krzesło.

Utworzyły się teraz dwie zupełnie wyraźne grupy: jedna otaczająca pana Menage, a druga pannę Paulet. Scarron przemykał od jednej do drugiej sterując wśród całego towarzystwa swym fotelem na kółkach ze zręcznością pilota manewrującego barką na morzu usianym podwodnymi rafami.

— Kiedy porozmawiamy? — spytał Atos Aramisa.

— Zaraz — odpowiedział tenże. — Jeszcze trochę za mało ludzi. Zwrócono by na nas uwagę.

W tejże chwili otworzyły się drzwi i lokaj zaanonsował pana koadiutora.

Na dźwięk tego nazwiska wszyscy się obrócili, ponieważ zaczynało ono być już bardzo głośne.

Atos zachował się podobnie jak i wszyscy. Księdza de Gondy znał tylko z nazwiska.

Ujrzał małego, czarnego mężczyznę, źle zbudowanego, o rękach niezręcznych we wszystkim prócz dobywania szpady i pistoletu, krótkowidza, który na wstępie zderzył się ze stołem, omal go nie wywracając. Lecz przy tym wszystkim na twarzy jego malowała się jakaś wyższość i duma. Scarron również się obejrzał i wyjechał mu naprzeciw w swoim fotelu. Panna Paulet ze swego miejsca przesłała mu powitanie ręką.

— Aha — rzekł koadiutor spostrzegłszy Scarrona, co nastąpiło dopiero wówczas, gdy się nań natknął — to ksiądz w niełaskach, hę?

Był to zwrot sakramentalny. Wyrzeczono go ze sto razy tego wieczora i Scarron miał już setny dowcip na ten temat, tym razem omal nie chybiony — uratował go jedynie rozpaczliwy wysiłek.

— Kardynał Mazarini zechciał o mnie pomyśleć — odparł.

— Nadzwyczajne! — wykrzyknął Menage.

— Ale co pan zrobisz, aby nas dalej u siebie przyjmować? — ciągnął koadiutor. — Skoro pańskie dochody tak się zmniejszają, będę zmuszony mianować pana kanonikiem przy katedrze Panny Marii.

— Nie, och nie! Zbyt bym waszą wielebność kompromitował.

— Więc masz pan źródła, których nie znamy.

— Zapożyczę się u królowej.

— Ależ jej królewska mość nie posiada osobiście nic — wtrącił Aramis. — Czyż nie żyje ona we wspólnocie posagowej?

Koadiutor odwrócił się i przyjaźnie uśmiechnął do Aramisa, skinąwszy mu końcem palca.

— Wybacz, drogi księże — rzekł doń. — Jesteś pan mocno spóźniony i muszę panu coś podarować.

— Co takiego? — spytał Aramis.

— Sznur do kapelusza.

Wszyscy zwrócili się w stronę koadiutora, który wyciągnął z kieszeni sznur o szczególnym kształcie.

— Ależ to proca! — rzekł Scarron.

— Otóż to! Fronda — odparł koadiutor. — Wszystko robi się pod frondę.

Panno Paulet, mam dla pani wachlarz a la fronde. Panu d’Herblay dam mego rękawicznika, robi on rękawiczki a la fronde. Panu zaś, Scarron, piekarz mój daje nieograniczony kredyt; wypieka on chleby a la fronde, wyśmienite!

Aramis wziął sznur i opasał nim kapelusz.

W tejże chwili otworzyły się drzwi i lokaj zawołał głośno:

— Jej wysokość księżna de Chevreuse!

Na to nazwisko wszyscy powstali.

Scarron żywo skierował fotel w stronę drzwi. Raul się zaczerwienił. Atos skinął na Aramisa, który poszedł schronić się we wnęce okna.

Słuchając komplementów pełnych szacunku, którymi przyjęto ją zaraz od wejścia, księżna wyraźnie poszukiwała kogoś czy czegoś. Wreszcie dostrzegła Raula i oczy jej rozbłysły; spostrzegła Atosa i owładnęło nią rozmarzenie; we wnęce okiennej dojrzała Aramisa i za wachlarzem drgnęła niedostrzegalnie ze zdziwienia.

— O właśnie! — ozwała się, jakby chcąc odpędzić myśli, które opadły ją mimo woli. — Jak tam się czuje biedny Voiture? Nie wiesz pan przypadkiem, panie Scarron?

— Jak to! Pan Voiture chory? — zapytał jegomość, który rozmawiał z Atosem na ulicy Saint-Honore — a co mu dolega?

— Grał nie troszcząc się, aby mu lokaj zmieniał koszule — rzekł koadiutor.

— W ten sposób zaziębił się i jest umierający.

— Gdzież to?

— Miły Boże, u mnie! Proszę sobie wyobrazić, że ten biedny Voiture uroczyście ślubował, iż nie będzie więcej grał. Po trzech dniach nie mógł już zdzierżyć i wędruje na arcybiskupstwo, bym zdjął zeń śluby. Na nieszczęście byłem w tym czasie bardzo zajęty z poczciwym radcą Broussel, i to w najdalszym z moich apartamentów. Tymczasem Voiture zobaczył markiza de Luynes oczekującego przy stole na partnera do gry. Markiz go woła, zaprasza do stołu. Voiture odpowiada, że nie może grać, ponieważ nie zdjąłem zeń ślubów, Luynes przemawia w moim imieniu, bierze grzech na swój rachunek i Voiture zasiada do stołu, przegrywa czterysta talarów. Wyszedłszy na dwór zaziębia się i kładzie do łóżka, by więcej już nie powstać.

— Czy z nim aż tak źle, z naszym drogim Voiture? — zapytał Aramis ukryty na wpół za zasłoną okienną.

— Niestety — odpowiedział pan Menage. — Bardzo z nim źle i ten wielki człowiek zapewne nas opuści, deseret orbem[39].

— On, umrzeć? — wyrzekła cierpko panna Paulet. — Ani mu w myśli.

Otoczony kochankami jak Turek. Pani de Saintot przybiegła i podaje buliony, La Renaudot grzeje mu prześcieradła. I tak wszystkie aż do naszej przyjaciółki, markizy de Rambouillet, która posyła mu napary z ziół.

— Pani go nie lubisz, droga Partenio! — rzekł śmiejąc się Scarron.

— Ach, cóż za niesprawiedliwość, drogi mój nieboraku! Nienawistny mi jest w tak znikomym stopniu, że z przyjemnością zamówię mszę za spokój jego duszy.

— Nie darmo nazwano cię Lwicą — odezwała się ze swego miejsca pani de Chevreuse. — Mocno kąsasz.

— Pani zbyt krzywdzisz wielkiego poetę, jak mi się zdaje — ośmielił się odezwać Raul.

— On, wielki poeta? Widać zaraz, wicehrabio, że przybywasz pan z prowincji, jak mi to niedawno powiedziałeś, i że nie widziałeś go nigdy na oczy.

On, wielki poeta? Ma zaledwie pięć stóp wzrostu.

— Brawo, brawo! — zawołał duży, suchy i czarny mężczyzna z butnym wąsem i olbrzymim rapierem. — Brawo, piękna Paulet! Czas już ustawić tego małego Voiture na właściwym miejscu. Oświadczam głośno: uważam, że znam się na poezji i jego poezja zawsze mnie mierziła.

вернуться

38

Si Virgilio... hydri. Bo gdyby nie miał Wergiliusz choć przytulnego domostwa I niewolnika, wnet Furii węże wypadłyby z włosów. (Przekł. Gabrieli Pianko).

Fragment jednaj z satyr Juvenalisa, zawierający aluzję do opisu Furii w VII ks. Eneidy Wergiliusza. Sens: gdyby Wergiliusz był biedny, nie skreśliłby tak wspaniałych opisów.

вернуться

39

Deseret orbem (łac.) — opuści świat.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)