Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
W 20 lat później - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

W 20 lat później

Электронная книга - «W 20 lat później». Краткое содержание книги:

Od ostatniego spotkania słynnych czterech muszkieterów — d’Artagnana, Atosa, Portosa i Aramisa — minęło prawie dwadzieścia lat. Nie żyją już kardynał Richelieu i król Ludwik XIII, a rządy we Francji sprawuje w imieniu swojego nieletniego syna Anna Austryjaczka, pozostająca pod wpływem ambitnego i bezwzględnego następcy Richelieu — Mazariniego. Dwór huczy od intryg, a mieszczanie paryscy wylegają zbrojnie na ulice miasta.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 113
Перейти на страницу:

Zajmował się przygotowaniami do odjazdu Raula, a jednocześnie marudził, jakby usiłując zyskać na czasie. Naprzód oczyścił własnoręcznie szpadę, którą wyciągnął z pokrowca z pachnącej skóry; obejrzał uważnie, czy rękojeść siedzi dobrze w gardzie i czy klinga osadzona jest w rękojeści.

Następnie wrzucił na dno sakwy przeznaczonej dla młodego człowieka kieskę pełną luidorów i przywołał Olivaina, było to imię służącego, który towarzyszył im z Blois. Rozkazał mu spakować w swojej obecności tłumok, dopilnowując, aby znalazły się w nim wszystkie rzeczy niezbędne dla młodzieńca udającego się na wyprawę.

Wreszcie, zużywszy niemal godzinę na te starania, otworzył drzwi do izby wicehrabiego i wszedł tam na palcach.

Przez duże kwatery szyb wpadało już do izby promieniste słońce, Raul bowiem, powróciwszy późno, zaniedbał wczoraj zapuścić zasłony. Spał jeszcze smacznie z głową wdzięcznie wspartą na ramieniu. Jego długie, czarne włosy na wpół przesłaniały urocze czoło, całe wilgotne od potu, jaki spływa perłami kropel po policzkach zmęczonego dziecka.

Atos zbliżył się i nachylony, w postawie pełnej czułości i melancholii, długo przyglądał się młodzieńcowi o uśmiechniętych ustach i na wpół przymkniętych powiekach; sny jego musiały być przyjemne, a sen lekki, tak wiele troskliwości i miłości wkładał anioł stróż w swą milczącą opiekę. W obliczu tej młodości tak bogatej i czystej Atos poddał się z wolna urokom marzenia. Ujrzał ponownie swoją młodość przywodzącą te wszystkie słodkie wspomnienia, co są raczej zapachem aniżeli myślami. Między tą przeszłością a teraźniejszością była przepaść. Wyobraźnia jednak ma lot anioła i błyskawicy — przebywa morza, gdzieśmy się omal nie rozbili, ciemności, gdzie utraciliśmy nasze złudzenia, otchłań, co pochłonęła nasze szczęście. Atos sądził, że całą pierwszą część jego życia złamała mu kobieta. Rozmyślał z lękiem, jak wielki wpływ może mieć miłość na ustrój tak delikatny, a jednocześnie tak mocny.

Wspominając wszystko, co sam był przecierpiał, wyobrażał sobie, co może przecierpieć Raul. Wyraz czułej, głębokiej litości, która przeniknęła mu serce, odbił się w jego ciepłym spojrzeniu, jakim objął młodego człowieka.

W tejże chwili Raul ocknął się ze snu bezchmurnego, wolnego od ciemności i zmęczenia, charakterystycznego dla pewnych delikatnych ustrojów, na przykład ptaków. Oczy jego napotkały wzrok Atosa i niewątpliwie pojął to wszystko, co działo się w sercu opiekuna, oczekującego na jego przebudzenie, jak kochanek oczekuje na przebudzenie ukochanej, gdyż w spojrzeniu chłopca przebijał wyraz bezgranicznej miłości.

— Był żebyś to pan tutaj? — odezwał się z szacunkiem.

— Tak, to ja, Raulu — odparł hrabia.

— I pan mnie nie budzi?

— Chciałem, przyjacielu, podarować ci jeszcze kilka chwil tego smacznego snu. Jesteś zapewne zmęczony po wczorajszym dniu, który przeciągnął się tak późno w noc.

— O, jakiż pan dobry! — zawołał Raul. Atos uśmiechnął się.

— Jakże się czujesz? — zapytał.

— Ależ doskonale, jestem zupełnie wypoczęty i rześki.

— Przecież rośniesz jeszcze, a w tym wieku odczuwa się zmęczenie w dwójnasób — ciągnął Atos z ojcowską i czarującą troskliwością, jaką może żywić dojrzały mężczyzna w stosunku do młodzieńca.

— Och, panie, wybacz mi — odrzekł Raul zawstydzony tyloma dowodami uprzedzającej grzeczności — za chwilę będę już ubrany.

Atos wezwał Olivaina i Raul był rzeczywiście gotów po upływie dziesięciu minut, z punktualnością, jaką wdrożony w służbę wojskową hrabia wpoił w swego wychowanka.

— A teraz — Raul zwrócił się do służącego — zajmij się moim bagażem.

— Bagaże czekają już gotowe, Raulu — rzekł Atos. — Kazałem w swojej obecności spakować twoją sakwę, i nie odczujesz żadnych braków. Powinna już być przytroczona do koni, podobnie jak tłumok służącego, o ile wykonano moje rozkazy.

— Wszystko wedle woli pana hrabiego — rzekł Olivain. — Konie również czekają gotowe.

— Więc podczas kiedy ja spałem — wykrzyknął Raul — pan był tak dobry zająć się tymi wszystkimi drobiazgami! Doprawdy, stale obsypujesz mnie pan dobrodziejstwami.

— A zatem lubisz mnie trochę, przynajmniej żywię tę nadzieję — odparł Atos tonem niemal rozczulenia.

— Och, panie! — wykrzyknął Raul, który opanował się, aż mu dech zapierało, by nie okazać wzruszenia jakimś wybuchem czułości. — Bóg mi świadkiem, że pana kocham i czczę.

— Rozejrzyj się, czyś czego nie zapomniał — rzekł Atos i aby pokryć rozczulenie, udawał, że szuka czegoś wokół.

— Ależ nie, panie.

W tym momencie do Atosa podszedł ociągając się służący i rzekł przyciszonym głosem:

— Pan wicehrabia nie ma szpady, ponieważ pan hrabia kazał mi ją zabrać wczoraj wieczorem.

— Wiem o tym — odparł Atos. — Załatwię to sam.

Raul zdawał się nie zauważać rozmowy. Schodził w dół, spozierając co chwila na hrabiego; chciał wiedzieć, czy nadszedł już moment pożegnania, lecz Atos nie mrugnął okiem.

Już na ganku Raul spostrzegł trzy konie.

— Och, panie — wykrzyknął cały rozpromieniony — pojedzie pan ze mną?

— Chcę cię kawałek odprowadzić.

W oczach Raula rozbłysła radość i lekko wskoczył na konia.

Atos wolno doszedł swego, szepnąwszy coś przedtem służącemu, który miast jechać zaraz za nimi, poszedł z powrotem ha górę. Raul, zachwycony towarzystwem hrabiego, nie zauważył nic albo też udał, że nic nie dostrzega.

Dwaj jeźdźcy skierowali się przez Pont-Neuf, potem nadbrzeżem lub raczej okolicą, którą nazywano wówczas wodopojem Pepina, a dalej wzdłuż murów Grand-Chatelet. Wjechali na ulicę Saint-Denis, gdzie dołączył do nich służący.

Jechali w milczeniu. Raul czuł dobrze, że zbliża się moment rozstania, gdyż hrabia wydał jeszcze wczoraj szereg poleceń tyczących jego osoby na dzień dzisiejszy. Zresztą spojrzenia jego wyrażały dwa razy więcej czułości, a kilka słów, które mu się wymknęły, potęgowały miłość. Od czasu do czasu rzucał mimochodem jakąś myśl czy radę, a słowa jego przepojone były troskliwością.

Kiedy dwaj kawalerowie, minąwszy bramę Saint-Denis, dotarli na wyżynę des Recellets, Atos spojrzał na wierzchowca wicehrabiego.

— Słuchaj, Raulu — rzekł — masz ciężką rękę. Mówiłem o tym już nieraz i nie należy tego nigdy zapominać, gdyż jest to wielka wada u jeźdźca. Spójrz, koń twój jest już zmęczony, pokryty potem, podczas gdy mój wygląda, jakby dopiero co wyszedł ze stajni. Ściągając w ten sposób wędzidło robisz go twardym w pysku i zauważ tylko, nie możesz już kierować nim z niezbędną szybkością. A niejednokrotnie ratunek kawalerzysty zależy od natychmiastowego posłuszeństwa jego konia. Pomyśl tylko, za osiem dni nie będziesz jeździł na maneżu, lecz na polu bitwy.

Po czym nagle, jakby pragnąc osłabić przykrość tych uwag, mówił w dalszym ciągu.

— Popatrz no, Raulu, jaka piękna równina do polowania na kuropatwy.

Młodzieniec wziął sobie do serca naukę, lecz nade wszystko podziwiał, jak delikatnie mu jej udzielono.

— Kiedy indziej zauważyłem jeszcze coś innego: strzelając z pistoletu, zbyt sztywno trzymasz ramię. Ta sztywność psuje celność strzału. W ten sposób na dwanaście strzałów chybiłeś trzy razy.

— A pan trafiłeś wszystkie dwanaście — odpowiedział uśmiechając się Raul.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)