Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]
Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]

Электронная книга - «Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]». Краткое содержание книги:

Planeta Tiamat należy do konfederacji skolonizowanych przez ludzkość światów, zwanej Hegemonią. Faktyczną władzę dzierży technokracja z planety Kharemough. Tiamat jest cywilizacyjnie zacofana, pokryta w większości oceanem, z osadnictwem rozlokowanym na licznych archipelagach. Na Tiamat występuje jednak wielkie bogactwo — woda życia, wyciąg z krwi merów — morskich zwierząt. Jej zażywanie pozwala przedłużać życie.
Ze względów astronomicznych Tiamat ma tylko dwie pory roku, trwające po około 150 lat — Lato i Zimę. Podczas Lata rządzą Letniacy, lud zabobonny, odrzucający technikę, a Zimą Zimacy, lud współpracujący z Hegemonią i bezlitośnie eksploatujący swoją planetę. W czasie lata Tiamat, z powodu bliskości czarnej dziury, jest niedostępna dla statków kosmicznych i transport wody życia urywa się.
Nadchodzi czas zmiany warty. Ustępująca Królowa Zimy nie zamierza ustąpić i nie chce się pogodzić ze swoją rytualną śmiercią na zakończenie Zimy. Sprawia, że kilka kobiet Letniaków urodzi jej klony… Spisek ma doprowadzić do przedłużenia jej panowania.

Zdobyła nagrody Hugo i Locusa w 1981.
Nominowana do nagrody Nebula w 1981.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 138
Перейти на страницу:

Nic dziwnego, że mnie nie cierpią. Nienawidziła siebie, patrząc na nieprzejrzyste, spolaryzowane okna, jej jedyną osłonę przed wrogością promieniującą z komendy. Szyby odbijały niewyraźnie jej postać, przypominały widmo przekazu holograficznego, skażone odzwierciedlenie fałszywej rzeczywistości. Nie było już Jerushy, kobiety, mocnego ludzkiego ciała; widziała jedynie wiedźmę o zszarpanych nerwach, ostrym jak nóż języku i paranoicznych złudzeniach. Kogo, u diabła, oszukiwała? To jej wina, nie nadaje się do tej pracy, zawodzi… jest roztrzęsiona, słaba, ulegająca emocjom, kobieca. Odchyliła się w fotelu, spojrzała na swe ciało, dostrzegając prawdę, której nie mógł skryć nawet gruby mundur. A nigdy nie miała dość odwagi, by przyznać, że winna jest ona, a nie jakiś szatański spisek Królowej. Nic dziwnego, że jest pośmiewiskiem.

A jednak — widziała twarz Królowej u tej Letniaczki. Widziała wściekłość Królowej na wiadomość o utracie dziewczyny. Widziała LiouxSkeda walającego się we własnych odchodach — bez żadnego zrozumiałego powodu poza zemstą Arienrhod. Nie przegapiła prawdy! To Królowa systematycznie ją od niej odciąga.

Nic jednak nie mogła zrobić, nic. Próbowała wszystkiego, lecz nie było żadnego wyjścia — nabierała tylko przekonania, że bezpowrotnie traci swą karierę, przyszłość, wiarę we własne możliwości. Jej kariera legła w gruzach, raport o jej dowództwie okaże się jedną długą listą porażek i skarg. Koniec ich pobytu na Tiamat oznaczać będzie kres wszystkiego, do czego dążyła, czego pragnęła. Arienrhod niszczyła ją także, nie tak szybko jak LiouxSkeda, lecz dzięki temu mogła patrzeć na każdy szczegół jej pełnej cierpień drogi do zagłady.

Na dobitek Arienrhod musiała rozumieć, że nie zrezygnuje, że dalej będzie przeczyć swemu przeznaczeniu — jak robiła to zawsze, przez całe życie. Bo rezygnując teraz i opuszczając Tiamat, składając dymisję, przyznałaby, że wszystko to było na próżno. Gdy skończą z tym światem, i tak okaże się, że wszystko zostało zmarnowane, lecz do tej pory nawet piekielne zagadki jej marzenia są lepsze od życia bez żadnych marzeń.

Nie może uderzyć w Królową, nie może się jej odwzajemnić choćby najmniejszą przykrością. Przypadkowo zepsuła jeden plan Arienrhod, mający na celu zachowanie władzy przez Zimaków. Nie dało to jej jednak choćby chwili satysfakcji, bogowie świadkami, a potem nie natrafiła na najmniejszy nawet ślad nowych sieci snutych przez Królową Nocy. Nie wątpiła, że będzie nowy plan… lecz wiedziała także, że tym razem Hegemonia, w jej osobie, nie zdoła zapobiec jego wprowadzeniu w życie. A ta porażka stanie się ukoronowaniem jej własnej zagłady.

Miała jeszcze czas. Walka nie jest jeszcze rozstrzygnięta, musi się rozejrzeć…

— Słyszysz, suko? Dorwę cię jeszcze, klnę się na Bękarta! Nie załamię się, nie zdołasz mnie zniszczyć, nim…

Drzwi znowu się otworzyły, przerywając jej słowa, wszedł policjant i jednym szybkim spojrzeniem sprawdził, że jest sama. Postawił na biurku jeszcze jeden pojemnik z zapieczętowanymi danymi i zerknął ukradkowo.

— No, na co się gapicie?

Zasalutował i wyszedł.

Znowu dałam powód policji do plotek. Jej zdecydowanie uległo zachwianiu. Skąd możesz wiedzieć, czy już nie straciłaś rozumu… ? Sięgnęła po nowy pojemnik, lecz chwyciła jeden arkusz wydruku leżący pod nim. Wyrwała go i przeczytała jedną linijkę: LISTA SKARG. Zgniotła kartkę w dłoniach. Kto położył to tutaj? Kto?

Zabrzęczał głośnik komunikacji wewnętrznej; nie ufając swemu głosowi, włączyła go w milczeniu.

— Wiadomość radiowa z zewnątrz, pani komendant. Nadawca nazywa się Kenneth czy jakoś tak. Czy mam przełączyć?

Ngenet? Bogowie, nie może teraz z nim rozmawiać, nie w takim stanie. Czemu, u diabła, wybiera najmniej stosowne chwile, czemu znów się jej naprzykrza?

— Chce się też z panią zobaczyć inspektor Mantagnes.

— Przełączcie na mnie rozmowę. — Co powiedziałam? Co? — Przekażcie Mantagnesowi, by… — Zacisnęła zęby. — By zaczekał.

Usłyszała z głośnika trzaski zakłóceń, potem znajome zniekształcenie znajomego głosu.

— Halo? Halo, Jerusha…

— Tak, Miroe! — Z nagłym przypływem przyjemności uznała, że to miło słyszeć kogoś rozmawiającego z nią chętnie, z własnej woli… uświadomiła sobie nagle, jak wiele daje jej jego przyjaźń. — Bogowie, dobrze, że znowu cię słyszę. — Uśmiechała się, wreszcie uśmiechała.

— Nie słyszę cię… paskudny odbiór! Kiedy… znowu przylecisz na plantację… na jakiś dzień…? Minęło tyle czasu, odkąd mnie odwiedziłaś!

— Nie mogę, Miroe. — Kiedy to było? Minęły miesiące, odkąd przyjęła jego zaproszenie, rozmawiała z nim — miesiące, odkąd poświęciła dzień czy godzinę dla siebie, na coś, co wywołało u niej uśmiech. Nie może, nie może sobie na to pozwolić.

— Co?

— Powiedziałam, że… że… — Zobaczyła swoje odbicie na ścianie, twarz klawisza, twarz więźnia w celi. Dotknął ją ciemny palec lęku. — Tak! Tak, przylecę. Przylecę wieczorem.

22

— No dobra, pijawki. Zostawiam was teraz. — Tor cofnęła się, licząc na pokrętną łaskę, licząc wbrew nadziei. Niechcący odsłaniając więcej ciała, niż zamierzała, zaczęła w pochyleniu niesamowicie kręty bieg z przeszkodami. Holograficzne monety statków i rój meteorów splatały się nieuchwytnie na szydełkowej czapce, która przytrzymywała jej kruczą perukę. Fałdy jej jedwabnego kombinezonu odbijały niebieskie płomienie, przypominające ogień spawarki; nie osłonięte ciało błyszczało w mroku groźną lawendą.

Z tłumu dobiegały ją gwizdy i protesty; grała ze stałymi klientami, tak jak jej powiedziano, tracąc tyle i wygrywając, by nabrali przekonania o uczciwości interesu. Pijawki. Ku jej wielkiemu zdziwieniu gry były przeważnie prowadzone uczciwie. Były po prostu tak złożone, że zwykły człowiek nie miał szans na ich rozgryzienie. Gdy pomyślała o straconych przez nią godzinach i pieniądzach, równie rozrzutnie i głupio, jak przez każdego z tych naćpanych tumanów, kręciła z oburzeniem głową w czarnych loczkach. Choć teraz nie jest już tak źle, znała już szyfry, które pozwalały jej potajemnie sterować wynikami gier.

Nie, prowadzenie kasyna, będącego przykrywką dla interesów Źródła na tej planecie, jest całkiem dobre. Była Gospodynią, oficjalną właścicielką Piekła Persefony, niezaprzeczalnie najlepszej jaskini gry w Krwawniku. A na boku zajmowała się innym potajemnym handlem, który zlecał jej Źródło — głowa pozaziemskiego podziemia przestępczego na Tiamat. Częścią polityki Królowej było wyznaczanie zdolnych Zimaków jako przykrywek dla nielegalnej działalności pozaziemców, tak by panowie występku mogli mieć zapewnioną całkowitą bezkarność, wolni byli od prześladowania przez policję Hegi. Pracując dla Źródła, była już czterokrotnie aresztowana przez Sinych, lecz musieli ją przekazywać straży Królowej, która ją po prostu puszczała.

— Hej! — Zerkała przez balet ruchliwych postaci, starając się dokładniej dojrzeć pozaziemca, który właśnie wszedł zza zasłony drobnych, lśniących lusterek, ciągnąc za sobą żywego trupa.

— Polluks! — Wcisnęła mikrofon na bransoletce, potęgując krzyk, którym zagłuszyła dudniącą wokół muzykę. Robot zjawił się przy niej ze swą uspokajającą siłą stali. — Ten zboczeniec, który właśnie wszedł, wyrzuć go znowu. Nie potrzebujemy jego interesów. — Wskazała na niego, próbując nie widzieć, czy żywy trup jest mężczyzną, czy kobietą, ani nie dostrzec żadnego szczegółu jego postaci. Mdliło ją od samego widoku żywych zwłok, podobnie jak na myśl o ludziach z nich korzystających.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)