Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
I tak był w lepszym położeniu niż inni rybacy. Jego łódź należała do większych i była w dobrym stanie. Dwóch członków jego załogi straciło swoje kutry, gdyż nie mogli spłacić kredytów. Bob niewiele mógł zapłacić załodze — płacił głównie rybami albo sprzętem — ale zawsze było to coś. Członkowie tej małej społeczności trzymali się razem, więc nikt nie głodował, ale też nikt, nawet Bob i Harry, nie miał dużo.
Nie wiadomo było, co się stanie, kiedy rozpocznie się inwazja.
Ale Bob na razie nie chciał o tym myśleć. Dzisiaj trzeba było wypatroszyć całą łódź ryb, a ich zamrożenie zmniejszy już i tak niewielkie zasoby paliwa. Kiedy zbliżył się do portu, od razu poprawił mu się humor. Do przystani zawinął bowiem John Samuels.
Nazywali Samuelsa „Uczciwym Johnem” z przekory. Ten handlarz przewoził swoją osiemnastometrową łodzią małe ładunki towarów między Miami a Kubą. Skupował towary na lewo i sprzedawał je po cenach niższych, niż obowiązywały na czarnym rynku.
Był praktycznie ich jedynym dostawcą alkoholu i tytoniu.
Handlarz siedział na przystani razem z Harrym i przybyszem z Sił Uderzeniowych Floty. Karłowaty mięśniak rzeczywiście był oficerem Floty; jego prezentacja galaksjańskiej technologii zrobiła na nich poprzedniej nocy duże wrażenie. Kiedyś oglądali nagranie z Barwhon i Diess — walka z Posleenami to było prawdziwe piekło.
Bob nie zazdrościł małemu, marszczącemu czoło sukinsynowi jego pracy.
Przybysz najwyraźniej znalazł z Harrym wspólny język. Kiedy łódź Boba wykonała ostatni skręt w stronę portu, ich śmiech przebił się przez cichy terkot diesla. Bob zgasił silnik i łódź podryfowała do nabrzeża; trzeba było oszczędzać każdą kroplę paliwa. Harry i Uczciwy John złapali rzucone cumy, a przybysz wrzucił do wody niedopałek cygara. O ile Bob się nie mylił, było to jedno z hawańskich panatellasów Johna. Żołnierz szybko pozyskiwał sobie ludzi.
— Jak połów? — zapytał John i uścisnął dłoń kapitana, kiedy ten zeskoczył na brzeg.
— Mam ryb jak cholera — odpowiedział gorzko Bob. — Tylko ile ja za nie dostanę?
— Głowa do góry, Bob. — Harry szeroko się uśmiechnął. — Mamy nowych kupców.
Rybak w osłupieniu przenosił spojrzenie z jednej roześmianej twarzy na drugą.
— Jak to?
— FBI zrobiło właśnie nalot na biura twoich kupców, Urzędu Przydziału Żywności Miami i Urzędu Rybołówstwa Morskiego — odpowiedział za nich przybysz.
— Dlaczego, do cholery, mieliby to zrobić? — zapytał zaskoczony Bob. — I w jaki sposób tak szybko się o tym dowiedzieliście?
Na zwykle ponurej twarzy przybysza pojawił się lekki uśmiech.
— Mają obowiązek przeprowadzić śledztwo na każdy oficjalny wniosek galaksjańskiego oficera, a wszyscy oficerowie Floty są także oficerami śledczymi. Poparcie wniosku przez Dowódcę Armii Kontynentalnej dodało im tylko skrzydeł.
— Ta czarna skrzynka na jego nadgarstku to komunikator — wyjaśnił ze śmiechem Harry. — Właśnie dzwonili do niego z FBI. Powiedzieli, że był to najbardziej udana akcja przeciwko czarnemu rynkowi, jaki wykonali od początku mobilizacji. To będzie sensacja na skalę całego kraju.
— Przez jakiś czas będzie jeszcze burdel — ostrzegł go Uczciwy John. — Muszą najpierw znaleźć nowych ludzi, którzy nie podlegają kubańskiej mafii. — Pokręcił głową. — A to nie będzie łatwe. Kubańczycy przyzwyczaili się już, że mogą się szarogęsić w całej południowej Florydzie. Jeden najazd tego nie zmieni.
— Zgłoście się do współpracy — powiedział oficer Floty. — Cały majątek tych przedsiębiorstw został zajęty. Zwróćcie się do FBI, żeby powierzono go wam do czasu zakończenia śledztwa. Może jako ofiary ich działalności dostaniecie go na zawsze. Zdobądźcie potrzebne materiały i przeróbcie waszą łódź na magazyn, żebyście nie musieli korzystać z pośrednictwa Miami.
— Potrzebujemy prądu — powiedział Bob. — Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby silnik dieslowski napędzał aż tak duży generator.
Nawet jeśli będziemy współpracować z całym archipelagiem Keys…
— No cóż, jeśli o to chodzi… — Przybysz wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, a John i Harry głośno się zaśmiali.
Tymczasem załoga łodzi rozpoczęła wyładunek, więc czterej mężczyźni przyłączyli się do pracy. Bob spojrzał na Harry’ego.
— Co ja takiego śmiesznego powiedziałem? — zapytał i dźwignął pięćdziesięciokilową balię ryb, żeby ją podać oficerowi Sił Uderzeniowych Floty.
Krępy karzeł przejął ją bez wysiłku i przeniósł na drugą stronę przystani. Był znacznie silniejszy, niż możnaby sądzić po jego wyglądzie.
— Mike ma dla nas mały prezent — odpowiedział z szerokim uśmiechem Harry.
— Na wakacjach szukałem między innymi miejsc, gdzie możnaby zainstalować skrzynki energetyczne — wyjaśnił Mike. — Chcemy umieścić źródła zasilania na całych równinach nadbrzeżnych, żeby później móc ładować pancerze wspomagane, które utkną za linią wroga.
Na Diess okazało się, że najbardziej upierdliwe jest szukanie źródła mocy. Dlatego teraz mam ze sobą trzy generatory antymaterii. Dysponują taką mocą, że można przez cały rok zasilać małe miasteczko.
Wzruszył ramionami i znowu się uśmiechnął.
— A niech mnie — powiedział kapitan i podał Mike’owi kolejną balię ryb. — Dzięki.
— Cóż, każda jednostka wojskowa, która będzie ich potrzebować, ma pierwszeństwo — dodał Mike. — W zasadzie nie powinniście się do nich podłączać, ale skoro nie macie tu sieci elektrycznej, tej energii nie będzie zużywał cały archipelag. — Znowu wzruszył ramionami i zmarszczył czoło. — W całej tej popieprzonej sytuacji przynajmniej to mogę dla was zrobić. Ale nie przesadzajcie z poborem mocy. To jak ogromna bateria, i kiedy się wyczerpie, nadaje się już tylko do wyrzucenia.
— Dzięki przynajmniej za to. — Harry wyniósł na brzeg ostatnią balię. Trzech członków załogi ładowało już balie na wózki transportowe, żeby przewieźć ryby do chłodni. — To znaczy, że nie musimy marnować paliwa na produkcję prądu i łodzie mogą dłużej pływać. Do diabła, mamy antenę satelitarną i możemy teraz podłączyć telewizję w pubie, żeby wysłuchać wiadomości.
— Dobrze by było znowu móc obejrzeć wiadomości — powiedział z uśmiechem Bob. — Cholera, możemy używać telefonu! — roześmiał się. — A nawet faksu…
— …i komórek… — dodał Harry.
Elektroniczne urządzenia, z którymi dorastali, były dla nich od jakiegoś czasu całkowicie niedostępne.
— Cieszcie się tym, dopóki możecie — powiedział ponuro Mike. — Pierwsza poważna inwazja zniszczy satelity, a wraz z nimi odbiór telewizji.
— Tak — odpowiedział Bob — to prawda. Ale od cholernie dawna mogliśmy słuchać tylko radia. Chciałbym cię o coś zapytać, jeśli nie masz nic przeciwko temu.
— Strzelaj — powiedział ostrożnie Mike.
— Mówiłeś, że byłeś na Diess?
— Zgadza się.
— W radiu mówili o tym gościu, który dostał Medal. Podobno wysadziło go w wybuchu jądrowym i przeżył. Jak to naprawdę było?
Sharon zapiszczała i przekręciła się w wodzie, kiedy Herman szturchnął ją w pośladki. Karen zaśmiała się i klepnęła delfina w bok, kiedy przepływał obok niej.