Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 72
Перейти на страницу:

Magrat szła niczym nakręcana zabawka, która nie zmieni kierunku, dopóki nie wpadnie na przeszkodę.

Świeca odbijała się mgliście w hełmach i napierśnikach. Najstraszniej wyglądały zbroje dla koni na gnijących drewnianych ramach — stały niczym zewnętrzne szkielety i jak szkielety skłaniały umysł do myśli o śmiertelności. Puste oczodoły nieruchomo obserwowały drobną postać w kręgu światła.

— Pani?

Głos dobiegał zza drzwi, daleko za plecami Magrat. Ale echa odezwały się wokół niej, odbijane od stuleci gnijącej broni.

Nie mogą tu wejść, pomyślała. Za dużo żelaza. Tutaj jestem bezpieczna.

— Jeśli piękna pani ma ochotę na zabawę, przyprowadzimy jej przyjaciół.

Magrat odwróciła się. Światło padło na coś błyszczącego. Odsunęła na bok wielką tarczę.

— Pani? Wyciągnęła rękę.

— Pani?

Dłoń natrafiła na zardzewiały hełm ze skrzydełkami.

— Chodź, pani, zatańcz na weselu.

Jej palce mocno chwyciły obficie wyposażony napierśnik z kolcami.

Greebo, który ścigał myszy przez leżącą na brzuchu zbroję, wystawił głowę z pancernej nogawki.

Nadeszła przemiana, dostrzegalna w oddechu Magrat, która do tej chwili dyszała szybko, ze strachu i ze zmęczenia. Teraz, przez kilka sekund, jej oddechu nie było w ogóle słychać. Potem wrócił: powolny, głęboki, równy.

Greebo zobaczył, że Magrat — którą zawsze uważał za coś w rodzaju myszy w ludzkiej postaci — podnosi kapelusz ze skrzydełkami i wkłada go sobie na głowę.

Magrat wiedziała o mocy nakryć głowy. W myślach słyszała już turkot rydwanów bojowych.

— Pani? Przyprowadzimy twoich przyjaciół, żeby dla ciebie zaśpiewali.

Odwróciła się. Odbicie płomyka świecy zaiskrzyło jej w oku.

Greebo wycofał się do bezpiecznej zbroi. Pamiętał, jak kiedyś wyskoczył znienacka na lisicę. Zwykle rozprawiał się z lisami bez szczególnego wysiłku, ale ta samica miała młode. Odkrył to, dopiero kiedy pogonił za nią do nory. Stracił kawałek ucha i sporo sierści, zanim udało mu się wyrwać.

Lisica miała wyraz mordki bardzo podobny do tego, jaki zobaczył u Magrat.

— Greebo! Chodź tu, kotku!

Kot odwrócił się i zaczął szukać bezpiecznego miejsca pod napierśnikiem zbroi. Wątpił, czy uda mu się przetrwać.

* * *

Elfy grasowały po ogrodach. Pozabijały ryby w ozdobnej sadzawce — nie od razu.

Pan Brooks stał na kuchennym stołku i pracował przy szczelinie w ścianie stajni. Zdawał sobie sprawę z pewnego poruszenia w zamku, ale dotyczyło ono ludzi, zatem nie było szczególnie ważne. Zauważył jednak zmianę tonu uli i trzaski łamanego drewna.

Ul leżał już przewrócony. Rozgniewane pszczoły krążyły wokół trzech intruzów rozdeptujących plastry, miód i młode.

Śmiech elfów urwał się nagle, gdy wyrosła przed nimi postać w białym płaszczu i masce. Uniosła długą metalową rurę.

Nikt nie wiedział, co pan Brooks wlewa do swojej szprycy. Był tam stary tytoń, wygotowane korzenie, ścinki kory i zioła, o których nawet Magrat nie słyszała. Z rury wystrzeliła nad żywopłotem lśniąca struga, która trafiła środkowego elfa między oczy i rozprysnęła się na dwa pozostałe.

Pan Brooks patrzył obojętnie, dopóki nie ustały ich drgawki. — Osy — mruknął.

Potem znalazł pudło z narzędziami i z wielką troską, nie dbając o użądlenia, zaczął naprawiać połamane ramki.

* * *

Shawn nie miał już właściwie czucia w ręce — tylko ten tępy, gorący ból, który sugerował, że ma złamaną przynajmniej jedną kość. Wiedział też, że jego dwa palce nie powinny tak wyglądać. Pocił się, choć został jedynie w koszuli i kalesonach. Nie należało zdejmować kolczugi, ale trudno odmówić, kiedy elf mierzy do człowieka z łuku. Shawn wiedział coś, z czego wielu ludzi szczęśliwie nie zdaje sobie sprawy — że kolczuga nie stanowi zbyt trudnej przeszkody dla strzały. Zwłaszcza jeśli ta strzała celuje prosto między oczy.

Pociągnęli go korytarzami aż do zbrojowni. Elfów było co najmniej cztery, choć z trudem rozpoznawał ich twarze. Pamiętał, jak kiedyś przybyła do Lancre wędrowna Laterna Magiczna. Oglądał wtedy oczarowany różne obrazki rzucane na jedno z prześcieradeł niani Ogg. Twarze elfów przypominały mu tamto doświadczenie: gdzieś tkwiły oczy i usta, ale wszystko inne zdawało się chwilowe; rysy i wygląd przepływały po nich jak tamte obrazki po prześcieradle.

Niewiele mówiły. Za to często się śmiały. Były wesołym ludem, zwłaszcza kiedy wykręcały człowiekowi rękę, żeby sprawdzić, jak daleko się wygnie.

Przez chwilę rozmawiały we własnym języku. W końcu jeden z nich zwrócił się do Shawna, wskazując drzwi zbrojowni.

— Chcemy, żeby piękna pani wyszła do nas — wyjaśnił. — Musisz jej powiedzieć, że jeżeli nie wyjdzie, pobawimy się z tobą jeszcze trochę.

— A co z nami zrobicie, jeśli wyjdzie? — zapytał Shawn.

— Och, i tak się z tobą pobawimy. Dlatego to jest takie śmieszne. Ale ona musi mieć nadzieję, prawda? Pomów z nią. Teraz.

Pchnęli go do drzwi. Zastukał w sposób — miał nadzieję — pełen szacunku.

— Ehm… Panno królowo?

— Słucham — odpowiedział mu stłumiony głos Magrat.

— To ja, Shawn.

— Wiem.

— Stoję przed drzwiami. Hm. Myślę, że oni zranili pannę Tockley. Hm. Powiedzieli, że mnie zranią bardziej, jeśli panna królowa nie wyjdzie. Ale niech panna królowa nie wychodzi, oni nie mogą tam wejść przez to całe żelazo. Dlatego na miejscu panny królowej bym ich nie słuchał.

Usłyszał dalekie szczęknięcia i cichy brzęk, jakby struny.

— Panno Magrat!

— Zapytaj ją — polecił elf — czy ma tam wodę i jedzenie.

— Panno królowo, oni mówią…

Jeden z elfów odsunął go szarpnięciem. Dwa stanęły po obu stronach drzwi, a trzeci przyłożył do drewna swe szpiczaste ucho. Po chwili uklęknął i zajrzał przez dziurkę od klucza. Cały czas pilnował, żeby nie dotknąć żelaza zamka.

Zabrzmiał dźwięk — nie głośniejszy niż trzask klucza. Elf przez chwilę trwał nieruchomo, po czym przewrócił się wolno, nie wydając z siebie głosu.

Shawn zamrugał.

Z oka elfa sterczał jakiś cal bełtu z kuszy. Pióra były ścięte po przelocie przez dziurkę od klucza.

— Łoj — powiedział Shawn.

Drzwi zbrojowni się otworzyły. Za nimi była tylko ciemność.

Jeden z elfów wybuchnął śmiechem.

— I już po nim — stwierdził. — Jaki głupi… Pani! Czy posłuchasz swojego wojownika?

Chwycił Shawna za złamaną rękę i wykręcił.

Shawn próbował nie krzyczeć. Fioletowe gwiazdki zapalały mu się przed oczami. Zastanawiał się, co będzie, jeśli straci przytomność.

Żałował, że nie ma przy nim mamy.

— Pani — odezwał się elf. — Jeśli…

— Dobrze — przerwał mu głos Magrat z ciemności. — Wyjdę. Ale musicie obiecać, że nie zrobicie mi krzywdy.

— Ależ oczywiście, pani.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)