Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]
Światło się mroczy [Dying of the Light - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]

Электронная книга - «Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]». Краткое содержание книги:

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, na festiwalowy świat Worlorn, Dirk t’Larien przekonuje się, że duma światów zewnętrznych położonych poza Welonem Kusicielki bardzo się zmieniła i jest teraz umierającą planetą. Gwiazdozbiór Kręgu Ognia świeci coraz słabiej i Worlorn ponownie podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych przestrzeni.
Gwen jest obecnie związana z Jaanem Vikarym, jednym z dumnych Kavalarów, którzy władają Worlornem zgodnie ze swym opartym na przemocy kodeksem. Gdy jednak planeta pogrąża się w mroku, ich brutalna, pusta cywilizacja zaczyna się załamywać.
„Światło się mroczy” to powieść zawierająca piękny opis obcych światów i kultur, to mroczna opowieść o przemocy, złamanych obietnicach, samozniszczeniu i obsesyjnej lojalności.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 94
Перейти на страницу:

Otwierała się tam szeroka brama, prowadząca w noc. Dirk poczuł na twarzy dotknięcie wiatru i zrozumiał, dlaczego liście szeleszczą. Gdy mijali bramę, nie opuszczając kręgu, spojrzał na zewnątrz. Od bramy oddalała się biała wstęga drogi.

Nisko nad nią mknął zbliżający się do miasta autolot. Dirk widział go tylko przez chwilę. Był ciemny — ale w słabym świetle gwiazd światów zewnętrznych wszystko wydawało się ciemne — i lśnił metalicznym blaskiem. Nadano mu kształt jakiejś pokracznej kavalarskiej bestii, której nie był w stanie zidentyfikować.

Nie ulegało jednak wątpliwości, że nie jest to pojazd Ironjade’ów.

Rozdział 9

— Udało się nam — stwierdziła z przekąsem Gwen, gdy już minęli bramę. — Ścigają nas.

— Myślisz, że nas widzieli?

— Z pewnością. Nasze światła, gdy mijaliśmy bramę. Nie mogli ich nie zauważyć.

Po obu stronach rozpościerała się nieprzenikniona ciemność, a nad ich głowami nadal szumiały liście.

— Uciekamy? — zapytał Dirk.

— Ich autolot ma uzbrojone lasery. Nasz nie. Został nam tylko zewnętrzny bulwar. Autolot Braithów będzie nas ścigał w górę, a gdzieś nad nami będą czekali łowcy. Zabiliśmy tylko dwóch, może trzech. Przyjdą następni. Jesteśmy w pułapce.

Dirk pogrążył się w zamyśleniu.

— Możemy schować się za drzewem, a kiedy wjadą do środka, pomknąć ku bramie.

— Tak, to oczywisty plan. Zbyt oczywisty. Podejrzewam, że na zewnątrz będzie na nas czekał drugi autolot. Mam lepszy pomysł.

Zatrzymała mantę. Tuż przed nimi — widoczne w jaskrawym blasku reflektorów — znajdowało się rozwidlenie drogi. Jej lewe odgałęzienie zakręcało wokół drzewa, tworząc rondo, a prawe przechodziło w bulwar, prowadzący ku położonemu dwa kilometry wyżej szczytowi.

Gwen wyłączyła reflektory i pochłonęła ich ciemność. Gdy Dirk zaczął coś mówić, kobieta uciszyła go głośnym: „Psst!”.

Mrok był nieprzenikniony. Dirk nic nie widział. Gwen, autolot, Wyzwanie — wszystko to zniknęło bez śladu. Słyszał szelest liści i wydawało mu się, że jego uszy rejestrują również dźwięk zbliżającego się autolotu Braithów, to jednak musiało być złudzenie. Z pewnością najpierw zobaczyłby jego reflektory.

Wehikuł zakołysał się łagodnie niczym mała łódka. Ramienia Dirka dotknęło coś twardego. Poderwał się nagle. Potem jego twarzy dotknęły inne przedmioty.

Liście.

Wznosili się w górę, między gęste listowie rozłożystego emerelskiego drzewa.

W policzek uderzyła go boleśnie odepchnięta na bok gałąź, która wyprostowała się raptownie. Popłynęła krew. Ze wszystkich stron ciasno otaczały go liście. Po chwili rozległ się głuchy łoskot. Skrzydła manty uderzyły o gruby konar. Nie mogli już wznieść się wyżej. Zawiśli w powietrzu, nic nie widząc, otoczeni ciemnością i niedostrzegalnym listowiem.

Po bardzo krótkiej chwili przemknęła pod nimi plama światła, która oddaliła się w prawo, w górę bulwaru. Gdy tylko zniknęła, pojawiła się druga, zbliżająca się z lewej. Zakręciła ostro na rozwidleniu i podążyła za pierwszą. Dirk bardzo się cieszył, że Gwen zignorowała jego sugestię.

Wisieli wśród liści niewiarygodnie długo, ale nie pojawił się następny autolot. Wreszcie Gwen opuściła maszynę na drogę.

— Nie zgubimy ich na dobre — stwierdziła. — Kiedy pułapka się zamknie, a nas w niej nie będzie, zaczną się zastanawiać.

Dirk ocierał rąbkiem koszuli wilgoć z policzka. Gdy krwawienie ustało, zwrócił się w kierunku, z którego dobiegał głos Gwen. Nadal nic nie widział.

— To znaczy, że na nas polują — zaczął. — Świetnie. Dopóki będą sobie łamać głowę nad tym, gdzie się podzialiśmy, nie zabiją żadnych Emerelczyków. A wkrótce powinni się zjawić Jaan i Garse. Sądzę, że pora się ukryć.

— Albo uciec — dobiegł z ciemności głos Gwen. Nadal nie zapaliła reflektorów.

— Mam pomysł — oznajmił Dirk. Raz jeszcze dotknął policzka i, upewniwszy się, że wszystko z nim w porządku, wepchnął koszulę w spodnie. — Kiedy jechałaś po rondzie, coś zauważyłem. Rampę ze znakiem. Mignęła tylko przelotnie w świetle reflektorów, ale coś mi to przypomniało. Na Worlornie była kolej podziemna, zgadza się? Międzymiastowa?

— Była — potwierdziła Gwen. — Ale już ją zlikwidowano.

— Naprawdę? Wiem, że pociągi nie kursują, ale co z tunelami? Czy je zasypali?

— Nie mam pojęcia. Raczej nie, jak sądzę. — Reflektory zapaliły się nagle. Dirk zamrugał, oślepiony blaskiem. — Pokaż mi ten znak — zażądała Gwen. Ponownie zaczęli zataczać krąg wokół drzewa.

Domysł Dirka okazał się trafny. To było wejście do tuneli kolei podziemnej. Płytka rampa schodziła w ciemność. Gwen zatrzymała maszynę, która zawisła w odległości kilku metrów od wylotu, i skierowała reflektory na tablicę.

— Musielibyśmy porzucić autolot — stwierdziła. — Naszą jedyną broń.

— To prawda — zgodził się Dirk. Wejście było stanowczo zbyt wąskie, by mogła się przez nie przecisnąć szara, metalowa manta. Najwyraźniej budowniczowie kolei podziemnej nie przewidzieli, że ktoś zechce latać ich tunelami. — Ale może to i lepiej. Nie możemy opuścić Wyzwania, a wewnątrz miasta autolot znacznie ogranicza naszą swobodę ruchów. Mam rację? — Gdy Gwen nie odpowiadała, potarł się ze znużeniem w głowę. — Dla mnie brzmi to rozsądnie, ale może nie myślę zbyt jasno. Jestem wykończony i zapewne poraziłby mnie strach, gdybym miał czas zastanowić się nad naszą sytuacją. Cały jestem posiniaczony, pokaleczony i chce mi się spać.

— W takim razie może warto zaryzykować wejście do tuneli — przyznała Gwen. — Moglibyśmy oddalić się kilka kilometrów od Wyzwania, a potem położyć się spać. Nie sądzę, żeby Braithom przyszło do głowy szukać nas pod ziemią.

— A więc postanowione — stwierdził Dirk.

Zabrali się do roboty bardzo metodycznie. Gwen posadziła autolot tuż obok prowadzącej pod ziemię rampy i wyjęła z tylnego siedzenia pakiet czujników oraz zestaw polowy. Zabrali również powietrzne ślizgi, wkładając buty do latania i wyrzucając te, które mieli na nogach. Pośród narzędzi umieszczonych na spodniej stronie maski banshee była też ręczna latarka — pręt z metalu i plastiku długości męskiego przedramienia, który dawał słabe, białe światło.

Gdy byli już gotowi odejść, Gwen raz jeszcze spryskała oboje antyzapachem, a potem kazała Dirkowi zaczekać przy wejściu, okrążyła autolotem rondo i porzuciła pojazd pośrodku drogi, nieopodal wejścia. Niech Braithowie pomyślą, że zbiegowie ukryli się w wewnętrznym labiryncie Wyzwania. Czekają ich piękne, długie łowy.

Dirk oczekiwał w ciemności, gdy Gwen wracała na piechotę, pokonując długą drogę wokół drzewa. Potem zeszli razem po rampie na opuszczony dworzec kolei podziemnej. Nie spodziewał się, że odległość będzie aż tak wielka. Według jego oceny zeszli co najmniej dwa piętra w dół. Posuwali się naprzód bezgłośnie, a światło latarki padało na gładkie, pastelowo niebieskie ściany. Pomyślał o Bretanie Braithu, który czaił się jakieś pięćdziesiąt pięter poniżej, i przez krótką chwilę poczuł szaloną nadzieję, że w tunelach będzie prąd. W końcu leżały one poza emerelską arkologią i w związku z tym znajdowały się poza zasięgiem Bretana.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)