Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]
Światło się mroczy [Dying of the Light - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]

Электронная книга - «Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]». Краткое содержание книги:

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, na festiwalowy świat Worlorn, Dirk t’Larien przekonuje się, że duma światów zewnętrznych położonych poza Welonem Kusicielki bardzo się zmieniła i jest teraz umierającą planetą. Gwiazdozbiór Kręgu Ognia świeci coraz słabiej i Worlorn ponownie podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych przestrzeni.
Gwen jest obecnie związana z Jaanem Vikarym, jednym z dumnych Kavalarów, którzy władają Worlornem zgodnie ze swym opartym na przemocy kodeksem. Gdy jednak planeta pogrąża się w mroku, ich brutalna, pusta cywilizacja zaczyna się załamywać.
„Światło się mroczy” to powieść zawierająca piękny opis obcych światów i kultur, to mroczna opowieść o przemocy, złamanych obietnicach, samozniszczeniu i obsesyjnej lojalności.
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 94
Перейти на страницу:

Zakneblowana Gwen chciała coś krzyknąć. Teyn Pyra, wysoki, chudy Kavalar o czarnych, rozczochranych włosach, zatrzymał się nad nią w pozycji groźby.

Dirk jednak nie był zakneblowany i zrozumiał, o co chodziło Gwen.

— Nie będę cicho — krzyknął, czy raczej spróbował krzyknąć. Jego głos nie był w stanie poradzić sobie z tym zadaniem. — To byli mordercy. Zasługiwali na śmierć.

Wszyscy Braithowie spojrzeli na niego.

— Zakneblujcie go, żeby przestał jazgotać — rzucił Pyr. Jego teyn podniósł się pośpiesznie, by wykonać to polecenie. Kiedy skończył, Pyr przemówił ponownie: — Będziesz miał jeszcze pod dostatkiem czasu na krzyki, Dirku t’Larien. Kiedy będziesz uciekał nago przez las i usłyszysz z tyłu ujadanie moich psów.

Bretan odwrócił niezgrabnym ruchem głowę i barki. Jego blizny zalśniły w blasku reflektorów.

— Nie — sprzeciwił się. — Ja mam do niego większe prawo.

Pyr spojrzał na niego.

— Ja wytropiłem niby-człowieka. Ja go złapałem.

Przez twarz Bretana przemknął kolejny tik. Chell, który wciąż trzymał wielkiego psa na owiniętym wokół masywnej dłoni łańcuchu, położył drugą rękę na ramieniu teyna.

— To mnie nie obchodzi — rozległ się inny głos. Należał do Kavalara, który siedział na podłodze. Wpatrzony. Nieruchomy. — Co z suką?

Pozostali spojrzeli na niego z niepokojem.

— O niej nie możemy dyskutować, Myrik — oznajmił Lorimaar high-Braith. — Należy do Ironjade.

Mężczyzna rozciągnął gwałtownie usta. Jego spokojna twarz zmieniła na chwilę wyraz, stając się obliczem bestii, wykrzywionym w grymasie emocji. Potem Braith ponownie wziął się w garść, a jego twarz znieruchomiała.

— Zabiję tę kobietę — oznajmił. — Teraan był moim teynem. Skazała jego ducha na wygnanie w bezdusznym świecie.

— Ona? — Głos Lorimaara był pełen niedowierzania. — Czy to prawda?

— Widziałem to — potwierdził siedzący na podłodze mężczyzna zwany Myrikiem. — Strzeliłem do niej, kiedy nas zaatakowała i zostawiła na podłodze umierającego Teraana. To prawda, Lorimaarze high-Braith.

Dirk spróbował wstać, ale chudy Kavalar pchnął go z całej siły, uderzając dodatkowo jego głową w metalowy bok autolotu.

— Zrób z niej swą osobistą zwierzynę — odezwał się chudy staruszek o metalowej ręce, który w drugiej dłoni trzymał głowę dziecka. Jego cienki głos był ostry niczym myśliwski nóż, który nosił u pasa. — Mądrość schronienia jest pradawna i niezawodna, bracia. Ona już nie jest prawdziwą kobietą, jeśli w ogóle kiedykolwiek nią była. Nie jest strzeżoną żoną ani eyn-keth. Kto może za nią zaręczyć? Porzuciła opiekę swego związanego dumą i uciekła z niby-człowiekiem! Jeśli nawet była kiedyś człowiekiem z krwi i kości, już nim nie jest. Wiecie, jacy są niby-ludzie, kłamcy, zmiennokształtni, wielcy oszuści. Gdy niby-człowiek Dirk był z nią sam na sam w ciemnościach, z pewnością ją zabił i zastąpił demonem takim jak on, ukształtowanym na jej obraz i podobieństwo.

Chell kiwnął głową na znak zgody i powiedział coś poważnym tonem po starokavalarsku. Pozostali Braithowie nie wyglądali jednak na przekonanych. Lorimaar i jego teyn, barczysty grubas, wymienili złowrogie spojrzenia. Odrażająca twarz Bretana — w połowie maska z blizn, a w połowie obraz młodzieńczej niewinności — nie wyrażała absolutnie nic. Pyr zmarszczył brwi, nie przestając nerwowo stukać się pałką w nogę. To Roseph udzielił odpowiedzi.

— Uznałem Gwen Delvano za człowieka, kiedy byłem arbitrem w kwadracie śmierci — stwierdził ostrożnie.

— To prawda — poparł go Pyr.

— Być może wtedy była człowiekiem — nie ustępował starzec. — Ale od tego czasu zakosztowała krwi i spała z niby-człowiekiem. Któż mógłby ją tak teraz nazwać?

Zawyły psy.

Kakofonię rozpoczęły cztery bestie przykute przez Myrika do autolotu. Wkrótce dołączyły do nich te, które siedziały uwięzione w autolocie Lorimaara. Wielkie zwierzę Chella warknęło i zaczęło się szarpać, lecz stary Braith szarpnął gniewnie za łańcuch, usiadło więc i również zaczęło wyć.

Większość łowców spojrzała w stronę cichej ciemności, która otaczała ich niewielki krąg — rzucającym się w oczy wyjątkiem był Myrik, który siedział bez ruchu z zamarłą twarzą, nie spuszczając spojrzenia z Gwen Delvano — a kilku z nich dotknęło pistoletów u pasa.

Na granicy kręgu, za autolotami i plamą światła, stali obok siebie dwaj Ironjade’owie.

Ból rozsadzający głowę Dirka nagle przestał się mu wydawać ważny. Jego ciało zadygotało gwałtownie. Spojrzał na Gwen. Patrzyła na nich. Szczególnie na Jaana.

Jaan Vikary wszedł w krąg światła. Dirk zauważył, że wpatruje się on w Gwen niemal równie intensywnie jak Myrik. Wydawało się, że porusza się bardzo powoli, niczym postać we śnie albo ktoś śpiący. Za to Garse Janacek był pełen życia.

Vikary miał na sobie cętkowany kombinezon z kameleonowej tkaniny. Gdy wchodził w krąg swych wrogów, cały jego strój był w różnych odcieniach czerni, lecz kiedy psy wreszcie się uspokoiły, zrobił się już brudnoszary. Rękawy koszuli kończyły się tuż nad łokciami. Na prawym przedramieniu lśniły żelazo i świecik, a na lewym nefryt i srebro. Przez nie kończącą się chwilę wydawał się olbrzymem. Chell i Lorimaar byli o głowę wyżsi od niego, lecz w jakiś sposób Vikary’emu udało się na krótki czas ich zdominować. Przeszedł obok Braithów niczym unoszący się w powietrzu duch — nadal wydawał się zupełnie nierzeczywisty — jakby w ogóle ich nie widział, i zatrzymał się obok Gwen oraz Dirka.

Było to jednak tylko złudzenie. Wycie ucichło, Braithowie zaczęli mówić i Jaan Vikary znowu stał się człowiekiem — większym niż wielu, lecz mniejszym od niektórych.

— Jesteście tu intruzami, Ironjade’owie — oznajmił Lorimaar twardym, gniewnym głosem. — Nie proszono was tutaj. Nie macie prawa tu przebywać.

— Niby-ludzie — warknął Chell. — Fałszywi Kavalarzy.

Bretan Braith Lantry wydał swój szczególny odgłos.

— Twoją betheyn przyznaję tobie, Jaantony high-Ironjade — oznajmił Pyr. Przemawiał stanowczo, lecz jego pałka poruszała się w nerwowym pośpiechu. — Ukarz ją, jak uznasz za stosowne i konieczne. Niby-człowiek jest jednak moją zwierzyną.

Garse Janacek zatrzymał się w odległości kilku metrów. Przenosił spojrzenie z jednego na drugiego z mówiących. Dwukrotnie wydawało się, że zamierza coś powiedzieć. Jaan Vikary jednak zignorował ich wszystkich.

— Wyjmijcie im kneble — rozkazał, wskazując na jeńców.

Długoręki i długonogi teyn Pyra, który stał nad Dirkiem i Gwen, wahał się przez dłuższą chwilę, spoglądając na związanego dumą Ironjade’a. Wreszcie jednak schylił się i wyciągnął obojgu kneble.

— Dziękuję — powiedział Dirk.

Gwen potrząsnęła głową, by usunąć sprzed oczu rozpuszczone włosy, i podniosła się chwiejnie. Ręce nadal miała związane za plecami.

— Jaan — odezwała się niepewnym głosem. — Słyszałeś?

— Słyszałem — potwierdził Vikary. — Rozwiążcie ją — polecił Braithom.

— Posuwasz się za daleko, Ironjade — ostrzegł go Lorimaar.

Pyr jednak sprawiał wrażenie zaciekawionego. Oparł się na swej pałce.

— Rozwiąż ją — polecił.

Jego teyn odwrócił brutalnie Gwen i uwolnił ją z więzów za pomocą noża.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)