Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]

Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:

Szef wielkiej stacji telewizyjnej dokonuje epokowego odkrycia — znajduje metodę tworzenia mikrotuneli podprzestrzennych, które pozwalają zajrzeć kamerze w każde miejsce w teraźniejszości i przeszłości... W przezroczystym świcie nic nie ukryje się przed kamerą. Ludzie zaczynają szukać sposobów na ukrycie swojej prywatności i swoich zbrodni…
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 83
Перейти на страницу:

— W tej chwili korzystam ze standardowego interfejsu stacji roboczej. Punkt widzenia jest jak frunąca w powietrzu mała kamera. Mogę kierować jego położeniem w przestrzeni i przesuwać w czasie, zmieniając pozycję wylotu tunelu. Ale jeśli chcę obejrzeć dłuższe okresy, to strasznie męczy. Sam wiesz.

Scena potoczyła się dalej. Ojciec postawił córkę na ziemi. Mary zogniskowała widok na jego twarzy i stukając w klawisze, śledziła ją krótkimi, urywanymi ruchami „kamery”, gdy mężczyzna biegł za dzieckiem po nieistniejącym już trawniku.

— Mogę podążać za obiektem — wyjaśniła chłodno. — Ale to trudne i męczące. Dlatego szukałam sposobu zautomatyzowania tej pracy. — Wcisnęła kilka wirtualnych klawiszy. Wykorzystuję procedury rozpoznawania wzorców, żeby namierzyć twarz.

Punkt widzenia WormCamu spłynął w dół, jakby kierowany przez niewidzialnego kamerzystę, i zogniskował obraz na twarzy ojca. Twarz pozostawała pośrodku ekranu, chociaż mężczyzna poruszał głową, rozglądał się, śmiał, krzyczał coś. Tło z tyłu przesuwało się gwałtownie.

— Pełna automatyka — stwierdził David.

Tak. Mam tu procedury, które monitorują moje preferencje, i mogę uzyskać wygodniejszy plan.

Kolejne uderzenia w klawisze i punkt widzenia cofnął się. Kąt był teraz bardziej typowy, ustabilizowany, nie przywiązany już tak mocno do twarzy. Ojciec wciąż pozostawał centralną postacią sceny, ale widoczne było również otoczenie.

David pokiwał głową.

— To cenna idea, Mary. Powiązana z oprogramowaniem interpretującym może nawet pozwolić na automatyczną kompilację biografii postaci historycznych, przynajmniej w pierwszych szkicach. Zasłużyłaś na pochwałę.

Westchnęła.

— Dzięki. Ale i tak uważasz, że jestem dziwolągiem, bo oglądam swojego ojca, a nie Johna Lennona. Prawda?

Wzruszył ramionami.

— Wszyscy inni oglądają Johna Lennona — stwierdził ostrożnie. — Jego życie, na dobre czy złe, stało się własnością publiczną. Twoje życie, to złociste popołudnie, należy tylko do ciebie.

— Ale mam obsesję. Niczym ci szurnięci, którzy stale podglądają, jak kochają się ich rodzice, patrzą na moment swojego poczęcia…

— Nie jestem psychoanalitykiem — przerwał jej łagodnie. — Miałaś ciężkie życie. Nikt temu nie zaprzeczy. Straciłaś brata, potem ojca. Ale…

— Ale co?

— Ale otaczają cię ludzie, którzy nie chcą, żebyś była nieszczęśliwa. Musisz w to uwierzyć.

Westchnęła ciężko.

— Wiesz, kiedy byliśmy mali, Tommy i ja, mama często wykorzystywała przeciwko nam innych dorosłych. Jak byłam niegrzeczna, wskazywała na coś w dorosłym świecie… samochód, który zatrąbił

o kilometr od nas, nawet odrzutowiec przelatujący z hukiem nad nami… i mówiła: „Ten człowiek słyszał, jak się odzywasz do mamy, i teraz chce ci pokazać, co o tym myśli”. To było straszne. Dorastałam pod wrażeniem, że jestem samotna w wielkiej dżungli dorosłych, którzy wszyscy mnie obserwują i przez cały czas osądzają.

— Pełny nadzór… — David uśmiechnął się. — W takim razie nietrudno ci będzie się przyzwyczaić do życia z WormCamem.

— Chcesz powiedzieć, że szkoda już się stała? Nie jestem pewna, czy mnie to pociesza. — Przyjrzała mu się badawczo. — A ty, Davidzie? Co oglądasz, kiedy masz WormCam dla siebie?

Wrócił do mieszkania, podłączył własną stację roboczą do komputera Mary w Wormworks i sprawdził zapisy wykorzystania WormCamu, jakie OurWorld rutynowo prowadził dla wszystkich użytkowników.

Uznał, że zrobił już dosyć, żeby nie czuć winy z powodu tego, co mu pozostało, jeśli chciał spełnić daną Heather obietnicę. To znaczy szpiegować Mary.

Niedługo zajęło mu dotarcie do najważniejszego. W końcu oglądała ten sam wypadek, raz za razem.

Scena ukazała kolejne słoneczne popołudnie, rodzinę i zabawę — niedługo po wizji, którą razem oglądali. Tutaj Mary miała osiem lat i razem z rodziną była na wycieczce w Parku Narodowym Rainier. Wszyscy szli powoli, tempem sześciolatka. Słońce, skały, drzewa.

I wtedy wreszcie znalazł: klucz do życia Mary. Trwał tylko kilka sekund.

Nie podejmowali żadnego ryzyka; nie oddalali się od wyznaczonej ścieżki, nie próbowali niczego przesadnie ambitnego. To był zwyczajny wypadek.

Tommy jechał ojcu na barana, ściskając rączkami gęste, czarne włosy. Nogi zwisały mu z ojcowskich ramion, przytrzymywane mocno szerokimi dłońmi. Mary wybiegła do przodu, ścigając coś, co wyglądało na cień jelenia. Tommy wyciągnął do niej rękę, na moment stracił równowagę, dłoń ojca ześliznęła się — tylko odrobinę, ale to wystarczyło.

Samo uderzenie nie robiło wielkiego wrażenia: cichy trzask, kiedy czaszka uderzyła o ostrą wulkaniczną skałę, dziwnie bezwładnie padające ciało. Zwykły pech, nawet w tym śmiertelnym uderzeniu o grunt. Niczyja wina.

I to wszystko. Skończone w trakcie jednego uderzenia pulsu. Zwyczajny nieszczęśliwy wypadek, niezawiniony przez nikogo — chyba że, pomyślał nagle rozgniewany David, przez Kosmicznego Projektanta, który umieścił coś tak cennego jak dusza sześciolatka w tak kruchym pojemniku.

Za pierwszym razem Mary — a teraz także i David jako nieproszony duch — obserwowali ten wypadek z nietypowego punktu widzenia: przez oczy Mary-dziecka. Zupełnie, jakby wylot tunelu podprzestrzennego zakotwiczył się w samym jądrze jej duszy, w tajemniczym miejscu w głowie, gdzie trwała jej jaźń, otoczona miękką maszynerią ciała.

Mary widziała, że chłopiec spada. Zareagowała: wyciągnęła ręce, zrobiła krok w jego stronę. Zdawał się opadać wolno, jak we śnie. Ale była zbyt daleko, by go dosięgnąć, nie mogła zmienić biegu wydarzeń.

Potem, śledząc obserwacje dziewczyny, David musiał zobaczyć ten sam wypadek z punktu widzenia ojca. Miał wrażenie, że spogląda z wieży: mała Mary była tylko rozmazaną plamą w dole, chłopiec cieniem wokół głowy. Ale te same wydarzenia następowały z tragiczną nieuchronnością: utrata równo wagi, ześliznięcie, zaczepione nogi hamujące trochę, przez co chłopiec spadał głową w dół, prosto na kamienisty grunt.

Ale rym, co Mary wciąż oglądała, nie była sama śmierć brata, ale kilka chwil wcześniej. Spadający Tommy znalazł się o metr od siostry, ale to było za daleko; nie dalej niż centymetry od rąk ojca, ułamek sekundy czasu reakcji. Równie dobrze mógłby być o kilometr dalej, o godzinę opóźnienia — nic nie mogło odwrócić tragedii.

To właśnie, jak podejrzewał David, było prawdziwą przyczyną samobójstwa ojca Mary. Nie popularność, jaka nagle spadła na niego i jego rodzinę — choć to na pewno mu nie pomogło. Jeśli był choć trochę podobny do Mary, musiał natychmiast dostrzec skutki nowej techniki — jak miliony innych, badających teraz możliwości WormCamu i ciemności we własnych sercach.

Jak zrozpaczony ojciec mógłby nie oglądać tej tragedii? Jak mógłby wciąż na nowo nie przeżywać tych strasznych chwil? Jak mógby odwrócić się od swego dziecka, uwięzionego w maszynie, tak żywego, a jednak niezdolnego przeżyć choć o sekundę dłużej — dziecka, które już nigdy nic nie zrobi inaczej?

I jak mógł ten ojciec żyć w świecie, gdzie wypadek był dostępny odtwarzaniu z przerażającą wyrazistością, w każdej chwili, pod dowolnym kątem — wiedząc, że nie potrafi zmienić najmniejszego szczegółu?

Jak bardzo pobłażał sobie on sam — David — oglądając ponure epizody z historii chrześcijaństwa, wypadki o stulecia oddalone od jego własnej rzeczywistości… W końcu zbrodnie Kolumba nie szkodzą już nikomu — może z wyjątkiem samego Kolumba, myślał ponuro. O ileż większą odwagę wykazała Mary, samotne, skrzywdzone dziecko, kiedy patrzyła na moment, który na dobre czy złe ukształtował jej życie.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)