Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 72
Перейти на страницу:

Była także pewna, że parę razy dostrzegła jednorożca. Tropił ich. Próbowała dostać się do jego umysłu, ale równie dobrze mogłaby się wspinać na lodową ścianę.

Co prawda jej własny umysł też nie był spokojny. Ale przynajmniej wiedziała teraz, że nie traci rozumu.

Kiedy mury między wszechświatami są cieńsze, kiedy równoległe pasma „jeżeli” splatają się razem, by przepłynąć przez „teraz”, pewne rzeczy mogą przeciekać. Minimalne sygnały, owszem, ale słyszalne dla wyćwiczonego odbiorcy.

W jej głowie sunęły słabe, uparte myśli tysiąca Esm Weatherwax.

* * *

Magrat nie była pewna, co powinna zapakować. Odkąd zjawiła się w zamku, większość jej oryginalnych ubrań jakoś wyparowała. A chyba nie byłoby grzecznie zabierać te, które kupił dla niej Verence. To samo dotyczyło pierścionka zaręczynowego. Nie wiedziała, czy ma prawo go zatrzymać.

Gniewnie spojrzała na siebie w lustrze.

Musi przestać myśleć w ten sposób. Miała wrażenie, że przez całe życie starała się nie rzucać w oczy, być grzeczna, przepraszać, kiedy ktoś ją potrącił… Starała się być uprzejma. I co osiągnęła? Ludzie traktowali ją, jakby nie rzucała się w oczy, była grzeczna i uprzejma.

Wetknie ten przeklęty list za ramę lustra, żeby wszyscy wiedzieli, dlaczego odeszła.

Właśnie postanowiła, że wyjedzie do jednego z tych niezwykłych dużych miast i zostanie kurtyzaną. Cokolwiek to słowo oznacza.

I nagle usłyszała śpiew.

Z całą pewnością był to najpiękniejszy dźwięk, jaki słyszała w życiu. Przepływał przez uszy wprost do tyłomózgowia, do krwi, do kości…

Jedwabna koszulka spłynęła z jej palców na podłogę.

Magrat szarpnęła drzwi, a niewielki, wciąż zdolny do racjonalnych myśli fragment umysłu przypomniał sobie o kluczu.

Pieśń wypełniała korytarz. Magrat chwyciła fałdy ślubnej sukni, żeby nie przeszkadzała w biegu, i ruszyła ku schodom…

Coś wypadło z komnaty po drodze, uderzyło w nią i powaliło na ziemię.

Był to Shawn Ogg. Przez kolorową mgiełkę widziała jego zatroskaną twarz, obramowaną zardzewiałym…

…żelazem.

Pieśń zmieniła się, choć pozostała taka sama. Złożone harmonie i fascynujący rytm nie uległy zmianie, ale nagle zazgrzytały, jakby słuchała ich przez cudze uszy.

Została wciągnięta przez drzwi.

— Nic się panience nie stało, panno królowo?

— Co się dzieje?

— Nie wiem, panno królowo. Ale myślę, że mamy tu elfy.

— Elfy?

— Dostały pannę Tockley. Bo ten… No, kiedy panienka wyjęła z jej łóżka żelazo…

— O czym ty mówisz, Shawn? Shawn był blady.

— Ten w lochu zaczął śpiewać, a one ją naznaczyły, więc teraz robi wszystko, co chcą…

— Shawn!

— A mama powiedziała, że nie zabijają, jeśli nie muszą. Nie od razu. Mają więcej zabawy, kiedy człowiek jeszcze żyje. Magrat patrzyła na niego, nic nie rozumiejąc.

— Musiałem uciec! Ona próbowała zdjąć mi kaptur kolczugi! Musiałem ją zostawić, panienko! Rozumie mnie panienka?

— Elfy?

— Trzeba trzymać coś żelaznego, panienko! One nienawidzą żelaza!

Uderzyła go w twarz, raniąc sobie palce o kolczugę.

— Bredzisz, Shawn!

— One tam są, panienko! Słyszałem, jak opada zwodzony most! Są tam, my jesteśmy tutaj, a one nie zabijają, trzymają człowieka żywego…

— Baczność, żołnierzu!

Nic lepszego nie przyszło jej do głowy, ale chyba pomogło. Shawn wziął się w garść.

— Posłuchaj — rzekła Magrat. — Wszyscy wiedzą, że tak naprawdę elfów już nie… — Umilkła. Zmrużyła oczy. — Wszyscy oprócz Magrat Garlick wiedzą, że jest inaczej, tak?

Shawn dygotał. Magrat chwyciła go za ramiona.

— Moja mama i pani Weatherwax mówiły, że panience nie wolno się dowiedzieć! — jęknął. — Powiedziały, że to sprawa czarownic! Tylko ich i nikogo innego.

— A gdzie są teraz, kiedy powinny przypilnować sprawy czarownic? Nie widzę ich jakoś. Może ty widzisz? Może stoją za drzwiami? Nie! Może schowały się pod łóżkiem? Dziwne, nie ma ich… Jestem tylko ja, Shawnie Ogg. I jeśli natychmiast nie powiesz mi wszystkiego, pożałujesz dnia, kiedy się urodziłeś.

Shawnowi grdyka podskakiwała nerwowo, kiedy rozważał sytuację. Potem strząsnął z ramion ręce Magrat i przyłożył ucho do drzwi.

Pieśń ucichła. Przez moment Magrat zdawało się, że słyszy na korytarzu szybkie, oddalające się kroki.

— No więc, panno królowo, nasza mama i pani Weatherwax były przy Tancerzach… Magrat słuchała. Wreszcie Shawn skończył.

— Gdzie teraz są wszyscy? — spytała.

— Nie wiem, panienko. Poszli na Rozrywkę… Ale powinni już wrócić.

— Gdzie jest ta Rozrywka?

— Nie wiem, panienko. Panno królowo…

— Tak?

— Dlaczego panienka ma na sobie ślubną suknię?

— Co cię to obchodzi?

— To zła wróżba dla pana młodego, jeśli przed ślubem zobaczy narzeczoną w sukni — oświadczył Shawn, w tradycyjnie powtarzanych idiotyzmach szukając ucieczki przed grozą.

— Będzie zła, jeżeli ja zobaczę go pierwsza — warknęła gniewnie Magrat.

— Panno królowo…

— Tak?

— Boję się, co się z nimi stało. Nasz Jason mówił, że wrócą za jakąś godzinę, a to było już dobre parę godzin temu.

— Przecież poszła tani prawie setka gości i prawie wszyscy z miasta. Elfy nic im nie mogą zrobić.

— Nie będą musiały. — Shawn podszedł do okna bez szyb. — Proszę posłuchać, panienko. Mogę stąd zeskoczyć na spichlerz przy stajni. To strzecha, nic mi się nie stanie. Potem przekradnę się obok kuchni i z wojskową precyzją za mur, przez tę furtkę przy osiowej wieży.

— Po co?

— Żeby sprowadzić pomoc.

— Ale przecież nie wiesz, czy jest tam jakaś pomoc do sprowadzania.

— A czy panienka ma lepszy pomysł? Nie miała.

— To… to bardzo odważne, Shawn — powiedziała.

— Panienka zostanie tutaj, a ja wrócę pewnie jak deszcz — obiecał Shawn. — A może… może bym zamknął drzwi i zabrał ze sobą klucz? Wtedy nawet jakby zaczęły na panienkę śpiewać, nie zmuszą panienki do otwarcia drzwi.

Magrat pokiwała głową.

Shawn spróbował się uśmiechnąć.

— Szkoda, że nie mamy drugiej zbroi — powiedział. — Ale wszystkie są w zbrojowni.

— Nic mi nie będzie — uspokoiła go Magrat. — Idź już.

Shawn skinął głową. Odczekał chwilę na parapecie i skoczył w ciemność.

Magrat przysunęła łóżko do drzwi, usiadła na nim. Przyszło jej do głowy, że może też powinna iść. Ale to by znaczyło, że zamek zostanie pusty, co jakoś nie wydawało się właściwe.

Poza tym była wystraszona.

W komnacie miała jedną świecę, w dodatku do połowy wypaloną. Kiedy jej płomyk zgaśnie, zostanie tylko blask księżyca. Magrat zawsze lubiła blask księżyca — do teraz.

Na zewnątrz panowała cisza. A przecież powinien dochodzić tu gwar miasta.

Nagle wpadło jej do głowy, że może puszczenie Shawna z kluczem nie było najlepszym pomysłem. Bo przecież jeśli go złapią, mogą otworzyć…

Rozległ się krzyk i trwał długo…

A potem znowu opadła cisza nocy.

Po kilku minutach Magrat usłyszała jakieś skrobanie w okolicy zamka, jak gdyby ktoś usiłował wcisnąć klucz trzymany przez kilka warstw tkaniny, żeby przy tym nie dotknąć żelaza.

Drzwi zaczęły się otwierać, aż oparły się o łóżko.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)