Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Spojrzenie Severusa zmieniło się w ułamku sekundy. Płonący w nich żar przygasł, a
na jego twarzy pojawiła się irytacja. Prychnął kpiąco i puścił go tak nagle, że Harry
niemal osunął się na podłogę.
- Gdybyś mnie znał, to wiedziałbyś, że nic mi tak nie działa na nerwy jak paplający
bez sensu Gryfoni - warknął chłodno, odsuwając się od niego i poprawiając szatę. -
Zbieraj się! - rozkazał, odwracając się do Harry'ego plecami.
Harry wyprostował się, wciąż czując lekkie zawroty głowy i nieprzyjemny uścisk w
żołądku.
A Severus znowu był Severusem...
Zadziwiające, jak błyskawicznie potrafił zmieniać swoje zachowanie, kiedy tylko
Harry'emu nie groziło już niebezpieczeństwo.
Zanim Harry zdążył w pełni dojść do siebie, Severus rzucił w niego peleryną-niewidką
i rozkazał:
- Zakładaj to i chodźmy. I tak jesteśmy tu już zbyt długo.
Harry zarzucił na siebie pelerynę-niewidkę, obserwując, jak Severus zakłada na
ramię torbę i wypija kilka łyków Eliksiru Kameleona, po czym, wciąż obserwując
mapę, wyszli na korytarz i skierowali się wprost do opuszczonej Wieży Gryffindoru.
Na górnych piętrach nie było nikogo, poza snującymi się gdzieniegdzie duchami.
Przeszli przez dziurę za portretem i wspięli się po schodach do dormitorium. Severus
umieścił w torbie wszystkie rzeczy z kufra Harry'ego.
- To wszystko? - zapytał, łapiąc go za nadgarstek i przygotowując się do wyjścia.
- Nie. Muszę zabrać jeszcze jedną rzecz - odparł Harry, wyswabadzając rękę z
uścisku mężczyzny i podchodząc do swojego łóżka. Pochylił się i sięgnął pod
poduszkę, zaciskając palce na chłodnej, szklanej kuli, którą dostał od Severusa na
Gwiazdkę. Wyciągnął rękę spod peleryny, podając prezent Severusowi, aby schował
go do torby. - Możemy już iść - wyszeptał, po raz ostatni ogarniając spojrzeniem
miejsce, w którym spędził większą część swojego życia. Poczuł dłoń Severusa
muskającą jego palce, zanim ponownie zacisnęła mu się na nadgarstku.
Droga po schodach w dół wydawała mu się o wiele dłuższa. Jakby każdy stopień
przypominał powolny upadek. Jakby starał się chłonąć wszystkimi zmysłami każdy
krok, ponieważ wiedział, że nigdy więcej tu nie powróci. Jakby każdy z nich miał być
ostatni.
Część 2
Drzwi do Wielkiej Sali były zamknięte, kiedy wychodzili na zewnątrz. Tym razem
jednak nie skierowali się do Wierzby Bijącej. Severus poprowadził ich w kierunku
błoni, ponieważ punkt aportacyjny znajdował się tuż za nimi. W wielu miejscach
zalegał jeszcze śnieg i kiedy tylko zeszli z mostu, Harry dostrzegł biegające po
błoniach sylwetki aurorów i czarodziejów oraz ułożone w oddali, na samej granicy
błoni, nieruchome ciała.
Nie potrafił powstrzymać nieprzyjemnego szarpnięcia w okolicach żołądka, kiedy zdał
sobie sprawę, że to tymczasowe miejsce na sprowadzane z pola bitwy ciała
poległych. Nad niektórymi z nich dostrzegał przygniecione rozpaczą sylwetki ich
bliskich i w jednej z nich rozpoznał...
Zatrzymał się gwałtownie, czując, że serce podchodzi mu do gardła.
Severus szarpnął go za rękę.
- Nawet o tym nie myśl - usłyszał jego ostry głos.
- Muszę z nim porozmawiać - odparł Harry, wpatrując się w rude włosy Rona,
klęczącego w śniegu nad jednym z ciał.
- To nie jest dobry pomysł. - Ton Severusa stał się nerwowy, ale Harry nie chciał go
słuchać.
- Mogę go już nigdy więcej nie zobaczyć - zaprotestował Harry, wyrywając rękę z
uścisku mężczyzny. - Chcę się z nim pożegnać.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony Severusa, ruszył na przełaj przez
pokryte płatami śniegu błonia, omijając przebiegających w pobliżu aurorów. Słyszał
podążające za sobą kroki Severusa, ale nie miał zamiaru pozwolić mu się zatrzymać.
Starał się nie spoglądać na ciała, które omijał, chociaż wydawało mu się, że
dostrzegał wśród nich znajome twarze. Skupiał się jednak tylko i wyłącznie na
wpatrywaniu się w rude włosy swojego najlepszego przyjaciela, który klęczał na
ziemi, odwrócony do niego tyłem i kiedy Harry podszedł bliżej, ujrzał... ją.
Hermiona wyglądała jak na drugim roku. Jakby została spetryfikowana i za chwilę
miała wstać i uśmiechnąć się, mówiąc, że już wszystko w porządku i żeby się nie
martwił. Ale Harry wiedział, że tego nie zrobi i... i czuł taki okropny, uwierający ciężar w piersi, który rósł i puchł i w każdej chwili mógł pęknąć, odbierając mu wszystkie
siły. I po prostu stał, wpatrując się w jej mokre włosy, rozrzucone na śniegu i bladą,
spokojną twarz, walcząc z pieczeniem w gardle i szczypaniem powiek i usiłując
zdusić w sobie rozrywający wnętrzności, kłujący ból.
Podszedł jeszcze bliżej i pozwolił, by kolana ugięły się pod nim, kiedy opadł tuż obok
niej i wyciągnął rękę, dotykając jej lodowatej dłoni. I nie potrafił powstrzymać uczucia, jakby jego żołądek wywracał się na drugą stronę, kiedy spojrzał na twarz Rona. Znał
go od sześciu lat i jeszcze nigdy nie widział na jego twarzy... takiego... takiej...
- Ron - wyszeptał cicho, z trudem zapanowując nad drżeniem głosu. - To ja, Harry.
Oczy Rona rozszerzyły się gwałtownie, wypełniając się przerażeniem i
zdezorientowaniem. Rozejrzał się wokół siebie, w poszukiwaniu źródła głosu.
- Jestem naprzeciw ciebie. Mam na sobie pelerynę-niewidkę - wyjaśnił szybko Harry i
zobaczył, jak spojrzenie przyjaciela koncentruje się na miejscu, w którym klęczał,
pozostawiając w śniegu odciski kolan.
- Harry - wyszeptał Ron nienaturalnie ściśniętym głosem. - To naprawdę ty?
- Tak, wróciłem. I zabiłem go. Już nigdy nikogo nie skrzywdzi.
Harry zobaczył, jak oczy Rona mrużą się, jakby potrzebował dłuższej chwili, aby
przetrawić tę informację.
- Kogo zabiłeś? O czym ty mówisz?
- Voldemorta. Zabiłem go, Ron. I tym razem już więcej nie powróci.
Twarz Rona wypełniła się pełnym osłupienia zdumieniem.
- Ale... jak? Co się stało? Gdzie byłeś? Dlaczego się ukrywasz? Wszyscy cię
szukają. Jesteś ranny?
- Nie, nic mi nie jest. Zostawiłem jego ciało we Wrzeszczącej Chacie. Przekaż to
profesor McGonagall. Co się stało ze Śmierciożercami?
Ron wydawał się być zupełnie otumaniony tym, co usłyszał.
- Oni... nagle wpadli w popłoch i zaczęli uciekać. I nie wiedzieliśmy, co się stało...
Naprawdę go zabiłeś?
- Tak, Ron. Ale zrobiłem to zbyt późno. Przepraszam... Przepraszam, że nie
zdążyłem jej uratować.
Twarz przyjaciela ponownie przykrył cień, a jego usta zacisnęły się w cienką linię.
Harry spuścił wzrok, walcząc z rozmywającym mu się przed oczami obrazem.
Bał się zadać następne pytanie. Bał się, że usłyszy coś, co...
- Co z twoją rodziną? - zapytał ledwie słyszalnym szeptem.
Ron odparł dopiero po chwili i Harry usłyszał w jego głosie drżące, z trudem
utrzymywane w ryzach, szarpiące się emocje.
- Fred i George szukają ciała Bil a - odparł Ron, zmienionym dziwnie głosem i Harry
poczuł, jak na dźwięk imienia jego brata, wszystko się w nim zapada. - Percy jest
lekko ranny, a mama i tata są w Świętym Mungu, przy Ginny. Jest cała poparzona.
Nie wiadomo, czy z tego wyjdzie. - Coś w twarzy Rona zmieniło się, jakby przecięła
je błyskawica trującej nienawiści. - To wina tego skurwiela, Snape'a. Od początku
wiedziałem, że jest zdrajcą. Mam nadzieję, że jak najszybciej go dopadną i zabiją.