Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Harry poczuł się tak, jakby otrzymał prosto w tchawicę cios, który na moment
pozbawił go oddechu.
I w tej samej chwili poczuł dłoń Severusa, zaciskająca mu się na ramieniu i szarpiącą
nim.
Odwrócił głowę i ujrzał zmierzającą w ich stronę sylwetkę Kingsleya.
- Ron, muszę iść. Nie mów nikomu, że mnie widziałeś. Napiszę do ciebie list -
wyszeptał pospiesznie, podnosząc się z kolan.
Ron wydawał się absolutnie zaszokowany.
- Co? Dlaczego? Dokąd chcesz iść? Wszyscy na ciebie czekają.
- Nie mam czasu. Odezwę się wkrótce - odparł szybko Harry, kiedy dłoń Severusa
złapała go za nadgarstek i pociągnęła za sobą i usłyszał cichy, zdenerwowany syk:
- Musimy iść!
- Czekaj! - zawołał za nim Ron, zrywając się na równe nogi i rozglądając wokół,
zdezorientowany rozwojem wydarzeń. - Harry, gdzie jesteś?
Harry niemal biegł, ciągnięty przez Severusa, zmierzającego pospiesznie w stronę
granicy Zakazanego Lasu. Jego serce biło tak głośno, iż miał wrażenie, jakby cały
świat dudnił mu w uszach.
Wszystko było nie tak. Chciał się tylko pożegnać, a teraz czuł się tak, jakby coś
rozdrapywało mu wnętrzności, kiedy przypominał sobie pełne nienawiści słowa Rona.
Bezszelestnie wsunęli się w cień drzew i Harry poczuł, że Severus go puszcza, aby
wypić antidotum na Eliksir Kameleona, ponieważ pozostawanie pod jego wpływem
uniemożliwiało aportację. Starał się nie patrzeć na ściągniętą gniewem twarz
mężczyzny, kiedy Severus na powrót stawał się widzialny. Bez słowa zdjął z siebie
pelerynę-niewidkę i ścisnął ją pod pachą, czekając, aż eliksir całkowicie przestanie
działać i będą mogli się aportować.
- Harry! - Drżący głos, który nagle dobiegł zza jego pleców sprawił, że po ciele
spłynął mu lodowaty dreszcz. Odwrócił się gwałtownie, widząc wyłaniającego się zza
drzewa Rona, celującego różdżką prosto w stojącego obok Harry'ego Severusa.
Musiał pobiec po ich pozostawionych w śniegu śladach... - Odsuń się od tego
zdrajcy.
Hary zareagował instynktownie, ponieważ jego umysł zalała zimna fala przerażenia,
całkowicie uniemożliwiając mu kontrolę nad swoimi działaniami. Błyskawicznie
przysunął się do Severusa, łapiąc go za rękę i przylegając do niego całym ciałem,
aby osłonić go przed możliwym atakiem. I poczuł, jak w tej samej chwili Severus
wyszarpuje swoją różdżkę, celując w Rona i sycząc przez zaciśnięte zęby:
- Opuść różdżkę, Weasley, to pozwolę ci stąd odejść o własnych siłach.
Ale Ron wydawał się w ogóle nie słyszeć jego słów. Wpatrywał się w Harry'ego z
pełnym otępiałej grozy niedowierzaniem.
- Co ty wyprawiasz, Harry? Dlaczego tu z nim jesteś? Dlaczego... - urwał, jakby
kolejne słowa nie chciały mu przejść przez gardło. - Dlaczego, do cholery, go
obejmujesz?
Harry odwrócił głowę, spoglądając na przyjaciela ponad ramieniem i mając wrażenie,
jakby coś rozdzierało mu serce na pół.
- Ron, nie mogłem ci powiedzieć, bo i tak nigdy byś nie zrozumiał. Po prostu opuść
różdżkę i pozwól nam odejść.
- Czego bym nie zrozumiał? - Ron wydawał się coraz bardziej tracić nad sobą
panowanie. - Że rzucił na ciebie jakiś urok i chce cię porwać, żeby mieć kartę
przetargową, kiedy dopadnie go Ministerstwo?!
- Nie, ty nie rozumiesz...
- To ty niczego nie, rozumiesz, Harry! On jest zdrajcą i mordercą! Zabił aurorów!
Wiesz, do czego doprowadził?
- Ron...
- Porwał Ginny i znaleźliśmy ją niemal śmiertelnie poparzoną obok ciała dyrektora!
Jego też mógł zabić! I Hermionę!
- Ron!
- Znalazłem go nad jej ciałem! Jestem pewien, że to on ją zabił! Kto wie, jakich
jeszcze zbrodni się dopuścił!
- Ron, ja nie potrafię bez niego żyć!
Słowa, które wykrzyczał Harry zawisły w powietrzu niczym zamarznięte kryształki
lodu, wypełniając przestrzeń wibrującą ciszą.
Poczuł, jak palce Severusa mocniej ściskają jego dłoń.
Twarz Rona gwałtownie się zmieniła. Stała się tak blada jak znajdujący się pod jego
stopami śnieg. I wypełniła się odrazą. Kąsającą, wykręcającą wnętrzności odrazą.
Cofnął się o dwa kroki i wycharczał:
- Nie... to niemożliwe... jak długo? Ty i on... To... - Jego oczy nagle się rozszerzyły, jakby uderzyło go coś, co przez cały czas miał na wyciągnięcie ręki, a nie potrafił
tego dostrzec. - Ten eliksir... to była prawda. Okłamywałeś mnie przez cały czas. To
do niego wymykałeś się przez ostatnie pół roku. To... to obrzydliwe! Jak mogłeś?! -
Jego twarz wykrzywiła się, jakby zjadł cytrynę i nie mógł uwierzyć w to, że może ona
komukolwiek smakować. - Postradałeś rozum?! On jest po ich stronie!!!
Harry patrzył na nieregularnie kręgi, które kreśliła w powietrzu różdżka Rona i
wiedział, że Severus nie ogłuszył go jeszcze tylko i wyłącznie z jego powodu. Sięgnął
więc po swoją własną różdżkę, odpowiadając zdecydowanym głosem:
- Nie, Ron. Severus jest po mojej stronie.
Ujrzał, jak oczy Rona wypełniają się płomiennym, nieopanowanym poczuciem zdrady
i zanim chłopak zdążył otworzyć usta, Harry błyskawicznie wyszarpnął swoją różdżkę
i wycelował.
- Expelliarmus!
Różdżka wyrwała się z ręki Rona, przeleciała kilka metrów i wpadła w krzaki.
Harry poderwał głowę i spojrzał wprost w przypatrujące mu się z uznaniem, ciemne
oczy. Poczuł ramię Severusa, przygarniające go bliżej do siebie i okrywające go
czarną peleryną, jakby mężczyzna starał się odgrodzić go od całego świata i
zamknąć w swoim. Harry słyszał dobiegający gdzieś z bliska krzyk Rona, ale
wydawał się przytłumiony, jakby dochodził zza szyby:
- Jeżeli z nim odejdziesz, to przestaniesz dla mnie istnieć! Słyszysz?! Będziesz dla
mnie martwy!
Ale Harry niemal go nie słyszał. Zamknięty w ramionach Severusa, otoczony przez
czerń, która tłumiła wszelkie dźwięki i światło, niczym ochronny kokon, z którego już
nigdy nie chciał zostać wyrwany. I pozwolił jej się pochłonąć. Pozwolił, by zabrała go
ze świata, który już go nie potrzebował i zamknęła w świecie, do którego teraz
należał.
Powietrze na ułamek sekundy wypełniło się iskrami i po chwili w miejscu, w którym
jeszcze przed chwilą stały przyciśnięte do siebie sylwetki, pozostały jedynie dwie
pary odciśniętych w śniegu stóp.
***
EPILOG
Świat za oknem zasnuwały gęste sznury korali utkanych z grubych, ciężkich kropel,
łączące ciemne, atramentowe chmury ze smaganymi ulewą krzewami i drzewami,
otaczającymi dom niemal ze wszystkich stron.
Padało nieprzerwanie od dwóch dni i Harry zaczynał się zastanawiać, czy uda mu się
jeszcze złapać ostatnie promienie słońca przed nadejściem jesieni. Obraz był już
prawie skończony. Pozostało mu jedynie wypełnić światłocienie, a do tego
potrzebował właśnie światła. Nie potrafił tego zrobić z pamięci, pomimo iż
obserwował dom wiele razy, siedząc w ogrodzie albo latając wokół niego na miotle.
Severus zaszył się w swoim laboratorium, przygotowując duże zamówienie na
eliksiry lecznicze dla kupca ze Skandynawii i Harry chętnie poszedłby mu pomóc,
aby się czymś zająć, ale po tym, jak ostatnio niemal wysadził w powietrze całą
piwnicę, wolał mu nie przeszkadzać.
Usiadł więc przy biurku, wygładzając duży kawałek pergaminu i postanawiając
odpisać na ostatni list Luny. Była jedyną osobą, z którą Harry utrzymywał kontakt od